Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Multisekcyjny przegląd mediów: W Katowicach wystartowała Ekstraliga szachowa
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, szachów, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, rozegrali w sobotę spotkanie z Skrą Częstochowa w którym wygrali 2:0 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.
Piłkarki następny mecz rozegrają w sobotę (na wyjeździe z AZS PWSZ Wałbrzych), ze względu na udział reprezentacji w eliminacjach Mistrzostw Europy 2021.
Drużyna szachowa bierze udział w Drużynowych Mistrzostwach Polski (finale Ekstraligi) które rozgrywane są w Chorzowie i Katowicach.
Siatkarze przygotowują się, na własnych obiektach, do startu sezonu 2019/20. W piątek i sobotę wezmą udział w turnieju w Tomaszowie Mazowieckim.
Hokeiści w drugim meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z HK Nitrą 2:3 (1:1, 1:2, 0:0).
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – Czas Szczerbowskiego
Stało się. Marek Szczerbowski został ogłoszony wczoraj prezesem wielosekcyjnej GieKSy.
O takiej ewentualności mówiło się przy Bukowej już ponad dwa miesiące temu – po spadku piłkarzy do II ligi. Miasto zadecydowało wtedy o rozstaniu z Marcinem Janickim, który funkcję tę sprawował od jesieni 2017 roku. Awansował na nią z roli wiceprezesa – gdy do dymisji podał się Wojciech Cygan. Już wtedy spekulowano, że w gronie kandydatów na nowego sternika GieKSy jest Szczerbowski. Skończyło się inaczej, ale co się odwlecze…
[…] Dobieramy ludzi do zadań, a nie zadania do ludzi. To wymaga starannej selekcji – przyznawał wówczas Bogumił Sobula, pierwszy wiceprezydent Katowic, tłumacząc, że GieKSa ma funkcjonować na zasadzie „4-4-2”: – Poszczególne sekcje będą w 40 procentach rozliczane z efektów sportowych, w 40 procentach – z powszechności, jakości i wielkości systemu szkolenia, a w 20 procentach z umiejętności i skuteczności pozyskiwaniu sponsorów. Sekcje muszą być ściślej związane z Akademią Młoda GieKSa. Dlaczego nie osiągnęliśmy wyniku? Zadziałała presja i zbyt duże nastawienie się na współzawodnictwo. Odeszliśmy od powszechności. Musimy dokonać zwrot ku temu celowi – wyjaśniał Sobula.
Jak widać, zdaniem miasta Szczerbowski okazał się zatem właściwym kandydatem do podjęcia się tego zadania. Przez ostatnie tygodnie osobą formalnie zarządzającą spółką był jej dyrektor Marcin Ćwikła.
Marek Szczerbowski – podobnie jak jego poprzednik Marcin Janicki – ma naukowy tytuł doktora. Jest doktorem nauk o kulturze fizycznej, od 13 lat prowadzi zajęcia na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach w Katedrze Zarządzania Sportem i Turystyką. W latach 2006-2015 był dyrektorem Stadionu Śląskiego, wcześniej szefował Kolejarzowi 24 Katowice.
„Podczas kariery zawodowej Marek Szczerbowski udowodnił, że potrafi sprawnie organizować imprezy masowe, pozyskiwać źródła finansowania, czy skutecznie promować realizowane wydarzenia. Marek Szczerbowski jest także wieloletnim kibicem GieKSy, a dobro klubu zawsze leżało mu na sercu” – głosi komunikat spółki. Co ciekawe, w 2014 roku Szczerbowski – z ramienia SLD – był jednym z kontrkandydatów Marcina Krupy w katowickich wyborach prezydenckich. Wychodzi na to, że przy wczorajszej nominacji barwy klubowe okazały się ważniejsze niż polityczne. W poniedziałek nowy prezes nie udzielał jeszcze wypowiedzi, ale wkrótce ma zabrać głos na konferencji prasowej.
SZACHY
polsatsport.pl – W Katowicach wystartowała Ekstraliga szachowa
– W Polsce jest pięć, a w niektórych województwach nawet sześć poziomów rozgrywkowych, a tu grają sami najlepsi, czołowi arcymistrzowie świata – powiedział wiceprezydent Światowej Federacji Szachowej Łukasz Turlej. W Katowicach rozpoczął się finał Ekstraligi 2019, czyli Drużynowych Mistrzostw Polski w szachach. W imprezie udział bierze dziesięć zespołów, które przez tydzień rywalizować będą o tytuł, którego broni zespół Wasko Hetman GKS Katowice.
[…] Trzymam mocno kciuki, choć wiem, że konkurencja, wzmocniona m.in. graczami z zagranicy depcze nam po piętach, ale wierzę w naszych arcymistrzów, którzy zrobią wszystko, by ten tytuł pozostał w Wasko Hetmanie GKS Katowice – stwierdził prezydent Katowic Marcin Krupa.
Pięć pierwszych rund rozegranych zostanie w hotelu Arsenal Palace w Chorzowie, gdzie odbyła się także uroczysta gala rozpoczęcia, natomiast cztery ostatnie w Sali Marmurowej Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
Każda z drużyn składa się z pięciu podstawowych zawodników i przynajmniej jednej zawodniczki, choć oczywiście kobiet może być więcej. Turniej rozgrywany jest systemem kołowym, czyli każdy zespół zagra z każdym. Sponsorem Ekstraligi będzie światowa marka Coca Cola. Organizację imprezy wsparły także Miasto Katowice, COIG SA, WASKO SA, MOKATE i Fundusz Górnośląski SA.
W zawodach udział wezmą właściwie wszyscy najlepsi polscy zawodnicy, a wśród nich dwóch superarcymistrzów – Radosław Wojtaszek i Jan-Krzysztof Duda. W mistrzostwach udział potwierdzili również zawodnicy z Czech, Niemiec, Ukrainy, Łotwy, Słowacji, a także wielka gwiazda światowych szachów, Pentala Harikrishna z Indii, który będzie reprezentował barwy VOTUM SA Polonii Wrocław.
[…] Wstęp na wszystkie zawody dla kibiców jest wolny. Rywalizacja każdego dnia będzie rozpoczynać się o godzinie 15.00 poza ostatnią rundą, która zostanie rozegrana 5 września o godzinie 10.00.
ekstraliga2019.pzszach.pl – R1: Sukcesy głównych faworytów
Pierwsza runda Ekstraligi zakończyła się pomyślnie dla głównych faworytów, czyli drużyn Hetmana Katowice, Polonii Wrocław i Stilonu Gorzów. Swoje mecze wygrały też drużyny Silesii Racibórz oraz Baszty Żnin. Przy okazji zawodnicy wszystkich drużyn rozegrali wiele ciekawych partii, a niektórzy zanotowali mniejsze lub większe podstawki.
KSz Miedź Legnica – Wasko HETMAN GKS Katowice (1.5 – 4.5)
Faworyzowana drużyna Hetmana Katowice przystąpiła do pierwszej rundy bez jednego ze swoich liderów – Jana-Krzysztofa Dudy.
R2: Anna Warakomska wygrała z Moniką Soćko
Druga runda szachowej Ekstraligi przyniosła nowe zwycięstwa trzem drużynom, które są ogólnie uznawane za faworytów: Hetmanowi Katowice, Polonii Wrocław oraz Stilonowi Gorzów. Tej trójce na razie dotrzymuje kroku zespół Silesii Racibórz, który także wygrał drugie spotkanie i – podobnie jak wyżej notowani konkurenci – ma komplet punktów meczowych. Druga runda przyniosła małą niespodziankę, jeśli idzie o wyniki indywidualne: Anna Warakomska (Akademia Szachowa Gliwice) wygrała z Moniką Soćko (Hetman Katowice).
Wasko HETMAN GKS Katowice – Akademia Szachowa Gliwice (3.5 – 2.5)
Zwycięstwo faworyzowanej drużyny z Katowic w żadnym momencie nie było zagrożone, ale trzeba odnotować dubeltowe potknięcie – zwykle niezawodnego – małżeństwa Moniki i Bartosza Soćków (oboje z Hetmana). Arcymistrzyni Monika, wieloletnia i aktualna liderka polskiej reprezentacji kobiecej, została niemal zmieciona z szachownicy przez świetnie grającą Annę Warakomską.
R3: W czołówce bez zmian. Leniart ograł Navarę!
Runda 3. nie przyniosła rewolucyjnych zmian w tabeli turniejowej. Swoje mecze wygrały zespoły Hetmana Katowice, Polonii Wrocław, Stilonu Gorzów i Silesii Racibórz, a więc wszystkie drużyny, które liderowały po drugiej rundzie. Niemniej jednak główni faworyci zaczynają napotykać na twardy opór. Świadczy o tym m.in. minimalne zwycięstwo Hetmana nad drużyną Dwóch Wież z Krakowa. W meczu tym doszło do zaskakującego zwycięstwa Arkadiusza Leniarta (Dwie Wieże) nad Davidem Navarą.
Klub Szachowy Dwie Wieże Kraków – Wasko HETMAN GKS Katowice (2,5 – 3,5)
Dość nieoczekiwanie Hetman Katowice, idący dotąd jak burza, napotkał na zacięty opór dużo niżej notowanej drużyny z Krakowa. Z początku wszystko szło zgodnie z planem, bo rozpoczęło się od dwóch zwycięstw dla drużyny z Katowic: Grzegorz Gajewski łatwo ograł Aleksandra Kaczmarka, a Monika Soćko – Marię Leks. Był to jednak koniec sukcesów Hetmana. Na drugiej szachownicy doszło do dużej niespodzianki, bo mistrz międzynarodowy Arkadiusz Leniart (Dwie Wieże) pokonał superarcymistrza Davida Navarę.
R4: Lekkie przetasowanie: Kraków wygrał z Raciborzem
Czwarta runda przyniosła zmiany w tabeli, bo spośród czterech drużyn, które dotąd wygrywały wszystkie mecze, czyste konto zachowały tylko dwie – Hetman Katowice i Polonia Wrocław.
[…] Wasko HETMAN GKS Katowice – Biały Król Wisznia Mała (4,0 – 2,0)
Dość szybko stało się jasne, że – inaczej niż wczoraj – drużyna Hetmana wygra bez większych problemów.
R5: Polonia pokonała Stilon, Silesia na 3. miejscu
W piątej rundzie po raz pierwszy doszło do pojedynku wewnątrz grupy trzech drużyn o najwyższych średnich rankingach: Polonia Wrocław odniosła ważne zwycięstwo nad Stilonem Gorzów i nadal lideruje wraz z Hetmanem Katowice.
Baszta MOS Żnin – Wasko HETMAN GKS Katowice (1,5 – 4,5)
Drużyna Hetmana występuje na razie bez Jana-Krzysztofa Dudy, który figuruje w składzie na 2. szachownicy za Radosławem Wojtaszkiem. Tymczasem w meczu z Basztą katowiczanie wystąpili także bez tego ostatniego. W efekcie na 1. szachownicy zobaczyliśmy Davida Navarę. Były momenty, kiedy mogło się zdawać, że to osłabienie będzie dla faworytów kosztowne.
[…] Ostatecznie drużyna z Katowic przechyliła szalę na swoją stronę, o czym zadecydowały partie, w których – przez długi czas – gra była wyrównana.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Kolejny nietypowy trening GKS-u Katowice
Sztab szkoleniowy siatkarskiej GieKSy ciekawie urozmaicił zajęcia swoich zawodnikom. Po dniu spędzonym z badmintonem przyszła pora na zajęcia squasha z udziałem juniorskiej mistrzyni Polski, Julii Patałąg.
Gra w badmintona w Ośrodku Sportowym Kolejarz nie była ostatnim odstępstwem od typowej rutyny siatkarzy GKS-u Katowice w okresie przygotowań do kolejnego sezonu PlusLigi.
– Naszym głównym miejscem pracy w tym okresie jest hala wraz z siłownią i będzie nam ona towarzyszyć na dobrą sprawę przez cały rok. Chcieliśmy nieco urozmaicić zajęcia, do tego badminton i squash skłaniają do intensywnej pracy nóg, podobnej do tej, która występuje w siatkówce. W ten możemy pogodzić wykonanie koniecznej pracy z elementem zabawy, ale i rywalizacji. Na badmintonie dobrze się bawiliśmy, do tego zwycięzcy w swoich grupach mogli liczyć na atrakcyjne nagrody – wyjaśniał trener katowickich siatkarzy Dariusz Daszkiewicz.
[…] Siatkarze, których podzielono na dwie grupy, najpierw przeszli szybki kurs podstaw gry pod okiem instruktorów Rafała Rygielskiego i Izabeli Kwaśniak, a także 17-letniej Julii Patałąg, aktualnej mistrzyni Polski juniorek i jednej z najlepszych zawodniczek squasha w naszym kraju. Potem rozpoczęła się pełna emocji i śmiechu rywalizacja między zawodnikami. Sporym zainteresowaniem cieszyły się także starcia z Julią Patałąg, która potwierdzała swoje wysokie umiejętności i zmuszała GieKSiarzy do sporego wysiłku.
[…] Zajęcia spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem całej drużyny.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – GieKSa przegrała z wicemistrzem Słowacji
Hokeiści GKS-u Katowice w swoim drugim meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z HK Nitrą 2:3. Bramki dla ekipy dowodzonej przez Risto Dufvę zdobyli Patryk Wajda i Kamil Paszek.
[…] Jako pierwsi na prowadzenie wyszli katowiczanie. W 6. minucie do słowackiej tercji odważnie wjechał Martin Čakajík i dograł do nadjeżdżającego Patryka Wajdy. Ten uderzył z nadgarstka z przestrzeni między bulikami i zaskoczył Juraja Šimbocha.
„Bizony” odpowiedziały równo z syreną obwieszczającą koniec pierwszej odsłony. Okres gry w przewadze zamienił Judd Blackwater, który popisał się uderzeniem z lewego bulika.
W drugiej odsłonie sytuacja na lodzie zmieniała się jak w kalejdoskopie. W 28. minucie sposób na Robina Rahma znalazł Kale Kerbashian. Stało się to dosłownie pięć sekund po tym, jak swoje wykluczenie kończył odsiadywać Patryk Krężołek.
Chwilę później GieKSa wyprowadziła sprawną kontrę, którą dokładnym uderzeniem zwieńczył Kamil Paszek. Podopieczni Risto Dufvy 23 sekundy później stracili gola i przegrywali 2:3. Taki wynik utrzymał się do końca drugiej i trzeciej tercji.
Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry trener Risto Dufva poprosił o czas. Tuż po trzydziestosekundowej przerwie poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Choć katowiczanie oddali na bramkę nitrzan sześć strzałów, to żaden z nich nie był w stanie zaskoczyć Juraja Šimbocha.
Kontuzja doświadczonego Fina
Jussi Makkonen z GKS-u Katowice nie dokończył wtorkowego starcia z HK Nitra. 34-letni fiński środkowy doznał złamania kości twarzy i czeka go blisko miesięczny rozbrat z hokejem.
[…] – Naszego napastnika czeka trzy tygodnie odpoczynku, a po powrocie będzie grał w kasku z kratą – informuje oficjalny profil GieKSy na Facebooku.
Warto wspomnieć, że to już trzecia kontuzja w ekipie GKS-u Katowice. Wcześniej urazu kolan nabawili się obrońca Tomasz Skokan i skrzydłowy Mikołaj Łopuski.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Najnowsze komentarze