Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
Piłkarze, hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w dwóch ostatnich sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami, czas rozstań już raczej się skończył, trwają rozmowy z potencjalnymi zawodnikami, podpisywane są kontrakty. Piłkarze są na „początku drogi”: po wyborze trenera, poznaliśmy nowego dyrektora sportowego, został nim Robert Góralczyk.
Piłkarki, zremisowały w ostatniej kolejce rozgrywek Ekstraligi Kobiet, na wyjeździe z drużyną UKS SMS Łódź 1:1 (0:1).
PIŁKA NOŻNA
sportslaski.pl – „GieKSa” wybrała dyrektora. Co z prezesem?
Wciąż nie wiadomo kto będzie pełnił funkcję Prezesa Zarządu katowickiego GKS-u. Rada Nadzorcza, która wznowi obrady 10 czerwca zaakceptowała natomiast kandydaturę Roberta Góralczyka na stanowisko dyrektora sportowego.
Nazwisko Góralczyka nie padło w oficjalnym komunikacie, ale od kilku dni wiadomo, że to pracujący obecnie w Motorze Lublin trener obejmie stanowisko dyrektora sportowego. 44-latek pracował już przy Bukowej, pełniąc II trenera u boku Rafała Góraka. Teraz to były członek sztabu selekcjonera Adama Nawałki będzie zwierzchnikiem nie tak dawno zakontraktowanego przy Bukowej szkoleniowca.
Wciąż nie wiadomo, czy Marcin Janicki zachowa stanowisko prezesa klubu. Możliwy jest scenariusz zgodnie z którym Rada Nadzorcza zdecyduje się go odwołać, na pełniącego obowiązki prezesa mianując Marcina Ćwikłę, szefa Fundacji Sportowe Katowice. Poważnym kandydatem do objęcia sterów w „GieKSie” jest jednak również Marek Szczerbowski, były dyrektor Stadionu Śląskiego.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice. Sensacyjny zwrot akcji. Będzie nowy prezes
Władze Katowic, które od blisko trzech tygodni nie potrafią podjąć strategicznych decyzji dotyczących funkcjonowania GKS Katowice po spadku piłkarzy do II ligi, prowadzą coraz dziwniejszą grę. Wszystko wskazuje na to, że jej efektem będzie zmiana na stanowisku prezesa klubu. Z informacji DZ wynika, że Marcin Janicki nie będzie już prezesem GKS-u Katowice. Szef klubu otrzymał od miasta warunki, których nie był w stanie zaakceptować.
[…] We wtorek zapadły natomiast pierwsze decyzje związane z kadrą zespołu. Nie przedłużono wygasających kontraktów obrońcy Jakuba Wawrzyniaka oraz bramkarza Krzysztofa Barana, rozwiązano też umowy z bramkarzem Mariuszem Pawełkiem, obrońcą Wojciechem Lisowskim oraz pomocnikiem Grzegorzem Piesio. Dobiegło końca wypożyczenie pomocników Adriana Łyszczarza i Tymoteusza Puchacza oraz napastnika Bartosza Śpiączki.
GKS Katowice: Wciąż nie wiadomo, kto będzie prezesem
Rada Nadzorcza GKS Katowice nie podjęła decyzji, kto będzie prezesem klubu. Odroczono ją po raz drugi, tym razem do poniedziałku 10 czerwca.
[…] W poniedziałek mogą zostać zrealizowane dwa scenariusze:
Pierwszy z nich zakłada dymisję Marcina Janickiego i powołanie jako pełniącego obowiązki prezesa jednego z pracowników klubu. Faworytem w takim układzie wydaje się Marcin Ćwikła, dyrektor zarządzający klubu i prezes Fundacji Sportowe Katowice zarządzającej Wielosekcyjną Akademią „Młoda GieKSa”. Kolejnym krokiem mogłaby być zmiana we wtorek na walnym zgromadzeniu w samej Radzie Nadzorczej i wyłonienia spośród jej nowych członków nowego prezesa klubu – jednym z kandydatów jest były dyrektor Stadionu Śląskiego Marek Szczerbowski.
Drugi scenariusz związany jest z jasnym stanowiskiem dotychczasowych sponsorów i partnerów GKS-u Katowice, którzy zdecydowanie opowiadają się za pozostawieniem na stanowisku prezesa Marcina Janickiego. Opcja utraty dużej części wpływów ze źródeł niezwiązanych z miastem, znów nieco zmieniła układ sił i wymusiła przeprowadzenie kolejnego bilansu potencjalnych zysków i strat.
sportdziennik.com – W Katowicach odkrywają kolejne karty. Oficjalnie przedstawiono nowego dyrektora sportowego
Znamy już nazwisko nowego dyrektora sportowego GKS-u Katowice. Za piłkarską sekcję GKS-u Katowice odpowiedzialny będzie 44-letni Robert Góralczyk – taką informację już oficjalnie podał portal katowickiego klubu. Dodajmy jednak, że ogłoszenie nowego dyrektora sportowego było formalnością. Już w piątek Rada Nadzorcza spółki wyraziła zgodę na kandydaturę Góralczyka.
Robert Góralczyk w roli szkoleniowca prowadził młodzieżowe drużyny Górnika Wojkowice oraz GKS-u Katowice. Następnie zdobył doświadczenie w pracy z piłkarkami (reprezentacje Polski U-17, U-19 i seniorki) oraz w drużynie futsalu (Jango Katowice).
Jako pierwszy trener prowadził drugoligowy Przebój Wolbrom, ekstraklasową Polonię Bytom i trzecioligowy Motor Lublin, z którego zawodnikami pożegnał się po sobotnim meczu ligowym.
W latach 2015-2018 był bliskim współpracownikiem Adama Nawałki w sztabie reprezentacji Polski, w którym pełnił rolę trenera-asystenta odpowiedzialnego m.in. za analizę rywali.
[…] Dodajmy, że Robert Góralczyk jest absolwentem katowickiej AWF i wieloletnim pracownikiem Zakładu Piłki Nożnej tej uczelni, a także posiadaczem licencji trenerskiej UEFA Pro.
Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Dziś przy Bukowej pracę rozpocznie sztab szkoleniowy GKS-u Katowice, którego celem będzie wprowadzenie klubu do pierwszej ligi. Jego skład powinien zostać zatem ogłoszony. Również dziś odbędzie się kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice, na którym ważyć się będą losy stanowiska prezesa. Notowania Marcina Janickiego, który po spadku piłkarzy oddał się do dyspozycji RN, ale w myśl pierwotnego scenariusza miał zostać w Katowicach, znacząco spadły. W tle pojawiają się kandydatury Sławomira Witka i – przede wszystkim – Marka Szczerbowskiego, który jednak ma stawiać określone warunki. Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant, w myśl którego na jakiś czas zostanie powołany p.o. prezesa spośród obecnych pracowników spółki.
Piłkarze GieKSy na pierwszym w okresie przygotowawczym treningu mają spotkać się już w środę. Znaków zapytania nie brakuje. Wcześniej pożegnano się z ośmioma graczami. Nowego pracodawcę znalazł dotąd jeden z nich. Wojciech Lisowski podpisał 2-letni kontrakt z mierzącą w ekstraklasę Stalą Mielec. Wcześniej za pośrednictwem Twittera pożegnał się z Katowicami. „Mój kontrakt z GieKSą został rozwiązany. Niestety nie będzie mi dane naprawić tego, co zje… w tamtym sezonie. Piłka, którą wszyscy kochamy, jest też okrutna. Mam nadzieję, że GieKSa szybko wróci tam, gdzie jej miejsce. Szacunek dla kibiców, byliście z nami do końca” – napisał (prawy lub środkowy) obrońca.
dzienniklodzki.pl – UKS SMS zremisował z GKS Katowice na pożegnanie sezonu
Piłkarki nożne UKS SMS Łódź w ostatnim meczu sezonu Ekstraligi kobiet zremisowały 1:1 z GKS Katowice.
[…] UKS SMS objął prowadzenie w 27. minucie po bramce siedemnastoletniej Katarzyny Kałużnej. Wynik 1:0 bardzo długo utrzymywał się na tablicy wyników, znów jednak, jak i w wielu poprzednich spotkaniach łódzkiej drużyny, w końcówce spotkania zabrakło sił i konsekwencji w obronie, skutkiem czego rywalki doprowadziły do wyrównania. A był to gol jakie rzadko ogląda się na polskich stadionach, Marlena Hajduk trafiła bowiem do siatki uderzając na bramkę bezpośrednio z rzutu… rożnego.
SIATKÓWKA
siatka.org – Młody środkowy dołączył do GKS-u Katowice
Dobiega końca kompletowanie składu GKS-u Katowice na sezon 2019/2020. W środę klub ogłosił pozyskanie Kamila Drzazgi. To młody środkowy, który dostanie szansę rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Coraz mniej znaków zapytania odnośnie składu na sezon 2019/2020 jest w GKS-ie Katowice. Znamy już pełną obsadę środka siatki. Oprócz Emanuela Kohuta, Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego na tej pozycji w górnośląskim klubie będzie występował również Kamil Drzazga. Niespełna 19-letni wychowanek MKS-u Andrychów może pochwalić się doskonałymi warunkami fizycznymi, mierzy bowiem aż 212 cm. Ostatnie trzy sezony spędził w AKS-ie Rzeszów oraz Resovii, w której występował w rozgrywkach II ligi.
[…] Przypomnijmy, że Drzazga nie jest jedynym nowym ogniwem GKS-u. Wcześniej do ekipy z Katowic dołączył Dariusz Daszkiewicz, który zasiądzie na jej ławce trenerskiej. Poza tym w górnośląskiej drużynie znalazło się miejsce dla Jana Firleja (rozgrywający), Wiktora Musiała oraz Jakuba Jarosza (atakujący), Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego (środkowi), Adriana Buchowskiego i Rafała Szymury przyjmujący) oraz Szymona Gregorowicza (libero).
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Dušan Devečka nadal w „GieKSie”
38-letni Dušan Devečka podpisał z Tauronem KH GKS-em Katowice kontrakt na kolejny rok. Doświadczony słowacki obrońca ma przed sobą trzeci sezon z GieKSą. W trakcie dwóch poprzednich lat spędzonych w Katowicach stał się ulubieńcem fanów.
W 42 meczach poprzednich rozgrywek zasadniczych Devečka strzelił 11 bramek i zanotował 19 asyst.
Marek Strzyżowski opuszcza Katowice
Napastnik Marek Strzyżowski nie będzie już reprezentował barw Tauronu KH GKS-u Katowice. 30-latek chciałby zmienić otoczenie i nie zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu. 30-letni hokeista spędził w GKS-ie ostatnie trzy lata sięgając z drużyną po wicemistrzostwo Polski w sezonie 2017/2018, brązowy medal Pucharu Kontynentalnego oraz brązowy medal rozgrywek 2018/2019 Polskiej Hokej Ligi.
Doświadczony Słowak z nową umową
Martin Čakajík zostaje w ekipie Tauronu KH GKS-u Katowice. 39-letni defensor przedłużył swój kontrakt o kolejny rok. Čakajík trafił do GieKSy dwa lata temu i od samego początku był jej czołowym defensorem. Świetnie radził sobie po obu stronach tafli, co potwierdzają statystyki. W 104 spotkaniach zdobył 80 punktów za 16 bramek i 54 asysty.
[…] Warto też zaznaczyć, że na testach w ekipie brązowych medalistów poprzedniego sezonu przebywa dwóch napastników: Marcin Wiśniewski i Łukasz Dybaś. Pierwszy z nich w poprzednim sezonie występował w KH Enerdze Toruń, a drugi bronił barw Polonii Bytom.
Licencje przyznane
Zarząd PHL przyznał licencje na sezon 2019/2020. Siedem klubów ma już zapewnione prawo do gry w następnym sezonie, natomiast trzy zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji. W imieniu Zarządu PHL sp. z o.o. na podstawie paragrafu 7 Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego zostały w piątek przyznane licencje klubowe, uprawniające drużyny do udziału w rozgrywkach organizowanych przez PHL Sp. z o.o. w sezonie 2019/2020.
Licencje otrzymały:
Comarch Cracovia
Tauron KH GKS Katowice
GKS Tychy
JKH GKS Jastrzębie
Re-Plast Unia Oświęcim
MUKS Naprzód Janów
Zagłębie Sosnowiec
Trzy kluby:
KH Energa Toruń
MH Automatyka Gdańsk
TatrySki Podhale Nowy Targ
zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji, zgodnej z Harmonogramem Procedur uzyskania licencji.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Felietony Piłka nożna
Od razu humor lepszy
Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.
Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.
Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.
Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.
(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).
Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.
Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.
Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.
Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.
Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.
Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.
I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.
Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.
Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.
Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.
Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.
Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.
Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.
Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.
Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.
I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.
Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.
O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.
Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?
Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.
Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.
Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.
Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.
Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.
A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.
PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.







































Ksawery
10 czerwca 2019 at 14:42
Już przed 14.00 na oficjalnej stronie było info że Janicki odwołany. O nowym prezesie nic.
pablo eskobar
10 czerwca 2019 at 17:17
Dalej z tego klubu robia posmiewisko transferow tez niewidac znow za piec dwunasta beda sprowadzac ostatni szrot rece opadaja naprawde ci ludzie niemaj wogole pojecia przeciez prezes musi byc to najwazniejsza czesc klubu a oni juz 3 tydnie leca w kulki