Jak zwykle zdeptali ciężką pracę wszystkich…

Dodano przez Shellu | 23 października 2017 09:33
Licznik odwiedzin: 4670

Ile to już razy przychodzi opisywać taką sytuację? Wielka mobilizacja kibiców, wzajemne nakręcanie się, adrenalina już kilka dni przed meczem. Reklamowanie spotkania przez klub, mecz szczególny z takimi ważnymi duperelami, jak otwarcie nowej salki VIP, zupełnie inna otoczka, obudowa. Konferencja prasowa przed meczem z udziałem obu trenerów. Po prostu wszystkie warunki piłkarskiego święta.

To wszystko – pamiętajmy – robione w roku, w którym w sposób haniebny został przegrany awans do ekstraklasy. W roku, w którym początek kolejnego sezonu to kompromitujące porażki u siebie z bardzo słabymi przeciwnikami. W roku, w którym dostajemy dwa razy w dupę od Zagłębia Sosnowiec w innej świętej wojnie. W okolicznościach dymisji prezesa, który już nie mógł zdzierżyć tego sportowego bagna.

Mimo to – nakręcanie wszystkich kibiców na ten mecz miało miejsce. Choć piłkarze przekreślili już wcześniej wszelkie kredyty zaufania – i tak ten kredyt, największe zadłużenie świata – ciągle otrzymują. Wystarczy, że zagrają 1-2 dobre mecze i już tak jakby wszystkie ich wcześniejsze kompromitacje są zapominane. Nawet my jesteśmy tak głupi i naiwni, że wierzymy, że jak wygrają z takim Ruchem, to wskoczą na piąte miejsce. Bo przecież wygrali trzy ostatnie mecze.

Piłkarze dostają coś, na co kompletnie nie zasługują w kontekście tego, co było wcześniej. Dostają doping, wsparcie, dostają możliwość wystąpienia w piłkarskim święcie, w fanatycznej atmosferze, w meczu, który dla kibica GKS jest solą kibicowania i gwarancją, że na trybunach będzie wspaniałe widowisko.

I co się dzieje?

Po raz kolejny, po raz dziesiąty, setny czy tysięczny dzieje się dokładnie to samo, czyli zespół ponosi klęskę, a piłkarze niszczą wszystko to, co zostało ciężką pracą zbudowane zarówno przez pracowników klubu i kibiców.

Gdyby to się zdarzyło raz… Czasem jest taki mecz. Czasem nawet bardzo ważny. Taki jak Brazylii z Niemcami. To jest sport i czasem nawet mimo wielkich mobilizacji i tego, że wszystko sprzyja, jednak dostaje się wielki cios. Nielogiczny i nierealny, a jednak się dostaje. Zawala się mecz, przegrywa się już w szatni. Różne takie sprawy.

Tylko, że w klubie GKS Katowice tak się dzieje ZAWSZE. Ta drużyna – niezależnie od tego, z jakich piłkarzy i trenera się składa – przewala wszystkie, dosłownie WSZYSTKIE ważne mecze. Nawet remisy nie są osiągalne. Jesteśmy upokarzani zawsze i przez wszystkich w ważnych meczach. I to zawsze jest podobny schemat, wygrają jakieś 2 mecze poprzedzające, wzbudzą nadzieję, że jednak są coś warci, przychodzi prawdziwy egzamin i zaliczają kompromitację.

Te wszystkie upokorzenia z Zagłębiem Sosnowiec. Mecze z Sandejcą i Górnikiem na wiosnę. Wszystkie mecze, w których miał być lider. Nawet początek obecnego sezonu i mimo wszystko danie szansy przez kibiców – i klęski u siebie. Te wszystkie odpadnięcia z drugoligowcami w Pucharze Polski. Upokorzenie za upokorzeniem, klęska za klęską. Ciągle tylko żal, zamiast raz przeżytej prawdziwej euforii.

Ciekawe czy piłkarze sobie zdają sprawę, co taka porażka dodatkowo wywołuje. Mianowicie to, że kibice Ruchu będą teraz drwić i szydzić, bo przecież wygrali na terenie odwiecznego rywala w pierwszym meczu od 14 lat. Tak samo jak pozwalali, by szydzili z nas kibice Zagłębia Sosnowiec. Po nich to spływa jak po kaczce, bo są „tylko” pracownikami klubu. Dla kibica GieKSy to jest olbrzymia zadra w sercu. Taka, że zaraz panowie piłkarze nie będziecie grać dla 7000 widzów, tylko dla 700. 

Tak naprawdę, gdyby frekwencja na meczach zależałaby tylko od zaangażowania w piłkę nożną, a nie było by takich spraw, jak przywiązanie do klubu, barw klubowych, do tej idei, którą jest GKS Katowice – to by kuźwa na ten stadion już dawno nikt nie przychodził. Bo trzeba być masochistą, żeby dla własnej przyjemności oglądać tak żenujący produkt.

Szkoda, że taki Dawid Plizga, który chyba przecież jest GieKSiarzem, nie potrafił tego popchnąć do przodu. Jego GieKSiarski charakter ujrzeliśmy dopiero po meczu, kiedy wdał się w przepychankę z przeciwnikami. Tylko wtedy.

Niestety nie da się już słuchać trenera Mandrysza po przegranych meczach. Odlatuje bardziej niż Brzęczek. Usłyszałem, że GKS zagrał dobry, a po przerwie nawet bardzo dobry mecz. Kapitan Midzierski w wywiadzie pomeczowym też powiedział, że mecz był po przerwie bardzo dobry. Ja już nie mogę słuchać tych kpin. Po meczu, w którym GKS przegrał z ostatnią drużyną w tabeli, czerwoną latarnią, dodatkowo właśnie w najbardziej prestiżowym z wszystkich meczów jakie mogą być, słyszę takie chore brednie o bardzo dobrym meczu.

Na czym to „bardzo dobre” polegało? Na tym, że przy stanie 0:2 GKS miał większe posiadanie piłki? A jak to miało inaczej wyglądać? Ktoś się spodziewał, że Ruch na Bukowej mają dwubramkowe prowadzenie będzie raz po raz atakował prowadząc atak pozycyjny? Przecież z tego posiadania piłki kompletnie nic nie wynikało. GieKSa stworzyła sobie JEDNĄ klarowną sytuację, gdy po odegraniu Kędziory, Foszmańczyk posłał piłkę w niebo. Nawet gol Cerimagića – choć pochwała za wykończenia – to był czysty przypadek, wynikający z tego, że rywal mu podał piłkę wprost pod nogi. Poza tym mieliśmy granie wszerz boiska i do tyłu, jakieś fatalne przeciągnięte, balonowe wrzutki, totalny chaos, brak pomysłu na grę, brak wzięcia odpowiedzialności. Dodatkowo nasi zawodnicy w pierwszej połowie byli posrani, a w drugiej na bazie tego co się działo, nie było odważnego, który by spróbował zaryzykować. Totalnie bezpieczna i asekurancka gra. Czyli to, co dobrze znamy i co się notorycznie powtarza.Trener mówi o „dobrej jakości”, ale o zbyt dużej ilości błędów. Przecież jedno wyklucza drugie. Ta jakość jest fatalna właśnie przez kluczowe momenty, naznaczone fatalnymi błędami. Zobaczcie sobie jeszcze raz bramki, jak wielu zawodników przez swoje dziwaczne zachowanie jest zamieszanych w utratę goli.

Kompromitacją jest, że ostatnia drużyna w tabeli przyjechała na Bukową i miała – że użyjemy nomenklatury Grzegorza Goncerza – tory kolejowe na skrzydłach. Przecież tak naprawdę to do przerwy mogło być 0:3, gdyby nie Nowak, który wybronił podwójny strzał przeciwników.

A właśnie – Grzegorz Goncerz. Co ten majaczący na konferencji prasowej trener miał na myśli wystawiając tego zawodnika. Gonzo, który gra już sporadycznie nagle miał okazać się zbawieniem. I tak po cichu liczyliśmy, że to będzie taka ostatnia szansa dla zawodnika, ale przez to tak pojeździ i pogryzie trawę, że to taki dar niebios dla niego, że akurat w tym meczu może zagrać, że po prostu wykorzysta to, strzeli gola lub dwa i kibice znów będą skandować jego nazwisko. Niestety zagrał tak fatalnie, jak przez całą wiosnę i to chyba jego koniec w GieKSie. A wystawienie go jest na konto Mandrysza, który podejmując taką decyzję „pomógł” GieKSie w odniesieniu porażki. Nie było przesłanek, żeby ten zawodnik wystąpił w tym meczu…

Zresztą nie tylko on miał okazję coś naprawić. Nawet ten Foszmańczyk – którego w klubie już dawno być nie powinno – mimo wszystko mógł choćby po części naprawić złe rzeczy, które zrobił podczas swojego pobytu na Bukowej. Właśnie w tym jednym konkretnym, tak ważnym dla kibiców meczu. Fosa wolał pieprznąć sto metrów nad poprzeczką. A poza tym miotał się straszliwie i zupełnie nie było jakości w jego grze.

Właśnie przez takie brednie o „dobrym, a nawet bardzo dobrym meczu” GieKSa nie pójdzie nigdy do przodu. To samozadowolenie z jakości gry po przepieprzeniu meczu sezonu jest naprawdę zatrważające i świadczy o braku szacunku do kibiców, klubu i wszystkich, którym GieKSa leży na sercu. Dodatkowo słyszymy, że Kędziora z racji wieku nie może grać co trzy dni. Więc skoro wiek jest problemem, to PO JAKĄ CHOLERĘ ŚCIĄGAMY TAKIEGO ZAWODNIKA? 

Już nie ma sensu pisać o innych zawodnikach, bo przecież ten Kalinkowski nawet w ostatnich wygranych meczach wyróżniał się nieumiejętnością gry w piłkę nożną. On jest tak tragiczny, że nie nadaje się na poziom pierwszoligowy. Naprawdę patrząc na niego tęsknie za Sławkiem Dudą…

Mączyński tak bardzo podniecił się swoją ofensywą, że został odsadzony przy drugiej bramce na kilkunastu metrach na dwadzieścia. I tak dalej, i tak dalej…

Nawet w tych wszystkich wioskach ludzie raz na jakiś czas mogą się cieszyć. Taka Bytovia sposobi się do dwóch meczów ćwierćfinałowych z Legią Warszawa. Ale przykładów można mnożyć i mnożyć. Nasi najwięksi kibicowscy rywale z regionu świętują po meczach z nami. Tylko my kibice GKS Katowice możemy mieć chwilę radości jedynie po „jakimś” zwycięstwie w Bielsku raz na ruski rok. A jak przychodzi naprawdę ważny i prestiżowy mecz – zawsze jest ta sama frustracja, złość, wkurwienie i zgrzytanie zębami.

I jeszcze jedna rzecz – choć wy panowie piłkarze nie cierpicie mojej skromnej osoby (w dupie to mam szczerze mówiąc), to jednak staram się wam kibicować i naprawdę cieszyłem się, że macie taką serię. Już jakiś czas temu w redakcji postanowiliśmy obudować mecz z Ruchem w sposób szczególny, napisać więcej o historii, przez cały tydzień nakręcać atmosferę, napisaliśmy rekordową ilość newsów przedmeczowych. Grając w taki sposób i przegrywając w takim beznadziejnym stylu z naszym największym wrogiem – wy po prostu nie szanujecie także i naszej pracy…

19 komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Mecza — 24 października 2017 @ 19:36

    Wg mnie walczyli ale w piłkę nie potrafią grać.

  2. Wojciech — 24 października 2017 @ 18:26

    @mecza Kto walczył na 100%? Bo na pewno nie nasi kopacze, przeszli koło meczu przynajmniej w pierwszej połowie, a oni nas po prostu zabiegali nic więcej nie zaprezentowali ale to na naszych emerytów wystarczy.

  3. Mecza — 24 października 2017 @ 17:43

    Popadacie w skrajności. Po wygranych czytam super walka, po przegranych mimo że poziom zaangażowania nawet większy – mają wyj… czytam. Przegrali piłkarsko bo są słabi aby zdominować tą ligę ale walczyli na 100%.

  4. Ptd.gns — 24 października 2017 @ 16:46

    Oni mają na nas wyjebane, a z Blaszoka na koniec spiewa się „Jesteśmy z Wami”…

    Komuś się chyba nieźle w głowie pojebało

  5. kosa — 24 października 2017 @ 11:12

    @oloGks

    Mecz przerwano nie z powodu wrzuconej racy, a dymu z wszystkich rac. Mimo wszystko rzucenie jej to głupota.

  6. oloGks — 23 października 2017 @ 22:59

    a ja uwazam ze ten chuj co wrzucił ta race na boisko jak smrody ledwie dychały powinien po pysku dostac i tyle sam grałem w piłke i wiem ze jak ktos dostanie 10 minut przerwy to wraca do gry wiec nie zwalajcie wszystkiego na piłkarzy. Smrodziuchy leżały i kwiczały do tego momentu a po tej przerwie przestaliśmy grać i tyle w temacie

  7. Tom — 23 października 2017 @ 21:23

    Jak w normalnej firmie ujebac premie i wypłaty maja byc od wyników kurwa czy ktoś ich rozlicza dramat
    Ci piłkarze przepraszam kopacze sie nadają ale na zbiory truskawek

  8. WIERNY — 23 października 2017 @ 17:47

    I co zrobił Janicki po meczu? Podziękował chłopakom

  9. Mecza — 23 października 2017 @ 16:08

    Do redakcji. Często były opinie, że Krupa nie zna się na piłce. Czytając komentarze dochodzę do wniosku że on ma lepsze rozeznanie niż wielu fachowców. Pompowanie balonika gdy mamy drużynę na środek tabeli. Piłkarze nic nie zdeptali, oni lepiej nie potrafią. Były wyryw w składzie i nas już nie ma a jak gramy w najmocniejszym składem gramy stykowe mecze i strzały życia są potrzebne aby wygywać.

  10. >Z — 23 października 2017 @ 14:02

    Szkoda, że nie udało się wywalczyć remisu. Szybka i lekko przypadkowa pierwsza bramka – i już bronili się w 11. I w tym momencie pytanie, czego my chcemy od naszej drużyny??

    Gieksa nie gra jak za Brzęczka. Wygoniliśmy z Bukowej człowieka, który wiedział co robi – a któremu się nie udało. Teraz będziemy się bujać z takimi, którzy nie wiedzą, co robić – ale może im się uda.
    Dla mnie opcja nr 1 jest do przyjęcia – bo jest przyszłościowa, mimo że wymagała pewnie więcej niż 1 sezonu. Teraz nawet gdy chłopaki będą orać murawę (bez jakości jak za Brzęczka), a dostaną bramkę czy dwie, znowu ich zaje..my naszym ‚dopingiem’?

    Będzie wyjazd w przyszłej rundzie – i szansa na dobry wynik. Tyle.

  11. Andrzej — 23 października 2017 @ 13:57

    Trener bredzi. Ale po to Shellu jestescie na tych konferencjach, zeby skontrowac jak gada glupoty.
    Padło jakies trudne pytanie???

  12. carra23 — 23 października 2017 @ 13:35

    zawsze zdupcom wszystko!!!

  13. Stallo — 23 października 2017 @ 12:35

    Wstyd do roboty isc

  14. GieKSa — 23 października 2017 @ 11:59

    dobry tekst
    dla mnie runda się już skończyła
    amen

  15. Irishman — 23 października 2017 @ 11:56

    Naprawdę serce boli, gdy przyjeżdżają na Bukową kolejne wioski, które nie prezentują nic wielkiego, ot wybieganie, agresja, pressing na naszej połowie i….. to powoduje, ze jestesmy bezradni. 🙁 🙁 🙁

  16. Andrzej — 23 października 2017 @ 11:48

    Jest jednak jakiś pozytyw. Obserwując wczoraj grę GieKSy jestem przekonany, że wkrótce otworzy się nowa sekcja – rugby. Tam też można podawać tylko do tyłu…

  17. m.k siemce — 23 października 2017 @ 10:59

    Tekst w punkt !!! Brawo

  18. Lipa — 23 października 2017 @ 10:11

    Chuj z awansem, chuj ze stadionem, chuj z wynikami, chuj z całą resztą jakiś wyimaginowanych mało istotnych w tym momencie obietnic.. Są patalachami, nie umieją grać i nikt od nich nie oczekiwał kurwa poziomu Realu czy innych Bayernow! Mieli po prostu wygrać ten najważniejszy mecz! Dla nas! Miało być święto na Bukowej, a wyszła stypa, wkurwienie i niesmak.. brak słów.. żal

  19. kris — 23 października 2017 @ 09:59

    Celowe jest mieszanie w składzie tak jak robił to Brzęczek posyłając w bój kopaczy którzy są bez formy zawsze na ważny mecz.Ludzie przecież by było zbyt pięknie jak by wygrali by rozbudzili apetyty że jest szansa na awans a tak sprowadzili nas na ziemie.Niema się co łudzić o awansie na następne lata,dopuki, doputy nie powstanie nowy stadion.Ja się dziwie i tak że tyle aż ludzi chodzi na mecze i kupują nawet karnety na tą padline i robienie z nas BARANÓW..

 

Dodaj komentarz

*