Dołącz do nas

Kibice Klub Piłka nożna Stadion

Nie tak miało to wyglądać… [RELACJA]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nareszcie nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Po 23 latach nasza GieKSa rozegrała spotkanie o punkty z Zagłębiem Sosnowiec. Mecz ten zyskał miano „Meczu Sezonu” i był bardzo poważnie traktowany przez oby dwie ekipy kibicowskie. Piękna słoneczna pogodna, pełny trybuny i świetna atmosfera – to był idealny dzień na mecz z rywalem zza Brynicy.

Przypomnijmy sobie jeszcze składy w jakich rozpoczęły ten mecz oby dwie ekipy:

GKS: Dobroliński- Pietrzak, Kamiński, Jurkowski, Czerwiński- Szołtys, Leimonas, Pielorz, Bębenek, Burkhardt, Goncerz.

Ławka rezerwowych: Kuchta, Wołkowicz, Zapotoczny, Duda, Frańczak, Trochim, Ciechański.

ZAGŁĘBIE: Gąsiński, Ninković, Sierczyński, Fidziukiewicz, Markowski, Ryndak, Dudek, Pribula, Mizgała, Matusiak, Budek.

Ławka rezerwowych: Fabisiak, Sołowiej, Fonfara, Arak, Margol, Tylec, Zaradny.

GieKSa od początku spotkania wyszła agresywny pressingiem co zwiastowało, że to będzie mecz walki. W pierwszej minutach dłużej przy piłce utrzymywało się Zagłębie, ale nie mieli sposobu na agresywnie grającą GieKSe. Oby dwie drużyny grały nie dokładnie przez co w pierwszych minutach meczu nie byliśmy świadkiem żadnej akcji podbramkowej. Pierwszy strzał w tym meczu oddało Zagłębie w 9 minucie, którego autorem był Łukasz Matusiak. Pierwszy celny strzał w tym meczu oddało Zagłębie, ale strzał był w sam środek bramki i pewnie obronił Rafał Dobroliński. Po kilku minutach walki w środku boiska, odważną akcją w ekipie gości popisał się Mizgała wywalczając rzut rożny dla swojego zespołu. Chwilę później GieKSa przeprowadziła groźną akcję, ale Bębenkowi nie wyszła centra w pole karne, która wylądowała za bramką Gąsińskiego. Bardzo groźnie było po strzale zawodnika Zagłębia, ale Dobroliński sparował piłkę i tylko szybka interwencja obrońcy zapobiegła bramce dla Zagłębia. Niestety zaraz potem z rzutu rożnego bramkę dla Zagłębia zdobył Konrad Budek. Dało się zauważyć, że to Zagłębie jest bardziej zdeterminowane by zdobyć bramkę co udało im się w 24minucie. Piłkarze GieKSy starali się szybko odrobić straty, ale strzał Leimonasa z główki był niecelny. Zagłębie nie rezygnowało z dalszym ataków czego efektem była bardzo ładna akcja zakończona strzałem z główki Fidziukiewicza. Piłkarze GieKSy nie poddawali się szczególnie widoczni byli Leimonas oraz Burkhardt, który oddał kąśliwy strzał w 36 minucie, ale niestety niecelny. GieKSa z minuty na minutę co raz bardziej się rozkręcała i w końcu udało się oddać pierwszy celny strzał, którego autorem był Filip Burkhardt. W pierwszej połowie nie wydarzyło się już nic ciekawego i to drużyna Zagłębia schodziła do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.

Przed drugą połową byliśmy świadkami jednej zmiany w GieKSie. Boisko opuścił Maciej Bębenek w jego miejsce pojawił się Adrian Frańczak. Początek drugiej połowy także nie był rewelacyjny w przypadku GieKSy, dalej mnożyły się niedokładne podania do partnerów. Dało się zauważyć, że w szatni GieKSy padły ostre słowa, ponieważ to katowiczanie przejęli inicjatywę w tym meczu i prowadzili grę z której na razie nie wiele wynikało. Zagłębie jednak dalej było groźne a nasza obrona nie grała tak jak tego byśmy oczekiwali czego efektem był bardzo groźny strzał Fidziukiewczia. w 62 minuty byliśmy świadkami drugiej zmiany w GieKSie słabo grającego Szołtysa zmienił Daniel Ciechański. W 73 minucie Zagłębie przeprowadziło pierwszą zmianę Mizgałę zmienił Margol. Mijały minuty a w grze GieKSy nie można było dostrzec jakiś pozytywów. Zagłębie wyraźnie się cofnęło na własną połowę i grali z kontry. W 82 minucie byliśmy świadkami zmian w oby dwóch ekipach. W Zagłębiu zszedł z boiska Fidziukiewicz w jego miejsce pojawił się Arak. Natomiast w GieKSie Leimonasa zmienił Wojciech Trochim. GieKSa starała się zagrozić bramce Zagłębia, ale strzały katowiczan były za słabe by mogły stworzyć trudności Gąsińskiemu. W 85 minucie Zagłębie przeprowadziło ostatnią zmianę. Na boisku pojawił się dobrze znany w Katowicach Grzegorz Fonfara, który zmienił Dudka. Piłkarze GieKSy w końcówce wzięli się do roboty, ale po strzale głową Grzegorza Goncerza piłka uderzyła w słupek bramki Zagłębia. Wejście Trochima na boisko ożywiło całą drużynę GieKSy jak i trybuny, które już chyba przestawały wierzyć w zwycięstwo. Gra z kontry Zagłębia mogła dać im bramkę, ale z 7 metrów piłkarz Zagłębia nie trafił w ogóle w bramkę strzeżoną przez Dobrolińskiego. GieKSa w końcowych momentach grała znacznie odważniej przez co w polu karnym Zagłębia można było zobaczyć Kamińskiego. W doliczonym czasie gry znakomitą akcję GieKSy zepsuł Frańczak dogrywając zbyt wysoko do partnerów. Niestety pomimo dalszych ataków GieKSy nie udało się strzelić bramki rywalom. GieKSa w marnym stylu przegrywa z Zagłębiem Sosnowiec 1:0.

Niestety po 23 latach GieKSa przegrywa z rywalem zza Brynicy 1:0. Zagłębie okazało się rywalem bardziej zdeterminowanym i lepszym piłkarsko zespołem. W naszej grze było zbyt dużo niedokładności oraz złych decyzji. Pozostaje nam czekać tylko na rewanż na Stadionie Ludowym.

 

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    carra23

    8 sierpnia 2015 at 20:55

    Szkoda godac!!!

  2. Avatar photo

    rudi

    8 sierpnia 2015 at 20:58

    Brawo pajace z sektora C . Rzucać listewkami i racami każdy umie .Może byście tak pomogli innym ekipom na dzielnicach jak jesteście takie kozaki i siła was rozpiera . Wystarczy popytać . W klubie się nie przelewa a będą kary finansowe . Nie mówiąc że prawdopodobnie nie pojedziemy do Gdyni .

    Rudi (34 sezony na GieKSie)

  3. Avatar photo

    lukasz

    8 sierpnia 2015 at 21:15

    Przylaczam sie do Rudiego. „BOHATEROWIE” z sektora C, za to co zrobiliscie zakaz dozywotni na GieKSe. Rzucac flagami klubowymi i Herbem Kozaki poteaficie, Wypierdalac z B1 !!! Kary beda jak nic ale przekaz poszedl na Polske ze banda kilku niedorozwinietych idiotow moze zaczac rzucac racami a potem walic jak barany w plot i rzucac flagami w ochrone. Jestescie Popierdoleni i to przez takich jak Wy klub bedzie stac w miejscu !!! A do pozostalych na Blaszoku – jesli wiece kto to byl to nalezy spuscic taki wpierdol zeby wiecej ta zaraza na mecz nie przyszla….. Odnosnie gry bez komentarza …

  4. Avatar photo

    lukasz

    8 sierpnia 2015 at 21:20

    i jeszcze jedno – takie zachowania nalezy pietnowac bo pilkarzy rozliczac umiemy a kibivcowsko przez tych pojebow niestety mimo zajebistej oprawy, wiekszosc zapamieta z powodu rzucanych rac i proby sforsowania ogrodzenia. Zaplacic za te wyrwane krzeselka !!!

  5. Avatar photo

    Jarecki

    8 sierpnia 2015 at 21:25

    Grali mizernie po zmianach ciut lepiej.Caly zespol na wielki wielki minus. Morze pracy przed zawodnikami.
    Ps. Deptac SWOJE barwy to jest juz szczyt debilizmu. Jestescie z siebie zadowoleni?! Jeztescie z tego dumni?! Banda debili baz kszty rozunu

  6. Avatar photo

    roberto

    9 sierpnia 2015 at 12:36

    dziekowac kibicom bo pokazali sie na prawde z dobrej strony przez kilku debili zamkna nam stadion policja wnioskujo o zamkniecie na 3 mecze i na pewno wojweoda zamknie Dzieki

  7. Avatar photo

    tom

    9 sierpnia 2015 at 12:47

    Jaka drużyna tacy kibice.

  8. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:28

    Burkhardt w jednym z wywiadów dla GieKSy mówił, iż dziwi się, że z tak młodym zespołem mamy ambicje ekstraklasy … wszystko w temacie.

  9. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:34

    potwierdza się stara maksyma, iż lepsza jest jakość (2,5 tys Kibiców i Sympatyków GiekKSy na szpilu) niż ilość (pełny stadion Kibiców i Sympatyków GieKSy + kilku debilów nie wiadomo skąd) .Swoką drogą miało być śiwto na B1 a jak zwykle kilku debili prócz piłkarze GieKSy zepsuli wszystko.

  10. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:35

    potwierdza się stara maksyma, iż lepsza jest jakość (2,5 tys Kibiców i Sympatyków GiekKSy na szpilu) niż ilość (pełny stadion Kibiców i Sympatyków GieKSy + kilku debilów nie wiadomo skąd). Swoją drogą miało być święto na B1 a jak zwykle kilku debili plus piłkarze GieKSy zepsuli wszystko.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga