Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
Piłkarze, hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w dwóch ostatnich sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami, czas rozstań już raczej się skończył, trwają rozmowy z potencjalnymi zawodnikami, podpisywane są kontrakty. Piłkarze są na „początku drogi”: po wyborze trenera, poznaliśmy nowego dyrektora sportowego, został nim Robert Góralczyk.
Piłkarki, zremisowały w ostatniej kolejce rozgrywek Ekstraligi Kobiet, na wyjeździe z drużyną UKS SMS Łódź 1:1 (0:1).
PIŁKA NOŻNA
sportslaski.pl – „GieKSa” wybrała dyrektora. Co z prezesem?
Wciąż nie wiadomo kto będzie pełnił funkcję Prezesa Zarządu katowickiego GKS-u. Rada Nadzorcza, która wznowi obrady 10 czerwca zaakceptowała natomiast kandydaturę Roberta Góralczyka na stanowisko dyrektora sportowego.
Nazwisko Góralczyka nie padło w oficjalnym komunikacie, ale od kilku dni wiadomo, że to pracujący obecnie w Motorze Lublin trener obejmie stanowisko dyrektora sportowego. 44-latek pracował już przy Bukowej, pełniąc II trenera u boku Rafała Góraka. Teraz to były członek sztabu selekcjonera Adama Nawałki będzie zwierzchnikiem nie tak dawno zakontraktowanego przy Bukowej szkoleniowca.
Wciąż nie wiadomo, czy Marcin Janicki zachowa stanowisko prezesa klubu. Możliwy jest scenariusz zgodnie z którym Rada Nadzorcza zdecyduje się go odwołać, na pełniącego obowiązki prezesa mianując Marcina Ćwikłę, szefa Fundacji Sportowe Katowice. Poważnym kandydatem do objęcia sterów w „GieKSie” jest jednak również Marek Szczerbowski, były dyrektor Stadionu Śląskiego.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice. Sensacyjny zwrot akcji. Będzie nowy prezes
Władze Katowic, które od blisko trzech tygodni nie potrafią podjąć strategicznych decyzji dotyczących funkcjonowania GKS Katowice po spadku piłkarzy do II ligi, prowadzą coraz dziwniejszą grę. Wszystko wskazuje na to, że jej efektem będzie zmiana na stanowisku prezesa klubu. Z informacji DZ wynika, że Marcin Janicki nie będzie już prezesem GKS-u Katowice. Szef klubu otrzymał od miasta warunki, których nie był w stanie zaakceptować.
[…] We wtorek zapadły natomiast pierwsze decyzje związane z kadrą zespołu. Nie przedłużono wygasających kontraktów obrońcy Jakuba Wawrzyniaka oraz bramkarza Krzysztofa Barana, rozwiązano też umowy z bramkarzem Mariuszem Pawełkiem, obrońcą Wojciechem Lisowskim oraz pomocnikiem Grzegorzem Piesio. Dobiegło końca wypożyczenie pomocników Adriana Łyszczarza i Tymoteusza Puchacza oraz napastnika Bartosza Śpiączki.
GKS Katowice: Wciąż nie wiadomo, kto będzie prezesem
Rada Nadzorcza GKS Katowice nie podjęła decyzji, kto będzie prezesem klubu. Odroczono ją po raz drugi, tym razem do poniedziałku 10 czerwca.
[…] W poniedziałek mogą zostać zrealizowane dwa scenariusze:
Pierwszy z nich zakłada dymisję Marcina Janickiego i powołanie jako pełniącego obowiązki prezesa jednego z pracowników klubu. Faworytem w takim układzie wydaje się Marcin Ćwikła, dyrektor zarządzający klubu i prezes Fundacji Sportowe Katowice zarządzającej Wielosekcyjną Akademią „Młoda GieKSa”. Kolejnym krokiem mogłaby być zmiana we wtorek na walnym zgromadzeniu w samej Radzie Nadzorczej i wyłonienia spośród jej nowych członków nowego prezesa klubu – jednym z kandydatów jest były dyrektor Stadionu Śląskiego Marek Szczerbowski.
Drugi scenariusz związany jest z jasnym stanowiskiem dotychczasowych sponsorów i partnerów GKS-u Katowice, którzy zdecydowanie opowiadają się za pozostawieniem na stanowisku prezesa Marcina Janickiego. Opcja utraty dużej części wpływów ze źródeł niezwiązanych z miastem, znów nieco zmieniła układ sił i wymusiła przeprowadzenie kolejnego bilansu potencjalnych zysków i strat.
sportdziennik.com – W Katowicach odkrywają kolejne karty. Oficjalnie przedstawiono nowego dyrektora sportowego
Znamy już nazwisko nowego dyrektora sportowego GKS-u Katowice. Za piłkarską sekcję GKS-u Katowice odpowiedzialny będzie 44-letni Robert Góralczyk – taką informację już oficjalnie podał portal katowickiego klubu. Dodajmy jednak, że ogłoszenie nowego dyrektora sportowego było formalnością. Już w piątek Rada Nadzorcza spółki wyraziła zgodę na kandydaturę Góralczyka.
Robert Góralczyk w roli szkoleniowca prowadził młodzieżowe drużyny Górnika Wojkowice oraz GKS-u Katowice. Następnie zdobył doświadczenie w pracy z piłkarkami (reprezentacje Polski U-17, U-19 i seniorki) oraz w drużynie futsalu (Jango Katowice).
Jako pierwszy trener prowadził drugoligowy Przebój Wolbrom, ekstraklasową Polonię Bytom i trzecioligowy Motor Lublin, z którego zawodnikami pożegnał się po sobotnim meczu ligowym.
W latach 2015-2018 był bliskim współpracownikiem Adama Nawałki w sztabie reprezentacji Polski, w którym pełnił rolę trenera-asystenta odpowiedzialnego m.in. za analizę rywali.
[…] Dodajmy, że Robert Góralczyk jest absolwentem katowickiej AWF i wieloletnim pracownikiem Zakładu Piłki Nożnej tej uczelni, a także posiadaczem licencji trenerskiej UEFA Pro.
Dziś kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice. Poznamy nowego prezesa?
Dziś przy Bukowej pracę rozpocznie sztab szkoleniowy GKS-u Katowice, którego celem będzie wprowadzenie klubu do pierwszej ligi. Jego skład powinien zostać zatem ogłoszony. Również dziś odbędzie się kolejne posiedzenie rady nadzorczej GKS-u Katowice, na którym ważyć się będą losy stanowiska prezesa. Notowania Marcina Janickiego, który po spadku piłkarzy oddał się do dyspozycji RN, ale w myśl pierwotnego scenariusza miał zostać w Katowicach, znacząco spadły. W tle pojawiają się kandydatury Sławomira Witka i – przede wszystkim – Marka Szczerbowskiego, który jednak ma stawiać określone warunki. Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant, w myśl którego na jakiś czas zostanie powołany p.o. prezesa spośród obecnych pracowników spółki.
Piłkarze GieKSy na pierwszym w okresie przygotowawczym treningu mają spotkać się już w środę. Znaków zapytania nie brakuje. Wcześniej pożegnano się z ośmioma graczami. Nowego pracodawcę znalazł dotąd jeden z nich. Wojciech Lisowski podpisał 2-letni kontrakt z mierzącą w ekstraklasę Stalą Mielec. Wcześniej za pośrednictwem Twittera pożegnał się z Katowicami. „Mój kontrakt z GieKSą został rozwiązany. Niestety nie będzie mi dane naprawić tego, co zje… w tamtym sezonie. Piłka, którą wszyscy kochamy, jest też okrutna. Mam nadzieję, że GieKSa szybko wróci tam, gdzie jej miejsce. Szacunek dla kibiców, byliście z nami do końca” – napisał (prawy lub środkowy) obrońca.
dzienniklodzki.pl – UKS SMS zremisował z GKS Katowice na pożegnanie sezonu
Piłkarki nożne UKS SMS Łódź w ostatnim meczu sezonu Ekstraligi kobiet zremisowały 1:1 z GKS Katowice.
[…] UKS SMS objął prowadzenie w 27. minucie po bramce siedemnastoletniej Katarzyny Kałużnej. Wynik 1:0 bardzo długo utrzymywał się na tablicy wyników, znów jednak, jak i w wielu poprzednich spotkaniach łódzkiej drużyny, w końcówce spotkania zabrakło sił i konsekwencji w obronie, skutkiem czego rywalki doprowadziły do wyrównania. A był to gol jakie rzadko ogląda się na polskich stadionach, Marlena Hajduk trafiła bowiem do siatki uderzając na bramkę bezpośrednio z rzutu… rożnego.
