Kozioł ofiarny Abram i dramatyczni stoperzy

Dodano przez Shellu | 13 czerwca 2017 09:54
Licznik odwiedzin: 1695

Po zakończeniu każdej rundy pod lupę bierzemy każdą formację naszego zespołu. Do bramkarzy, obrońców, pomocników i napastników przygotowujemy 4 osobne artykuły, tak aby każda linia była szczegółowo opisana. Tym razem zrobimy modyfikację – analiza nie będzie tak szczegółowa jak zawsze z prostego względu. Awans został oddany bez ambicji, niesportowo, w sposób niegodny sportowca. Jaki więc sens ma szeroka analiza ustawień, taktyki itd.? Niewielka. Dlatego bardziej opiszemy to w pigułce – w dwóch artykułach, jednym dotyczącym bramkarzy i obrońców oraz drugim – pomocników i napastników.

Bramkarze
W rundzie jesiennej dość szybko miejsce w podstawowym składzie wywalczył sobie Mateusz Abramowicz. Zawodnik niespodziewanie wygryzł ze składu Sebastiana Nowaka i spisywał się naprawdę dobrze notując sporo czystych kont. Wydawało się, że i na wiosnę będzie numerem jeden. I tak naprawdę w pierwszych – kompletnie zawalonych meczach – on wyróżniał się na plus. Mimo puszczonych bramek uratował sporo sytuacji i generalnie bronił świetnie. W kolejnych spotkaniach co prawda już nie miał zbyt wielu interwencji, a rywale często jedyne swoje akcje zamieniali na gole. I choć Mateusz przy bramkach nie zawinił, to jak widać u trenerów działało to na jego niekorzyść, bo stracił miejsce w składzie. Nie na jeden czy dwa mecze. Stracił je na stałe. Zupełnie niezasłużenie i nie sprawiedliwie. Wszedł tylko na mecz z Bytovią i puścił jedną bramkę.

W jego miejsce wszedł Sebastian Nowak. Nie można powiedzieć, żeby jakiś mecz szczególnie zawalił. W Mielcu bronił nieźle, ale puścił trzy bramki (i zaliczył asystę przy golu Prokića). Z Tychami i Pogonią było na zero z tyłu, a zwłaszcza z Tychami popisał się kilkoma interwencjami ratującymi zespół. W przegranych meczach z Sandecją i Górnikiem wiele nie mógł zrobić przy traconych golach. Za to z Kluczborkiem w ostatniej akcji meczu hasał na środku boiska i gdy był rzut wolny, nie spieszył się z powrotem do bramki. Pozostawił ją pustą, co wykorzystali rywale strzelając z połowy boiska. Zachowanie dość kompromitujące. Potem był jeszcze mecz na zero z Olimpią.

Trudno zrozumieć decyzję o odstawieniu dobrego bramkarza, jakim jest Abramowicz. Oczywiście jakieś głupoty o tym jak kto się prezentuje na treningach możemy słuchać, faktem jednak jest, że Mateusz nic, kompletnie nic nie zawalił. Nie jego winą było to, że obrona grała na tyle pokracznie, że jedną czy dwie akcje rywali kończyły się takimi strzałami, że golkiper był bez szans. Ale kozła ofiarnego zawsze najłatwiej znaleźć w bramkarzu. Szkoda gadać.

Obrońcy
Na prawej obronie tradycyjnie przez większość rundy mieliśmy Alana Czerwińskiego. Piłkarz Roku 2016 tak naprawdę miał monopol na grę w podstawowym składzie z racji nie tylko swojej dobrej dyspozycji na jesieni, ale też zupełnego braku konkurencji. Być może to była jedna z przyczyn, która spowodowała, że wiosna w wykonaniu Alana była dość słaba. Waleczności nie można mu było odmówić, ale też to nie był ten poziom agresji, co jesienią. Pamiętamy jego bieg za piłką przez 70 metrów w końcówce meczu w Chojnicach, ale pod względem ambicjonalnym był to właśnie jeden z niewielu taki zrywów. W defensywie radził sobie raz lepiej, raz gorzej, brakowało natomiast w przekroju całej rundy szybkich akcji skrzydłami. Pamiętamy z jesieni jego wejścia skrzydłem i dobre dośrodkowania po ziemi (nie na ślepo) w centrum pola karnego. Tym razem tego prawie w ogóle nie było. W pierwszej połowie meczu z Miedzią mieliśmy namiastkę takich okazji, ale niestety, jak już Alan dobrze działał, to fatalnie spisywali się ci, którzy mieli tę piłkę otrzymać w polu karnym, a nie było ich na posterunku. Ogólnie zawodnik jednak sprzeciętniał i dostosował się do reszty drużyny. Pretensji do niego nie mamy, bo i tak wykonał sporą pracę w porównaniu do fatalnych początków w GieKSie. Czy odejdzie tego nie wiemy. W każdym razie Alan w formie robił dobrą robotę zwłaszcza w ofensywie.

