Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

[WYWIAD] Paszulewicz: Poprawiliśmy znacznie grę obronną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po spotkaniu z Chojniczanką na dłuższą rozmowę zaprosiliśmy trenera GieKSy Jacka Paszulewicza. Oto co miał do powiedzenia nasz trener o spotkaniu w Chojnicach, formie Grzegorza Goncerza, roli Volasa i Plizgi w zespole.

GieKSa.pl: Panie trenerze bardzo podobne te wyjazdy w ostatnim czasie, bo GieKSa obejmuje prowadzenie, umiejętnie się broni i doprowadza do zabójczej końcówki. 

Paszulewicz: Plan myślę był podobny na te spotkania. Takim naszym wyznacznikiem w tym roku jest nasza gra w destrukcji i jeśli dobrze gramy w obronie, to z przodu mamy kreatywnych zawodników, którzy potrafią strzelić bramkę nawet, jeśli tych okazji nie ma za wiele. Dzisiaj ten plan kolejny raz wypalił, ale nie wszystko jest kolorowe. Mamy trzy punkty, ale dużo analizy przed nami, bo mamy sporo materiału. Byliśmy zbyt mało agresywni w średnim pressingu i słabo utrzymywaliśmy się przy piłce. Nasza gra była dziś mało efektowna, ale cały czas liczy się efektywność dla mnie.

Po meczu ze Stalą był to pierwszy okres, by przekonać się, jak zareaguje zespół po porażce za pana kadencji. Pan był pewny, iż ten plan się powiedzie mimo zmian w składzie i tej porażki, czy raczej ciekawy jak na to zareaguje zespół?

Po meczu bezpośrednio komentujemy drużynie nasze odczucia i po meczu z Mielcem powiedzieliśmy zespołowi, że przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę. Straciliśmy gola z karnego i dla mnie Stal nie stworzyła sobie w tamtym spotkaniu dużej ilości okazji. Gra obronna przynosi nam efekty i to pokazujemy zawodnikom by widzieli, że nasza praca przynosi efekty. Oczywiście chcemy ulepszać pewne rzeczy stąd np. w kadrze Foszmańczyk, który daje nam nowe możliwości. Chcemy go spokojnie i powoli wprowadzać do gry. Jest to jedna  z opcji, która mam nadzieje podniesie jakość z przodu.

Trzeci mecz na zero z tyłu w tym roku i gra obronna dobrze się układa. To jest klucz w tej chwili, by punktować na wiosnę w lidze? Bo widzimy, co się dzieje w innych spotkaniach, jak ciężko odrabiać straty drużynom.

Na pewno dobra organizacja gry jest potrzebna i tutaj jest duży potencjał w zespołach. Zmieniliśmy nasze granie, nie budujemy akcji od tyłu, ale chciałbym, by nasi zawodnicy więcej kreowali na połowie przeciwnika. Póki co sparingi pokazały, że jest to możliwe, mecz z Odrą pokazał także taką kreację na połowie rywali. W innych meczach mistrzowskich nie do końca nam to wychodziło. Przyjdą dodatkowo mecze z teoretycznie słabszymi rywalami, gdzie trzeba będzie zmienić troszkę filozofię gry, bo to co gramy teraz, wtedy może nie zadziałać.

Ma pan pomysł na to z czego wynika brak utrzymania się przy piłce? Czy jest to brak koncentracji? Złe decyzje na boisku? Braki techniczne, czy może coś innego?

W moich oczach to wygląda tak, że zawodnicy dokonują wyborów zero-jedynkowych. Nie ma rzeczy pośrednich. Przykładowo w swoje strefie obronnej chcemy unikać groźnych sytuacji i pozbywać się piłki, gdy jest zagrożenie. Być może zawodnicy na połowie przeciwnika również chcą nieco za szybko rozwiązać pewne akcje i stąd szybkie straty w niektórych fazach spotkania. Dam taki przykład jeszcze – W Grudziądzu grając z Głogowem wykonaliśmy akcję z jedenastoma podaniami i film do dziś jest opisany jako „Grudziądzka Tiki-Taka”. Do czegoś takiego dążymy w Katowicach, ale nie chcemy grać za wszelką cenę atakiem pozycyjnym, bo to też jest bardzo czytelne dla przeciwnika i ten szybko reaguje na te podania. Chciałbym, by zespół miał różne warianty rozegrania w ofensywie, ale ciągle brakuje nam jakości w tym elemencie. W obronie mocno poszliśmy do przodu.

Dziś Grzegorz Goncerz zagrał od pierwszych minut, ale nie jest to sezon marzenie dla napastnika. Trudno jest odbudować napastnika, który długo nie grał i miał swoje problemy?

Przypadek Goncerza jest dość ciekawy. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś strzelał, to będzie strzelał. Jeśli oglądam zawodników do klubu, już nawet nie mówię o GKS-ie, ale ogólnie i widzę, że w przeszłości mało strzelał bramek, to uważam, że nagle taki zawodnik nie da gwarancji goli na przyzwoitym poziomie. Goncerz ma mocną rywalizację w zespole aktualnie, bo jest Kędziora, jest Prokic i Volas. W meczowej 18-stce zwykle jest trzech napastników i ktoś siedzi na trybunach. Uważam, że Goncerz wykonuje swoje zadania na boisku, na treningach jest skuteczny i chciałbym, by przełożył to na mecz. Dziś dużo nam pomagał w defensywie, a bramka Błąda to spora jego zasługa. Miał bardzo dobrą okazje do bramki . Każdy jest potrzebny w zespole i myślę, że forma Kędziory i jego bramki to również zasługa Goncerza, który mocno naciskał go na treningach.

Wiemy, że nie wracacie do Katowic. Jakby mógł pan opisać plan na najbliższe dni? 

W środę wieczór wracamy do hotelu, czeka nas regeneracja. Po późnym śniadaniu wyjeżdżamy do Wronek, gdzie mamy trening i obiad, a następnie do Głogowa, gdzie będziemy mieć analizę meczu oraz kolację. Piątek to rozruch w porze meczowej, a potem dalsze analizy. W sobotę czeka nas mecz i po nim wracamy już do Katowic.

Chcieliśmy jeszcze zapytać o Dalibora Volasa, bo po meczu ze Stalą znowu jest na trybunach. Czy on jest rzeczywiście słabszy od reszty napastników?

Pamiętajmy, że on długo nie grał. Miał długą przerwę w grze. Ja wiedziałem, że potrzebuje czasu, by funkcjonować w zespole. Póki co dużo lepiej odnajdują się inni w grze i Dalibor musi czekać na swoją szansę. Liczę, że jak wejdzie do gry, to wykorzysta swoją szansę. Nie ma co snuć domysłów, bo my po prostu musimy wybrać najlepsze dla na rozwiązanie i przygotować odpowiedni plan na danego przeciwnika.

Mówimy również o środku pola i utrzymaniu piłki – wspominał pan o Foszmańczyku, wcześniej o Cerimagicu. A co z Dawidem Plizgą? 

Zmieniliśmy system grania, ale w środku pola znaleźli się zawodnicy, którym zmieniłem pozycje. Moim zdaniem oprócz Foszmańczyka nie mamy w składzie ani jednego zawodnika, który byłby typową 10-tką. Ludzie musieli się dopasować do tego systemu i liczę na to, że ci, którzy teraz grają z każdym meczem dadzą więcej na tej pozycji. Póki co najlepiej na tych pozycjach spisują się Zejdler  i Prokic. Liczę również na Cerimagica, który dobrze wyglądał w sparingach. Plizga czeka na swoją szansę, bo jest rywalizacja w zespole. Przekazałem mu przed sezonem, że musi być cierpliwy i czekać na swoją szansę.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Matti

    20 kwietnia 2018 at 07:10

    Jaki ten chłop jest skromny i co mnie cieszy ma plan na każdy mecz może nie wygląda to super ale są efekty. Pięknej gry w I lidzie raczej nie będzie. Myśmy już grali pięknie i co z tego wyszło to wiadomo. Myśle że potrafi on zajebiście motywować tych grajków wiec dają z siebie znacznie więcej. Ciekaw jestem jak bedzie wyglądał Foszmańczyk

  2. Avatar photo

    Łukasz

    21 kwietnia 2018 at 13:25

    Wreszcie ktoś te „gwiazdeczki” wziął w obroty i pokazują że umią grać i to bardzo cieszy. Może nie ma jakieś fajnej gry ale to się nie liczy bo za fajną grę punktów nie ma, a zespół jest bardzo skuteczny. Oby tak dalej.
    Co do Foszmańczyka i Cermiagicia to się raczej sprawdzą w tym ustawieniu i będą dużym wzmocnieniem i dadzą jakość w grze.
    Natomiast Plizgę bym mu podziękował bo widać że okres swojej dobrej gry ma już dawno za sobą, a Volas może być jakimś wzmocnieniem ale jak na razie to nie wypał transferowy, ale zobaczymy bo meczów jeszcze dużo i słabych teoretycznie rywali też mamy przed sobą.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga