Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Zagłębiu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice zagrał – możemy śmiało powiedzieć – jedne z najsłabszych zawodów w ostatnich latach. Nie mamy jednego zawodnika, którego moglibyśmy pozytywnie wyróżnić. Dlatego noty i oceny będą bardzo niskie, natomiast zespół na dalsze mecze ma nasze pełne wsparcie.

Rafał Dobroliński – 5,5
Jedyny zawodnik, do którego nie można się przyczepić. Kilka sytuacji wybronił, przy bramce – jak to po rogu – wiele zależało od szczęścia. Puścił bramkę po pięciu meczach z czystym kontem.

Alan Czerwiński – 5
Naprzeciw siebie miał szybkiego Pribule i jak na siebie nawet nie najgorzej sobie radził. Gorzej było, jak Pribula zbiegał do środka. Generalnie nic Alan nie zawalił, ale też niewiele dał, choćby w ofensywie, choć często był z przodu. Przeciętnie.

Mateusz Kamiński – 3
Kilka zagrań Kamyka wołało o pomstę do nieba, na czele ze zbyt lekkim podaniem wszerz do Jurkowskiego, po którym tylko dzięki cudowi nie padła bramka. Także był nieskoncentrowany po jednym z autów i w swoim polu karnym groziło to utratą bramki. Oj Kamyk, Kamyk… raz na rok tylko taki mecz. Musi być już tylko lepiej!

Adrian Jurkowski – 5
Średni mecz stopera. Takich błędów jak Kamyk nie popełnił, ale w naszym polu karnym bywało gorąco. Średni mecz.

Rafał Pietrzak – 3
Nie poznawaliśmy Rafała. Niecelne podania, jakieś zamulenie. Widać było, że chciał, że był w ofensywie, a nic z tego nie wynikało. Rzuty wolne i rożne – dramat. Wszystko w ręce bramkarza.

Maciej Bębenek – 3
Niestety zawodnik potrafi swój najlepszy mecz na Bukowej rozegrać przegrywając 0:3. Mowa oczywiście o meczu z Sandecją z końcówki poprzedniego sezonu. W GKS jak na razie bardzo słabo, a wczoraj te odbicia i niemożność przyjęcia piłki były zatrważające. Zmieniony w przerwie – słusznie. Szczytem było wejście z prawej strony pola karnego i walnięcie piłki w eter…

Łukasz Pielorz – 4
Niemrawy, mocno niemrawy. Od zawodnika z takim doświadczeniem oczekujemy pewności w grze, a nie zagubienia czasem jak junior. Wiadomo, że jego rozegranie szwankuje, ale czasem te podania na skrzydło na zapalenie płuc są straszne.

Povilas Leimonas – 4,5
Obiecujący początek meczu, widać chęć wzięcia gry na siebie, ale z czasem był coraz i coraz to bardziej mniej widoczny. Niewiele dał zespołowi w tym meczu, Zagłębie w ofensywie grało, jak chciało.

Filip Burkhardt – 5
Oj to nie był ten Filip z poprzednich meczów. Niedokładne zagrania, straty, brak pewności siebie, czyli dokładna odwrotność tego, co oglądaliśmy z Rozwojem i Wigrami.. Na plus jednak próby strzałów z dystansu, które w tej całej beznadziei były małym promykiem nadziei.

Paweł Szołtys – 2
Oj młodzieżowiec… Słabo z Wigrami, beznadziejnie z Zagłębiem. Zasłużone gwizdy i nie można mówić, że skoro młody to gwizdać nie można. Ma taki wiek, że w Premiership ludzie strzelają gole i są kluczowymi postaciami. Więc teraz wszystko zależy od tego, czy zawodnik ma charakter i czy potrafi się wkurwić. Jeśli nie, to ciężko będzie miał w piłce cokolwiek osiągnąć.

Grzegorz Goncerz – 3
Gonzo jak na razie bardzo słabo. Wydawało się, że słabsze mecze nie mogą być normą, ale ten sezon jest na razie bardzo kiepski dla króla strzelców. Miał super okazję, ale trafił w słupek – nie można go winić, bo z trudnej piłki mierzył dobrze.

Adrian Frańczak (grał od 46. minuty) – 4,5
Na pewno było nieco lepiej niż Bębenek, ale generalnie przeciętnie. Zawodnik typowy do balansowania pomiędzy ławką, a pierwszym składem.

Daniel Ciechański (grał od 62. minuty) – niesklas.
Młody wszedł i próbował pokazać się na pozycję, ale efektów nie było. Szkoda, że Pietrzak go nie wypatrzył przy jednej z akcji. Bardzo przeciętnie.

Wojciech Trochim (grał od 82. minuty) – niesklas.
Wszedł w końcówce i miał podostrzyć grę. Generalnie dał z siebie dość sporo, starał się rozgrywać, walczył. Charakterystyczne zastawianie się plecami. Wydaje się, że mógł dostać szansę wcześniej.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Gregi

    9 sierpnia 2015 at 12:49

    „..zespół na dalsze mecze ma nasze pełne wsparcie..” – pełna zgoda. Ale ja po tym szpilu zagranym bez ambicji, czuję się wychujany. Można było (?) przegrywać kiedyś z Niecieczą, Suwałkami ale nie z Sosnowcem u siebie! Goncerza czas już minął. Będzie tak jak z Pitrym, który miał świetny sezon, strzelał na zawołanie,a potem zgasł.. Obym się mylił! Nie ma co stękać i jęczeć,bo to raptem druga kolejka ale brak ambicji i porażka w TAKIM szpilu,w którym tak naprawdę punkty schodzą na drugi plan – boli. Oby było tylko lepiej. Wierzę,że będzie.

  2. Avatar photo

    ddd

    9 sierpnia 2015 at 13:31

    na dalsze mecze to stadion będzie zamknięty a i na wyjazd pewnie tez nie pojedziesz

  3. Avatar photo

    Shellu

    9 sierpnia 2015 at 13:37

    I tego się Gregi trzymajmy.

  4. Avatar photo

    Tomek1976

    9 sierpnia 2015 at 14:07

    Kto odpowiada za wpuszczenie na stadion kibiców z racami?? tych paru gości z sektoru B1 którzy próbowali rozmontować ogrodzenie powinno się ukarać zakazem stadionowym. Sądzę że z wyjazdu na Arkę nici kara finansowa dla klubu pewna jak w banku a zamknięcie blaszoka też pewnie nastąpi. Nie rozumiem tego że prowadzący doping z blaszoka nie potrafi zapanować nad grupką bandziorów???

  5. Avatar photo

    lukasz

    9 sierpnia 2015 at 15:17

    To juz pewne – policja zlozyla wniosek o zakaz wyjazdowy i kare zamkniecia stadionu na kilka nastepnych spotkan …. Brawo naprawde bylo „warto” …

  6. Avatar photo

    Wujo

    9 sierpnia 2015 at 21:49

    Jak to ktoś napisał na jakimś portalu „można przegrać mecz, ale nie w taki sposób”. Gdzie ambicja, waleczność i GIEKSIARSKI charakter???????? Piłkarze pokazali dno i… myślę, że niestety to pierwszy i nie ostatni raz 🙁 w tym sezonie. Kibice pokazali w 100% serce – doping i nie tylko (oprawy, ubiór). I jak to często bywa dostali za to w pysk!!!! Jak można w taki sposób przejść obok meczu (takiego)!!! Muszą te piłkarzyki baaaardzo się postarać o odbudowę zaufania!!!! A co do zadymy: po kiego chu…a nam zgoda/sztama z jakimś jarosławiem???? Przecież to ta banda kretynów rzucała race i NASZE BARWY!!!! na ochroniarzy i goroli!!! Który prawdziwy Gieksiarz będzie napier…ał BARWAMI!!! w ochronę???? Wypierdo….y tych pojeb…ch koksiarzy na swoje zakarpacie i tam niech się pokazują z Karpatami Krosno!!!! My znowu mamy zamknięty stadion-(trybunę) i inne kary, a i budowa nowego może być też zagrożona!! TEGO CHCE PRAWDZIWY KIBIC GIEKSY???? Ch..j mnie strzela od wczoraj, ale bardziej na kretynów KTÓRZY DOSZLI NA C TUŻ PRZED!!!! zadymą niż na piłkarzyków. CAŁE MOJE ŻYCIE TO GKS KATOWICE!!! Amen.

  7. Avatar photo

    kibic

    10 sierpnia 2015 at 07:33

    nie wiem czemu wszyscy nazekaja teraz po przegranym meczu gdy jest juz za puzno,jak pisalem predzej ze druzyna jest slaba to goscie mieniacymi sie kibicami odpisywali mi ze jestem idiota i nie znam sie i szkodze klubowi,a ja twierdze ze ta porazke trzeba zapisac na konto Prezesa i Proksy to oni nas oszukali brak dobrych wzmocnien,na chwile obecna tylko Burkhadt nadaje sie do 1 skladu ze tych podobno mocnych wzmocnien,Bebenek z ta forma nadaje sie do rezerw mlodziezowiec tak samo i to bylo juz widac w 2 pierwszych meczach tylko oni tego nie widza,obrona jest dalej slaba jak caly czas,pomoc nie istnieje a ataku wogule niemamy,gdy twierdzilem ze od zaraz potrzebny jest obrnca srodkowy i napastnik gotowy od razu do gry to ci co mnie tu obrazali teraz nazekaja,wiec jesli szybko klub nie wzmocnia wartosciowi pilkarza znowu bedzie sezon obrony przed spadkiem wiec jesli Proksa nie zna skaltow i nie umie znalesc wartosciowych pilkarzy musi odejsc,na chwile obecna jest zle a wyglada ze bendzie jeszcze gozej,wiec zamiast liczyc tylko kase z miasta prezes i zarzad i Proksa musza nas za ta hanbe i wstyd przeprosic i wdziasc sie do roboty a jak nie umia ty wypierdalac z klubu bo wiec takiej tragedi juz nie chcemy ogladac

  8. Avatar photo

    kiepski

    10 sierpnia 2015 at 09:24

    No nie wiem czy Dobrolińskiego nie można się czepiać, znów wypluł piłkę przed siebie gdzie nasz piłkarz musiał wybijać piłkę na róg po którym padła bramka. Przy ów feralnym rogu zawachał się do wyjścia do piłki , zrobił krok i się cofnął, a mógł ją wypiąstkować, W ogóle Dobro nie wyłapuje dośrodkowań , patrz bramkarza goroli prawie wszystkie wyłapał. Co do obroniononych od tego jest bramkrz aby czasem coś obronił

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga