Napastnicy – do poprawki!

Dodano przez Shellu | 11 grudnia 2016 14:03
Licznik odwiedzin: 1130

Omówiliśmy już bramkarzy, obrońców i pomocników, czas więc zająć się napastnikami. W zasadzie do tego grona możemy zaliczyć zaledwie trzech piłkarzy, którzy grali na tej pozycji. Mowa oczywiście o Grzegorzu Goncerzu, Mikołaju Lebedyńskim i Eryku Sobkowie.

Zacznijmy od tego ostatniego. Wydawało się, że Eryk może sobie szybko wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, a na jego korzyść przemawiało to, że jest młodzieżowcem. I w pierwszych spotkaniach grał – najpierw w Radomiu, potem u siebie z Wigrami. Już w spotkaniu pucharowym mogliśmy się dowiedzieć co nieco o specyfice tego zawodnika. Na boisku wyglądał bowiem dość hm… topornie, raczej nie imponował techniką czy szybkością. Z drugiej swoje sytuacje miał i tak po prawdzie, jakby przeanalizować stosunek jego minut na boisku do sytuacji, to tych okazji naprawdę kilka by się nazbierało. Tak samo było z Wigrami, grał słabo, był odcięty od podań, ale to on miał najlepszą sytuację, gdy po rękach bramkarza trafił w słupek. Trenerowi jednak ta gra nie odpowiadała i ostatecznie wolał mieć Gonza na szpicy. W Głogowie Eryk pojawił się dopiero w końcówce, a z Chojniczanką po przerwie. Przez kilka minut w Głogowie zrobił jednak więcej niż przez całą drugą połowę z ekipą dzisiejszego lidera pierwszej ligi. W czwartej kolejce w Olsztynie oglądaliśmy Eryka przez pełne 90 minut. Zagrał dobry mecz i strzelił gola – choć trafienie to było kuriozalne (bramkarz nabił go piłką), to jednak musiał dopomóc tej sytuacji i pójść pressingiem na golkipera. Z Zagłębiem zagrał tak sobie, również miał najlepszą sytuację, ale jej nie wykorzystał. No i zaczęły się problemy Eryka. Po piątej kolejce do końca rundy na boisku pojawił się już tylko cztery razy i to na same ogony. Trener przestał go obdarzać zaufaniem, a już na pewno w występach nie pomogło mu przyjście Mikołaja Lebedyńskiego. Piłkarz popadł w otchłań ławki rezerwowych, a pograć mógł sobie już tylko w rezerwach…

Jak zawsze wiele obiecywaliśmy sobie po Grzegorzu Goncerzu, który polował na swoją 50. bramkę w GieKSie. Zawodnik przez wiele czasu w tej rundzie nie był jednak już typowym snajperem, głównym zawodnikiem odpowiedzialnym za zdobywanie bramek. Jak pisaliśmy krążył gdzieś pomiędzy linią ataku i pomocy, nawet często w trakcie jednego meczu nie do końca dało się powiedzieć czy to jest „jeszcze napastnik” czy „już pomocnik”. Tak się działo, gdy na boisku miał za partnerów Eryka Sobkowa lub Mikołaja Lebedyńskiego, choć w pierwszej fazie sezonu bardziej nam to wyglądało na częstszą grę dwójką napastników, czego efektem było więcej sytuacji kapitana, potem te proporcje się zmieniały. Z Wigrami Gonzo zagrał słabo, z Chrobrym nie wykorzystał dwustuprocentowej sytuacji. Dobre podania otrzymywał z Chojniczanką, ale nie potrafił z tego zbyt wiele zrobić. W Olsztynie mieliśmy raz – niewykorzystany rzut karny. Przełamał się dopiero w spotkaniu ze Zniczem, kiedy zagrał jako jedyny napastnik. Wkrótce w zespole pojawił się Lebedyński i Gonzo na dobre przestał grać na szpicy, choć początkowo więcej grał w poziomie z Mikołajem. Z Wisłą Puławy strzelił dwa gole, mimo wcześniej kiepskiej gry. Z Miedzią strzelił bramkę, miał udział przy drugiej, ale też nie wykorzystał jedenastki. Kolejną bramkę zdobył ze Stalą. To był jeszcze okres, kiedy zawodnik miał sytuacje i część z nich zamieniał na bramki. Potem jednak robiła się posucha. W Nowym Sączu jeszcze miał słupek i trzeciego niewykorzystanego karnego. Po meczu z Górnikiem trener podjął decyzję o niewystawieniu Lebedyńskiego, w związku z czym Goncerz wrócił na szpicę. Końcówka rudny była już bardzo słaba – zawodnik nie miał ani bramek, ani okazji do ich zdobycia. Miał już inne zadania, bardziej w rozgrywaniu, ale też nie do końca dobrze to wyglądało. Zaliczył asystę w meczu z Wigrami, przy golu Lebedyńskiego.

Co do Mikołaja to trafił do nas przed meczem z Podbeskidziem i wszyscy cieszyliśmy się, że taki napastnik do nas przychodzi. Miał być lekiem na małą ilość bramek, a swoim pierwszoligowym doświadczeniem dawać przewagę nad rywalami. I zaczął spektakularnie. Jego wejście na 10 minut w Bielsku pokazało jego jakość piłkarską. To była świetna zmiana, zawodnik pokazywał takie ruchy piłkarskie, jakich dawno w GKS nie widzieliśmy. Przy jednej akcji tak się zastawił, przetrzymał piłkę, że wyłożywszy ją Pawłowi Mandryszowi mógł tylko złapać się za głowę, że młodzian nie wykorzystał dwusetki. Z Wisłą Puławy zaliczył asystę przy golu Goncerza i miał udział w akcji, po której był rzut karny. Z Miedzią wypracował drugiego gola i wywalczył jedenastkę. Jak na początek wyglądało to świetnie, nawet mimo braku gola. Potem jednak było gorzej i dopiero z Pogonią mimo średniej postawy, zaliczył asystę przy golu Mandrysza. Kolejne świetne zachowanie – takie w swoim stylu – miał przy asyście do Foszmańczyka w meczu z Górnikiem. W Kluczborku nie zagrał, zaliczył za to dobre zawody z Olimpią. Dwumeczowy wyjazd do Bytowa i Suwałk był piłkarsko słaby, ale za to strzelił z Wigrami w końcu swojego pierwszego gola, choć nie miał on znaczenia, bo padł w doliczonym czasie gry. Z Chrobrym miał udział przy golu Garbacika.

GKS Katowice ma problem z napastnikami. Problem ten nazywa się – nie strzelają goli. Eryk Sobków – jak pokazała jesień – poszedł w odstawkę. Grzegorz Goncerz poza kilkukolejkowym zrywem, generalnie grał słabo, czasem bardzo słabo i naprawdę nieraz trudno nie było odnieść wrażenia, że gra tylko ze względu na pozycję w drużynie i to, że jest kapitanem. Nawet zmiana zadań, skupienie się bardziej na rozgrywaniu, nie zmieniało tej opinii. To nie jest ten Gonzo dwa sezony wstecz czy z poprzedniej jesieni. Zawodnik musi zacząć grać lepiej, bo naprawdę z taką postawą na wiosnę szkoleniowiec szukając lepszych rozwiązań będzie go sadzał na ławie. Mikołaja Lebedyńskiego doprawdy trudno jest ocenić jednoznacznie. Bramkę strzelił zaledwie jedną, sytuacji ma jak na lekarstwo, przez długie momenty meczu jest niewidzialny na boisku, a jednak zaliczył kilka naprawdę świetnych asyst. Widać, że to jest zawodnik mający klasę piłkarską, wypadałoby jednak ją częściej pokazywać. Mimo wszystko wydaje się, że na wiosnę tak będzie i oprócz jakości jako takiej, będziemy mieli też wymierne efekty gry zawodnika. Co nie oznacza, że jeszcze jeden klasowy napastnik by nam się przydał, bo samą obroną to my tej ligi nie wygramy…

Brak komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Brak komentarzy.

 

Dodaj komentarz

(wymagane)