Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
Piłkarze, hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w dwóch ostatnich sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami, czas rozstań już raczej się skończył, trwają rozmowy z potencjalnymi zawodnikami, podpisywane są kontrakty. Piłkarze są na „początku drogi”: po wyborze trenera, poznaliśmy nowego dyrektora sportowego, został nim Robert Góralczyk.
Piłkarki, zremisowały w ostatniej kolejce rozgrywek Ekstraligi Kobiet, na wyjeździe z drużyną UKS SMS Łódź 1:1 (0:1).
PIŁKA NOŻNA
sportslaski.pl – „GieKSa” wybrała dyrektora. Co z prezesem?
Wciąż nie wiadomo kto będzie pełnił funkcję Prezesa Zarządu katowickiego GKS-u. Rada Nadzorcza, która wznowi obrady 10 czerwca zaakceptowała natomiast kandydaturę Roberta Góralczyka na stanowisko dyrektora sportowego.
Nazwisko Góralczyka nie padło w oficjalnym komunikacie, ale od kilku dni wiadomo, że to pracujący obecnie w Motorze Lublin trener obejmie stanowisko dyrektora sportowego. 44-latek pracował już przy Bukowej, pełniąc II trenera u boku Rafała Góraka. Teraz to były członek sztabu selekcjonera Adama Nawałki będzie zwierzchnikiem nie tak dawno zakontraktowanego przy Bukowej szkoleniowca.
Wciąż nie wiadomo, czy Marcin Janicki zachowa stanowisko prezesa klubu. Możliwy jest scenariusz zgodnie z którym Rada Nadzorcza zdecyduje się go odwołać, na pełniącego obowiązki prezesa mianując Marcina Ćwikłę, szefa Fundacji Sportowe Katowice. Poważnym kandydatem do objęcia sterów w „GieKSie” jest jednak również Marek Szczerbowski, były dyrektor Stadionu Śląskiego.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice. Sensacyjny zwrot akcji. Będzie nowy prezes
Władze Katowic, które od blisko trzech tygodni nie potrafią podjąć strategicznych decyzji dotyczących funkcjonowania GKS Katowice po spadku piłkarzy do II ligi, prowadzą coraz dziwniejszą grę. Wszystko wskazuje na to, że jej efektem będzie zmiana na stanowisku prezesa klubu. Z informacji DZ wynika, że Marcin Janicki nie będzie już prezesem GKS-u Katowice. Szef klubu otrzymał od miasta warunki, których nie był w stanie zaakceptować.
[…] We wtorek zapadły natomiast pierwsze decyzje związane z kadrą zespołu. Nie przedłużono wygasających kontraktów obrońcy Jakuba Wawrzyniaka oraz bramkarza Krzysztofa Barana, rozwiązano też umowy z bramkarzem Mariuszem Pawełkiem, obrońcą Wojciechem Lisowskim oraz pomocnikiem Grzegorzem Piesio. Dobiegło końca wypożyczenie pomocników Adriana Łyszczarza i Tymoteusza Puchacza oraz napastnika Bartosza Śpiączki.
GKS Katowice: Wciąż nie wiadomo, kto będzie prezesem
Rada Nadzorcza GKS Katowice nie podjęła decyzji, kto będzie prezesem klubu. Odroczono ją po raz drugi, tym razem do poniedziałku 10 czerwca.
[…] W poniedziałek mogą zostać zrealizowane dwa scenariusze:
Pierwszy z nich zakłada dymisję Marcina Janickiego i powołanie jako pełniącego obowiązki prezesa jednego z pracowników klubu. Faworytem w takim układzie wydaje się Marcin Ćwikła, dyrektor zarządzający klubu i prezes Fundacji Sportowe Katowice zarządzającej Wielosekcyjną Akademią „Młoda GieKSa”. Kolejnym krokiem mogłaby być zmiana we wtorek na walnym zgromadzeniu w samej Radzie Nadzorczej i wyłonienia spośród jej nowych członków nowego prezesa klubu – jednym z kandydatów jest były dyrektor Stadionu Śląskiego Marek Szczerbowski.
Drugi scenariusz związany jest z jasnym stanowiskiem dotychczasowych sponsorów i partnerów GKS-u Katowice, którzy zdecydowanie opowiadają się za pozostawieniem na stanowisku prezesa Marcina Janickiego. Opcja utraty dużej części wpływów ze źródeł niezwiązanych z miastem, znów nieco zmieniła układ sił i wymusiła przeprowadzenie kolejnego bilansu potencjalnych zysków i strat.
sportdziennik.com – W Katowicach odkrywają kolejne karty. Oficjalnie przedstawiono nowego dyrektora sportowego
Znamy już nazwisko nowego dyrektora sportowego GKS-u Katowice. Za piłkarską sekcję GKS-u Katowice odpowiedzialny będzie 44-letni Robert Góralczyk – taką informację już oficjalnie podał portal katowickiego klubu. Dodajmy jednak, że ogłoszenie nowego dyrektora sportowego było formalnością. Już w piątek Rada Nadzorcza spółki wyraziła zgodę na kandydaturę Góralczyka.
Robert Góralczyk w roli szkoleniowca prowadził młodzieżowe drużyny Górnika Wojkowice oraz GKS-u Katowice. Następnie zdobył doświadczenie w pracy z piłkarkami (reprezentacje Polski U-17, U-19 i seniorki) oraz w drużynie futsalu (Jango Katowice).
Jako pierwszy trener prowadził drugoligowy Przebój Wolbrom, ekstraklasową Polonię Bytom i trzecioligowy Motor Lublin, z którego zawodnikami pożegnał się po sobotnim meczu ligowym.
W latach 2015-2018 był bliskim współpracownikiem Adama Nawałki w sztabie reprezentacji Polski, w którym pełnił rolę trenera-asystenta odpowiedzialnego m.in. za analizę rywali.
[…] Dodajmy, że Robert Góralczyk jest absolwentem katowickiej AWF i wieloletnim pracownikiem Zakładu Piłki Nożnej tej uczelni, a także posiadaczem licencji trenerskiej UEFA Pro.
Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Dziś przy Bukowej pracę rozpocznie sztab szkoleniowy GKS-u Katowice, którego celem będzie wprowadzenie klubu do pierwszej ligi. Jego skład powinien zostać zatem ogłoszony. Również dziś odbędzie się kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice, na którym ważyć się będą losy stanowiska prezesa. Notowania Marcina Janickiego, który po spadku piłkarzy oddał się do dyspozycji RN, ale w myśl pierwotnego scenariusza miał zostać w Katowicach, znacząco spadły. W tle pojawiają się kandydatury Sławomira Witka i – przede wszystkim – Marka Szczerbowskiego, który jednak ma stawiać określone warunki. Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant, w myśl którego na jakiś czas zostanie powołany p.o. prezesa spośród obecnych pracowników spółki.
Piłkarze GieKSy na pierwszym w okresie przygotowawczym treningu mają spotkać się już w środę. Znaków zapytania nie brakuje. Wcześniej pożegnano się z ośmioma graczami. Nowego pracodawcę znalazł dotąd jeden z nich. Wojciech Lisowski podpisał 2-letni kontrakt z mierzącą w ekstraklasę Stalą Mielec. Wcześniej za pośrednictwem Twittera pożegnał się z Katowicami. „Mój kontrakt z GieKSą został rozwiązany. Niestety nie będzie mi dane naprawić tego, co zje… w tamtym sezonie. Piłka, którą wszyscy kochamy, jest też okrutna. Mam nadzieję, że GieKSa szybko wróci tam, gdzie jej miejsce. Szacunek dla kibiców, byliście z nami do końca” – napisał (prawy lub środkowy) obrońca.
dzienniklodzki.pl – UKS SMS zremisował z GKS Katowice na pożegnanie sezonu
Piłkarki nożne UKS SMS Łódź w ostatnim meczu sezonu Ekstraligi kobiet zremisowały 1:1 z GKS Katowice.
[…] UKS SMS objął prowadzenie w 27. minucie po bramce siedemnastoletniej Katarzyny Kałużnej. Wynik 1:0 bardzo długo utrzymywał się na tablicy wyników, znów jednak, jak i w wielu poprzednich spotkaniach łódzkiej drużyny, w końcówce spotkania zabrakło sił i konsekwencji w obronie, skutkiem czego rywalki doprowadziły do wyrównania. A był to gol jakie rzadko ogląda się na polskich stadionach, Marlena Hajduk trafiła bowiem do siatki uderzając na bramkę bezpośrednio z rzutu… rożnego.
SIATKÓWKA
siatka.org – Młody środkowy dołączył do GKS-u Katowice
Dobiega końca kompletowanie składu GKS-u Katowice na sezon 2019/2020. W środę klub ogłosił pozyskanie Kamila Drzazgi. To młody środkowy, który dostanie szansę rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Coraz mniej znaków zapytania odnośnie składu na sezon 2019/2020 jest w GKS-ie Katowice. Znamy już pełną obsadę środka siatki. Oprócz Emanuela Kohuta, Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego na tej pozycji w górnośląskim klubie będzie występował również Kamil Drzazga. Niespełna 19-letni wychowanek MKS-u Andrychów może pochwalić się doskonałymi warunkami fizycznymi, mierzy bowiem aż 212 cm. Ostatnie trzy sezony spędził w AKS-ie Rzeszów oraz Resovii, w której występował w rozgrywkach II ligi.
[…] Przypomnijmy, że Drzazga nie jest jedynym nowym ogniwem GKS-u. Wcześniej do ekipy z Katowic dołączył Dariusz Daszkiewicz, który zasiądzie na jej ławce trenerskiej. Poza tym w górnośląskiej drużynie znalazło się miejsce dla Jana Firleja (rozgrywający), Wiktora Musiała oraz Jakuba Jarosza (atakujący), Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego (środkowi), Adriana Buchowskiego i Rafała Szymury przyjmujący) oraz Szymona Gregorowicza (libero).
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Dušan Devečka nadal w „GieKSie”
38-letni Dušan Devečka podpisał z Tauronem KH GKS-em Katowice kontrakt na kolejny rok. Doświadczony słowacki obrońca ma przed sobą trzeci sezon z GieKSą. W trakcie dwóch poprzednich lat spędzonych w Katowicach stał się ulubieńcem fanów.
W 42 meczach poprzednich rozgrywek zasadniczych Devečka strzelił 11 bramek i zanotował 19 asyst.
Marek Strzyżowski opuszcza Katowice
Napastnik Marek Strzyżowski nie będzie już reprezentował barw Tauronu KH GKS-u Katowice. 30-latek chciałby zmienić otoczenie i nie zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu. 30-letni hokeista spędził w GKS-ie ostatnie trzy lata sięgając z drużyną po wicemistrzostwo Polski w sezonie 2017/2018, brązowy medal Pucharu Kontynentalnego oraz brązowy medal rozgrywek 2018/2019 Polskiej Hokej Ligi.
Doświadczony Słowak z nową umową
Martin Čakajík zostaje w ekipie Tauronu KH GKS-u Katowice. 39-letni defensor przedłużył swój kontrakt o kolejny rok. Čakajík trafił do GieKSy dwa lata temu i od samego początku był jej czołowym defensorem. Świetnie radził sobie po obu stronach tafli, co potwierdzają statystyki. W 104 spotkaniach zdobył 80 punktów za 16 bramek i 54 asysty.
[…] Warto też zaznaczyć, że na testach w ekipie brązowych medalistów poprzedniego sezonu przebywa dwóch napastników: Marcin Wiśniewski i Łukasz Dybaś. Pierwszy z nich w poprzednim sezonie występował w KH Enerdze Toruń, a drugi bronił barw Polonii Bytom.
Licencje przyznane
Zarząd PHL przyznał licencje na sezon 2019/2020. Siedem klubów ma już zapewnione prawo do gry w następnym sezonie, natomiast trzy zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji. W imieniu Zarządu PHL sp. z o.o. na podstawie paragrafu 7 Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego zostały w piątek przyznane licencje klubowe, uprawniające drużyny do udziału w rozgrywkach organizowanych przez PHL Sp. z o.o. w sezonie 2019/2020.
Licencje otrzymały:
Comarch Cracovia
Tauron KH GKS Katowice
GKS Tychy
JKH GKS Jastrzębie
Re-Plast Unia Oświęcim
MUKS Naprzód Janów
Zagłębie Sosnowiec
Trzy kluby:
KH Energa Toruń
MH Automatyka Gdańsk
TatrySki Podhale Nowy Targ
zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji, zgodnej z Harmonogramem Procedur uzyskania licencji.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Ksawery
10 czerwca 2019 at 14:42
Już przed 14.00 na oficjalnej stronie było info że Janicki odwołany. O nowym prezesie nic.
pablo eskobar
10 czerwca 2019 at 17:17
Dalej z tego klubu robia posmiewisko transferow tez niewidac znow za piec dwunasta beda sprowadzac ostatni szrot rece opadaja naprawde ci ludzie niemaj wogole pojecia przeciez prezes musi byc to najwazniejsza czesc klubu a oni juz 3 tydnie leca w kulki