SIATKÓWKA
siatka.org – Młody środkowy dołączył do GKS-u Katowice
Dobiega końca kompletowanie składu GKS-u Katowice na sezon 2019/2020. W środę klub ogłosił pozyskanie Kamila Drzazgi. To młody środkowy, który dostanie szansę rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Coraz mniej znaków zapytania odnośnie składu na sezon 2019/2020 jest w GKS-ie Katowice. Znamy już pełną obsadę środka siatki. Oprócz Emanuela Kohuta, Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego na tej pozycji w górnośląskim klubie będzie występował również Kamil Drzazga. Niespełna 19-letni wychowanek MKS-u Andrychów może pochwalić się doskonałymi warunkami fizycznymi, mierzy bowiem aż 212 cm. Ostatnie trzy sezony spędził w AKS-ie Rzeszów oraz Resovii, w której występował w rozgrywkach II ligi.
[…] Przypomnijmy, że Drzazga nie jest jedynym nowym ogniwem GKS-u. Wcześniej do ekipy z Katowic dołączył Dariusz Daszkiewicz, który zasiądzie na jej ławce trenerskiej. Poza tym w górnośląskiej drużynie znalazło się miejsce dla Jana Firleja (rozgrywający), Wiktora Musiała oraz Jakuba Jarosza (atakujący), Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego (środkowi), Adriana Buchowskiego i Rafała Szymury przyjmujący) oraz Szymona Gregorowicza (libero).
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Dušan Devečka nadal w „GieKSie”
38-letni Dušan Devečka podpisał z Tauronem KH GKS-em Katowice kontrakt na kolejny rok. Doświadczony słowacki obrońca ma przed sobą trzeci sezon z GieKSą. W trakcie dwóch poprzednich lat spędzonych w Katowicach stał się ulubieńcem fanów.
W 42 meczach poprzednich rozgrywek zasadniczych Devečka strzelił 11 bramek i zanotował 19 asyst.
Marek Strzyżowski opuszcza Katowice
Napastnik Marek Strzyżowski nie będzie już reprezentował barw Tauronu KH GKS-u Katowice. 30-latek chciałby zmienić otoczenie i nie zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu. 30-letni hokeista spędził w GKS-ie ostatnie trzy lata sięgając z drużyną po wicemistrzostwo Polski w sezonie 2017/2018, brązowy medal Pucharu Kontynentalnego oraz brązowy medal rozgrywek 2018/2019 Polskiej Hokej Ligi.
Doświadczony Słowak z nową umową
Martin Čakajík zostaje w ekipie Tauronu KH GKS-u Katowice. 39-letni defensor przedłużył swój kontrakt o kolejny rok. Čakajík trafił do GieKSy dwa lata temu i od samego początku był jej czołowym defensorem. Świetnie radził sobie po obu stronach tafli, co potwierdzają statystyki. W 104 spotkaniach zdobył 80 punktów za 16 bramek i 54 asysty.
[…] Warto też zaznaczyć, że na testach w ekipie brązowych medalistów poprzedniego sezonu przebywa dwóch napastników: Marcin Wiśniewski i Łukasz Dybaś. Pierwszy z nich w poprzednim sezonie występował w KH Enerdze Toruń, a drugi bronił barw Polonii Bytom.
Licencje przyznane
Zarząd PHL przyznał licencje na sezon 2019/2020. Siedem klubów ma już zapewnione prawo do gry w następnym sezonie, natomiast trzy zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji. W imieniu Zarządu PHL sp. z o.o. na podstawie paragrafu 7 Regulaminu Współzawodnictwa Sportowego zostały w piątek przyznane licencje klubowe, uprawniające drużyny do udziału w rozgrywkach organizowanych przez PHL Sp. z o.o. w sezonie 2019/2020.
Licencje otrzymały:
Comarch Cracovia
Tauron KH GKS Katowice
GKS Tychy
JKH GKS Jastrzębie
Re-Plast Unia Oświęcim
MUKS Naprzód Janów
Zagłębie Sosnowiec
Trzy kluby:
KH Energa Toruń
MH Automatyka Gdańsk
TatrySki Podhale Nowy Targ
zostały wezwane do uzupełnienia dokumentacji, zgodnej z Harmonogramem Procedur uzyskania licencji.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.
Felietony Piłka nożna
Piłka to gra momentów
Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.
Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.
Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.
Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.
Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.
No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.
Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.
Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.
Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.
Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.
Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.
Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.
Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Ksawery
10 czerwca 2019 at 14:42
Już przed 14.00 na oficjalnej stronie było info że Janicki odwołany. O nowym prezesie nic.
pablo eskobar
10 czerwca 2019 at 17:17
Dalej z tego klubu robia posmiewisko transferow tez niewidac znow za piec dwunasta beda sprowadzac ostatni szrot rece opadaja naprawde ci ludzie niemaj wogole pojecia przeciez prezes musi byc to najwazniejsza czesc klubu a oni juz 3 tydnie leca w kulki