Hokej
Tychy pokonane!
Po serii meczów wyjazdowych spowodowaną Mistrzostwami Świata juniorek w Satelicie TAURON KH GKS Katowice powrócił na swoje lodowisko. Pierwszym rywalem w 2018 roku na własnym lodzie był aktualny lider tabeli PHL i niedawny zdobywca Pucharu Polski GKS Tychy. Bilety na to spotkanie zostały wyprzedane już dzień wcześniej, a na trybunie VIP pojawił się Prezydent miasta Katowice Marcin Krupa. Obie drużyny rozpoczęły mecz dosyć ostrożnie, aczkolwiek agresywnie. Powoli gra się jednak otwierała. Najpierw dobrą sytuację miał Michael Cichy, lecz świetnie interweniował debiutujący dziś w barwach GieKSy Shane Owen, a chwilę później po drugiej stronie lodu Marek Strzyżowski nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W 10 minucie Tyszanie wyszli na prowadzenie. Bartłomiej Jeziorski podał zza bramki do Filipa Komorskiego, a ten uderzył po lodzie. Lepiej powinni się tutaj zachować nasi defensorzy, którzy za łatwo dopuścili do takiego podania przed bramkę. Już po 45 sekundach było 0:2. Pogubiła się kompletnie nasza drużyna, a Jarosław Rzeszutko wymanewrował Owena i podwyższył prowadzenie naszych rywali zza miedzy. Następnie to Katowiczanie mieli kilka dogodnych sytuacji. Zwieńczeniem okresu optycznej przewagi był gol Andreja Themara. Strzał oddał Jesse Rohtla, krążek odbił John Murray i spadł on pod nogi naszego snajpera. Był to gol nieco kontrowersyjny, ponieważ Themar kopnął najpierw krążek łyżwą. Sędziowie sprawdzili jednak zapis wideo i wskazali na środek lodu. Niewykluczone, że Słowak dotknął krążka kijem, zanim ten wpadł do bramki. Po kilku sekundach rajd w swoim stylu przeprowadził Patryk Wronka i został sfaulowany przez Filipa Komorskiego. Podczas przewagi kilka groźnych strzałów oddał Dusan Devecka, a jeden zatrzymał się na poprzeczce, niestety nie udało się zdobył wyrównującej bramki. Pierwszą tercję zakończyliśmy wynikiem 1:2.
Drugą część spotkania rozpoczęliśmy od kary dla Mateusza Bepierszcza za przeszkadzanie. Ponownie nie udało się zdobyć drugiego gola, a co gorsza tuż po jego wyjściu z boksu kar GKS Tychy ponownie odskoczył na dwubramkowe prowadzenie. Filip Komorski zagrał do niekrytego Kamila Kalinowskiego, a on umieścił krążek w praktycznie pustej bramce. Następnie ukarany został Themar, ale tuż po wznowieniu gry kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Bartosz Fraszko, który wymanewrował kilku zawodników, ale jego strzał zatrzymał Murray. Przy jednej z akcji Bogusław Rąpała ostro zaatakował Bartłomieja Jeziorskiego, który prawdopodobnie stracił przytomność, jednak dzięki szybkiej reakcji zawodników obu drużyn i lekarzy nic poważnego się nie stało i po chwili opuścił lód o własnych siłach. Kontrolę nad spotkaniem kompletnie utracili sędziowie, którzy po chwili nałożyli karę na Marka Strzyżowskiego i doszło do małych przepychanek na lodzie, a jeden z widzów uszkodził pleksę nad boksem drużyny z Tychów i spotkanie zatrzymano na niemal 40 minut. Po uprzątnięciu rozsypanej pleksy grę wznowiono. Tyszanie rozpoczęli od gry w przewadze, jednak to nasi zawodnicy mieli szansę na bramkę, a konkretnie Patryk Wronka i Bartosz Fraszko, lecz świetnie dysponowany był dziś John Murray. Po wybronionym osłabieniu dobre sytuacje mieli Tomasz Malasiński i Fraszko, jednak albo uderzali niecelnie, albo bronił Murray. W końcówce tercji na ławkę kar trafił Bogusław Rąpała, ale dobrze grały dziś nasze formacje do bronienia osłabień. Mimo solidnej gry po 40 minutach przegrywaliśmy już 1:3.
W trzeciej tercji szybko mieliśmy okazję do zdobycia kontaktowej bramki, ale Patryk Wronka nie trafił do pustej bramki, a następnie Bartosz Fraszko z pół metra trafił w bramkarza. Między 44 a 49 minutą meczu sędziowie podyktowali aż 7 kar – 2 dla zawodników Tyskich i aż 5 dla zawodników GieKSy. A jednak to GieKSa w tym okresie zdobyła bramkę. Podczas gry w 4 na 4 Andrej Themar w swoim stylu pociągnął z nadgarstka i zmniejszył prowadzenie Tyszan. Przetrwaliśmy następnie aż minutę i 23 sekundy broniąc się w 3 przeciwko 5, choć zawodnicy z Tychów trafili w poprzeczkę i słupek. W końcówce tercji najpierw Mateusz Bepierszcz został ukarany za próbę wymuszenia faulu, a gdy nie wykorzystaliśmy tej przewagi, Kamil Górny trafił na ławkę kar za przeszkadzanie. Do końca tercji zostały wówczas 2 minuty i 14 sekund. Po 32 sekundach trener Tom Coolen postanowił zdjąć Shane’a Owena z bramki w zamian za dodatkowego napastnika. Przyniosło to oczekiwany skutek, bo na minutę i 14 sekund przed końcem tercji Patryk Wronka dostał podanie od Jesse Rohtli i zdobył wyrównującą bramkę. Obie drużyny dosyć spokojnie dograły tercję do końca. Niewiele działo się również w 5-minutowej dogrywce i czekała nas seria rzutów karnych, podobnie jak w piątkowym wyjazdowym spotkaniu z Cracovią. Po 4 seriach rzutów karnych mieliśmy wynik 2:2. Po stronie GKS Tychy najazdy wykorzystali Kamil Kalinowski i Krys Kolanos, a po stronie GieKSy Andrej Themar i Jesse Rohtla. W piątej serii Tom Coolen do wykonania rzutu karnego desygnował Tomasza Malasińskiego. Nasz kapitan pokonał Johna Murray’a i wszystko było w rękach Shane’a Owena. Nasz nowy nabytek w świetnym stylu zatrzymał strzał Jarosława Rzeszutki i pierwszy raz od 10 października 2013 roku mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa nad GKS-em Tychy!
Zawodnik meczu: Dusan Devecka – oddał kilka groźnych strzałów, dobrze rozgrywał, jednak wyróżnienie trafia do niego głównie za grę pod własną bramką. Nie należy do najszybszych czy najsilniejszych zawodników, jednak doświadczeniem, inteligencją hokejową i grą kijem nadrabia te braki. Świetnie przecinał niebezpieczne akcje Tyszan i odbierał krążki.
TAURON KH GKS Katowice – GKS Tychy 4:3k. (1:2, 0:1, 2:0, 0:0d., 3:2k.)
0:1 Filip Komorski (Bartłomiej Jeziorski, Kamil Kalinowski) 09:40
0:2 Jarosław Rzeszutko 10:25
1:2 Andrej Themar (Jesse Rohtla, Marek Strzyżowski) 16:23
1:3 Kamil Kalinowski (Filip Komorski) 24:31
2:3 Andrej Themar (Radosław Sawicki) 46:20
3:3 Patryk Wronka (Jesse Rohtla) 5/4 58:46
4:3 Tomasz Malasiński -decydujący rzut karny
TAURON KH GKS Katowice: Owen, (Kosowski) – Wanacki, Cakajik, Strzyżowski, Rohtla, Themar – Devecka, Martinka, Malasiński, Fraszko, Wronka – Skokan, Grof, Majoch, Sawicki, Dalidovich – Rąpała, Krawczyk, Michał Rybak, Maciej Rybak
GKS Tychy: Murray (Zawalski) – Pociecha, Ciura, Kolanos, Galant, Witecki – Kolarz, Górny, Gościński, Rzeszutko, Bagiński – Kotlorz, Kaznadzei, Bepierszcz, Cichy, Szczechura – Gazda, Kogut, Jeziorski, Komorski, Kalinowski
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.







































Ksawery
15 stycznia 2018 at 09:26
Brawo! Piłkarzyki pajacyki niech sie uczą jak sie walczy 🙂
tomassi
19 stycznia 2018 at 17:09
Jakieś info i zachęta na mecz z Polonią też by się przedała
Bo przecież na jednym meczu sezon się nie kończy.