Jak to się zaczęło?

Dodano przez Klaudia | 27 grudnia 2016 11:24
Licznik odwiedzin: 1027

Nowy tydzień, nowy dyżur – moja kolej. Pamiętacie forumowego klasyka „gdyby interesowała mnie piłka, to zostałbym tabelą”? Do tego właśnie nawiążę, gdyż podczas tygodnia ze mną nie spotkacie tu newsów o piłce nożnej, hokeju, siatkówce, czy nawet tenisie. Stałe rubryki oczywiście pozostaną, jednak ja zamierzam pisać o tym, na czym znam się najlepiej i mam nadzieję, że choć w małym stopniu przybliżę wam moją i nie tylko moją codzienność.

Female Fans GieKSa. Pamiętacie? Dawno, dawno temu istniała taka grupa, do której bardzo chciałam należeć, ale ze względu na to, że byłam jeszcze małym smarkiem nie miałam takiej możliwości. Kiedy w końcu osiągnęłam magiczny wiek 16 lat i mogłabym wstąpić w szeregi dziewczyn, grupa już nie istniała. Pech, smutek, zgrzytanie zębów i… pomysł na utworzenie czegoś lepszego. Czegoś, co będzie działało, a nie tylko istniało.

W 2012 roku po raz pierwszy pojawił się temat założenia czegoś na zasadzie stowarzyszenia kobiet działających w GieKSie. Przeprowadziłyśmy rozmowę z chłopakami z SK1964, gdzie poinformowałyśmy o naszych planach i spotkały się one z akceptacją. Wiecie kto wspierał nas najbardziej? Ś.P. Jacek „Jackoow”, którego większość z was będzie pamiętała. Dawał pozytywnego kopa. Zawsze mówił, że się uda, tylko trzeba postawić ten pierwszy pewny krok i spróbować. Żałuję jedynie, że odwaga przyszła dopiero po Jego odejściu i że nie mógł zobaczyć, że w końcu nam się udało. Choć wierzę, że gdzieś tam z góry patrzy i pilnuje, żeby wszystko było dobrze…

Początkiem 2013 roku w rozmowie z jedną z dziewczyn padły te najważniejsze słowa: „działamy!”. Miałyśmy mały problem z pozbieraniem wszystkich w miarę znanych nam kobiet, jednak w końcu się to udało i na pierwszym spotkaniu organizacyjnym zameldowałyśmy się w ponad 20 głów. Pierwsze spotkanie organizacyjne, pierwsze rozmowy i… pierwsza kłótnia o nazwę 🙂 Tak oto z cukru, słodkości i różnych śliczności powstałyśmy i działamy do dnia dzisiejszego!

Początkowo nie miałyśmy większych planów, jak to wszystko ma wyglądać, jednak z czasem przychodziła coraz to większa ilość pomysłów na cele, które będą przyświecały naszym działaniom. Akcje w szkołach były naszym głównym zamierzeniem, jednak wciąż było nam mało. Postanowiłyśmy więc udzielać się również w przedszkolach, fundacjach, schronisku i co najważniejsze – na sektorze rodzinnym. Mecz z ROW-em Rybnik w 2013 roku zapoczątkował, choć zupełnie przypadkiem, naszą przygodę z aktywnością na dwójce. To właśnie sprawiło, że nie dość, że jako pierwsze w Polsce miałyśmy tego rodzaju atrakcje dla dzieciaków, to jeszcze stałyśmy się pierwszymi kobietami prowadzącymi doping w trakcie meczu ligowego na swoim własnym „gnieździe” 😉

Gdybyśmy miały zliczyć wszystkie odwiedzone placówki, pieniądze zebrane na akcje organizowane przez nas, ilość ucieszonych buziek, a przede wszystkim ilość dziewczyn, które nie wytrzymały częstotliwości działań – miałybyśmy problem. Korzystając jednak ze słynnej wśród kibiców z Wełnowca sentencji „vincit qui patitur” (przyp. tłum. „zwycięży ten, kto wytrwa”) – my zwyciężymy i szybko się nas nie pozbędziecie!:)

 

 

 

Lista komentarzy (2) »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Klaudia — 28 grudnia 2016 @ 18:37

    Jak zmądrzeją 🙂

  2. Maryś@ — 28 grudnia 2016 @ 15:44

    a kiedy kobiety będą mogły jeździć na wyjazdy w końcu ? tak jak w innych wielkich klubach

 

Dodaj komentarz

(wymagane)