Piłkarski kibel…

Dodano przez Shellu | 10 września 2017 10:45
Licznik odwiedzin: 3134

Przed pisaniem tego artykułu przyniosłem sobie do stołu wiadro. Na wypadek, gdybym przez całkowity przypadek i zupełnym zbiegiem okoliczności miał odruch wymiotny.

Przegraliśmy wczoraj z nie byle kim. Przegraliśmy z ogórami tej ligi, najsłabszą drużyną obecnego sezonu, w której nawet Krzysztof Wołkowicz nie mieści się w osiemnastce. Przegraliśmy z Wigrami Suwałki, które w sześciu meczach dwa razy bezbramkowo zremisowały i cztery razy przegrały. Które strzeliły w tych sześciu meczach dwa gole, czyli jedną trzecią gola na mecz. Z ekipą, która na Bukowej pod kątem czysto piłkarskim (technicznym) zaprezentowała się katastrofalnie nie zbliżając się nawet do marzeń o zdobyciu bramki.

Proszę Państwa, oto drużyna klozetowa GKS Katowice. Drużyna piłkarskich pomyłek, która nie potrafi u siebie nawet zremisować z ostatnimi patałachami tej beznadziejnie śmiesznej ligi w tej beznadziejnie śmiesznej klubowej polskiej piłce.

Ostatnio portal Weszlo.com dość mocno jedzie po ekstraklasie po wyczynach drużyn w europejskich pucharach, ale też patrząc na poziom najwyższej klasy rozgrywkowej. Są drwiny i wszechobecna ironia. Jak zauważył Błażej, przecież gdyby to Weszło zainteresowałoby się szerzej pierwszą ligą, to znaczy redaktorzy oglądaliby te mecze regularnie, to by po prostu chyba umarli z żenady, a łamy portalu nie wytrzymałyby jej nasilenia i wszystko by pierdolnęło z wielkim hukiem, bo serwery odmówiłyby dźwigania tak wielkiego nasilenia żenady.

Niestety głównym sponsorem tego wszystkiego jest w tym całym roku kalendarzowym GKS Katowice. Zespół totalnie skompromitowany na wiosnę, kiedy wydawało się, że osiągnął apogeum tej kompromitacji. Okazuje się, że jednak zawsze pewne standardy można rozszerzyć. Na wiosnę – nie licząc Kluczborka – przegrywaliśmy u siebie z Podbeskidziem, Miedzią czy Sandecją. Teraz jest początek sezonu, a my już mamy na koncie porażki u siebie z Pogonią Siedlce, Puszczą Niepołomice i Wigrami Suwałki. I cudownie uratowany remis z Odrą Opole. Niepojęte, to jest ósma kolejka, a my już trzy razy przegraliśmy u siebie z ogórami tej ligi!!!

To nie przymierzając tak, jakby Barcelona u siebie do ósmej kolejki przegrała u siebie z Alaves, Gironą i Las Palmas. A z Eibar uratowało remis po ręce Gerarda Pique w doliczonym czasie gry. Wyobrażacie sobie, co by się działo na Camp Nou po takich wynikach?

Ktoś powie – przesada, nie jesteśmy Barceloną. No ale chwila, mamy aspiracje dominacji w lidze porównywalne? A nawet jeśli nie to możemy się o takie aspiracje otrzeć?

No dobrze, to przenieśmy na grunt polski. Do ósmej kolejki Legia przegrywa u siebie z Sandecją, Wisłą Płock i Niecieczą. Z Piastem ratuje remis w doliczonym czasie gry. Wiecie, jak reagowały trybuny po kilku słabszych meczach w pucharach? Zjebały piłkarzy od góry do dołu. To teraz sobie wyobraźcie, co by było, gdyby Legia osiągała takie wyniki w lidze, jak wyżej. Przecież tamci rozpieszczeni do granic możliwości kibice zjedli by tę ekipę, razem z trenerem i prezesem.

Do Katowic przyjechały Wigry Suwałki z baaaardzo przeciętnym trenerem Arturem Skowronkiem. Trenerem przegonionym z Bukowej przez zarząd. Fakt, umiejętności to on zbyt wielkich nie ma i raczej jedzie na farmazonie. Nawet kiedyś prezes Wojciech Cygan się bardzo śmiał, gdy przyrównałem statystykę początkowych meczów w GKS właśnie Skowronka i Adama Nawałki – i była ona porównywalna (bo była). Oczywiście nie miałem wówczas na myśli porównywać warsztatu obu szkoleniowców, ale tak zostało to zinterpretowane. Oczywiście, że Skowronek „dorównał” Nawałce tylko dzięki fatalnemu początkowi obecnego selekcjonera, na czele z 1:4 z Turem Turek. Odrzucając to wszystko Skowronek jest po prostu na tę chwilę po prostu słabym trenerem i od czasu odejścia z GKS Katowice kompletnie nie zaistniał. Oj, przepraszamy zaistniał. Ale jednocześnie nie zaistniał. Zawiłe? Przedstawiamy bilans Artura Skowronka jako trenera od czasu odejścia z GKS Katowice, wyłączając mecze z GKS Katowice.

0 zwycięstw, 4 remisy, 13 porażek.

A teraz przedstawiamy bilans Artura Skowronka w analogicznym okresie w meczach z GKS Katowice:

2 zwycięstwa, 0 remisów, 0 porażek.

W sumie: 2 zwycięstwa, 4 remisy, 13 porażek.

Rozumiecie to? Trenerski dyletant, człowiek, który przez rundę zdobywa tylko cztery punkty (nie grając z GKS), w meczach z naszą drużyną zdobywa sześć cholernych punktów! To jest przecież taki wstyd, że naprawdę w tym momencie powinno się rozgonić to całe towarzystwo, z piłkarzami, trenerem i prezesem na czele! Sama ta sucha statystyka pokazuje, że grając zarówno z frajerską Olimpią Grudziądz, jak i frajerskimi Wigrami Suwałki, nasi zawodnicy są frajerami do kwadratu, bo nie potrafią nawet zremisować z notorycznie przegrywającym przeciwnikiem.

To samo tyczy się Adriana Jurkowskiego. Zawodnik, który w GKS grał tak, że sukcesem było to, że nie połamał sobie nóg na boisku, bo robił wszystko ku temu, przyjeżdża sobie w maju z Sandecją, a teraz z Wigrami na Bukową – i pewnie wygrywa. Symbol kalectwa piłkarskiego ostatnich sezonów. Tutaj gra dobrze i pewnie i zdobywa po trzy punkty.

Jak do tego dodamy, że przeciwnik jest słabszy nawet od Ruchu Chorzów, bo Ruch przed tym meczem zdobył trzy punkty, a Wigry tylko dwa, to dopełnia obrazu tego piłkarskiego kibla z niespuszczoną sraczką w miejskiej toalecie dowodzonej przez prezydenta Marcina Krupę.

Niestety ta żenada nie przemawia do wszystkich i nie jest przez niektóre osoby podzielana. Okazuje się, że niektórzy piłkarze i trener dalej opowiadają bzdury takie, jak gdyby to był zwykły tam jeden nieudany mecz. Tak więc piłkarz Paweł Mandrysz bredzi o tym, że walczyli jak lwy, a trener Piotr, jego ojciec na konferencji na moje pytanie o bicie głową w mur i ocenę efektów dwóch tygodni treningów odpowiada:

Uważam, że byliśmy zespołem dominującym od pierwszej do ostatniej minuty, co oczywiście nie miało przełożenia na wynik, bo rywale dobrze się bronili. Tak naprawdę mieliśmy trzy dobre sytuacje do przerwy, gdzie zabrakło lepszego wykończenia. Sytuacja Dawida Plizgi, który pospieszył się z zagraniem do Kędziory, kiedy powinien wejść zdecydowanie i prawdopodobnie zagrałby Wojtkowi do pustej. W drugiej sytuacji Dawid wszedł w pole karne, ale jego strzał został zablokowany i była boczna siatka. Także wrzutka i zgranie, po którym Midzierski nie sięgnął piłki. To też była sytuacja z gatunku takich, że można było pomyśleć o bramce. Jeśli dołożyć do tego sytuację Błąda i cztery o których wspomniałem, to tych sytuacji było trochę.

Te cztery sytuacje, o których mówi trener, to m.in. dwie sytuacje Grzegorza Goncerza z końcówki. I tak naprawdę to jedynie te dwie setki możemy traktować poważnie, jako rzeczywiste okazje, ale raz fatalnie Grzegorz uderzył wprost w ręce Budziłka, a raz golkiper gości znakomicie interweniował. No ale trener widział osiem świetnych sytuacji w tym meczu…

Po raz drugi z rzędu zdarza się sytuacja, kiedy na pytanie na konferencji prasowej o beznadziejną grę trener odpowiada, wymieniając sytuacje, które wedle niego były bramkowe. Problem jest taki, że jest to tak ordynarne naciąganie rzeczywistości, że tak naprawdę poza sytuacjami Gonza, cała reszta, to były sytuacje 20-procentowe, bo albo piłka nie doszła do potencjalnego strzelca, albo strzał z jakiejś tam odległości był prosto w bramkarza (niechlujny, niecelny). Argumenty trenera o ilości okazji są tak łatwe do obalenia, jak byłyby, gdybyśmy przyszli na konferencję po meczu Francji z Luksemburgiem, w którym statystycy wyliczyli ponad 30 „attempts”, co niby ma oznaczać 30 „prób”. Tylko taka statystyka, to gówno prawda, bo zaliczane są do niej, jakieś kompletnie nieudane zablokowane strzały, jakieś dośrodkowania, gdzie partner był niby blisko, ale jednak do piłki nie doszedł itd. Trener każdą taką „attempt” bierze jako argument ku dobrej grze zespołu. Jakby Mandrysz był trenerem Brazylii, grałby z San Marino, wynik byłby 0:0, ale Brazylia oddałaby trzy niecelne strzały obok słupka, to szkoleniowiec powiedziałby: „No ale przecież mieliśmy trzy znakomite sytuacje, lepiej nastawiony o 10 centymetrów celownik Neymara i wszyscy krytycy nabraliby wody w usta”…

Widzicie absurd?

Kolejnym absurdem jest to, jak trener tłumaczy słabą grę Zejdlera. Mówi, że być może podłamał się bramką, że jedni zawodnicy są mocniejsi psychicznie, inni słabsi. No na Boga, jeśli ktoś w GKS Katowice załamuje się utratą gola w 11. minucie z najsłabszą drużyną ligi, to nie ma prawa grać w GieKSie! Wyobrażacie sobie sytuację, w której Messi po utracie gola z Rayo Vallecano na początku meczu myśli sobie: „O kurcze, to jednak chyba wszystko nie ma sensu, nie ma co się starać, to nie dla mnie, chyba zawieszę buty na kołku”…? To jest jakaś kpina…

Dwa tygodnie temu trener mówił, że po tych wybitnie męczących trzech meczach w ciągu 8 dni, w końcu będzie można popracować na treningach, nad taktyką, atakiem pozycyjnym itd. Niestety wyglądali tak, jakby pracowali raczej klubach nocnych niż na boisku… W każdym razie nie został poprawiony ani atak pozycyjny, ani kontry, ani dynamika. Dalej grali jakby mieli kule u nóg, bez pomysłu, ale też bez ambicji. Nie było przyspieszenia w środku, nawet jeśli na początku Wigry dawały naprawdę sporo miejsca na rozwinięcie akcji, jak nie środkiem, to skrzydłami. Podobno jakiś sparing dobry był z Cracovią, ale to chyba krakowianie „Pod Baranami” poimprezowali solidnie dzień wcześniej…

Symbolem wczorajszej piłkarskiej nieudolności była sytuacja z 70. minuty, kiedy krótko rozegrany rzut rożny zakończył się spalonym po oddaniu piłki przez Błąda do wykonującego korner Plizgi. Z głupich rzeczy, które można zrobić na boisku, ta jest chyba najgłupsza. No może oprócz takiego gola, jakiego oglądaliśmy w sobotni wieczór.

Niestety spodziewaliśmy się, że debiutujący w składzie Dalibor Pleva i Adrian Błąd wniosą coś więcej do zespołu. Niestety to jest tragiczne, ale jakiś „duch Bukowej” naprawdę działa, jakaś żyła wodna, że coraz to nowi zawodnicy w GKS nie tylko nie potrafią zagrać dobrze, ale wręcz dostosowują się żenującym poziomem do swoich śmiesznych kolegów. I ten super Błąd, i doświadczony Pleva zagrali beznadziejnie i nie byli tymi impulsami, które mają pociągnąć GKS do przodu.

Nie chcemy już pastwić się nad Garbacikiem. Chłopak zagrał słaby mecz, był elektryczny, pewnie w związku z tym, co zrobił na początku spotkania. To jest niesamowite, ale nawet mogąc grać na 0:0, tracimy w ostatnich czasach tak żenująco frajerskie bramki, że to nie przystoi nawet piłkarzom z A-klasy. Tu gol z Kluczborkiem z połowy boiska, zaraz Midzierski z Abramowiczem zachowują się jakby byli skacowani po imprezie u Smoka Wawelskiego, a tutaj Garbaty zachowuje się tak, jak powinien zachować się Vojtus z Miedzi Legnica dzień wcześniej, czyli strzela pewnie do pustej bramki…

Powiedzmy sobie szczerze, przegraliśmy z ostatnimi ogórami, przy których zarówno Pogoń Siedlce, jak i Puszcza Niepołomice, to byli wirtuozi piłki, bo pokazali na Bukowej choć trochę jakości. Wigry nie pokazały nic i nawet jak szli skrzydłem, to partnerzy w środku nie angażowali się specjalnie w pomoc, bo uznawali, że prowadzenie 1:0 i tak jest ponad stan.

Problem jest w tym, że po starciu z outsiderem, teraz czekają nas mega trudne mecze. Wyjazd do Sosnowca i Mielca, a potem rewelacyjny Chrobry u siebie. To już nie będą outsiderzy z Suwałk, tylko ekipy, które – w przypadku tak żenującej i pozorowanej gry – rozniosą nas i rozłożą na łopatki. Nie wiadomo, w czym upatrywać optymizmu. Nie ma przesłanek, po tym szalecie-balecie, który widzieliśmy wczoraj i w meczu z Odrą.

W tym roku nasz bilans na Bukowej to 2 zwycięstwa, 3 remisy i 7 porażek. Oprócz wymienionych rywali, z którymi GKS przegrał (plus nieśmiertelny Kluczbork), remisowaliśmy z takimi tuzami jak Stomil, Odra czy Bytovia. Jedynym wartościowym meczem z tych dwunastu była Chojniczanka. Bo trudno podniecać się wygraną z Tychami.

Właśnie dlatego sporo cierpkich słów w tym artykule. Raz po raz, nieustannie nasz zespół kompromituje cały klub. Po raz drugi przegrywamy w tym roku z ostatnią drużyną w tabeli, wcześniej ze zdegradowanym Kluczborkiem, teraz z Wigrami. Gdybyśmy mimo tych klęsk widzieli światełko w tunelu, jakąś szansę, że to pójdzie w dobrym kierunku – wydźwięk artykułów byłby inny. Niestety jak na razie wszystko zmierza ku otchłani. Dwa mecze zamydliły oczy i niby pokazały, że wszystko jest ładnie, pięknie. Ostatnie dwa spotkania na Bukowej pokazały, że to był wypadek przy pracy. Możemy sobie gadać o właśnie pracy na treningach, ale tak naprawdę, nie widać cienia progresu. Nie ma 3-4 meczów z rzędu, w których powiedzielibyśmy, że ta drużyna zrobiła krok do przodu. Są za to coraz to bardziej skandaliczne wyniki. 

I na koniec nie zapominamy o prezesie Cyganie. Fajny, sympatyczny chop, ale jednak o prowadzeniu klubu to nie ma pojęcia. Ciągle mówi tylko o tym, że klub to nie jest Football Manager itd., a tak naprawdę to bawi się ciągle, jakby sprzed komputera nie wyszedł. Akceptuje te odchody, które od lat mamy na Bukowej, nie reaguje, firmuje te wszystkie nazwiska, które przyczyniają się do coraz to większych kompromitacji sportowych, ale co gorsza – wizerunkowych, kibiców pojawia się na stadionie coraz mniej. Dodatkowo nie zajmuje stanowiska wobec kibicowskich problemów z ostatnich tygodni, jak postrzelenie naszego sympatyka czy po raz enty zakazu wyjazdu dla kibiców GKS do Sosnowca. Nasza taryfa ulgowa, którą mieliśmy do prezesa, już się skończyła. On po prostu zupełnie tego nie ogarnia…

17 komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Pakistańczyk — 12 września 2017 @ 11:26

    To już hokej zapowiada się ciekawiej

  2. Ren — 11 września 2017 @ 17:29

    Za rok wybory. Nie zapomnijcie, że szefem Cygana jest Krupa. Nie możecie zwolnić osobiście Cygana, ale możecie własnymi rękoma zwolnić Krupę! Teraz hasło powinno być „Cała GieKSa razem zwalnia Krupę!”

  3. Deutsches Reich — 11 września 2017 @ 15:27

    ” … a moze tak majom grać … ”
    Moze zacznijmy od tego zdania.
    Coś fest jebie i to az czuć na odleglość tych moich 1100 km …
    Jak ino miasto mo w lapach nasz klub , to coś niy , czegoś brakuje ,
    zmiany trenerów , wymiany fuzbaloków a i tak to wszystko chuja daje.
    Abo u nos richtig je taki ciyzki luft abo ftoś tym krynci i to fest.
    Jo juz niy mom pomyslu czym to wszystko tlumaczyć .
    Pyrsk z GieKSiarskiyGo rAJCHU
    oby te lebry ze altrajchym i rumunami wygrali

  4. stefano — 11 września 2017 @ 10:35

    Sam , myślałem , że Mandrysz da rade , niestety ale jak do tej pory zawodzi . Niektóre jego personalne decyzje sa niepojęte.Gramy z Wigrami jednym napastnikiem ?Prokica nie ma i jest lipa.Bład , słaby a przynajmniej każdy liczył na wiecejz jego strony . Plewa , bez przygotoeani a, słaby bez wyrazu wskakuje i to na srodek pomocy.
    Kalinkowski dramat w tej rundzie , gra jak na treningu.
    Tylko co to da jak zmienimy trenera m, a zostanie Cygan i podejście miasta bez zmian , czyli pełna olewka , a może tak maja grac?

  5. Ksawery — 11 września 2017 @ 10:11

    Ciamajda i mandrysz do zmiany!

  6. Irishman — 11 września 2017 @ 09:27

    Stefan, nie chcę za bardzo bronić trenera, bo niezrozumiałymi decyzjami zaczyna dorównywać Brzęczkowi. Ale co da zmiana trenera, teraz, gdy cały skład jest już ułożony pod niego? Więc jak on tego nie ogarnie to już nikt.

    Na szczęście prawie wszyscy mają kontrakty tylko na rok, więc po prostu trzeba ten rok wytrzymać i ewentualnie potem zacząć budować od zera – z nowymi piłkarzami, nowym trenerem, a przede wszystkim Z NOWYM PREZESEM!!!

  7. Irishman — 11 września 2017 @ 09:21

    A jednak! A jednak! A jednak! …wielu z nas się zarzeka, że już nie przyjdzie, a i tak przychodzą. No bo jak już nawet my odwrócimy się od naszej GieKSy, ci jedyni, którym na Niej zależy, to co z Nią się stanie?
    Nie wiem, może tak nagrzeszyliśmy, że to jest jakaś pokuta, aby oglądać to badziewie??? Jeśli tak, to każdy wierny GieKSiarz, pójdzie prostu do nieba!

  8. stefan — 11 września 2017 @ 08:51

    Trener jest słaby po prostu czas go pożegnać !!!

  9. Alex — 10 września 2017 @ 21:48

    Nie pojawie sie na Bukowej do poki ostatnie ścierwo z wczorajszego meczu nie opusci tego klubu! Cygan pizda nie prezes.

  10. Piotr — 10 września 2017 @ 21:13

    A ja napiszę krótko chodzę na giekse od czasów gdy Piotr swierczewski był moim dziecięcym idolem wiec juz jakieś 25 lat i przyznam szczerze takiego lajna nie widziałem przykro mi to stwierdzić bo kocham giekse nad życie ale narazie wyleczylem się z gieksy na b1 szkoda nerwów kocham ten klub ale to co robią te scierwa zwane piłkarzami. ……

  11. Monk — 10 września 2017 @ 21:04

    ŻARTOWAŁEM

  12. Monk — 10 września 2017 @ 21:02

    Rafał Górak wróć!!!!

  13. Hanys — 10 września 2017 @ 20:50

    Są my na Gůrnym Ślůnsku to to jest fusbalowy haziel!😣

  14. Irishman — 10 września 2017 @ 19:10

    I generalnie mam już totalnie w d… kto będzie trenerem, kto prezesem.
    Po prostu cofie mnie, jak sobie wyobrażam, ze znów maiłbym zasiąść na trybunach i oglądać tą nieporadność, te strzelone sobie bramki, te pudła w wymarzonych sytuacjach.

  15. Irishman — 10 września 2017 @ 19:06

    Długo broniłem trenera, drużyny, próbowałem doszukiwać się ciągle jakichś usprawiedliwień słabej postawy, jakichś pozytywów.
    Od soboty nie mam już na to argumentów.

    Co więcej… mam już dość Bukowej. Jeśli wierzyć w spiskowe teorie i komuś tam zależy, aby obrzydzić piłkę nożna w Katowicach, to w moim przypadku, po tych trzydziestu kilku latach to się udało.
    Mam nadzieje, że tylko na chwilę (???).

  16. WIERNY — 10 września 2017 @ 13:05

    Wreszcie obiektywna ocena ciamajdy, z tą tylko różnicą, że ten aspekt nie jest na koniec tylko właśnie to jest piorytet. Zmienić prezesa a zmieni sie wizerunek klubu.

  17. marcin — 10 września 2017 @ 12:15

    To twoje opisy tylko pokazujawnianie jaki z ciebie burak

 

Dodaj komentarz

*