[FELIETON] Alfabet włosko-irlandzki po dwóch meczach reprezentacji

Dodano przez James | 14 września 2018 08:00
Licznik odwiedzin: 107

Minęło pierwsze zgrupowanie reprezentacji pod wodzą nowego trenera, dlatego postanowiłem, przy braku meczu GKS-u, że wybiorę 3 literki z alfabetu, ale pod kątem naszej drużyny narodowej. Oto co się wylosowało:

B jak Brzęczek Jerzy, czyli były piłkarz i trener GieKSy w reprezentacji.

Debiut w zeszły piątek. Jak wypadł? Coś w stylu jak zapewne szliście w przeszłości na jakąś imprezę, ale Wam się strasznie nie chciało, a na koniec okazało się, że było nawet sympatycznie. Tak wypadł Jurek. Nawet sympatycznie, bo zremisował z Włochami na ich terenie, o mały włos, a by wygrał  gdyby nie „pudło” Zielińskiego z początku meczu, brak celnego strzału do pustej bramki w drugiej połowie przez Lewego i niedorosłe zachowanie Kuby w 78. minucie, gdy zachęcił sędziego do użycia gwizdka po wślizgu we własnym polu karnym. Nawet sympatycznie, bo jego „dobra zmiana” w postaci Bereszyńskiego, Zielińskiego, Recy czy nawet Klicha pokazała, że może szybko przejąć pałeczkę od starej gwardii i zapewnić nam ten sam poziom sportowy co w przeszłości.

Co do drugiego meczu z Irlandią napiszę tylko tyle, że na możliwych 40.000 kibiców, we wtorek zasiadło 25.000 głów… To nie jest wina selekcjonera, ale ten fakt skłania mnie jednak do refleksji, żeby odpuścić już sobie Wrocławie czy inne Gdański i przenieść reprezentację na Stadion Śląski, wymiennie z Narodowym.

P jak Pietrzak Rafał, czyli były piłkarz GieKSy w „reprze”.

Kolejny „transfer” z GKS-u do reprezentacji. Jego powołanie było istnym szokiem, jednak gdy ja pamiętam Rafała, jak hasał po lewej stronie obrony u nas, to widziałem, że „coś” go jednak wyróżnia na tle tej ligi. Zwłaszcza na jego pozycji, gdy teraz na siłę ustawiamy tam kogo popadnie…

L jak Liga Narodów, czyli substytut grania o złote gacie.

Kupujesz nową Fifę i zastanawiasz się jaka ona będzie. Lepsza czy gorsza? Czy może na takim samym poziomie, ale z lekkim retuszem wyglądu zawodników? I biorąc to porównanie pod uwagę, pod kątem LN muszę przyznać, że ta formuła może dożyć pełnoletności. Inaczej się oglądało mecz w piątek, a inaczej we wtorek. Gdyby w piątek był to zwykły mecz sparingowy to naprawdę gdzieś bym miał, że Kuba powoduje rzut karny. Ale gdy w umyśle masz świadomość utraty punktów, to już dochodzą nas inne emocje. Warto dodać też, że sama atrakcyjność meczów wzrasta, bo zawodnicy nie traktują tego spotkania jako do „odhaczenia”, tylko spinają się czasem na maksa, aby coś, komuś udowodnić, patrz: Hiszpanie leją strasznie wicemistrzów świata, rewelację mundialu. Dobry pomysł!

Brak komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Brak komentarzy.

 

Dodaj komentarz

*