Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Ekstraklasowicze zawiedli w Spodek Super Cup

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Klub przedstawił plan przygotowań kobiecej drużyny do rundy rewanżowej sezonu 2025/26. Przewidziano między innymi pięć spotkań sparingowych oraz zgrupowanie w Turcji. Piłkarze wrócili do treningów 3 stycznia, a wczoraj wzięli udział w turnieju Spodek Super Cup 2026.

Siatkarze, korzystając z przerwy świąteczno-noworocznej, rozegrali mecz sparingowy z JSW Jastrzębskim Węglem, przegrywając 1:3. W poniedziałek w meczu ligowym ulegli Necko Augustów 0:3. Następne spotkanie rozegramy w sobotę 10 stycznia o 17:00 w Arenie Katowice z MKS Będzin.

Hokeiści rozegrali dwa spotkania ligowe: w piątek wygrali 5:3 z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w niedzielę przegrali 2:3 z Unią Oświęcim. Kolejne mecze zaplanowano na piątek 9 stycznia o 18:30 z Energą w Toruniu oraz na niedzielę 11 stycznia o 17:00 z Cracovią w Satelicie.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Plan przygotowań GKS-u Katowice [SEZON 2025/2026]

Zawodniczki GKS-u Katowice przygotowania do rundy rewanżowej Orlen Ekstraligi rozpoczną 7 stycznia. Mistrzynie Polski w dniach 22-31 styczniu przebywać będą na zgrupowaniu w Turcji.

Pierwszy trening zawodniczki z Katowic odbędą siódmego stycznia, a już trzy dni później zagrają mecz towarzyski z trzecim zespołem czeskiej ekstraklasy 1. FC Slovácko. Tydzień później podopieczne Karoliny Koch zagrają ze Slovanem Liberec, który po rundzie jesiennej zajmuje czwarte miejsce w najwyższej czeskiej klasie rozgrywkowej.

Po dwóch spotkaniach w Katowicach siódmy zespół Orlen Ekstraligi 22 stycznia uda się do Turcji, w której trenować będzie do końca miesiąca. Na 25 stycznia Katowiczanki mają zaplanowany mecz towarzyski, a rywal na chwilę obecną nie jest znany. 30 stycznia GKS zagra z ukraińskim Metalistem Charków.

Siódmego lutego GKS zagra ostatni mecz kontrolny przed spotkaniem w 1/8 Orlen Pucharu Polski, a rywalem mistrzyń Polski będzie Śląsk Wrocław.

14 lutego GKS Katowice zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław, a stawką meczu będzie awans do ćwierćfinału Orlen Pucharu Polski. Ligowe zmagania Katowiczanki rozpoczną 21/22 lutego meczem wyjazdowym z Rekordem Bielsko-Biała.

Plan przygotowań GKS-u Katowice:

07.01 – wznowienie treningów

10.01 – sparing z 1. FC Slovácko (dom)

17.01 – sparing ze Slovanem Liberec (dom)

22–31.01 – zgrupowanie w Turcji

25.01 – sparing (rywal w trakcie ustalania)

30.01 – sparing z Metalistem Charków

07.02 – sparing ze Śląskiem Wrocław

wkatowicach.eu – GKS Katowice wraca do gry! Piłkarze i piłkarki GieKSy przygotowują się do rozgrywek ligowych

[…] Piłkarze GKS-u Katowice wrócili na Arenę Katowice po świątecznej przerwie i rozpoczęli przygotowania do wiosennej rundy PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni trenera Rafała Góraka obejrzeli nową szatnię przy Nowej Bukowej i odbyli trening na boisku Rapid. Relację z pierwszego treningu GieKSy można opublikowano w mediach społecznościowych klubu.

[…] Po zakończeniu ligowych zmagań zawodniczki udały się na urlopy. Do wspólnych treningów wrócą we środę 7 stycznia i na początku przejdą testy na AWF-ie w Katowicach.

dziennikzachodni.pl – ROW Rybnik uratował śląski honor. Turniej Superbet Spodek Super Cup padł łupem Reprezentacji Polski Socca

Reprezentacja Polski Socca okazała się najlepsza w III turnieju halowym Superbet Spodek Super Cup. GKS Katowice i Górnik Zabrze odpadli po meczach grupowych.

GKS Katowice, Górnik Zabrze, Wieczysta Kraków, Wisłoka Dębica, JKS Jarosław, Wiara Lecha, ROW Rybnik i Reprezentacja Polski Socca – taki zestaw klubów zaprosił do trzeciej edycji turnieju Superbet Spodek Super Cup organizator Grzegorz Górski. Program uzupełniały mecze pokazowe z udziałem reprezentacji Artystów Polskich, Gwiazd Piłkarzy Polskich, Twórców Internetowych i Superteamu.

W przeciwieństwie do poprzednich lat tym razem trybuny legendarnej katowickiej hali nie wypełniły się kompletem kibiców. Sporo pustych miejsc wynikało zapewne między innymi z braku zespołów zagranicznych, a także z zerwania wieloletniej „sztamy” fanów Górnika i GKS-u. Ten fakt dawał o sobie znać także podczas meczów – gdy Katowiczanie tracili gola w meczu z Wisłoką Dębica Zabrzański sektor skandował „jeszcze jeden, jeszcze jeden!”.

Większość zespołów pojawiła się w Spodku bez swoich największych gwiazd. Widać to było szczególnie w Górniku. Michal Gasparik postawił na młodych zawodników. Nieobecny był między innymi Lukas Podolski, który dostał nieco więcej wolnego i dopiero dołączy do kolegów trenujących od poniedziałku.

Trofeum bronił GKS Katowice, ale marzenia o powtórzeniu sukcesu szybko zostały rozwiane. Ekipa Rafała Góraka wygrała z JKS Jarosław 2:1, ale później przegrała z Wieczystą Kraków 1:2 i z Wisłoką Dębica 3:5. Po tym ostatnim występie duża grupa kibiców opuściła Spodek. Ostatecznie do finału z tej grupy z kompletem punktów awansowała Wieczysta, a do meczu o trzecie miejsce Wisłoka.

W drugiej grupie Górnik zaczął od mocnego uderzenia rozbijając Wiarę Lecha 3:0, ale w drugim spotkaniu przegrał z ROW-em Rybnik 1:2 po golu straconym po wycofaniu bramkarza. W trzecim decydującym starciu z Reprezentacją Polski Socca (mistrzami świata w tej odmianie futbolu) ekipa Gasparika uległa 1:4 i podzieliła los GieKSy. W tym przypadku najlepsi w stawce okazali się Socca, którzy wyprzedzili ROW Rybnik.

Decydujące spotkania oglądała już połowa początkowych widzów. A w nich najpierw w meczu o „brąz” ROW (jako trener debiutował były piłkarz Górnika Ołeksandr Szeweluchin) okazał się lepszy od Wisłoki Dębica (6:1), natomiast w wielkim finale Reprezentacja Polski Socca pokonała Wieczystą w rzutach karnych 3:1.

Mecze prowadzili Szymon Marciniak, Sebastian Jarzębak i Michał Listkiewicz, a w przerwie między wydarzeniami wystąpił raper Peja.

gol24.pl – Reprezentacja Polski Socca triumfatorem Superbet Spodek Super Cup 2026. Ekstraklasowicze zawiedli

[…] W tym roku zarówno GKS Katowice, jak i Górnik Zabrze mocno zawiodły swoich kibiców. Oba zespoły zajęły 3. miejsca w swoich grupach, notując po zaledwie 1 zwycięstwie. Warto zaznaczyć, że w obu śląskich zespołach zabrakło największych gwiazd. Te zbierają siły na zimowe obozy przygotowawcze, które rozpoczną się już za moment.

Wyniki Spodek Super Cup 2026

Grupa A:

JKS 1909 Jarosław – Wisłoka Dębica 2:3

GKS Katowice – JKS 1909 Jarosław 2:1

Wieczysta Kraków – Wisłoka Dębica 2:1

Wieczysta Kraków – GKS Katowice 2:1

GKS Katowice – Wisłoka Dębica 3:5

Wieczysta Kraków – JKS 1909 Jarosław 5:3

Grupa B:

Wiara Lecha – ROW 1964 Rybnik 1:1

Górnik Zabrze – Wiara Lecha 3:0

Reprezentacja Polski Socca – Wiara Lecha 2:1

ROW 1964 Rybnik – Górnik Zabrze 2:1

Górnik Zabrze – Reprezentacja Polski Socca 1:4

Reprezentacja Polski Socca – ROW 1964 Rybnik 1:1

Mecz o 3. miejsce:

Wisłoka Dębica – ROW 1964 Rybnik 1:6

FINAŁ:

Wieczysta Kraków – Reprezentacja Polski Socca 2:2 k. 1:3

SIATKÓWKA

suwalki.info – Necko rozbiło lidera z Katowic

Siatkarze KS Necko Augustów w niesamowity sposób wrócili do gry po świąteczno-noworocznej przerwie. Augustowianie po czterech porażkach z rzędu pewnie pokonali we własnej hali pierwszy w tabeli GKS Katowice 3:0 (25:20, 25:20, 28:26) w poniedziałkowym meczu 17. kolejki PLS 1. Ligi, udanie rewanżując się za porażkę z pierwszej części sezonu. Katowiczanie przegrali wcześniej tylko dwa spotkania – ze Stalą Nysa i CUK Aniołami Toruń po 1:3. A to oznacza, że Necko jest jedyną drużyną, która do tej pory nie straciła w starciu z liderem ani jednego seta. Zawodnikiem tego pięknego wieczoru został Oleg Krikun, który szalał w ataku, zanotował asa i świetnie spisywał się w obronie. (Na zdjęciu: Filip Jarosiński – Fot. Michał Sobolewski/KS Necko Augustów)

W poniedziałkowy wieczór trafiły na siebie ekipy z dwóch krańców ligowej tabeli. Wielu kibiców oraz specjalistów od piłki siatkowej mogło myśleć, że Necko Augustów, które ostatnie cztery mecze przegrało po 0:3, w tym z SMS PZPS Spała kilka dni przed Bożym Narodzeniem, będzie bez większych szans nie tyle na wygraną, co nawet na jeden punkt. Ale podopieczni Dimy Skoryya już wielokrotnie pokazali w tym sezonie, że potrafią nawiązać wyrównaną walkę z najlepszymi drużynami, nawet jeśli schodzą z parkietu pokonani. Tym razem zobaczyliśmy odmieniony zespół z Augustowa, który rozpoczął spotkanie z dwoma kluczowymi zawodnikami na ławce rezerwowych – kapitanem Łukaszem Rudzewiczem i rozgrywającym Konradem Buczkiem.

Pierwszy punkt tego dnia padł po tym jak Filip Jarosiński skutecznie obił ręce Grzegorza Pająka. Następnie gra toczyła się punkt za punkt i po tym, jak Damian Domagała zablokował Kacpra Taudula, GKS wyszedł nawet na jednopunktowe prowadzenie (4:5). Ale trwało to tylko chwilę, ponieważ po błędach Damiana Hudzika i Wojciecha Włodarczyka na tablicy widniał wynik 6:5 dla gospodarzy. Ci zaczęli odskakiwać gościom od stanu 7:7, kiedy zdobyli trzy punkty z rzędu za sprawą Radosława Sterny, Filipa Jarosińskiego oraz Damiana Barana (10:7). Drużynie z królewskiego miasta wychodziło w poniedziałek prawie wszystko – przyjmowanie mocnych zagrywek, ataki, obrony czy spektakularne bloki. Doskonałym przykładem walki Augustowian o każdą piłkę była długa wymiana przy wyniku 10:8. Dopiero ósma akcja przyniosła zdobycie punktu, a jego autorem był niezawodny tego wieczoru Oleg Krikun (11:8). Ten sam zawodnik jeszcze dwukrotnie skutecznie kończył długie wymiany, gdzie po jednej z nich Necko prowadziło nawet 18:12. Rywale potrafili odwdzięczyć się tym samym, ale na niewiele się to zdało i tę odsłonę zepsutą zagrywką zakończył Krzysztof Gibek (25:20).

Set numer dwa zaczął się od nieudanego serwisu Kacpra Taudula (0:1). Jednak kilka akcji później miejscowi prowadzili już 3:2. Później przebieg spotkania był bardzo podobny, jak w pierwszej partii, ale trzypunktowej serii kibice doświadczyli już przy stanie 4:4 więc Necko prowadziło w tym momencie 7:4. Z kolei po dwóch udanych atakach Taudula było już 10:5. Augustowski zespół nadal potrafił kończyć długie wymiany z sukcesem, a kiedy po jednej z nich ponownie zapunktował Krikun, to ich przewaga wynosiła aż siedem oczek (15:8). Co prawda lider miał duże straty, ale nie zamierzał się poddawać i w pewnym momencie ze stanu 18:12 zrobiło się 18:15. Wtedy o czas poprosił Dima Skoryy. Po powrocie na boisko początkowo toczyła się wyrównana walka, ale po raz kolejny dał o sobie znać Oleg Krikun, który skończył dwa ataki z rzędu, wprowadzając spokój w szeregi swojej drużyny (24:19). Ostatecznie skończyło się znowu wynikiem 25:20, a decydujący punkt padł ponownie po błędzie Gibka, który tym razem pomylił się w ataku.

Trzecia partia przyniosła najwięcej emocji, a otworzył ją skutecznym blokiem na Radosławie Sternie środkowy z Katowic, Damian Hudzik (0:1). Natomiast kiedy najpierw skutecznie zaatakował Damian Baran, a chwilę później blokiem na Gonzalo Quirodze popisał się Jakub Konieczny, to klub z Augustowa wyszedł na prowadzenie 3:2. Spotkanie nadal obfitowało w dość długie wymiany, które na zmianę wygrywały obie ekipy, a gra przez wiele akcji oscylowała w okolicach remisu. Jednak przy stanie 15:11 gospodarzom przytrafił się przestój i nagle goście prowadzili 17:15. W tym momencie sygnał do odrabiania strat dał Kacper Tadul, kończąc atak oraz popisując się asem serwisowym, a zaraz po nim sprytny blok dołożył Radosław Sterna i zrobiło się 18:17. Od tego momentu toczyła się zacięta walka punkt za punkt, a następnie na przewagi. Wojnę nerwów wygrali Augustowianie. Poniedziałkowe starcie zwieńczyła kolejna wieloakcyjna wymiana, którą atakiem po rękach Quirogi zakończył Filip Jarosiński (28:26). Tym samym Necko Augustów w świetnym stylu zrewanżowało się za porażkę w Katowicach 0:3 w 2. kolejce.

Siatkarzem spotkania został Oleg Krikun z drużyny z drużyny KS Necko Augustów, który zdobył 21 punktów. Złożyło się na to dwadzieścia skończonych ataków oraz jeden as serwisowy. Ponadto augustowski atakujący świetnie spisywał się w obronie, notując aż siedem skutecznych interwencji – najwięcej w zespole (tyle samo, co Jakub Konieczny). Najlepiej punktującym zawodnikiem GKS Katowice był Damian Domagała, kończąc mecz z piętnastoma oczkami na koncie.

– Od początku sezonu kierujemy się zasadą, żeby tworzyć jedność jako zespół, nawet kiedy coś nam nie wychodzi. Naszym celem jest utrzymanie się w tej lidze oraz walka o każdy punkt i każdy set. Mamy za sobą trudny okres z kilkoma porażkami z rzędu, ale dłuższą przerwę od gry poświęciliśmy na odbudowanie się mentalne, czego efekty było dzisiaj widać na boisku. Pokazaliśmy tą wygrana z liderem, że drzemie w nas duży potencjał, po raz kolejny udowadniając, że z każdym w tej lidze potrafimy powalczyć o punkty. Chcemy robić to w każdym meczu – powiedział Oeg Krikun.

Po tej wygranej KS Necko Augustów ma na swoim koncie siedemnaście punktów i awansowało z piętnastego na trzynaste miejsce w tabeli PLS 1. Ligi. GKS Katowice pozostał liderem z dorobkiem czterdziestu punktów, ale zajmujący drugie miejsce CUK Anioły Toruń tracą do nich tylko jedno oczko, a mają rozegrane o jedno spotkanie mniej. Warte odnotowania jest to, że Katowiczanie przegrali wcześniej tylko dwa spotkania – z ekipą z Torunia oraz ze Stalą Nysa po 1:3. A to oznacza, że Necko jest jedyną drużyną, która do tej pory nie straciła w starciu z liderem ani jednego seta.

siatka.org – Nieudany początek roku GKS-u Katowice. Krikun pogromcą lidera

Dużą niespodziankę swoim kibicom w pierwszym meczu 2026 roku sprawili siatkarze NECKO Augustów. Beniaminek, który przed tą kolejką znajdował się w strefie spadkowej, we własnej hali nie dał szans liderowi rozgrywek – GKS-owi Katowice. Nagrodę MVP odebrał Oleg Krikun. Lider ekipy z Augustowa w trzysetowym starciu zdobył aż 21 punktów. Dzięki temu zwycięstwu NECKO awansowało na 13. miejsce w tabeli.

[…] NECKO Augustów – GKS Katowice 3:0 (25:20, 25:20, 28:26)

HOKEJ

hokej.net – Piąte zwycięstwo z rzędu i powrót na fotel lidera. Udany początek roku GieKSy

Hokeiści GKS-u Katowice zrekompensowali się swoim kibicom za półfinałową porażkę, pokonując przed własną publicznością JKH GKS Jastrzębie 5:3. Dla wicemistrzów Polski było to piąte z rzędu ligowe zwycięstwo, które pozwoliło podopiecznym Jacka Płachty ponownie zasiąść w fotelu lidera.

Gospodarze do dzisiejszego spotkania przystąpili z chęcią zrekompensowania kibicom półfinałowej porażki w Pucharze Polski. Z kolei hokeiści z Jastrzębia z pewnością entuzjazm związany z sięgnięciem po trofeum chcieli przelać na rywalizację ligową. W Katowicach przyjezdni musieli jednak poradzić sobie bez swojego kapitana – Macieja Urbanowicza, który pauzował, ponosząc konsekwencje bójki z ostatniego spotkania w Karwinie. Otwarcie wyniku nastąpiło podczas pierwszej gry w przewadze gości. W 7. minucie w boksie kar zasiadł Joona Monto – a okres liczebnej przewagi na lodzie, na inauguracyjne trafienie zamienił Patryk Hanzel. Odpowiedź gospodarzy nastąpiła w 15. minucie, po akcji katowickich „trzech muszkieterów”. Podawali Fraszko i Pasiut – wykończył Wronka. 37 sekund później katowiccy kibice mogli już świętować prowadzenie, gdy krążek do bramki Kacpra Michalskiego skierował Stephen Anderson. Na kolejne trafienia również nie trzeba było długo czekać. W 18. minucie wynik wyrównał Łukasz Nalewajka, przekierowując krążek, a niespełna 120 sekund później jastrzębskiej obronie zerwał się Jean Dupuy i w swoim stylu dynamicznie wykończył akcję.

Druga odsłona przyniosła kolejne emocje bramkowe w serii. W 27. minucie ponownie wyrównał Ślusarczyk, a w 29. minucie ze stoickim spokojem krążek do jastrzębskiej bramki skierował Joona Monto. Goście starali się do końca o odrobienie strat, wycofując w ostatnich fragmentach trzeciej odsłony z bramki Kacpra Michalskiego. Ten manewr nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu, a wynik spotkania strzałem do pustej bramki na 5:3 ustanowił Mateusz Bepierszcz.

Fiński skrzydłowy znów błyszczał! Pełna pula dla Unii

Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści Unii Oświęcim. Biało-niebiescy w meczu 32. kolejki TAURON Hokej Ligi pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2. Znów ze znakomitej strony zaprezentował się Erik Ahopelto, który zdobył bramkę i zanotował dwie asysty.

Oświęcimianie w przekroju całego spotkania zaprezentowali wyższą kulturę gry. Pokazali dojrzalszy hokej, byli lepiej zorganizowani w destrukcji, dokładniejsi w rozegraniu oraz skuteczniejsi w ofensywie. Słowem -sumienie zapracowali na niedzielną wygraną. Dzięki temu triumfowi awansowali na drugie miejsce w tabeli.

W szeregach ekipy z Małopolski znów błyszczał Erik Ahopelto. Napastnik pochodzący z Tampere był zmorą zarówno katowickich defensorów, jak i Jespera Eliassona. To on otworzył wynik spotkania, a potem zanotował dwie asysty przy trafieniach Romana Ráca i Villego Heikkinena.

Róbert Kaláber w spotkaniu z wicemistrzami Polski nie mógł skorzystać z usług Aleksiego Mäkeli, Samuela Petráša i Łukasza Krzemienia. Fiński defensor wyjechał do Finlandii, by uczestniczyć w narodzinach dziecka, a Petráš i Krzemień zmagają się z urazami. Do składu wrócił Roman Rác i zaprezentował się z niezłej strony.

W pierwszej odsłonie oba zespoły miały swoje lepsze i gorsze momenty. Konkretniejsi w swoich poczynaniach byli jednak goście, którzy w 12. minucie objęli prowadzenie, zamieniając na gola okres gry w przewadze. Wystarczyło im zaledwie 22 sekundy, aby zamknąć katowiczan w ich tercji i znaleźć sposób na Eliassona. Szwedzki golkiper obronił uderzenie Miki Partanena, które próbował jeszcze „przekierować” Ville Heikkinen, ale skapitulował po dobitce Erika Ahopelto.

Podopieczni Jacka Płachty na wyrównującego gola musieli poczekać do drugiej odsłony. Padł on po akcji braci Hofmanów. Uderzenie Jonasza sprzed bulika zablokował Joe Morrow, ale chwilę później guma trafiła na łopatkę kija Jakuba, który długo się nie zastanawiał i umieścił ją w bramce.

Biało-niebiescy odzyskali prowadzenie jeszcze przed przerwą. Erik Ahopelto wywalczył krążek pod bandą i wycofał do Romana Ráca, a ten uderzeniem z korytarza międzybulikowego przymierzył pod poprzeczkę. Katowicki golkiper mógł tylko wymownie pokręcić głową.

Chwilę później kapitalnymi interwencjami popisał się jego rodak – Linus Lundin. Z linii niebieskiej przymierzył Aleksi Varttinen, a Mateusz Bepierszcz sprytnie zmienił tor lotu krążka. Bramkarz Unii w porę złączył parkany, a następnie obronił dobitkę będącego w świetnej sytuacji Juho Koivusaariego. Czy był to przełomowy moment w meczu? Wiele na to wskazuje.

Zespół z zachodniej Małopolski w 49. minucie dołożył trzeciego gola i w zasadzie przesądził o losach spotkania. Stało się to 9 sekund po tym, jak na lód wrócił odsiadujący karę mniejszą Jacob Lundegård. W zamieszaniu podbramkowym najsprytniej zachował się Ville Heikkinen i odebrał zasłużone gratulacje od swoich kolegów z formacji.

W 56. minucie na 4:1 mógł podwyższyć Mika Partanen, ale nie zdołał zaskoczyć Jespera Eliassona w sytuacji sam na sam.

Trener Jacek Płachta starał się ratować sytuację. Na 164 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry wziął czas, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza i wprowadzeniem dodatkowego napastnika. Efekt był taki, że straty zmniejszył tylko Jean Dupuy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.

Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.

Co do poprawy? 

OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.

GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.

STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).

Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.

Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.

Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.

MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.

TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Pucharowa klątwa trwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.  

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga