Egzamin z powagi drużyny

Dodano przez Shellu | 14 marca 2018 17:03
Licznik odwiedzin: 770

EDIT: News został napisany wczoraj, jednak zdezaktualizował się w wyniku odwołania meczu z Chojniczanką. Jeśli ktoś chce się zapoznać z treścią – zapraszamy do lektury. Tymczasem czekamy na kolejne spotkania.

Ledwo co zakończyliśmy mecz z Rakowem Częstochowa, a tu już pojutrze kolejne spotkanie i to dużego kalibru. To przecież Chojniczanka Sylwestra i Nowy Rok spędziła na pierwszym miejscu w tabeli pierwszej ligi. Teraz co prawda miejsce to straciła, po nieprzynoszącym ujmy remisie w Bielsku-Białej, ale nadal jest to jeden z głównych pretendentów do awansu. Pretendent, którego GKS Katowice musi gonić.

Z siedmiu punktów straty do zespołu Krzysztofa Brede, po sobotnim meczu zrobiło się zaledwie pięć. Oznacza to, że w przypadku wygranej zbliżymy się do tego zespołu na zaledwie dwa punkty.

Trzeba przyznać, że zespół rozbudził apetyty meczem z Rakowem. Na tle wyjściowo silnego rywala (choć nie do końca w „wyjściowej” formie) nasz zespół zaprezentował się bardzo dobrze, gdy grał w komplecie. Abstrahujemy już od tego okresu gry w dziesiątkę, bo taka sytuacja zdarzać się będzie tylko czasami i jakoś sobie z nią katowiczanie poradzili (choć z naszymi palpitacjami serca). Grając w jedenastu nasz zespół radził sobie dobrze i to jeszcze z rezerwami, bo przecież Błąd czy Skrzecz spokojnie mogli (i mogą) grać lepiej. Do wygranej wystarczyły błyski Prokića i Kędziory. Fajnie, że dwóch zawodników potrafi wygrać mecz, ale mając takich ojców zwycięstwa na przykład czterech czy pięciu – można by było być spokojnym o wyniki.

Trener Jacek Paszulewicz bardzo podkreśla kwestie mentalne i to, że dla niego liczy się „umieranie na boisku”. Nie słyszeliśmy takich słów od rozmemłanego Brzęczka, nie słyszeliśmy od bojącego się własnego cienia Mandrysza. Jacek Paszulewicz nie opowiada bajek o taktyce i wielkich umiejętnościach, tylko o „śląskim charakterze”, który ma być kluczem do sukcesu. Przyznam, że słysząc jego słowa, że jest w stanie nawet wybaczyć straty punktów, jeśli będzie walka, ja to kupuję. Oczywiście chcę wyników i wygranych, ale wolę mieć drużynę z charakterem, która czasem potraci punkty, niż zespół mięczaków, którzy wygrają ze słabymi, a w kluczowych konfrontacjach narobią w portki.

Przed trenerem zadanie utrzymania przyzwoitej formy na piątkowy mecz. Przede wszystkim musi zadbać o obronę, która w wyniku absencji Adriana Frańczaka będzie musiała być skorygowana. Wejście Tomasza Midzierskiego na stopera w meczu z Rakowem nie przyniosło dobrego rezultatu, obrona spisywała się pewniej z Mateuszem Kamińskim na środku. Problemem jednak jest brak zawodników, którzy mogliby Adriana na prawej obronie zastąpić, w związku z czym szkoleniowiec musi kombinować.

Wspomniani Błąd i Skrzecz co prawda nie zagrali jakoś wybitnie źle, a Adrian nawet zanotował asystę drugiego stopnia, ale ci piłkarze muszą dać od siebie więcej. Obaj są szybcy i potencjalnie skrzydła mamy naprawdę ekspresowe. Jednak Adrian po prostu musi wrócić do swojej formy z niektórych meczów jesieni, a Oktawian wejść w piłkarską dorosłość. Potencjał ten chłopak ma spory, ale czas na „młodzieńcze wahania formy” mija i musi po prostu okazać się realnym wzmocnieniem – z asystami, a nawet co jakiś czas bramką. Mając Błąda i Skrzecza w formie, dynamicznego Prokića oraz superskutecznego Kędziorę – ofensywa może być naprawdę efektowna i efektywna w tej rundzie. Warto o to zadbać, bo już w poprzednim sezonie tych strzelonych bramek brakowało i gdy obrona coś zawaliła, to było pozamiatane.

Początek tej wiosny jest ciężki, jeśli chodzi o kalendarz. Po Rakowie mamy wyjazd do Chojnic, a potem do Opola, czyli również zespołu z czuba. Potem u siebie Zagłębie Sosnowiec. Katowiczanie, jeśli chcą myśleć o sukcesie na koniec sezonu, muszą punktować już teraz. Same wygrane ze słabeuszami nic nie dadzą – patrz poprzedni sezon i wysokie zwycięstwa ze Zniczem, Puławami czy Tychami. Wydaje się, że GKS i tak już złamał ten trend, bo wygrał z silnym przeciwnikiem już na samym wstępie. Trzeba iść za ciosem.

Chojnice to przyjazny teren GieKSie. Zremisowaliśmy tam trzy razy i raz udało się wygrać – zespół gospodarzy jeszcze nie znalazł na katowiczan sposobu. Ostatni mecz w Chojnicach jednak jest godny zapamiętania. GieKSa prowadziła szybko 2:0, ale potem dała się stłamsić i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Wówczas pisałem, że „takimi meczami robi się awans”. Wierząc, że jednak remis na wyjeździe jest cenny, mimo utraty dwubramkowego prowadzenia. Niestety myliłem się i to był prognostyk przed tym, co najgorsze, czyli zapominaniu o grze w piłkę nożną po przerwie. Z tego powodu kolejne spotkania zostały klasycznie przerżnięte, podobnie, jak cała runda.

Z Rakowem GKS do czerwonej kartki grał dobrze zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie. Jest nadzieja na to, że ta ekipa będzie potrafiła przez pełne 90 minut grać w miarę równo. Spotkanie z Chojniczanką na wyjeździe będzie ku temu idealnym sprawdzianem. Tak jak rok temu Chojnice jeszcze nie, ale kolejne mecze ze Stomilem, a zwłaszcza z Zagłębiem dały nam pełnię informacji o tej drużynie, tak piątkowy pojedynek będzie papierkiem lakmusowym mówiącym o tym, czy tę drużynę możemy traktować poważnie…

3 komentarze »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Mecza — 15 marca 2018 @ 19:30

    Shellu aż się zastanowiłem czy wczoraj coś piłem:) Nigdy nie mylę nazwisk zawodników ale pisałem z telefonu i może coś przeskoczyło:) Z tym potancjałem Skrzecza można dyskutować a co do Mandysza on jest z rodziny usportowionej i na 100% ma potencjał na granie w ekstraklasie.

  2. Shellu — 15 marca 2018 @ 00:16

    1. Skrzecz ma większy potencjał.
    2. Zgoda, że Słomka pomijany, a powinien dostawać szansę.
    3. Mokwa, a nie Moskwa.
    4. Wpuściłbym przez „u” otwarte.

  3. Mecza — 14 marca 2018 @ 20:18

    Co w tym Skrzeczu widzicie to nie wiem. Mandrysz w ofensywie o wiele lepszy, szkoda że Słomka pomijany. Moskwie trzeba dać szansę i obowiązkowo Słaby na lewej obronie. Reszta bez zmian ale wpóściłbym na ostatnie 20 minut tego Słoweńca.

 

Dodaj komentarz

*