Kilka razy – między innymi w Sosnowcu – Czerwińskiego zastąpił Adrian Frańczak. Powrót po bardzo długiej kontuzji nie był udany. Zawodnik dość słaby, nie wniósł nic dobrego do zespołu. Nie miał nawet tych przebłysków ofensywnych czy kopyta – z jakiego go znaliśmy. I co tu więcej dodać?

W środku obrony mieliśmy sporo problemów. Oczywiście pewniakiem do gry był Mateusz Kamiński, pytaniem tylko było – kto do pomocy. Już jesienią przecież Oliver Prażnovsky grał tragicznie i pojawiała się spora wątpliwość, czy się ogarnął. Ściągnięty do klubu został też Tomasz Wisio i to on zaczął partnerować Kamińskiemu od pierwszego meczu w Chojnicach. Ogólnie jego gra to był koszmar i trener Brzęczek zamiast szybko go w trybie alarmowym odstawić, stawiał na niego jeszcze przez kilka kolejek – wiadomo, funfel z Austrii. Miał udział przy traconych bramkach, potykał się o własne nogi, a ze Stomilem zasłaniał rywalowi bramkę, po czym zrobił skok w bok i ją po prostu odsłonił w całości. Po Sosnowcu w składzie pojawił się Słowak. Chwaliliśmy go po pierwszych spotkaniach, cieszyliśmy się, że wrócił na właściwe tory. Tak jakbyśmy zapomnieli, że to były m.in. Znicz i Puławy. Swoją twarz Prażnovsky pokazał z Miedzią. W meczu z legniczanami odstawił taką żenadę, że głowa bolała. Dwa razy dał się objechać jak dziecko przy linii końcowej, tylko że raz nie padła bramka (cudem), ale za drugim razem już tak. To był fatalny Prażnovsky z jesieni, tylko wtedy mu wszystko uchodziło na sucho. Kolejkę później już w 20. minucie osłabił zespół dostając głupią czerwoną kartkę. Do składu wrócił Wisio i zaczął spisywać się lepiej, zagrał dobre mecze z Tychami i Pogonią, a w Siedlcach miał nawet kilka sytuacji i pecha, że piłka nie wpadała do bramki. Niestety, gdy już zaczął grać dobrze, odniósł kontuzję. Na bardzo ważny mecz z Sandecją wrócił Prażnovsky i znów zaprezentował się dramatycznie. Notorycznie podawał do przeciwnika, pokracznie przyjmował piłkę, nawet nie potrafił czysto wybić na kilkadziesiąt metrów. Wyglądało to tak, jakby nie był w pełni dysponowany. Trener znów postanowił coś zmienić i odkurzył na stopera Łukasza Pielorza. Ten dobrze zagrał z Górnikiem, ale w starciu z drugoligowcem z Kluczborka grał jak trzecioligowiec. Nie wiedział, co się dzieje, dawał się wkręcać w ziemię. Na końcowe mało ważne mecze do składu wrócili Prażnovsky i Wisio, ale to już nie miało żadnego znaczenia.

Co do Kamińskiego to nie był on ostoją defensywy, tak jak wcześniej. Powiedzielibyśmy, że indywidualnego dramatu nie było, ale 19 bramek na wiosnę zostało straconych. Nie było tego czyszczenia, co na jesieni. Rywale czasem mało atakowali, ale i tak strzelali po dwie bramki w meczu, co wystawia jak najgorsze świadectwo defensywie. Właśnie to jest taki problem z nim, że w większości meczów grał poprawnie, ale to zdecydowanie za mało i nie jest to ekstraklasowy poziom. Zdarzały mu się też koszmarne błędy, jak asysta przy golu Podbeskidzia. Zdecydowanie nie pomógł w tej rundzie. Przede wszystkim też nie widać po nim sportowej złości. Zasiedział się w Katowicach i też zatracił taką ambicję. Reaguje smutkiem, a nie złością. Jako wicekapitan powinien uderzyć pięścią w stół. Ale czy chciał? Podpisał nowy kontrakt z GieKSą i obawiamy się, że może popaść w jeszcze większy marazm, zarówno piłkarski, jak i mentalny.

Na lewej stronie obrony zaczynał Dawid Abramowicz. Zaczął od bardzo dobrej gry w Chojnicach i wypracowaniu drugiej bramki. Potem miał udział przy golu straconym. Ze Stomilem już zawalił bramkę, bo asystował rywalowi (fatalne przecinanie podania). W defensywie generalnie spisywał się przeciętnie, ofensywnych umiejętności (drybling) nie ma żadnych. Niestety w tej rundzie – poza meczem w Siedlcach – nie stwarzał zagrożenia wrzutami z autów. Ze Zniczem miał na tyle fatalne interwencje, że trener zdjął go w trakcie meczu (tłumaczył kontuzją). Dawid przez kilka kolejek nie grał. Zastępował go na lewej obronie Damian Garbacik lub Adrian Frańczak. O tym drugim już pisaliśmy, Garbacik natomiast dobrze spisywał się jesienią na środku obrony, ale wystawianie go na skrzydle to jest nieporozumienie. Zawodnik po prostu jest zbyt przeciętny, by grać o wysokie cele. Abramowicz znów grał w dalszej fazie sezonu na obronie (kilka meczów w pomocy) i strzelił gola z Tychami. Generalnie był jednym z bardziej walecznych zawodników, ale on po prostu jest toporny i drewniany. I to też nie są umiejętności na walkę o ekstraklasę. Ale przy lepszych partnerach, kto wie – może nie będzie musiał się tak angażować w ofensywie?

Wkrótce opiszemy pomocników i napastników.

4 komentarze »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Irishman — 14 czerwca 2017 @ 10:51

    @psz, no właśnie to samo miałem napisać! To jest dla mnie jedna z największych zagadek warsztatu Brzęczka dlaczego przy fatalnej grze pozostałych zawodników na pozycji lewego stopera – Praznovskiego, Wisio, Pielorza (on powinien być EWENTUALNIE ustawiany na prawej stronie) nie spróbowaliśmy tam Garbacika? Gorzej na pewno nie byłoby, a jestem prawie pewien, ze wyglądałoby to lepiej.

    @hajna nie wiem co Ty się tak przyczepiłeś do Jojki? Przecież to chyba I trener decyduje o tym kogo wystawia do gry. Natomiast jak już zachwycamy się Abramowiczem, to zauważmy, ze on dopiero u nas, trenując pod okiem Janusza tak wystrzelił z formą.

    I jeszcze na koniec o Czerwińskim. Jasne to był bardzo ważny dla nas zawodnik jeśli chodzi o ofensywę. Ale i jemu zdarzały się kiksy w grze obronnej.

  2. hajna — 13 czerwca 2017 @ 17:56

    Gdyby nie mieszanie bramkarzami przez J Jojko i bardzo słabe pojęcie J Brzęczka oraz brak reakcji prezesa Cygana powinniśmy grać w ekstraklasie. W związku z tym mam pytanie czy ktoś z tych ludzi pomijał konsekwencje bo ja tego nie widzę prezes został Jojko też jedynie Brzęczek sam nie zwolniony uciekł.Abramowicz to bardzo dobry bramkarz i dodatkowo młody Nowaka nie chciał nawet Górnik Zabrze jest zbyt wolny na grę w szesnastce co dziwne miał kłopoty z łapaniem górnych piłek a mimo to Jojko go preferował. W obronie Czerwiński, Kamiński grali cały sezon na plus gorzej z resztą defensorów z reszty drużyny tylko Kalinkowski i Prokic grali równo reszta prócz Goncerza różnie ale to zależało od ustawienia drużyny przez Brzęczka tylko Goncerz osłabiał w ewidentny sposób grę drużyny. Trzeba sporych zmian w klubie by myśleć o ekstraklasie bo słabszych drużyn w Nice lidze już nie będzie chyba że śmierdziele spadną do czwartej ligi.

  3. Pepik78 — 13 czerwca 2017 @ 15:17

    Ja dalej nie mogę pojąć po jaki ch…j shellu analizuje zeszły sezon? Wydaje mi się ze trzeba siebie nienawidzić, żeby wracam wspomnieniami do ostatniego sezonu. Piłkarze mają walkę gdzieś a shellu traci czas na analizę. Niezła farsa.

  4. psz — 13 czerwca 2017 @ 10:57

    Do dziś nie pojmuję, dlaczego Brzęczek nie zaczął wiosny z Garbacikiem na środku obrony, skoro na jesieni wypadał on tam przyzwoicie? Być może gdyby postawił w marcu na parę Kamiński-Garbacik, to dziś cieszylibyśmy się z awansu. Bo nasze wiosenne problemy wzięły się przede wszystkim z niepewnej defensywy…

    Nie mówię, że Garbacik to jakiś super stoper, ale chyba wpadłby solidniej od Wisia i Prażnovskiego, a przy okazji byłby młodzieżowcem w składzie.

 

Dodaj komentarz

*