Minimalna taryfa ulgowa

Dodano przez Shellu | 26 lipca 2018 18:05
Licznik odwiedzin: 961

Przed nadejściem nowego sezonu nie robiłem sobie wielkich nadziei – zresztą nie robię sobie ich nadal. Pierwszy mecz nowych rozgrywek dobitnie pokazał, że nie czeka nas droga usłana różami. Oczywiście – w żadnym wypadku nie należy tej drużyny po spotkaniu z Podbeskidziem przekreślać. Inauguracje różnych drużyn często są bardzo słabe, a na koniec jest sukces. Z ostatecznymi sądami więc oczywiście na ten moment należy się wstrzymać. Natomiast my jako kibice mamy też olbrzymie doświadczenie związane z naszą drużyną. I wiemy też, że takie początki nie wróżyły nic dobrego – i nawet jeśli potem było dobrze lub bardzo dobrze – to finał był pod koniec sezonu ten sam.

Przyznam, że i rok temu nie spodziewałem się niczego wielkiego. Pozostawienie w klubie wielu zawodników, którzy za kadencji Jerzego Brzęczka oddali awans, spowolniło sportowy rozwój klubu co najmniej na rok. Widzieliśmy to my, nie widzieli tego szkoleniowcy i zarząd klubu. Wszystkie te Foszmańczyki i spółka dawały praktycznie stuprocentową gwarancję, że awansu nie będzie. Oczywiście momentami jesieni i wiosny daliśmy się nabrać (i ja również), że jednak będzie inaczej. Nie było. Koniec sezonu Paszulewicza był jeszcze większym ciosem niż koniec Brzęczka.

Teraz sytuacja jest trochę podobna i trochę inna. Podobna, bo trzeci raz z rzędu gramy fatalną inaugurację ligi na Bukowej. Dwa lata temu z Wigrami, rok temu z Pogonią po żenujących meczach przegrywaliśmy. Teraz – znów to samo. Z Podbeskidziem nie było szansy nawet na remis, bo nie potrafiliśmy sobie stworzyć – jak słusznie zauważył w Podcaście Kosa – nawet 80-procentowej sytuacji. Po prostu dno i metr mułu.

Trochę inna, bo – najpierw żartobliwie – nadal jesteśmy w rozgrywkach Pucharu Polski! Dwa lata temu z Radomiakiem, rok temu z Siarką odpadaliśmy jeszcze przed pierwszą kolejką. No dobra – to wszystko przez reorganizację rozgrywek i start Pucharu Polski w tym roku dużo później. Mówiąc jednak na poważnie – sytuacja jest inna, bo pozbyliśmy się naprawdę sporej, dużej, olbrzymiej części piłkarskiego szrotu, który zapełniał tę szatnię od kilku lat. Napiszę w tym miejscu – i niezależnie od postawy i rezultatu w obecnym sezonie – cieszę się niezmiernie, że oczyściliśmy szatnię z Foszmańczyka, Kalinkowskiego, Zejdlera, Prokića i wielu innych. To samo w sobie jest pierwszym krokiem do rozwoju i stworzenia sobie szansy. Oczywiście nie jest powiedziane, że przyszli do nas dobrzy zawodnicy, ale czas tamtych powinien skończyć się już rok temu. Straciliśmy cały sezon na trzymanie ich w klubie.

Kilku zawodników, którzy również powinni odejść, zostało. Co prawda to znikomy procent, choć z drugiej strony ich rola w szatni nadal może być spora. Na ten moment mniejsza o to. Cieszmy się z tego, co jest, bo takiego wietrzenia szatni trudno było sobie nawet wymarzyć.

Przyszło też wielu nowych zawodników. I chciałbym powiedzieć, że daję im trochę czasu i taryfę ulgową. Chciałbym, ale bym skłamał. Daję im minimum tego czasu na wkomponowanie się w katowicką rzeczywistość. Nie kupuję bajek o potrzebie jednej rundy na zaaklimatyzowanie się. Po pierwsze, to są dojrzali sportowcy i ich zadaniem jest sensowne kopanie piłki. Po drugie – nie wyjeżdżają na drugi koniec świata. Po trzecie – to są rozgrywki ligowe i spodziewam się, że jeśli ktoś trafił do Katowic, to jest na starcie gotowy walczyć i grać jak najlepiej. A już w ogóle, jeśli zna na przykład trenera Paszulewicza i specyfikę pierwszej ligi.

Daję więc im jedynie te 2-3 kolejki (jedna już minęła). W tym czasie muszą się rozkręcić i grać na miarę możliwości. Dlatego też taki Michalik za mecz z Podbeskidziem ma jeszcze fory, ale jeśli będzie grał tak cały czas, to będzie normalnie poddany krytyce. Minimum pokazał, więc ok. Podobnie z wieloma innymi. Jedynym wyjątkiem z nowych jest Kupec, który kompletnie nie ogarnął pierwszego meczu. W jego przypadku liczymy jednak, że to pierwsze śliwki robaczywki i gorzej już nie będzie. Z drugiej jednak strony przypominają się „ekstra” debiuty typu Tomasz Mokwa, które nie był przypadkiem, tylko wyznacznikiem, kto się pojawił nowy w klubie.

No ale nowi, nowymi. Nie ma i nie będzie żadnej taryfy ulgowej dla tych, którzy w GieKSie grali w poprzednim sezonie. Bo przykro to mówić, ale oprócz Kupca, najsłabszymi na boisku byli Błąd i Volas. Obaj na tle nowych kolegów zaprezentowali się tragicznie. I o ile co do Volasa to jakoś czuję, że nie ma co wiele oczekiwać, bo pewnie i tak za pół roku ucieknie do jakiegoś Turkmenistanu, to kreowany przez wielu na lidera Adrian Błąd zagrał tak beznadziejnie, że nie zasługuje na występ przeciw ŁKS. Na tego lidera kreuje się i sam Adrian, rozanielony tym, że umieszczają go na okładkach skarbów kibica. Straszny to w ogóle kontrast – Adrian tak pewny siebie w wywiadach czy na Twitterze, a na boisku gra tak, jakby miał 14 lat i wpuszczono go na mecz seniorów. I nie pisałbym tego, gdyby to był tylko tej jeden mecz. Patrząc rzetelnie, to całą wiosnę Błąd grał słabo lub bardzo słabo. Ale – był efektywny i to go ratowało. I nikt nie miał pretensji, bo w piłce liczą się gole i asysty. Więc ta słaba gra uchodziła mu płazem. W drugiej połowie rundy grał jednak beznadziejnie i przestał dawać liczby. I gdy można było myśleć, że teraz to się zmieni – zagrał jeden z najgorszych meczów w GieKSie – z kilkoma zawalonymi wrzutkami z akcji i kilkoma ze stałych fragmentów gry. Ale to się złożyło na to, że zawalił wszystko, co miał.

Dlatego naprawdę nie mam ochoty mówić sobie – „jest początek sezonu, dajmy im czas”. Nie, tego czasu nie ma. Trzeba grać.

Nie oczekuję wielkiej piłki po tym składzie. Oczekuję walki i zaangażowania oraz jako takiego poziomu. Jeśli GKS będzie grał solidnie, czasem wygra, zremisuje i przegra, nie będę miał pretensji. Jeśli jednak na starcie sezonu dostajemy taki produkt jak mecz z Podbeskidziem, to jak tu się nie obawiać się kolejnego sezonu upokorzeń? OK, niech czasem grają słabo. Ale przechodzenia koło meczów i szemranych porażek – nie wybaczę.

Z dawnej piłkarskiej GieKSy nie zostało nic. Nie zostało nic nawet z GieKSy, w której grali Jaromin i Sierka, Iwan i Kaliciak. Nie zostało nic z GieKSiarskiego charakteru – teraz jest on symbolem braku walki. Nie zostało nic z „twierdzy Bukowa” – teraz to jest stadion, na który każdy może przyjechać i wygrać ze słabym przeciwnikiem. Presja kibiców w Katowicach? Wolne żarty. Na ten moment nasz klub ma renomę domu spokojnej starości.

Ten skład ma szansę powoli i mozolnie zacząć odbudowywać to, z czym GKS kojarzył się kiedyś. Ale na razie zaliczył falstart.

PS. Pisząc ten felieton właśnie dowiedziałem się, że do klubu dołączyć hiszpański napastnik David Anon. I to jest dla mnie promyczek nadziei, łudzę się, że przerośnie tę ligę o dwie klasy. Powodzenia!

2 komentarze »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Irishman — 27 lipca 2018 @ 12:16

    W dużej mierze się zgadzam, choć daję naszej drużynie trochę więcej czasu, mając na uwadze to, że ona nie tyle się zgrywa, co właściwie dopiero tworzy! Dlatego tym większa szkoda, że pewnych zawodników nie pożegnano rok temu, no i że nie byliśmy bardziej aktywni także zimą.
    Bynajmniej nie przekreślam naszych szans, bez względu na to gdzie będziemy nawet jeszcze po tych trzech meczach. Tym bardziej, ze pozyskaliśmy kilku perspektywicznych piłkarzy, którzy powinni być coraz lepsi nie tylko jako coraz lepiej rozumiejąca się drużyna ale także indywidualnie.
    Aczkolwiek, tak jak Ty Shellu podchodzę dość spokojnie do naszych szans w bieżącym sezonie. Powtarzam – nie przekreślam ich ale póki co bardziej jestem ciekaw kiedy nasza drużyna zacznie się dobrze prezentować, zacznie być groźna dla najlepszych, niż ile tam będzie miała punktów, po którejś tam kolejce. Bo jeśli tak się stanie to punkty też zaczną wpadać! Byleby tylko konkurencja nie była już zbyt daleko.

  2. Wlodziu29 — 26 lipca 2018 @ 23:00

    Dom spokojnej starości? A jaka średnia wieku jest hmm? Cały czas tylko narzekać umiemy .Iwana to wszyscy jechali,nie piszecie że był super. Teraz na meczu słyszałem że pitry by się przydał. Ludzie dajcie czas młodzieży. Jedyna racja to taka że z tej nowej gieksy nie ma nic co z tej starej. Walka walka walka . Posłuchaj teraz . Szewczyk, Piekarczyk, Nawrocki ledwoń kucz,Walczak,janoszka jojko to była gieksa. A teraz to tylko narzekamy

 

Dodaj komentarz

*