Dołącz do nas

Kibice SK 1964

Masówka w Zabrzu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyjazdowe spotkanie w Zabrzu potraktowaliśmy jako typową masówkę. Wiedzieliśmy że nie braknie nam biletów, dlatego zapisać mógł się każdy. Pierwszy raz od dłuższego czasu poprowadziliśmy otwarte zapisy i nie ograniczaliśmy się jedynie do dzielnic, FC i stowarzyszenia kibiców.

Organizacja takiego masowego wyjazdu nie jest prosta. Trzeba załatwić transport dla wszystkich uczestników lub zorganizować im miejsca postojowe w przypadku jazdy autem. Należy zaopatrzyć ludzi w żółte koszulki, odpowiednio wcześniej wyznaczyć zbiórkę i dograć wiele innych spraw. Oprócz tego należy uzbroić się w anielską cierpliwość, bo wiele osób pierwszy raz uczestniczy w spotkaniu poza Bukową i jest oderwana od spraw kibicowskich. Ile czasu, nerwów i siwych włosów to kosztowało, to wiedzą jedynie nieliczni.

Początkowo rozważaliśmy jazdę pociągiem, ale po kolei kolejne spółki odmawiały nam wynajęcia pociągu. Pisałem już kilka razy o problemach z PKP spowodowanych „dobrą zmianą”, dlatego nie będę tego poruszał ponownie. Równolegle złożyliśmy zamówienie w PKM Katowice na autobusy miejskie i ostatecznie z tej opcji skorzystaliśmy. Spodziewaliśmy się konieczności przewiezienia około 600-1000 osób tym środkiem transportu, ale ostatecznie większość wybrała samochody prywatne (co nam dużo pomogło, bo PKM miał moce przerobowe w tym dniu na maksymalnie 360 osób). Pozostawała kwestia dogrania parkingu w Zabrzu dla tylu samochodów, ale i to się udało.

Zbiórkę wyznaczyliśmy na godzinę 17:30 na Bukowej. Autobusy PKM Katowice miały pojawić się o 18:00 i już piętnaście minut później planowaliśmy wyjazd. Niestety autobusowa spółka ściągała do pracy kierowców z regularnych linii, a że w tym dniu były duże korki, to spóźnili się oni na przesiadkę do „naszych” pojazdów. Kolejnym problemem było to, że autobusy miały problem z dojazdem na Bukową i ostatecznie pojawiły się chwilę przed 18:30. Sprawnie zapakowaliśmy ludzi i… tu doszło do kuriozalnej sytuacji. Eskortująca policja, zamiast przeprowadzić nas na sygnałach przez dwa skrzyżowania, zablokowała wszystkich przy zbiegu ulic Złotej i Chorzowskiej. I tak staliśmy, staliśmy i… minęło chyba 15 zielonych świateł w tym czasie, a my nie posunęliśmy się ani o metr do przodu. Atmosfera zaczęła robić się coraz bardziej nerwowa, ale na szczęście któryś z funkcjonariuszy się odmulił i ruszyliśmy do Zabrza. Niezbyt szybkim tempem, ale pod sektorem gości pojawiliśmy się na godzinę przed meczem (a chcieliśmy na 1,5-2). Na szczęście wejście odbywało się dość sprawnie i na pierwszy gwizdek większość osób była już na sektorze. Ostatnie osoby – głównie te zapisane w dniu wyjazdu – weszły na obiekt w 30 minucie meczu. Myślę że to też dobra lekcja dla nich, by zapisywać się wcześniej.

Nasza liczba tego dnia to 2535 osób w tym aż 191 osób z Banika Ostrava, którzy na ten wyjazd przyjechali w żółtych koszulkach. Świetne wsparcie naszej zgody – bardzo dziękujemy! Sektor mieliśmy dobrze oflagowany i nie zabrakło także pozdrowień dla nieobecnych GieKSiarzy. Doping tego dnia stał na bardzo dobrym poziomie. Nie muszę chyba dodawać, że każdy miał na sobie żółtą koszulkę. Grupa „Ultras GieKSa” zaprezentowała oprawę z sektorówką „Klasyk” oraz machajkami w asyście dużej ilości pirotechniki. Dało to naprawdę świetny efekt. Stadion był zapełniony w ponad 20 tys. osób. Jaki to świetny wynik we wtorek niech świadczy to, że niewiele więcej zebrała Ekstraklasa na czterech (!) meczach w tym dniu. Najbardziej fanatyczny sektor Górnika wypełniony był szczelnie i prowadził świetny doping. Dziennikarze komentujący te spotkanie podkreślali, że atmosfera jest lepsza niż na finale Pucharu Polski.

Na forum kibiców widziałem wiele wpisów od osób, które nie są zadowolone z naszej postawy w Zabrzu. Uważają, że nie wykręciliśmy maksa z dopingiem i wśród takiej ilości ludzi. Oczywiście należy zawsze mierzyć wysoko, ale tutaj wydają się te narzekania nieadekwatne do wydarzenia. Należy uświadomić sobie, że w ostatnich latach na mniej więcej 20 proc. spotkań było nas na Bukowej mniej niż wczoraj w Zabrzu. A na liczbę na meczach u siebie składają się ludzie z Blaszoka, Głównej, dziennikarze, VIPy, pracownicy klubu, żony piłkarzy – pełen miks. Tutaj te 2,5 tysiąca osób zostało wsadzone na jedną trybunę, gdzie rządzili ci najbardziej fanatyczni. Ciężko od takiej mieszaniny wymagać, że będzie znała wszystkie zasady panujące w naszym środowisku. Spędziłem w klubie 16 godzin w poniedziałek i wtorek wydając bilety osobom, które zapisywały się indywidualnie (w tzw. otwartych zapisach) i w większości byli to ludzie totalnie nieogarnięci kibicowsko. I dobrze, bo i takich potrzebujemy, dlatego nie ma co narzekać. Dodatkowo bardzo ciężko dawać taki totalny maks z siebie, gdy na boisku piłkarze spisują się tak słabo jak w Zabrzu.

Warto poświęcić akapit zawodnikom. Po meczu, który był bardzo słaby (mimo wypowiedzi trenera Jerzego Brzęczka, czy np. obrońcy Mateusza Kamińskiego), dostali od nas nie porcję gwizdów, ale brawa i zachętę do dalszej walki. Zostało zaznaczone, że kibice chcą awansu i ten awans ma być. Nie ważne już w jakim stylu, ale w czerwcu chcemy być w ekstraklasie. Nie da się też ukryć, że te wszystkie nerwy, złe emocje i wkurwienie (nie bójmy się tego słowa) zdecydowanie narasta. Póki co jest to hamowane i tłumione w sobie – za co piłkarze i trener powinni dziękować decyzyjnym osobom – ale w przypadku braku awansu wybuchnie i wyleje niczym szambo. Nikt wtedy nie będzie analizował, że do awansu brakło niewiele, czy że przegraliśmy przez małą tabelkę. Niestety w tym sezonie straciliśmy już tak wiele punktów przez głupotę (np. karne Grzegorza Goncerza), w grze o awans jesteśmy dzięki słabości innych klubów, że naprawdę nikt nie będzie słuchał tłumaczeń o braku szczęścia. Po prostu mamy sytuację zero-jedynkową. Będzie awans to zostanie wybaczone wszystko – słaby styl, frajerskie tracenie punktów, totalne zepsucie frekwencji i atmosfery na wiosnę. Nie będzie awansu – to wszystkie te emocje się wyleją. Dlatego piłkarze doceńcie tych, którzy Was wspierają i zróbcie ten awans…

Dziękujemy kibicom Górnika Zabrze za wszelką pomoc oraz klubowi z Zabrza, że przychylił się do większości naszych próśb. Teraz pozostał nam już tylko jeden wyjazd i oby było to najważniejsze spotkanie w ostatnich kilkunastu latach. My wierzmy!

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 15:42

    Jak będzie cud i mecz w Grudziądzu będzie znowu meczem o wszystko to pewnie stanard, w plecy. Oczywiście znowu wierzymy w cuda z tym że już nie jeden, dwa zespoły muszą się potknąć a kilka z nich a grają między sobą gdzie nawet remisy nas spychają.

  2. Avatar photo

    Wkurzony

    17 maja 2017 at 18:13

    Czyli w sobote 2 lub 3:0 zostaja Bukowej ale czy bedzie to awans lecz nie tylko klubu ale i piłkarze chca awansowac do ekstra…
    Bo jak nie bedzie awansu to ladnie jesien sie zapowiada (np.smierdziele).Oj bedzie sie dzialo

  3. Avatar photo

    Marek

    17 maja 2017 at 19:40

    Śmieszny artykuł. Jakie wsparcie? Co to za wsparcie jeślim mówimy, że będzie jak będzie dobry wynik. To żadne wsparcie, a okłamywanie siebie. Było wszystko. Pieniądze, regularne wypłaty (co powinno być standardem, a nie akurat ptasim mleczkiem), obozy, ale nie było najważniejszego . Niestety, bo wspolna wiara i wsparcie jest ważniejsza, niż te wszystkie wcześniej wymienione pierdoły (które akurat powinny być standardem) razem wzięte. A o wsparciu tu akurat nie ma mowy. Wystarczy poczytać forum, zresztą nie tylko i wysyp delikatnie mówiąc chorągiewek (nie chce obrażać było nie było naszych kibiców choć powinienem). I sorry, ale koło wsparcia to nawet nie stało. Pierdolenie o właścicielu, a to akurat gówno prawda – ciekawe kto w Sandecji jest właścicielem. Ja już od kilkunastu lat wiem gdzie leży problem. Niestety nie do wyleczenia. Ciekawe czy ktoś będzie miał odwagę, żeby go nazwać po imieniu?

  4. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 20:13

    @Marek ciekawy punkt widzenia:) Oficjalnie większość piłkarzy nie czyta opini na swój temat, ale jakby poczytali to by właśnie tak mogli reagować, paraliżem na boisku. Największy jest na Bukowej od lat. Ci co odchodzą odżywają. Jest druga strona medalu, często to są tylko opinie a nie fakty i jeśli ktoś za bardzo bierze to do sobie tzn jest słaby psychicznie i tacy nam w 90% ekstraklasy nie wywalczą.

  5. Avatar photo

    Solski

    17 maja 2017 at 20:31

    Oj, cudu już raczej nie będzie. Patrząc na ostatnie 3 kolejki i dziejsze wyniki, to niestety gorole se uchyliły juz drzwi do ekstraklapy.
    Zresztą z czym my do ludu? Co mielibyśmy tam robić? Od 10 lat jak ktoś, słusznie napisał nie potrafimy se nawet 1 wychowanka do I składu wyszkolić.
    Spodobało mi się to co zrobił Brosz w Zabrzu. Wywalił na zbity pysk może i zasłużonych, ale już na pewno bez ambicji kopaczy i postawił na młodych. Może nie graja rewelacyjnie „pięknie”, ale graja skutecznie. A u nas jedni drugich od „prezesa” przez „trenera” po „piłkarzy” klepią się po plecach i mówią: „nie martwmy się, kasa z miasta i tak wpłynie”. Noż kur.a szlag mnie jasny trafia

  6. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 20:43

    No to już koniec ślizgania, sosonowiec to ostatni klub który miał wejść kurcze. Nawet cudem wygrywając wszystko musi się stać kolejny cud aby oni stracili 5pkt. Mamy gorszy bilans.

  7. Avatar photo

    fan -club Dortmund

    17 maja 2017 at 21:36

    zadna cudowna liczba nas na zabolach nie byla…kiedys nie bylo sztamy i na zabrze jezdzilo nas zawsze pod 3000

  8. Avatar photo

    GieKSa

    18 maja 2017 at 08:51

    Dortmund – bez sztamy nigdy nas nie było trzy koła w Zabrzu

  9. Avatar photo

    kosa

    18 maja 2017 at 13:46

    @Marek po Zabrzu rzeczywiście jest wysyp negatywnych opinii, ale do tego meczu kibice mieli wsparcie, a na nawet na forum (tym nieczytanym przez piłkarzy :)) były kasowane wszystkie niemerytoryczne opinie.

  10. Avatar photo

    hooligan

    18 maja 2017 at 23:10

    kosa piotrze koszecki wytłumacz sie nam jak mogłeś dopuscić do zajebania 44 flag z magazynu ???to na skale światową chyba wstyd !!! na nowym stadionie też bedziemy tam trzymać flagi ?kosa chłopek roztropek

  11. Avatar photo

    kosa

    19 maja 2017 at 00:00

    @hooligan przecież to ty odpowiadasz za flagi…

  12. Avatar photo

    kibic bce

    19 maja 2017 at 14:56

    Kolego Solski ja pisalem o tym ze grajac tyle lat ani jednego wychowanka my nie wprowadzili do 1wszego skladu. A to juz kolejne 2 lata ida. Z tak duzym uplywem czasu powinna byc 18 osobowa ekipa. Swiadczy to o tym koledzy ze szkolenie mlodziezy w klubie kuleje od samego poczatku ale kazdy ma to w dupie. Mozecie mnie krytykowac za wypowiedzi ale staram sie jakos zrozumiec podejscie wladz klubu do tej kwesti. Zgadza sie miasto daje kase ale w nastepnym sezonie przykreci kurek lub przy awansie dopompuje ( kiepsko to widze),mozna zyc z transferow wychowankow. Potrzebny jest trener ktory ma wizje rozwoju pilkarzy. Co do kondycji naszych pilkarzy powinnien byc osobny trener podobni jest ale jakos nie widze tego. Pomiedzy 60-75 min szpilu wylacza sie im prad. Graja wchodzonego.
    Te male punkty z poczatku sezonu nam pouciekaly co skutkuje teraz.
    Zycze nam przy duzym farcie awansu. Jak go nie bedzie to powinnien przyjsc nowy trener z wizja. Napisze cos nie popularnego ” moze wziac tak jak w bundeslidze mlodego trenerea ktory ma ambicje i sile walki mam na mysli- taki Nagelsman z Hoffenheiam”
    Dzieki i powodzenia.

  13. Avatar photo

    MAJCK

    19 maja 2017 at 23:55

    KLUB KIBICA
    NIEPEŁNOSPRAWNEGO – widmo 🙂 🙂 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga