Piłkarskiego dna ciąg dalszy. Kompromitacja pseudopiłkarzy.

Dodano przez Shellu | 29 lipca 2017 22:26
Licznik odwiedzin: 3821

Pierwszy mecz ligowy był wielką niewiadomą. Co prawda byliśmy już po inauguracji pucharowej w Tarnobrzegu – inauguracji fatalnej – ale to dopiero liga ma nam odpowiedzieć na więcej pytań. Jak mawiał klasyk – teraz GKS może skupić się tylko na lidze i ciekawi byliśmy, jak nasz zespół wypadnie w starciu z przeciętną drużyną, typowo ze środka pierwszoligowej stawki.

Trener Piotr Mandrysz dokonał sporej ilości zmian w porównaniu do spotkania w Tarnobrzegu. W bramce wystąpił Sebastian Nowak, obrona była całkowicie składająca się z nowych – Tomasza Mokwy, Tomasza Midzierskiego, Lukasa Klemenza i Mateusza Mączyńskiego. Pomoc utworzyli stary duet Bartłomiej Kalinkowski i Łukasz Zejdler jako defensywni oraz Tomasz Foszmańczyk jako ofensywny. Na bokach młodzieżowiec Paweł Mandrysz i Armin Cerminagić. W ataku weteran Wojciech Kędziora.

Od początku mecz był wyrównany. Katowiczanie nie potrafili przejąć inicjatywy na dłużej i nie stwarzali sobie sytuacji, ale Pogoń również nie zagrażała bramce Nowaka. To co było niepokojące to zbyt dużo fauli naszych zawodników, przez co Pogoń miała sporo okazji do dośrodkowania z rzutów wolnych. W 10. minucie po złym wybicu bramkarza skrzydłem popędził Cerimagić, ale zbyt długo zwlekał z dośrodkowaniem i rywal wybił mu piłkę spod nóg. Niedługo potem Foszmańczyk próbował głową przedłużyć podanie do Kędziory, ale refleksem popisał się bramkarz rywali Stępniowski, który w porę wybiegł z szesnastki i zażegnał niebezpieczeństwo. Najgroźniejszą okazję goście stworzyli w 23. minucie, kiedy po rzucie wolnym Zjawińskiego piłka przeleciała tuż obok słupka. W 30. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Mandrysz i został sfaulowany w polu karnym. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Foszmańczyk. Od tego momentu gra się ożywiła – z obu stron. Kilka minut później Mandrysz popędził lewym skrzydłem, ale tym razem jego dośrodkowanie było fatalne. Goście próbowali się odgryźć i po jednym z rzutów rożnych powstało spore zamieszanie w naszym polu karnym. W ostatniej akcji pierwszej połowy dośrodkował dobrze Foszmańczyk, ale Mandryszowi zabrakło centymetrów.

Drugiej połowy nie ma co opisywać. Od początku nie było pomysłu na grę, a akcji ofensywnych nie oglądaliśmy wcale. Była typowa pierwszoligowa kopanina bez jakichkolwiek aktywów z naszej strony. Pogoń też nie wykazywała umiejętności piłkarskich. W pewnym momencie jednak widząc, co się dzieje na boisku, postanowili trochę podgonić. W ciągu 10 minut zrobiło się kilka razy gorąco i mimo że wcześniej nie myśleliśmy o tym, nagle okazało się, że gol dla gości wisi w powietrzu. Rywale grali dobrze, ambitnie, a u naszych zawodników zaczęły mnożyć się żenujące błędy techniczne i w ustawieniu. W 70. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się wprowadzony chwilę wcześniej Dawid Polkowski – piłka po koźle wpadła w długi róg bramki Nowaka. To nie podziałało mobilizująco na piłkarzy GKS. Trener dokonał kilku zmian, weszli Plizga, Goncerz i Kuliński. Nadal ta gra wyglądała beznadziejnie. Nadzieję złapaliśmy, gdy w 83. minucie Daniel Chyła zarobił drugą żółtą kartkę. Wydawało się, że najgorsze, co nas może spotkać to remis. Jednak trzy minuty przed końcem z odbitej piłki pięknym technicznym strzałem popisał się Paluchowski (również rezerwowy) i Pogoń oszalała z radości. Nieudolne próby piłkarzy GKS do końca meczu nie przyniosły powodzenia.

To była żenada jeszcze gorsza niż w Tarnobrzegu. Jeszcze gorsza niż na wiosnę. Piłkarze skompromitowali się swoją postawą – zarówno piłkarską i brakiem walki. Nie jeździli na dupach, jak piłkarze Pogoni, którzy dostali zasłużone brawa. Po prostu znów zagrali jak hobbyści. Nowi spisali się bardzo słabo, szczególnie Tomasz Mokwa, po którym nie widać, że grał w ekstraklasie. Wojciech Kędziora był statystą i nie da wiele GieKSie. Ale i starzy spisali się beznadziejnie. Foszmańczyk do pewnego momentu grał nieźle, ale w drugiej połowie odstawił tradycyjny dramat. Zejdler był cieniem zawodnika. I tak dalej, więcej w innym artykule.

Na ten moment można jasno stwierdzić, że nic ciekawego nas w tym sezonie nie czeka. Beznadziejnych zawodników zastąpiliśmy innymi beznadziejnymi.

8 komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. achim — 30 lipca 2017 @ 12:20

    Tu poczeba ś.p. Mariana! , który wreszcie wlezie do szatni i pierdolnie w stół!! i powiy wypierdalać do autobusu!!!! Tyla w tymacie.

  2. matteo — 30 lipca 2017 @ 11:23

    Nie ma kompletnie drugiej linii jeszcze ta obrona ok ale pomoc i atak nie ma. Nikt nie potrafi kreować sytuacji nie ma wogule skrzydeł a defensywni pomocnicy odpowiadają za dwie bramki z nowych to tyko Klemens zagrał przyzwoicie Midzierski to drzewo jak będzie szybki napastnik to będzie go robił jak dziecko. Cerimagic dno, Kalinkowski dno, kedziora to dno kompletne. Transfery nieudane jak co sezon.

  3. Johnny — 30 lipca 2017 @ 05:01

    Nie no jest pozytyw w końcu karne wchodzą 🙂 Trenerze gdzie Twoje jaja? Cerminagić i Prokić dalej nie mogą grać ze sobą? ktoś powinien beknąć za ten transfer i ta sytuacja. Ja wam kurwa dam nowe koszulki ale bez herbu !!!!!!!!

  4. GieKSiorz — 30 lipca 2017 @ 01:05

    dno,zamiast wyjść do ludzi posyla się ochrone z gazem i psy.zero ambicji i honoru.DNO

  5. GieKSiorz — 30 lipca 2017 @ 01:00

    DNO

  6. wierny — 29 lipca 2017 @ 23:42

    bezcenne uschmiechy ultras Gieksy obok Glownej po meczu…i hasla nic sie nie stalo. Brawo. Karwa szlak was.

  7. kejta — 29 lipca 2017 @ 22:56

    Wrecz przeciwnie!! W tym sezonie czeka nas wiele ciekawych rzeczy bo do ostatniej kolejki bedziemy walczyc o utrzymanie. Wkoncj nie bedzie sparingow na wiosne ;))))

  8. Ja — 29 lipca 2017 @ 22:46

    Wypierdalac pilkarzyki pajacyki wraz z tym zarządem
    Jak my teraz nie wpadniemy to będzie cud

 

Dodaj komentarz

*