Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GKS-Górnik: Najbardziej gorący mecz sezonu
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice vs Górnik Zabrze: 15 tysięcy ludzi i (nie)zerwana przyjaźń. Jutro najbardziej gorący mecz sezonu. „I tak usiądziemy razem”
Śląski Klasyk czyli mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze tym razem będzie inny niż poprzednie. Wszystko za sprawą zerwania szesnastoletniej formalnej przyjaźni łączącej kibiców GKS-u i Górnika. W zamian został przyjęty pakt o neutralności.
Tym razem Zabrzanie mają oficjalnie zasiąść w sektorze gości, chociaż do tej pory kibicowano ramię w ramię. Oba kluby postanowiły jednak zachować tradycję i zorganizowali wspólną przedmeczową konferencję.
– Mecz został skategoryzowany jako niepodwyższonego ryzyka, więc nie ma potrzeby stosowania sektorów buforowych – potwierdza rzecznik GKS-u Michał Kajzerek.
W środę wieczorem licznik sprzedanych biletów zbliżał się do 13000.
A kibice Górnika na swoich forach sygnalizują, że dla nich przyjaźń się nie skończyła. Świadczą o tym wpisy na forach:
– GKSG zawsze razem. W d. mamy układy dilerów; Podzielili się kibole i bandyci, kibice się nie podzielili; Kibice będą wymieszani, banda zbirów będzie osobno; Na meczu na Roosevelta siedziałem między normalnymi kibicami GieKsy i bylo super…. Nikt mi tego nie zabroni; Ludzie przyjdą w szalikach Górnik i Gieksa. I dobrze (…) przecież tak zaprzyjaźniona rodzina nie r… się przez to że miała w rodzine patologicznego syna który kogoś sprzedał. Ponad podziałami Gieksa i Górnik zawsze razem !!!!
Warto przypomnieć, że podobną opinię wyrażał Paweł Bochniewicz, który w momencie zerwania zgody był jeszcze piłkarzem Heerenveen.
weszlo.com – GKS – Górnik
GKS Katowice świetnie wszedł w rundę wiosenną, ale czym dalej w las, tym jest gorzej. Górnik nie może złapać rytmu i od początku wiosny zdobył ledwie 4 punkty w 12 [???] spotkaniach, co przełożyło się na spadek na 4. miejsce w tabeli Ekstraklasy.
Obie drużyny muszą poszukać punktów w tym spotkaniu. Górnik coraz mocniej osuwa się w tabeli, choć różnice nadal nie są wielkie, a jeden mecz może wywrócić pozycje do góry nogami. GieKSa znów jest wplątana w walkę o utrzymanie, nawet po tym, gdy wydawało się, że na dobre się z niej wypisuje. Różnica między śląskimi zespołami to obecnie 7 punktów, co przekłada się aż na 9 pozycji. Górnik jest bowiem na 4. miejscu, a GKS na 13. i nikt nie jest pewny swego.
Przy Nowej Bukowej GieKSa radzi sobie naprawdę dobrze i w tej rundzie jeszcze nie przegrała. Wygrała za to z Widzewem i zremisowała z Legią. Motorem napędowym zespołu, niezmiennie, jest Bartosz Nowak, który notuje fantastyczny sezon. Górnik jest w dołku, z którego może bardzo szybko wyjść, ponieważ taki mamy klimat. Ekstraklasa jest nieprzewidywalna, jednak jest kilka aspektów, które dają pewną stałość. Na przykład, punkty GKS-u na własnym terenie. Dajemy przez to katowiczanom podwójną szansę w tym meczu.
[…] Żadna ze śląskich ekip w tym momencie nie przekonuje i nie mówimy tutaj tylko o zespołach z tego starcia. Do katastrofy daleko, ale oba kluby muszą teraz liczyć każdy punkt, podobnie jak reszta zestawienia. Dyspozycja nie jest najwyższa, ale można tak powiedzieć o całej, ekstraklasowej stawce. GKS i Górnik nie mają się zatem czego wstydzić.
gol24.pl – Trener Górnika przed derbami: Bardzo potrzebujemy punktów
Trener Górnika Zabrze Michal Gasparik przed derbowym meczem z GKS Katowice, a do niedawna także przyjaźni na trybunach między kibicami, odniósł się do obecnej sytuacji w tabeli. Przyznał, że jego drużyna bardzo potrzebuje punktów. – Musimy być skuteczniejsi – tłumaczył słowacki szkoleniowiec na konferencji prasowej.
[…] Kapitan Górnika Erik Janża przyznał, że czuje derbową atmosferę.
– Wiadomo, że to trochę inny mecz. Jestem przekonany, że będzie ciężki, ale i fajny, bo obie drużyny chcą grać dynamiczny futbol. Oddaliśmy ostatnio trochę za dużo punktów. Rok wcześniej rozegraliśmy w Katowicach dobre spotkanie, które przegraliśmy po błędzie w ostatniej minucie. Wiemy, jak GKS gra u siebie – dostaje dodatkowego „kopa” z trybun, walczy. Musimy być maksymalnie skoncentrowani w defensywie. Mam nadzieję, że w końcu nie stracimy bramki – zaznaczył słoweński obrońca.
roosevelta81.pl – Przełamać złą serię. Spróbujemy odkuć się na GieKSie!
Górnik Zabrze od trzech kolejek nie jest w stanie wygrać spotkania w PKO BP Ekstraklasie. W ostatnich pięciu meczach Trójkolorowi zdobyli zaledwie cztery punkty, co miało diametralny wpływ na sytuację drużyny w tabeli. GieKSa z kolei świetne spotkania przeplata wpadkami, jak chociażby ta sprzed tygodnia w Gdyni. Kto będzie górą w „Śląskim Klasyku”?
W ubiegłym sezonie GKS Katowice – jako beniaminek – zajął 8. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy, co było lepszym wynikiem od Zabrzan, którzy sezon zakończyli jedną lokatę niżej. Latem zmiany kadrowe przy Nowej Bukowej dawały kibicom GieKSy nadzieję, że ten sezon może być jeszcze lepszy, lecz początek rozgrywek brutalnie te aspiracje zweryfikował. Katowiczanie słabo rozpoczęli sezon i nie umieli wydostać się ze strefy spadkowej aż do 18. kolejki obecnych rozgrywek. W rozgrywkach STS Pucharu idzie im znacznie lepiej, złoto-zielono-czarni są już na etapie ćwierćfinału, a ich droga do tego momentu była bardzo ciężka, ponieważ potykali się dotychczas z Wisłą Płock, ŁKS Łódź i Jagiellonią Białystok. W meczu, którego stawką będzie najlepsza czwórka pucharowej batalii rywalem GKS-u będzie Widzewem Łódź.
W poprzedniej kolejce Górnik Zabrze nie wykorzystał swojej szansy i zamiast zbliżyć się do czołówki tabeli, sam musiał przełknąć gorycz porażki. Teraz przed Trójkolorowymi jedno z najważniejszych wyzwań rundy – wyjazdowy „Śląski Klasyk” z GKS-em Katowice. Katowiczanie również nie są w komfortowej sytuacji. Zespół prowadzony przez Rafała Góraka w ostatnich tygodniach prezentuje nierówną formę. Potrafił zagrać odważnie i wygrywać z Widzewem lub Zagłębiem Lubin, by za chwilę stracić punkty w meczu, w którym wydawał się mieć wszystko pod kontrolą. Ostatnia porażka z Arką Gdynia wyraźnie śląską drużynę zabolała, bo była spotkaniem z kategorii „o sześć punktów” i pozwoliła beniaminkowi z Trójmiasta złapać oddech w walce o utrzymanie.
[…] Od momentu powrotu GKS-u do PKO BP Ekstraklasy w „Śląskim Klasyku” obowiązuje jedna niepisana zasada – zawsze wygrywa gospodarz. W Zabrzu dwukrotnie triumfował Górnik, w Katowicach komplet punktów został po stronie GieKSy. To statystyka, która przed sobotnim meczem nabiera szczególnego znaczenia. Czy twierdza przy Nowej Bukowej znów okaże się nie do zdobycia? A może to właśnie teraz nadejdzie moment przełamania tej serii? W derbach takie symbole często dodają spotkaniu dodatkowego smaczku.
[…] Oba zespoły mają coś do udowodnienia. GKS chce pokazać, że potrafi utrzymać dystans nad strefą spadkową i budować swoją przewagę u siebie. Górnik potrzebuje sygnału, że potrafi reagować po niepowodzeniach i wygrywać mecze o wysokiej temperaturze. Przy Nowej Bukowej będziemy świadkami emocjonującego widowiska, bo podział punktów w tym starciu żadnej z ekip nie urządza.
ekstraklasa.org – Przewaga gospodarzy – 23. kolejka 2025/2026 (sobota)
Pogoń Szczecin doskonale czuję się na własnym stadionie, a ponadto ma serię zwycięstw z Widzewem Łódź. W meczach Motoru Lublin z Koroną Kielce nigdy nie przegrali gospodarze, a GKS Katowice punktował w 18 spotkaniach u siebie z Górnikiem Zabrze.
[…] GKS KATOWICE – GÓRNIK ZABRZE
SYTUACJA: Derby rządzą się swoimi prawami. Najnowsze prawo w Śląskim Klasyku jest takie, że w Katowicach punktuje GKS.
HISTORYCZNIE: GKS Katowice ma 18 meczów z rzędu u siebie bez porażki z Górnikiem (ostatnia: 01.04.1987). W 5 ostatnich meczach wygrywał 4 razy.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Bartosz Nowak ma 4 mecze z rzędu z asystą. To ppierwszy zawodnik z takim osiągnięciem od Afonso Sousy (IX/X 2024).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Górnik Zabrze ma najwięcej zwycięstw w lidze (10; tyle samo: Jagiellonia i Raków). Większość sukcesów odnosił w pierwszej części sezonu, bo w 8 ostatnich meczach wygrał tylko raz.
CZY WIESZ, ŻE: Rafał Janicki – możliwy 400. mecz w Ekstraklasie (10. zawodnik w historii, w tym 3. w XXI wieku)
GKS Katowice ma Najmniej remisów (3, tyle samo: Widzew Łódź)
GKS Katowice: 7 punktów w 3 ostatnich meczach u siebie (2:0/1:0/1:1)
GKS Katowice: W każdym z 4 ostatnich meczów pierwszy celny strzał drużyny dał jej gola (2′ vs. KGHM Zagłębie Lubin; 45′ vs. Widzew Łódź; 45+3′ vs. Legia Warszawa; 1′ vs. Arka Gdynia)
GKS Katowice: 2 gole stracone w 12 ostatnich meczach w II połowach (obecnie: 4 mecze z rzędu bez straty gola w II połowach)
GKS Katowice: przeciwko niemu podyktowano najmniej karnych (1, tyle samo: Przeciwko Widzewowi Łódź)
GKS Katowice: Najmniej goli straconych bezpośrednio po stałych fragmentach gry (1, tyle samo: Widzew Łódź)
GKS Katowice: 1 gol stracony w 17 ostatnich meczach po 75. minucie (w tym: 13 meczów z rzędu bez straty bramki)
GKS Katowice: 22,6% goli stracił po stałych fragmentach gry (najmniej procentowo)
GKS Katowice: Od początku sezonu 2024/25 stracił 15 goli po stałych fragmentach gry (najmniej z drużyn grających przez cały ten okres)
GKS Katowice: Bartosz Nowak – 4 mecze z rzędu z asystą (pierwszy zawodnik w lidze od Afonso Sousy IX/X 2024)
GKS Katowice: Bartosz Nowak – najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w 2026 roku (5 w 4 meczach)
GKS Katowice: Sebastian Milewski – 9 udanych odbiorów (na 10 prób) w 4 ostatnich meczach (w tym 7 udanych odbiorów w 2 ostatnich meczach)
GKS Katowice: Marcin Wasielewski – najwięcej piłek odzyskanych w tercji ataku (21)
Rafał Janicki (Górnik Zabrze) – możliwy 400. występ w Ekstraklasie (10. zawodnik w historii)
Górnik Zabrze ma najwięcej zwycięstw w tym sezonie (10, tyle samo: Raków Częstochowa i Jagiellonia Białystok)
Jeśli Górnik Zabrze wygrywa w tym sezonie na wyjeździe to zawsze bez straty bramki
Przeciwko Górnikowi Zabrze rywale oddali najmniej celnych strzałów (68)
Górnik Zabrze ma najwyższą celność podań (84,3%)
Górnik Zabrze: najwięcej oddanych strzałów (366)
Górnik Zabrze w każdym z 5 ostatnich meczów oddawał więcej strzałów niż rywale (razem w tym okresie 83 strzały vs. 61 strzałów rywali)
Górnik Zabrze 21,9% goli strzelił po strzałach zza pola karnego (najwięcej procentowo w lidze; 7 z 32)
Erik Janza (Górnik Zabrze) w każdym z 3 ostatnich meczów miał ponad 10 podań w pole karne rywali (razem: 35)
Erik Janza (Górnik Zabrze) najwięcej podań w pole karne rywali (214)
Maksym Chłań (Górnik Zabrze) w 4 ostatnich meczach odzyskał łącznie 8 piłek w tercji ataku
Patrick Hellebrand (Górnik Zabrze) – najwięcej piłek odzyskanych (148; o 13 więcej niż straconych)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze