Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Były PlusLigowiec dalej z czystym kontem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet pokonała 5:2 na wyjeździe AP Orlen Gdańsk. Kolejny mecz zespół rozegra 15 listopada o 13:00 na Bukowej 1 z Rekorem Bielsko-Biała w ramach 1/16 Pucharu Polski. Piłkarze w ostatnią sobotę przegrali na Arenie Katowice z Piastem 1:3 (0:2). Ze względu na mecze reprezentacji narodowych następny mecz ligowy GieKSa rozegra 23 listopada na wyjeździe z Jagiellonią. 6 stycznia zostanie rozegrany turniej Superbet Spodek Super Cup 2026.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie mecze. W pierwszym z nich pokonali 3:0 Spartę Grodzisk Mazowiecki, a w drugim BBTS Bielsko-Biała 3:2. Następny spotkanie drużyna rozegra w hali na Arenie Katowice 15 listopada od 17:00 z BKS Bydgoszcz.

Ze względu na mecze reprezentacji Polski hokeiści mieli przerwę w rozgrywkach ligowych. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra 14 listopada 0 18:30 z Polonią w Satelicie. W niedzielę 16 listopada o 17:00 zaplanowano wyjazdowe spotkanie z GKS-em Tychy. Akademia Młoda GieKSa zaprasza dzieci do wzięcia udziału w naborze do sekcji hokeja na lodzie.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Siedem bramek w Gdańsku

W meczu 10. kolejki Orlen Ekstraligi AP Orlen Gdańsk podejmował na swoim terenie GKS Katowice. Mistrzynie Polski wygrały 5:2.

Mecz w Gdańsku zaczął się od błyskawicznego uderzenia ze strony GKS-u — już w 2. minucie Nicola Brzęczek wykorzystała dośrodkowanie Klaudii Maciążki i wyprowadziła katowiczanki na prowadzenie. Gospodynie odpowiedziały dopiero po kwadransie gry — Klaudia Fabová uderzeniem z dystansu zaskoczyła Oliwię Macałę i doprowadziła do remisu, a chwilę później po dobrej akcji lewego skrzydła Słowaczka skompletowała drugiego gola, dając AP 2010 prowadzenie 2:1. Do przerwy GieKSa miała problemy z dokładnością i utrzymaniem piłki, ale nie rezygnowała z poszukiwania sposobu na wyrównanie. Po zmianie stron sytuacja uległa odwróceniu — wprowadzenie Julii Włodarczyk okazało się kluczowe: jej rajd i uderzenie po godzinie gry wylądowały w siatce (po rykoszecie od Brzęczek) i przywróciły remis. Napór mistrzyń narastał i w 73. minucie Brzęczek dobiła akcję po wcześniejszym strzale Nieciąg, kompletując hat-tricka. Kilka chwil później sprokurowany faul na Maciążce dał GKS-owi rzut karny — pewnym wykonaniem popisała się Patricia Hmirová i zrobiło się już 4:2. W doliczonym czasie Julia Langosz dobiła akcję po rzucie rożnym, ustalając wynik na 5:2.

silesion.pl – Superbet Spodek Super Cup 2026: Osiem drużyn, sportowe emocje i gwiazdy pod dachem Spodka

We wtorek 6 stycznia 2026 roku w katowickim Spodku odbędzie się trzecia edycja turnieju Superbet Spodek Super Cup z udziałem ośmiu drużyn, znanych piłkarzy, artystów i influencerów.

To wydarzenie na stałe wpisało się w kalendarz halowej piłki nożnej w Polsce. Na parkiecie zobaczymy m.in. Górnika Zabrze, GKS Katowice, Wieczystą Kraków, ROW 1964 Rybnik, Wisłokę Dębica, Wiara Lecha, JKS Jarosław oraz Reprezentację Polski Socca – aktualnych mistrzów Europy w piłce sześcioosobowej. Sędziami głównymi imprezy będą Szymon Marciniak i Michał Listkiewicz, a wśród gości specjalnych pojawią się legendy polskiego futbolu i znane postaci ze świata mediów.

Turniej Superbet Spodek Super Cup 2026 zgromadzi osiem zespołów rywalizujących o tytuł najlepszej drużyny halowej w Polsce.

Na boisku o wymiarach 40 na 20 metrów rozegrane zostaną mecze trwające po 11 minut. W półfinałach „na krzyż” zagrają najlepsze dwa zespoły z każdej grupy, natomiast pozostałe drużyny zmierzą się o miejsca piąte i siódme.

Organizatorzy zdecydowali, że impreza odbędzie się we wtorek, 6 stycznia, co ma ułatwić udział drużynom w okresie przygotowawczym. Jak zapowiada Grzegorz Górski, data ta może na stałe zagościć w kalendarzu turnieju.

Zmagania w Spodku przyciągają nie tylko kibiców lokalnych klubów, ale i fanów futbolu z całej Polski. W składach drużyn pojawią się znani zawodnicy, tacy jak Bartosz Nowak, Tomasz Loska czy Michał Pazdan.

Podczas wydarzenia odbędzie się mecz pokazowy z udziałem gwiazd piłki, artystów i influencerów sportowych.

W spotkaniu wezmą udział trzy wyjątkowe drużyny: Super Team złożony z twórców internetowych (m.in. Dzikie Knury), Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich z udziałem takich nazwisk jak Maciej Szczęsny czy Marek Citko, oraz Reprezentacja Artystów Polskich, w której wystąpią m.in. Piotr Zola Szulowski, Rafał Mroczek i Przemysław Cypriański.

Mecze z udziałem rozpoznawalnych postaci to nie tylko sportowa rywalizacja, ale też forma rozrywki dla kibiców, którzy w jednym miejscu mogą zobaczyć swoich idoli z różnych środowisk.

Tegoroczna edycja Superbet Spodek Super Cup wprowadzi nową strefę atrakcji dla dzieci i rodzin – FUN MIX.

Na antresoli Spodka powstanie mini boisko z bandami LED, a najmłodsi będą mogli wziąć udział w konkursach, zabawach i animacjach sportowych. Przewidziano też dmuchańce, malowanie twarzy oraz spotkania z zawodnikami, którzy będą rozdawać autografy.

Gościem specjalnym strefy będzie Gabor (Grzegorz Jędrzejewski) – były bramkarz, trener i komentator sportowy, znany z popularyzowania futbolu wśród dzieci i młodzieży.

Podobnie jak w poprzednich edycjach, organizatorzy przygotowali również część muzyczną oraz sklep turniejowy.

W 2024 roku na boisku wystąpiła Paktofonika, w tym roku również pojawi się legenda polskiej sceny hip-hopowej, której nazwisko zostanie ujawnione tuż przed imprezą.

W oficjalnym sklepie turniejowym oraz w punktach REDBOX.PL będzie można nabyć gadżety i koszulki turniejowe. Dla kolekcjonerów przygotowano limitowany bilet kolekcjonerski, dostępny wyłącznie w sklepie „Blaszok”.

Turniej zgromadzi znane postacie ze świata futbolu – od sędziów po komentatorów i byłych zawodników.

Na czele arbitrażowego zespołu stanie Szymon Marciniak, jeden z najbardziej utytułowanych polskich sędziów w historii. To on prowadził finały Ligi Mistrzów 2023, Mistrzostw Świata 2022 i Klubowych Mistrzostw Świata 2023, a Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu uznała go za najlepszego sędziego globu w latach 2022 i 2023.

Gościem specjalnym wydarzenia będzie Andrzej Strejlau, były selekcjoner reprezentacji Polski, a także komentator i analityk piłkarski. W roli sędziego pojawi się Sebastian Jarzębak – doświadczony arbiter z Piekar Śląskich, mający na koncie ponad 250 meczów w krajowych rozgrywkach.

Wśród uczestników znajdzie się także Maciej Szczęsny, były reprezentant Polski i czterokrotny mistrz kraju, dziś ceniony ekspert sportowy. Na parkiecie oraz w strefach wydarzenia obecny będzie również Gabor, a relacje z imprezy poprowadzi Rafał Kędzior, komentator i reporter sportowy, znany m.in. z pracy dla GKS Katowice i Górnika Zabrze.

Bilety na Superbet Spodek Super Cup 2026 są już w sprzedaży w cenie od 50 do 140 zł.

Dostępne są także pakiety rodzinne, które pozwalają wspólnie uczestniczyć w wydarzeniu i korzystać z atrakcji przygotowanych na antresoli.

SIATKÓWKA

siatka.org – Lider wypunktował beniaminka. Wojciech Włodarczyk jak wino

GKS Katowice wciąż marzy o szybkim powrocie do PlusLigi, pozostając jedyną niepokonaną drużyną na I-ligowych parkietach. Tym razem drużyna pod wodzą swojego kapitana, Grzegorza Pająka, rozmontowała beniaminka z Grodziska Mazowieckiego – 3:0. MVP spotkania został Wojciech Włodarczyk.

GKS Katowice minionych rozgrywek nie może uznać za udanych. Drużyna w najcięższym sezonie PlusLigi od lat nie zdołała wywalczyć utrzymania. Spadek na zaplecze, to spory cios dla katowickiej siatkówki, lecz klub nie chowa głowy w piach. Celem jest szybki powrót do krajowej elity, a popularna GieKSa pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w stawce. Tym razem frontmenom uległ beniaminek. KS Sparta Grodzisk Mazowiecki radzi sobie przyzwoicie, kradnąc punkty rywalom, lecz w Katowicach gościom nie udało się ugrać ani jednego seta.

Od początku GieKSa dyktowała zasady, a na bohatera pierwszych minut wyrósł Gonzalo Quiroga – 3:1. Blokiem popisał się jeszcze Grzegorz Pająk, zaś sam Jakub Buczek niewiele mógł zdziałać – 2:8. Pecha miał też Mateusz Cackowski, często napotykając się na blok oponentów. Po bloku Wojciecha Włodarczyka zespół z Katowic prowadził już 11:3. Później świetny fragment gry odnotował Damian Domagała – 15:5. Sparta pozostawała bezradna w ataku, a zmiany nic nie dawały. Po autowej zagrywce Jakuba Czyżowskiego było już 1:0 dla gospodarzy – 25:14. Równie jednostronna była druga partia, wygrana przez siatkarzy GKS-u do 15.

Poważniejsze granie zaczęło się dopiero w trzecim secie, w którym postawieni pod ścianą gracze z Mazowsza chcieli postawić się faworytom. Po asie Quiroga zrobiło się 4:2. Na posterunku był jednak Jakub Czyżowski. Rewelacyjne wejście odnotował natomiast Mateusz Piotrowski, lecz nawet jego wejście smoka nie zdołało odwrócić losów meczu. Mimo wszystko gościom udawało się pozostać w kontakcie – 6:7, wychodząc nawet na prowadzenie – 13:11. Sama końcówka należała do szalenie wyrównanych. Żadna ze stron nie mogła zbudować bezpiecznej przewagi – 17:16. Rzutem na taśmę lepszy okazał się jednak GKS. Swoje robił Wojciech Włodarczyk, a ręki na finiszu nie wstrzymał Gonzalo Quiroga, kończąc spotkanie – 25:23.

GKS Katowice – KS Sparta Grodzisk Mazowiecki 3:0 (25:14, 25:15, 25:23)

MVP: Wojciech Włodarczyk

Rasowy dreszczowiec na start kolejki. Były PlusLigowiec dalej z czystym kontem

9. kolejna na zapleczu PlusLigi wystartowała, a na początek kibiców czekał jeden z hitów. Niepokonany GKS Katowice stanął naprzeciwko BBTS-owi Bielsko-Biała. Bielszczanie mają za sobą słabszy początek sezonu, jednak z meczu na mecz zyskują. Spotkanie z faworytami było intensywne, lecz końcowo to siatkarzom GieKSy udało się uciec spod topora – 3:2.

W piątkowym hicie po przeciwnych stronach barykady spotkały się GKS Katowice oraz BBTS Bielsko-Biała. GieKSa, wraz ze Stalą Nysa, nie zaznała w tym sezonie jeszcze goryczy porażki, potwierdzając chęć szybkiego powrotu do siatkarskiej ekstraklasy. Dla graczy BBTS-u początek sezonu nie był najłatwiejszy, ale zespół cały czas trzyma się w topie, zajmując przed kolejką 5. lokatę. Potencjał jest, niedosyt również, a bielszczanom udało się postraszyć, grając z faworytami na pełnym dystansie.

Lepiej na początku meczu zaprezentował się BBTS, a świetnie wystartował Mariusz Zawalski – 3:0. Choć po bloku Bartłomieja Krulickiego był już remis – 4:4, to wciąż więcej do powiedzenia miał zespół gości. W kolejnych minutach grano niemal punkt za punkt, a ciężar gry po stronie bielszczan wziął na siebie Kajetan Tokajuk. Asa dołożył Szymon Romać – 10:7. Gospodarzom jedynie po ataku Wojciecha Włodarczyka udało się nawiązać kontakt, co było jedynie chwilowe – 13:14, 13:17. Zmiany niewiele dawały, a pewni przed siebie gracze BBTS-u mknęli przed siebie. W samej końcówce było gorąco, ale na wysokości zadania stanął Romać domykając inaugurację na korzyść bielszczan – 25:22.

Druga odsłona była jeszcze bardziej jednostronna, a zasady ponownie dyktowała drużyna przyjezdnych. Pozbawiona rytmu GieKSa nie powalała, podobnie jak wybory Grzegorza Pająka. Po bloku Mariusza Zawalskiego było już 5:2 dla BBTS-u. Pomimo drobnych przestojów lokalna ekipa i tak pozostawała bez argumentów – 6:9. Odwrócić losy seta próbował jeszcze Superlak, ale nic to nie dało – 13:10, 18:14. Wypracowana na dystansie przewaga pozwoliła gościom złapać nieco oddechu. Asem popisał się jeszcze Wojciech Siek, a za moment było już 2:0 dla bielszczan – 25:20.

Trzecia partia, to już zupełnie inna historia. Podrażnieni frontmeni rozgrywek w końcu wzięli się w garść, nie pozwalając sobie w kaszę dmuchać. Skok jakościowy od razu był widoczny, a tie-break zaczynał wisieć w powietrzu. Początkowo wynik oscylował wokół remisu – 5:4. Serią zagrywek różnice zrobił jednak Gonzalo Quiroga, zaś w ataku ręki nie wstrzymywał Michał Superlak – 9:4, 14:8. Kompletnie nic nie dawały przerwy, ani rotacja składem. Zespół gości stanął w miejscu. Dwa bloki dołożył od siebie jeszcze Krulicki – 20:12. Grę przedłużył natomiast Bartosz Schmidt – 25:20.

Aby myśleć o zgarnięciu punktów katowiczanie musieli iść na całość w kolejnej części. Choć początek był obiecujący – 3:0, to przyjezdni dalej mieli nadzieję na komplet punktów, mocno się stawiając. Pająk zaś zaczął emanować pewnością siebie, a pojedyncze błędy były do przeskoczenia. Powalczyć próbowała jeszcze para Bartłomiej Zawalski oraz Bartosz Bućko. Wciąż jednak zasady dyktował GKS – 16:12. W samej końcówce mogło być różnie, lecz asa ponownie dołożył Quiroga. Gospodarzom udało się wybrnąć z seta obronną ręką – 25:22. O losach meczu zadecydował natomiast jednostronny tie-break. Bycie liderem zobowiązuje, a z tego zadania świetnie wywiązał się zespół z Katowic – 15:9.

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:2 (22:25, 20:25, 25:20, 25:22, 15:9)

MVP: Michał Superlak

HOKEJ

mloda-gieksa.pl – Nabory do sekcji hokeja

Wielosekcyjna Akademia Młoda GieKSa gorąco zaprasza do uczestnictwa w naborach do sekcji hokeja na sezon 2025/2026.

Trenuj w Akademii wicemistrza Polski! Nabory odbywają się w kategorii wiekowej 3-7 lat. Trenuj z nami! U nas znajdziesz swoje miejsce w drużynie! Dzięki odpowiednio przygotowanej kadrze trenerskiej rozwiniesz swoje hokejowe umiejętności.

Hokejowa Akademia Młoda GieKSa gwarantuje:

profesjonalne treningi

sprzęt sportowy

uczestnictwo w rozgrywkach ligowych

patronat seniorskiej GieKSy

doświadczoną kadrę trenerską

sportowe emocje

rywalizację fair play

Treningi naborowe odbywają się w poniedziałki (godz. 17:45) oraz soboty (godz. 9:00) na lodowisku Spodek (al. Wojciecha Korfantego 35, Katowice). Prosimy o telefoniczne lub mailowe zgłaszanie chęci uczestnictwa w treningach. Do zobaczenia na lodowisku!

Kontakt:

Menadżer sekcji hokeja na lodzie – Witold Hornik

tel. 733-539-202

[email protected]

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: kibicowski boom na GieKSę zachwyca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnich tygodniach relacje z Częstochowy zdominowały czołówki serwisów sportowych w Polsce. Sprawcą zamieszania był przede wszystkim trener Marek Papszun, ale forma sportowa Medalików również jest godna podkreślenia. Jak w tym wszystkim odnajdują się kibice pod Jasną Górą? Zapytałem Roberta Parkitnego ze stowarzyszenia „Wieczny Raków”, który po raz drugi odpowiedział na nasze zaproszenie. Jednocześnie zachęcam do lektury naszej poprzedniej rozmowy, w której poruszyliśmy wiele tematów związanych z historią Rakowa i naszych pojedynków.

Meczem w Częstochowie otwieramy rundę rewanżową. Jak podsumujesz postawę Rakowa w pierwszej części sezonu?
Na początku Raków stracił, ale później odrobił i teraz nasze miejsce jest mniej więcej takie, jak należy. Natomiast z kilku względów była to dla nas ciężka runda, stąd wiele osób wyraża się o Rakowie negatywnie, nie mając pełnej wiedzy o tym, co tak naprawdę dzieje się w klubie. Ja nie mam potrzeby mówić i pisać o wszystkim tylko po to, aby zebrać dodatkowe lajki. Przede wszystkim kadra nie była odpowiednio zestawiona, aby łapać punkty na wszystkich frontach. Niektórzy powiedzą, że doszły duże nazwiska, takie jak Bulat, Diaby-Fadiga czy Konstantópoulos, mimo to na początku nie grało to, jak należy. Moim zdaniem drużyna potrzebowała czasu, aby wszystko mogło się zazębić. Zmian w kadrze było dużo, do tego doszły kontuzje, dlatego początek sezonu był ciężki. W pewnym momencie pojawiały się nawet głosy nawołujące do zwolnienia trenera, ale kryzysy trzeba przezwyciężać i cała sztuka polega na tym, aby w takich momentach karta się odwróciła. Nam się to udało i dziś idziemy jak burza w Europie, a w lidze też wyglądamy coraz lepiej. Uważam, że tę rundę zakończymy jeszcze dwoma zwycięstwami, niestety m. in. waszym kosztem. Koniec końców runda jesienna w naszym wykonaniu była dobra, natomiast jako kibic polecam krytycznie podchodzić do informacji podawanych w Internecie. Czasem spotykam się z opiniami, że ktoś nie pamięta tak słabego meczu, odkąd kibicuje Rakowowi – wtedy wiem, że nie mamy o czym rozmawiać, bo sam doskonale pamiętam ciężkie czasy w naszej całkiem niedawnej historii.

A co sądzisz o formie GieKSy?
Wydaje się, że ten sezon jest dla was cięższy niż poprzedni, w roli beniaminka. Z drugiej strony takie mecze jak pucharowy z Jagiellonią pokazują, że w waszej drużynie jest potencjał i gdybyś zapytał mnie o kandydatów do spadku, to nie wskazałbym w tym gronie GieKSy. Myślę, że te niegdyś „ulubione” przez was pozycje 8-12 w 1. lidze są teraz w waszym zasięgu, jeśli chodzi o Ekstraklasę. Natomiast z zachwytem obserwuję kibicowski boom na GieKSę, spowodowany m.in. nowym stadionem. Miałem okazję być w waszym sklepie „Blaszok”, który wygląda okazale, co chwilę przychodzili ludzie nie tylko na zakupy, ale też pogadać i zapytać o bieżące sprawy. Gdyby taki stadion jak wasz powstał w Częstochowie, to również byłby to dla nas impuls do kibicowskiego rozwoju.

Pytając o GKS w tym sezonie, przeważały opinie, że głównym powodem słabszej formy na początku sezonu był transfer Oskara Repki. Jak ten zawodnik odnalazł się pod Jasną Górą?
Pierwsze wejście Repki do zespołu było bardzo dobre. Z czasem nieco przygasł, być może z tego względu, że Marek Papszun wymaga więcej niż w większości innych klubów, nie tyle w kwestii samego zaangażowania na boisku, ale przede wszystkim całej otoczki. Była taka sytuacja po naszym meczu z Górnikiem, przegranym u siebie 0:1, który był chyba najsłabszy w całej rundzie: gra była fatalna i gdy po meczu trener nie przebierał w słowach, to mocno oberwało się m. in. Repce. Oskar wylądował na ławce i było to trudne zderzenie z rzeczywistością Marka Papszuna. Być może w GieKSie wyglądało to inaczej – po porażce trener reagował w inny sposób, jak przystało na beniaminka, natomiast w Rakowie wylicza się każdy błąd. Sam nie zwracam dużej uwagi na aspekty piłkarskie, ale czytałem opinie, że w ostatnim meczu ze Śląskiem Repka był jednym z naszych najsłabszych ogniw. Dla mnie jest to piłkarz z ogromnym potencjałem, pozostaje jednak pytanie, czy na dłuższą metę dopasuje się do naszego stylu gry. Z drugiej strony za chwilę w Rakowie będzie nowy trener, więc rola Repki też może się zmienić.

Jest też piłkarz, który kiedyś próbował podbić Częstochowę, a dziś nie wyobrażamy sobie bez niego GieKSy. Uważasz, że patrząc na obecną formę Bartosza Nowaka, odpuszczenie go przez Raków było błędem?
Przede wszystkim Bartek jest fajnym człowiekiem – otwartym, uśmiechniętym, radosnym. Widać, że gra sprawia mu przyjemność. Trudno uważać jego transfer za błąd. Kiedyś przygotowałem dla trenera statystykę zawodników, którzy nie sprawdzili się w Rakowie – większość wylądowała w 2. lub 3. lidze. Tacy jak Nowak są wyjątkami, ale nie znam dokładnie kulis jego odejścia – może sam na to nalegał, a może naciskał agent. Ja widziałbym Bartka w Rakowie, ale w tamtym czasie rywalizacja na jego pozycji była ogromna. Ponadto czasem po prostu tak jest, że w jednym klubie zawodnik gaśnie, a gdzie indziej, przy innym trenerze rozkwita i taki transfer okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Gdy pojawiła się informacja, że Papszun wraca, miałem mieszane uczucia, zastanawiając się, czy jest szansa po raz drugi napisać tę samą historię” – to twoje słowa z naszej poprzedniej rozmowy. Wszystko wskazuje na to, że twoje obawy były słuszne.
Mimo całego zamieszania, jakie od kilku tygodni trwa w Częstochowie, z Markiem Papszunem wciąż mam dobre relacje. Po jednym z ostatnich meczów porozmawiałem trochę dłużej z trenerem i poznałem jego punkt widzenia oraz odczucia co do obecnej sytuacji w klubie. Dlatego teraz, gdy spotykam się z innymi kibicami i słucham niepochlebnych opinii na temat trenera, to staram się tonować nastroje. Trener Papszun nie jest idealny ani bezbłędny, ale takie sprawy często mają drugie dno i nie inaczej jest w tym przypadku.

Po ewentualnym odejściu Marek Papszun zachowa status legendy?
Pod koniec jego pierwszej kadencji byłem wśród inicjatorów uroczystego pożegnania trenera w naszym kibicowskim lokalu, wręczyliśmy mu też piłkę z napisem „trener – legenda”. Żegnaliśmy go jak króla, tymczasem niedługo później on wrócił. To dowód na to, że zarząd nie był przygotowany na jego odejście, decydując się na Dawida Szwargę. Poza tym nastroje byłyby inne, gdyby w poprzednim sezonie Raków zdobył mistrzostwo. Nie każdemu pasuje praca z Markiem Papszunem, ale trzeba pamiętać, że w tym, co robi, jest profesjonalistą i nawet w sytuacji, gdy jedną nogą jest w Legii, to jego piłkarze wychodzą na boisko przygotowani i wygrywają kolejne mecze. Po pamiętnej konferencji wielu w to zwątpiło – pojawiły się głosy, że piłkarze będą grać przeciwko trenerowi. Z kolei po wysokich zwycięstwach z Rapidem i Arką ci sami ludzie mówili: wygrali, bo chcieli zrobić na złość Papszunowi. Można oszaleć…

Po deklaracji trenera o chęci trenowania Legii studziłeś na Twitterze gorące głowy częstochowskich kibiców. Jakie uczucia dominują – zawód czy zrozumienie?
Zdecydowanie negatywnie odebrano tę wypowiedź trenera, przede wszystkim co do miejsca i czasu. Natomiast ja patrzę na to w inny sposób. Owszem, trener mógł to rozegrać inaczej, ale z drugiej strony, gdyby tego nie zrobił, a niedługo później wypłynęłaby informacja o jego przejściu do Legii, to spotkałby się z zarzutem, że nas zdradził i ukrywał prawdę. Wszyscy wiemy, że Papszun jest Legionistą, warszawiakiem i prowadzenie stołecznych zawsze było jego marzeniem. W Częstochowie zrobił kawał dobrej roboty, dlatego nie widzę w jego słowach aż tak dużej sensacji, jak przedstawiają to media.

Kwestia „transferu” Papszuna do Legii jest już oficjalna?
Nie mam pojęcia. Oficjalne jest porozumienie Rakowa z Łukaszem Tomczykiem – trenerem Polonii Bytom. Było już wiele wersji rozwoju sytuacji, natomiast jeśli miałbym obstawiać, to moim zdaniem Papszun zostanie w Częstochowie do końca rundy (kilka godzin później taką informację podał Tomasz Włodarczyk w serwisie meczyki.pl – przyp. red.).

W ostatnich tygodniach forma zarówno Rakowa, jak i GKS-u wyraźnie poszła w górę. To, co jeszcze nas łączy, to lanie od ostatniego w tabeli Piasta Gliwice. Jak do tego doszło w Częstochowie?
Na ten temat nie powiem zbyt wiele, bo choć w ciągu ostatnich 18 sezonów opuściłem zaledwie siedem domowych meczów Rakowa, to właśnie z Piastem był jeden z nich. Ani go nie oglądałem, ani też nie analizowałem tej porażki. Po pierwsze, Daniel Myśliwiec jest dobrym trenerem i szybko odcisnął swoje piętno na drużynie, a po drugie liga jest mega wyrównana i nawet tak niskie miejsce w tabeli jak Piasta nie znaczy, że nie potrafią się odgryźć. Inna sprawa, że Rakowowi zawsze lepiej gra się z drużynami z czołówki – nie wiem, czy to kwestia motywacji, czy czegoś innego. Mimo że Piast zdobył 6 punktów z naszymi drużynami, to uważam, że w końcowym rozrachunku znajdzie się mimo wszystko w trójce spadkowiczów.

Jeśli natomiast chodzi o czołówkę ligi, to wielokrotnie podkreśla się w mediach postawę Jagiellonii, która dobrze prezentuje się we wszystkich rozgrywkach. Tymczasem Raków radzi sobie równie dobrze, o ile nie lepiej, bo w przeciwieństwie do Jagi nadal ma szansę na Puchar Polski. Cele na ten sezon pozostają niezmienne?
Zdecydowanie. Zarówno trener, jak i piłkarze zarabiają takie pieniądze, że nie ma innego celu jak mistrzostwo. Pochwały dla Jagiellonii przypominają mi laurki dla Rakowa przy okazji marszu z 1. ligi do Ekstraklasy – jak to wszystko było doskonale poukładane. Jaga wygląda nawet lepiej – ogromny stadion, odpowiednie zaplecze infrastrukturalne i kibicowskie. Z kolei Raków jest w Polsce wyśmiewany przede wszystkim za brak stadionu. Mieliśmy swoje pięć minut zachwytów w mediach, a teraz każdy gorszy moment jest dodatkowo rozdmuchiwany. Nic się jednak nie zmienia: zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski są dla nas mega ważne. Do tego jak najdłuższa gra w Lidze Konferencji. Po to sztab liczy tylu ludzi, by odpowiednio przygotować zespół do wszystkich rozgrywek, a wyniki muszą przyjść. Tym bardziej że w Pucharze robi się powoli autostrada do finału.

Musicie tylko uważać, by nie utknąć na bramkach z napisem „GKS Katowice”, ale przy odpowiednim zrządzeniu losu być może jeszcze będzie okazja o tym porozmawiać. Tymczasem skupiacie się na lidze i rozgrywkach europejskich. Czujecie się już w Sosnowcu jak u siebie?
W żadnym wypadku. Nie było tak ani w Bełchatowie, ani teraz w Sosnowcu. Trzeba być wdzięcznym włodarzom obu miast, że Raków miał gdzie grać, ale nie da się czuć dobrze poza Częstochową. Niby to tylko 60 kilometrów, ale każdy mecz w Sosnowcu bardziej przypomina bliski wyjazd niż mecz u siebie. Ciężko przyciągnąć tłumy na takie mecze, szczególnie tych najmłodszych – w Częstochowie byłoby to dużo prostsze. Sam stadion jest kapitalny do oglądania meczu, natomiast u siebie będziemy tylko w Częstochowie, choć na ten moment jest to nierealne. I pewnie w ciągu najbliższych lat się to nie zmieni.

Mimo że spodziewam się odpowiedzi, to i tak zadam ci to samo pytanie, co ostatnio: co nowego dzieje się w sprawie stadionu dla Rakowa?
Odpowiadam tak samo: nic się nie dzieje. Jakieś rozmowy się toczą, ale dopóki nie zobaczymy łopat na terenie budowy, to nie uwierzymy w żadne obietnice. Nie da się ukryć, że blokuje to rozwój klubu i Marek Papszun musi czuć to samo. Za każdym razem słyszy od prezesa, że rozmowy z Miastem są w toku – po pięciu czy sześciu latach można mieć już tego dość.

W poprzednim sezonie typowałeś gładkie 3:0 dla Rakowa w Częstochowie, tymczasem mecz potoczył się zupełnie inaczej.
Rzeczywiście, mój typ się nie sprawdził i po meczu śmiałem się w duchu, co ze mnie za znawca. Moim zdaniem tym meczem przegraliśmy mistrzostwo Polski, więc po czasie zabolało podwójnie. Szczególnie nie lubię przegrywać z Legią, Widzewem czy Lechem, a tutaj przyszła porażka z beniaminkiem. Mówi się trudno, bo takie wpadki się zdarzają. Myślę, że w najbliższą niedzielę 3:0 dla nas już musi być. Raków jest w gazie, a GieKSa będzie delikatnie podmęczona pojedynkiem z Jagiellonią, który musiał was sporo kosztować. Raków też co prawda grał ze Śląskiem, ale moim zdaniem wyglądało to trochę tak, jakby grał na pół gwizdka. Dlatego forma fizyczna będzie działać na naszą korzyść.

Wiem, że byłeś na Nowej Bukowej w pierwszej kolejce tego sezonu. Jak wrażenia?
Jak wspominałem w naszej poprzedniej rozmowie, tylko raz miałem okazję być na starej Bukowej – załapałem się na ostatni wyjazd w ubiegłym roku. W tym sezonie wiedziałem, że z powodu narodzin dziecka będę musiał odpuścić część wyjazdów, dlatego ucieszyłem się, że do Katowic jechaliśmy na samym początku i zdążyłem się do was wybrać. Miałem podobne odczucia jak z meczu w Lublinie – imponujący stadion, wszyscy ubrani na żółto, mnóstwo ludzi i kapitalny doping. Wielokrotnie podkreślałem, że doping ekip ze Śląska, takich jak GieKSa czy Górnik, to ścisły top w Polsce. Co do samego meczu to nie powiem za wiele, bo nie należę do tych, którzy szczególnie skupiają się na analizie boiskowych wydarzeń, najważniejsze było zwycięstwo 1:0. Cały wyjazd wspominam więc bardzo dobrze, z wyjątkiem incydentu z rozpylonym gazem, który wprowadził trochę zamieszania.

Kontynuuj czytanie

Kibice Klub Piłka nożna

Puchar Polski dla wyjazdowiczów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wczoraj klub GKS Katowice ogłosił, że wszyscy wyjazdowicze (a było ich aż 1022!), którzy pojechali na mecz do Białegostoku, mają w systemie biletowym przypisany voucher, który można wymienić na darmowy bilet na pucharowe spotkanie z Jagiellonią.

Jak informuje na swojej stronie internetowej klub (tutaj): Wyjazdowicze na swoich profilach w Systemie Biletowym GieKSy otrzymali voucher rabatujący cenę biletu na mecz pucharowy do 0 zł. Z prezentu można skorzystać już teraz! Voucher nie obejmuje biletów parkingowych oraz VIP. Co ważne, jeśli któryś z wyjazdowiczów nabył już wcześniej bilet na mecz pucharowy, to wówczas może wykorzystać voucher przy zakupie biletu na mecz innej sekcji GKS-u w 2025 r.

To kolejny miły gest ze strony klubu w kierunku najwierniejszych kibiców GieKSy. Już w niedzielę, zaraz po decyzji o niegraniu, piłkarze GieKSy podeszli pod sektor gości, a część z nich się na nim znalazła. Tam podziękowali fanatykom za tak liczną obecność, wspomnieli, że zawsze grają w „12” i dziś też chcieli dla nas wygrać. Oprócz tego rozdali swoje koszulki najmłodszym kibicom GKS Katowice, którzy wybrali się do Białegostoku. O tej sytuacji piszą więcej sami kibice na Facebooku (tutaj).

Przypomnijmy, że mecz z Jagiellonią zostanie rozegrany w czwartek 4 grudnia o 17:00 na Arenie Katowice. Na ten mecz NIE obowiązują karnety – wszyscy kibice muszą zakupić bilety (lub wykorzystać wspomniany wcześniej voucher). Bilety dostępne są w internetowym systemie (tutaj).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Nowa Bukowa pisze swoją historię

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy wydaje nam się, że i tak dużo przeżyliśmy w tym roku, GieKSa dokłada kolejną cegiełkę. Do wspomnień. Do historii. Do legendy. Rok 2025 to kolejny, który będziemy mogli wspominać z rozrzewnieniem i dumą. To nie jest jeszcze podsumowanie, bo czeka nas niedzielny mecz z Rakowem Częstochowa. Ale to, jak szybko Nowa Bukowa zaczęła pisać swoją historię, jest po prostu ewenementem. Ten stadion to już nie nowość i ciekawostka. To miejsce, w którym JUŻ przeżyliśmy piękne chwile, o których będziemy pamiętać na zawsze.

Wczorajsze późne popołudnie i wieczór było magiczne. Nie pamiętam tak głośnych i długich podziękowań i świętowania po meczu. Mimo mniejszej niż na meczach ligowych frekwencji było w tym tyle esencji, a euforia utrzymująca się po bramce Bartosza Nowaka była ciągle wyczuwalna. Nasz zespół osiągnął naprawdę wielki sukces ogrywając – nie waham się tego określenia użyć – obecnie najlepszą drużynę w Polsce. Tak, Jaga mimo chwilowego zawahania (które i tak nie jest naznaczone porażkami), jest w mojej opinii najlepiej i najrówniej grającą drużyną naszej ekstraklasy. I co najlepsze – GieKSa wygrała ten mecz zasłużenie. Znów żelaznym realizowaniem taktyki i przede wszystkim efektywnością w działaniu. Piłkarze Jagi dwoili się i troili próbując wejść w nasze pole karne, a wręcz bramkowe, ale zaraz mieli naprzeciw siebie gąszcz nóg i tułowi katowickich rywali. Nasi piłkarze byli jak smok, któremu w momencie obcięcia jednej nogi (czytaj minięciu jednego przeciwnika), wyrastały trzy nowe. Przez to Jaga nie stworzyła sobie bardzo klarownych sytuacji. Było kilka zamieszań, kilka strzałów z dystansu, kilka interwencji Strączka. Ale summa summarum, podobnie, jak w meczu z Pogonią, zagrożenia wielkiego z tej ofensywy Jagi nie było.

Pan Piłkarz Bartosz Nowak… Boże. Przecież to jest obecnie najlepszy piłkarz ekstraklasy. Inteligencja i efektywność tego zawodnika sprawia, że śmiało może on kandydować do najlepszego piłkarza GKS w ostatnim dwudziestoleciu. Przy czym nie mówimy tu o dorobku, długiej grze, tylko walorach czysto piłkarskich. Uważam, że od czasu Przemysława Pitrego nie mieliśmy tak dobrego zawodnika, tyle że Bartek i od tego zawodnika jest dużo lepszy. To inny poziom, inna liga. Cieszmy się, że mamy takiego piłkarza w swoich szeregach. W poprzednim sezonie trochę kręciliśmy nosem, bo choć zawodnik imponował swoimi niekonwencjonalnymi zagraniami i również był efektywny, zaliczał asysty, to jakoś mieliśmy wrażenie, że jest tego za mało, jak na jego potencjał. Teraz ten potencjał wybuchł ze zdwojoną siłą. Zawodnik jest to wprost doskonały i dla takich ludzi dzieci zaczynają się interesować piłką nożną i wieszają plakaty nad łóżkiem. Po prostu mistrz.

W wywiadzie dla GieKSaTV Bartek powiedział, że pierwsza bramka to w zdecydowanej większości zasługa Marcela Wędrychowskiego. Mam z tym stwierdzeniem problem, bo zgadzam się, ale nie do końca. To znaczy uważam, że większość zasługi w tym golu jest i Marcela, i Bartka. Wiem, że to wbrew logice, ale trudno. Zaraz się skupię na Marcelu, ale to co zrobił Bartosz tym minięcie na spokoju przeciwnika to też był majstersztyk. Przecież gdyby uderzył od razu, ryzykowałby trafieniem w blokujących przeciwników. A tak zamarkował strzał, nawinął i już nie miał żadnych przeszkód, by trafić do siatki. To był jego kunszt. Wielu piłkarzy stosuje nadmierne dryblingi, nawet w takich sytuacjach, ale często są one zupełnie bez sensu. Tutaj było to działanie w ściśle określonym celu – zwiększenia prawdopodobieństwa zdobycia bramki. I to się udało perfekcyjnie.

W pierwszej połowie Bartek często stosował taki subtelny pressing, próbował przewidzieć błąd rywala, więc gdy Piekutowski miał piłkę, robił taki ruch, to w lewo, to w prawo, by ewentualnie przeciąć piłkę. Dosłownie pomyślałem sobie wtedy, że mało prawdopodobne jest, że coś takiego się uda, ale po chwili przyszła druga myśl: Pan Piłkarz Bartosz Nowak wie, co robi i skoro tak robi, to jest duża szansa, że w końcu będzie z tego efekt. I choć nie bezpośrednio, to jednak taki błąd przeciwnika wykorzystał właśnie Marcel Wędrychowski. To jak katowicki De Bruyne wyczuł i doskoczył do golkipera gości, to też była klasa. Liczyła się szybkość. I oczywiście geneza tego gola jest po stronie Marcela. A potem był już kunszt Nowego.

W ataku zagrał tym razem Ilja Szkurin. Zawodnik przepychał się z rywalami, walczył. Sytuacji przez sporą część meczu nie miał. Ale jak już przyszło do pokazania swoich umiejętności, to i tu Białorusin spisał się świetnie. Najpierw świetne przyjęcie klatką, potem asysta oczywiście od Nowaka, no i pozostało już pewne wykończenie. Choć przyznam, że bardziej niż ten gol, podobało mi się zachowanie Ilji, przy golu na 3:1. Poszedł jak ten dzik na Vitala i już sam nie wiem, czy nasz zawodnik dziubnął tę piłkę czy rywal, ale ta agresja to było coś wspaniałego i doprowadziła ona do tego, że piłka trafiła pod nogi Nowaka, a ten – znów w wybitny sposób – strzelił niczym bilą do łuzy. W ogóle mam wrażenie między Szkurinem, a Nowakiem jest jakaś chemia, to jak współpracują i cieszą się wspólnie po bramkach, ten uśmiech na ustach i radość – coś pięknego. A Ilja w ogóle jeszcze punktuje u mnie dodatkowo tym, że ma kota – ale to już prywata 😉

Około 80. minuty byłem też pod wrażeniem jednej rzeczy i bardzo ceniłem nasz zespół. Mianowicie za to, że nie cofnęliśmy się do głębokiej defensywy. Oczywiście kilka razy byliśmy bardzo głęboko, bo Jaga rzuciła na nas wszystkie siły, do Imaza dołączyli Pululu czy Pietuszewski i mając dwubramkową stratę, logicznym było, że ruszą na nas. I czasem zakotłuje się w polu karnym. Jednak GieKSa starała się jak tylko mogła oddalić grę i dość często to się udawało. Ceniłem to dlatego, bo nieraz w takiej sytuacji zespoły cofają się już na stałe w swoją szesnastkę i tylko czekają na wymiar kary. Zamiast po prostu grać swoje. Powiedziałem sobie wtedy w duchu – właśnie w tej 80. minucie – że jeśli GKS straci dwa gole, to nie będę miał żadnych pretensji za ten sposób gry, bo ostatecznie to zmniejsza ryzyko utraty bramek, a nie zwiększa. Ostatecznie Jagiellonia strzeliła gola z rzutu karnego, bo Rafał Strączek w drugim meczu z rzędu znokautował rywala (poprzednio Kuuska, teraz Pozo), ale to była jedyna bramka gości w tym spotkaniu. I Rafał się do tego przyczynił również, broniąc dobrze i pewnie.

Ten mecz miał kilka analogii ze spotkaniem z ekstraklasy z poprzedniego sezonu. Znów wygraliśmy 3:1. Znów gola strzelił Pululu. I znowu katowiczanie zdobyli bramkę po fatalnym błędzie rywali w wyprowadzaniu piłki. Wtedy Nowak odebrał piłkę Halitiemu i gola strzelił Adrian Błąd, tym razem to Nowy był egzekutorem po świetnym odebraniu od Piekutowskiego. I znów euforia.

Dodajmy, że to już druga bramka w tym sezonie, w której nasz piłkarz odbiera piłkę bramkarzowi przeciwnika. W Płocku Rafałowi Leszczyńskiemu futbolówkę sprzed nosa zgarnął Marcin Wasielewski. Pressing się opłaca!

Nie zapominajmy też o świetnej defensywie naszej drużyny. To była kontynuacja gry z meczu z Pogonią. Poświęcenie, żółty (w tym przypadku czarny) mur naszych piłkarzy, wślizgi, bloki i wybloki. To co było naszym mankamentem na początku sezonu, w dwóch ostatnich meczach stało się chlubą. Nasz zespół znakomicie gra w obronie. A jeśli dołożymy do tego fakt, że nie opieramy się tylko na kontrach, tylko budujemy ciekawie swoje akcje ofensywne, można powiedzieć, że rozwój tej drużyny trwa w najlepsze.

Kolejnym naszym problemem były tracone nałogowo bramki do szatni. Już o tym zapomnieliśmy, choć Pululu akurat trafił na kilka minut przed końcem. Ale ostatnio mamy mecze na zero z tyłu, tych goli do szatni też po prostu nie zaliczamy. A tymczasem trend się odwrócił. Gdy ja się cieszyłem, że mamy spokojne 0:0 do przerwy i jedna minuta doliczona, GieKSa przeprowadziła swoją skuteczną akcję. Dla mnie to był totalny bonus, bo mentalnie byłem przy remisie do przerwy. A potem w doliczonym czasie całego meczu Bartosz ponownie strzelił gola.

Euforia po tej bramce była niebywała. Z wszystkich spadło ciśnienie. Te okrzyki „GKS! GKS!” i „Loooo, lolo loooooooo” po bramce przypominały stare czasy, jeszcze z lat 90., kiedy właśnie tak celebrowało się bramki. Absolutnie piękna sprawa.

Trener oczywiście na konferencji jest „oficjalny”, więc gdy zapytałem go, czy ma satysfakcję, że utarli nosa Jagiellonii za ten mecz ligowy, który się nie odbył powiedział, że nie rozpatruje tego w takich kategoriach. Za to my, jako kibice możemy – bo to też jest kwintesencja kibicowania, takiego bym powiedział w stylu angielski, czyli takie prztyczki, docinki. Więc troszkę Jaga dostała za swoje za to, że nie przygotowali boiska i lekceważąco podeszli zarówno do naszej drużyny, jak i kibiców, którzy do Białegostoku przyjechali. Chytry traci. Więc nie było co kombinować, trzeba było w tamtą niedzielę zagrać. Choć może Jaga wiedziała, co ją czeka i po prostu się bała?…

Myślałem o takim performancie, żeby trenerowi Siemieńcowi wręczyć łopatę do odśnieżania po meczu, ale stwierdziłem, że nie będę takich cyrków robił, choć wydaje mi się to całkiem zabawne (ach, pamiętny Puchar Pepco). Jednak nawet gdybym już miał sprzęt przygotowany, to w ostatniej chwili bym zrezygnował. Widząc przybitego trenera gości, włączyłaby mi się empatia i po prostu bym mu już nie dowalał. Poza tym mógłbym z tej konfrontacji nie wyjść żywy 😉

Jesteśmy w ćwierćfinale. Po raz pierwszy od 21 lat. W końcu po latach upokorzeń, kompromitacji i pucharowych dramatów, przeszliśmy już trzy rundy i zagramy na wiosnę w tych rozgrywkach. Czy znów naszym przeciwnikiem będzie ekipa z ekstraklasy? A może jakaś drużyna z niższej ligi? W ósemce znalazły się Avia Świdnik, Zawisza Bydgoszcz i Chojniczanka. To byłyby bardzo ciekawe opcje. W każdym razie droga na Narodowy zrobiła się realna. Trzeba będzie walczyć o to ze wszystkich sił.

W niedzielę Raków. Na zakończenie roku. GKS Katowice ma obecnie sześć zwycięstw w siedmiu ostatnich meczach. Bilans to znakomity. Trochę osób wieszczyło, że po porażce z Piastem w pozostałych spotkaniach nie zdobędziemy już żadnych punktów, że wszystko przegramy. Tymczasem mecz w Białymstoku się nie odbył, a potem z Pogonią i Jagą GKS po bardzo dobrej grze odniósł zwycięstwa. Naprawdę – wierzmy w tę drużynę.

Oczywiście z Rakowem łatwo nie będzie, bo piłkarze Marka Papszuna złapali dobry rytm. Odprawili z kwitkiem Rapid Wiedeń i Arkę strzelając im po cztery gole, wyeliminowali także Śląsk Wrocław. Więc przeciwnik jest trudny, ale przecież w lutym pokonaliśmy go w Częstochowie. A GieKSa jest na tyle w dobrej dyspozycji, że nie ma powodów, by nie wierzyć, że przy Limanowskiego nasz zespół nie jest w stanie grać o zwycięstwo.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga