Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice wygrał fazę zasadniczą!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Zaplanowane na dwie ostatnie soboty lutego mecze GieKSy – z Rekordem oraz Stomilankami – zostały przełożone. Powodem jest zły stan boiska w Bielsku-Białej, a w przypadku spotkania ze Stomilankami powołania naszych zawodniczek do reprezentacji narodowych. W ćwierćfinale Pucharu Polski Kobiet zmierzymy się na wyjeździe z Legia Ladies. Mecz odbędzie się 10 lub 11 marca. Katarzyna Nowak i Wiktoria Marzec przedłużyły umowę z klubem. Piłkarze przegrali na wyjeździe z Arką Gdynia 1:2 (1:2). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Następne spotkanie rozegramy w sobotę 28 lutego o 20:15 z Górnikiem Zabrze na Arenie Katowice.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze przegrali na wyjeździe z BBTS-em Bielsko-Biała 1:3. Kolejne spotkanie rozegramy w sobotę 7 marca z PZL LEONARDO Avią Świdnik w hali Areny Katowice.
Hokeiści zakończyli sezon zasadniczy na pierwszym miejscu. W ostatnich dwóch meczach zespół pokonał Polonię Bytom 6:3 oraz Cracovię 2:1. Właśnie Cracovia będzie przeciwnikiem GieKSy w 1/4 play-off. Pierwsze dwa mecze zaplanowano na sobotę i niedzielę (28 lutego i 1 marca) w Satelicie. Początek spotkań odpowiednio o 16:00 i 17:00. Klub podał ceny za bilety na mecze ćwierćfinałowe. TVP Sport przedstawił plan transmisji 1/4 play-off.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Dwa mecze 12. kolejki Orlen Ekstraligi zostaną przełożone
Spotkania 12. kolejki Orlen Ekstraligi kobiet w Olsztynie i Bielsku-Białej nie odbędą się w pierwotnych terminach. Powodem są trudne warunki pogodowe utrudniające organizację meczów i przygotowanie boisk.
[…] Zmianie uległ także termin meczu Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice, który pierwotnie miał odbyć się w niedzielę 22 lutego. W tym przypadku również prognozowane trudne warunki atmosferyczne były podstawą do podjęcia decyzji o przełożeniu spotkania. Nową datę wyznaczono na środę 25 marca 2026 roku.
Puchar Polski: Wylosowano pary 1/4 i 1/2 finału!
Puchar Polski: Mistrzynie Polski podejmą rewelację Orlen 1 Ligi Legia Ladies. Z innych ciekawych spotkań Czarne zagrają z Orlen Gdańsk
W lutym rozegrano mecze 1/8 Pucharu Polski. O tych spotkaniach pisaliśmy tutaj! Z tych par zwycięsko wyszły AP 2010 Orlen Gdańsk, Czarni Antrans Sosnowiec, GKS Katowice, GKS Górnik Łęczna, Legia Ladies, Lech UAM Poznań, Lech Poznań u-18 i Pogoń Szczecin. Dzisiaj dokonano losowania par ćwierćfinałowych i ostatecznie one wyglądają tak.
Legia Ladies – GKS Katowice
Lech UAM Poznań – GKS Górnik Łęczna
AP Orlen Gdańsk – Czarni Antrans Sosnowiec
Lech Poznań u-18 – Pogoń Szczecin
Wylosowano także kolejność z kim zagrają półfinaliści Pucharu Polski. W półfinale zwycięzcy pary 1 zmierzą się z lepszymi z pary 2, a triumfatorzy w parze 3 z lepszym z pary 4
Katarzyna Nowak i Wiktoria Marzec zostają w GKS Katowice!
Katarzyna Nowak i Wiktoria Marzec postanowiły przedłużyć kontrakty z mistrzyniami Polski GKS Katowice.
Reprezentantka Polski Katarzyna Nowak przedłużyła kontrakt z Mistrzyniami Polski z Katowic. Młoda pomocniczka śląskiego klubu postanowiła zostać z drużyną popularnych „Gieksiarek” do sezonu 2026/2027.
To nie jest jeszcze koniec dobrych wieści dla zespołu prowadzonego przez Karolinę Koch. Otóż mniej więcej w tym samym czasie młodzieżowa bramkarka Reprezentacji Polski Wiktoria Marzec postanowiła również przedłużyć kontrakt z Mistrzyniami Polski. Zawodniczka będzie bronić barw zespołu z Bukowej do sezonu 2027/2028!
GKS Katowice od dłuższego czasu stawia na młode zawodniczki i przedłużone kontrakty świadczą o tym, że mistrzynie Polski tutaj, cały czas poważnie myślą o przyszłości.
SIATKÓWKA
siatka.org – BBTS Bielsko-Biała sprowadził lidera do parteru. Skorzystali na tym inni
Sobota przyniosła aż siedem spotkań 24. kolejki w I lidze mężczyzn. Hitem był mecz pomiędzy BBTS-em Bielsko-Biała, a GKS Katowice. Górą byli ci pierwsi, ale zwycięstwo kosztowało ich problemy zdrowotne jednego z zawodników. Jedyne pięć setów w tej serii rozegrano w Będzinie.
[…] Spotkanie na szczycie było emocjonujące, jak można było się spodziewać. Końcowy rezultat mógł jednak zaskoczyć, bo BBTS Bielsko-Biała wyrwał Katowiczanom pełen komplet punktów – 3:1 (25:20, 24:26, 25:23, 26:24). To było przede wszystkim świetne widowisko na siatce. Obie ekipy postawiły po 13 bloków, do tego BBTS zanotował 12 wybloków, a GKS – 11. Dowiózł w ataku Szymon Romać (59% skuteczności, 31% efektywności), ale miał też duże wsparcie w Kamilu Dębskim (50% skuteczności, 33% efektywności). Po stronie gości robili co mogli Michał Superlak (43% skuteczności, 28% efektywności) oraz Bartłomiej Krulicki (53% skuteczności, 52% efektywności). Trener GKS-u szukał też zmian, wpuszczając zmienników w drugim i trzecim secie. Mimo to, Bielszczanie mogli się cieszyć z punktów, które utrzymały ich w najlepszej czwórce tabeli. To zwycięstwo miało jednak też swój koszt, bowiem w trzecim secie urazu stopy doznał Bartosz Pietruczuk.
HOKEJ
hokej.net – Grad goli w Katowicach! GKS wskakuje na pozycję lidera
W 44. kolejce TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz Polonia Bytom. Po początkowych problemach gospodarzy, katowiczanie dopięli swego podkręcając tempo w drugiej i trzeciej tercji. Dzięki zwycięstwu na kolejkę przed końcem fazy zasadniczej wspięli się na pozycję lidera.
Spotkanie w katowickiej „Satelicie” od pierwszych sekund toczyło się w niezłym tempie. Lepiej weszli w mecz goście z Bytomia, którzy już w pierwszych minutach mocno naciskali i testowali czujność Jespera Eliassona. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Aktywni byli m.in. Lundegård i Coatta, ale Tobiasz Jaworski dobrze reagował na kolejne próby gospodarzy. W 10. minucie katowiczanie dopięli swego – Jean Dupuy dograł zza bramki do Patryka Wronki, a ten pewnym strzałem otworzył wynik meczu.
Radość GieKSy nie trwała długo. Najpierw w 14. minucie szybką kontrę wykończył Miro Lehtimäki, doprowadzając do wyrównania. Goście złapali wiatr w żagle i w końcówce tercji objęli prowadzenie – po długim naporze Pawło Padakin wykorzystał podanie Bujalskiego i dał Polonii prowadzenie 2:1 po pierwszej odsłonie.
Druga tercja rozpoczęła się od mocnego uderzenia Polonii. W 21. minucie Christian Mroczkowski świetnie dograł do Bujalskiego, który precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie gości. Katowiczanie potrzebowali kilku minut, by wrócić do swojego rytmu. W 33. minucie sygnał do odrabiania strat dał Maksymilian Dawid, który wykończył długą akcję gospodarzy.
Prawdziwy zwrot akcji nastąpił w 36. minucie. Najpierw po strzale spod niebieskiej Varttinena krążek świetnie przekierował Juho Koivusaari, zapewniając Gieksie wynik remisowy. Chwilę później, po wygranym wznowieniu, Stephen Anderson huknął z bulika i GKS w ciągu kilkudziesięciu sekund odwrócił wynik na swoją korzyść.
Ostatnia odsłona rozpoczęła się od prób Polonii, jednak Eliasson pewnie interweniował. Z biegiem czasu coraz groźniejsi byli katowiczanie. Jaworski dwoił się i troił – bronił strzały Runessona, Koivusaariego czy Wronki, a w 50. minucie popisał się kapitalną paradą po strzale z dystansu. Śmiało można powiedzieć, że głównie za sprawą dobrej dyspozycji Jaworskiego, Polonia ciągle była w grze.
W 54. minucie był jednak bezradny. Mateusz Bepierszcz popisał się fantastyczną akcją indywidualną – przełożył krążek łyżwą i huknął w samo okienko, podwyższając prowadzenie. Trzy minuty później GKS wyprowadził decydujący cios. Patryk Wronka idealnie obsłużył Stephena Andersona, który pewnym zwodem oszukał bramkarza i ustalił wynik na 6:3.
GKS Katowice dopełnił formalności i wygrał fazę zasadniczą!
W ostatniej kolejce TAURON Hokej Ligi Comarch Cracovia podejmowała na własnym lodowisku GKS Katowice. Aktualny lider tabeli musiał zdobyć zaledwie punkt, żeby bez obawy o wyniki równoległych spotkań utrzymać pierwsze miejsce w tabeli. Zadanie przed gośćmi było niełatwe, ponieważ poprzednie wizyty na Siedleckiego kończyły się wygranymi gospodarzy.
Od pierwszych inicjatywę szybciej przejęli katowiczanie. Już w premierowej odsłonie często gościli w tercji gospodarzy, zmuszając Szymona Klimowskiego do kilku pewnych interwencji. Cracovia głównie szukała swoich szans po akcjach z kontry, groźnymi uderzeniami popisywali się Damian Kapicaczy, Sean Montgomery. Po obu stronach brakowało skuteczności i precyzji w decydujących momentach. Pierwsza tercja zakończyła się bezbramkowo, choć więcej z gry mieli goście.
Druga odsłona przyniosła konkrety. W 25. minucie kapitan GieKSy, Grzegorz Pasiut, świetnie odnalazł wyjeżdżającego na pozycję Mateusza Bepierszcza, który otworzył wynik meczu. Katowiczanie grali dojrzale, kontrolując wydarzenia na tafli. Cracovia szukała odpowiedzi – aktywny był Kapica, okazje miał także Mocarski, lecz świetnie w bramce reagował Eliasson.
W trzeciej tercji goście poszli za ciosem. Od pierwszej sekundy ostatniej odsłony pachniało drugą bramką dla gości. W43. minucie, po długim zamknięciu gospodarzy w tercji obronnej, Ian McNulty przejął krążek przy bandzie i dograł do Juho Koivusaariego, który precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie na 2:0.
Końcówka należała jednak do Pasów. Seria kar dla gości poskutkowała grą w podwójnym osłabieniu, które szybko wykorzystał czyhający przed bramką Bezwiński. W ostatnich minutach z bramki zjechał Szymon Klimowski, jednak mimo kilku groźnych strzałów, Eliasson zachował koncentrację. Na kilkanaście sekund przed końcem szansę na poprawienie wyniku miał Dupuy, jednak guma po jego strzale nie znalazła drogi do bramki.
GKS Katowice przełamując serię niekorzystnych wyników w Krakowie, przypieczętował pierwsze miejsce w tabeli na koniec fazy zasadniczej.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego gotowi na ćwierćfinał play-off. Oto ceny biletów
W poniedziałek ruszyła sprzedaż wejściówek na mecze GKS-u Katowice w ćwierćfinale play-off. Jako pierwsi bilety będą mogli nabyć posiadacze karnetów z sezonu zasadniczego.
W pierwszej rundzie fazy play-off GKS Katowice zmierzy się z Comarch Cracovia. Pierwsze dwa mecze tej rywalizacji zostaną w rozegrane w „Satelicie” 28 lutego (sobota, 16:00) oraz 1 marca (niedziela, 17:00).
A jak wyglądają ceny biletów? Normalny będzie kosztował40 zł, ulgowy30 zł, rodzinny 80 zł, a koszt wejściówki dla dzieci w wieku 5-13 lat wyniesie 20 zł. Z kolei wejściówka VIP (z kateringiem) to wydatek rzędu 250 zł. Dzieci do lat 5 wchodzą na mecz na podstawie darmowego biletu odebranego w Systemie Biletowym GieKSy.
W przypadku biletu normalnego i ulgowego mamy do czynienia z minimalną podwyżką względem poprzedniego roku. Wynosi ona pięć złotych.
– Sprzedaż rozpocznie się w poniedziałek 23 lutego o godz. 10:00. Od momentu rozpoczęcia sprzedaży miejsca karnetowiczów w „Satelicie”będą dla nich zarezerwowane. Karnetowicze mogą zakupić bilet na swoje lub inne dostępne miejsce. Kibice nieposiadający karnetów mogą zakupić bilety, jednak jedynie na miejsca nieobjęte rezerwacją karnetowiczów. Od środy 25 lutego o godz. 10:00 sprzedaż będzie całkowicie otwarta – informuje szefostwo wicemistrzów Polski.
– Przypominamy, że bilet rodzinny przeznaczony jest dla dwójki dorosłych – kobieta i mężczyzna oraz maksymalnie trójki dzieci do 15. roku życia. Miejsca na bilety rodzinne dostępne są jedynie na trybunie B, tj. od strony alei Korfantego. Bilet ulgowy przysługuje osobom powyżej 65 lat oraz młodzieży do 18 lat. Ulgowe bilety mogą też nabyć studenci za okazaniem legitymacji (przy zakupie stacjonarnym) lub przesłaniem jej skanu na [email protected] (przy zakupie internetowym). Wszystkie bilety w sprzedaży są personalizowane.
Play-off w otwartym paśmie! Oto mecze, które pokaże TVP Sport
Faza play-off ruszy pełną parą już w sobotę. A kibice będą mogli śledzić ćwierćfinałowe starcia bez dodatkowych opłat. TVP Sport pokaże w otwartym paśmie – na swojej stronie internetowej oraz w aplikacji – cztery spotkania pierwszej rundy. Co najważniejsze – z każdej pary.
W sobotę zostanie pokazane spotkanie Unii Oświęcim z KH Energą Toruń. Dzień później fani będą mogli obejrzeć starcie GKS-u Tychy z JKH GKS-em Jastrzębie.
W środę o 18:00 Comarch Cracovia na własnym lodzie zmierzy się z GKS-em Katowice, a w czwartek Polonia Bytom skrzyżuje kije z ECB Zagłębiem Sosnowiec.
[…] 28.02.2026, godz. 18:00
Unia Oświęcim – KH Energa Toruń
01.03.2026, godz. 17:00
GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie
04.03.2026, godz. 18:00
Comarch Cracovia – GKS Katowice
05.03.2026, godz. 18:00
BS Polonia Bytom – ECB Zagłębie Sosnowiec
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze