Piłka nożna Prasówka
Bezbramkowy remis po bezbarwnym meczu GieKSy z Termalicą
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:0.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice nie zobaczyli goli na meczu z Termalicą Nieciecza
Zespół GKS Katowice bezbramkowo zremisował z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Wynik oddaje boiskowe wydarzenia, ale lekką przewagę mieli goście.
Niewiele ponad 2.000 kibiców pojawiło się na Bukowej, by zobaczyć mecz GKS Katowice z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Najwierniejsi z fanów zobaczyli bezbramkowy remis, stanowiący ilustrację do przebiegu spotkania. Zespół zatrzymał na dwóch licznik kolejnych porażek, ale w ostatnich pięciu meczach zdobył w sumie dwa punkty.
Na murawie lepiej prezentowali się goście, którym zdarzało się zamykać katowiczan na ich połowie. GKS grał bez pokutujących za kartki Shuna Shibaty i Arkadiusza Jędrycha. Oba zespoły probowały atakować, ale albo piłka mijała bramkę, albo napastnicy byli na spalonym.
W drugiej połowie Termalica nieco podkręciła tempo i pierwszoplanową postacią był Dawid Kudła. Największe brawa bramkarz dostał w 65 i 88 minucie po interwencjach przy strzałach Jakuba Braneckiego. Piłkę meczową miał jednak po drugiej stronie boiska Mateusz Marzec, ale przestrzelił będąc sam przed golkiperem gości.
sportdziennik.com – Wciąż bez zwycięstwa
Kibice przy Bukowej goli nie zobaczyli, a GKS wciąż nie pokazał niczego nadzwyczajnego.
Na ostatni mecz przed przerwą reprezentacyjną kibice GieKSy byli pełni nadziei na wygraną. Ich zespół nie był w stanie wygrać od początku września, a pojedynek z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza teoretycznie mógł być tym „na przełamanie”. Co prawda niecieczenie nieźle radzą sobie w tym sezonie na wyjeździe, ale ich forma wciąż jest nieustabilizowana. W tym można było widzieć szanse katowiczan na zwycięstwo w niedzielę.
Jednak pierwsza połowa meczu nie pokazała zbyt dużej chęci GKS-u na zwycięstwo. Podopieczni Rafała Góraka przede wszystkim starali się nie popełniać głupich błędów w obronie (które przydarzyły się tydzień wcześniej w Opolu). Zachowawcza gra spowodowała, że emocji podczas pierwszej części gry nie było zbyt wiele. Zarówno jedna, jak i druga strona nie chciały się otworzyć, a ponadto często po obu stronach pojawiały się niedokładności. Ostatecznie po pierwszych 45 minutach bardziej zawiedzeni z boiska do szatni schodzili gospodarze. Katowiczanie stworzyli dwie groźne sytuacje, które mogły, a być może nawet powinny zakończyć się golem. Przy pierwszej sytuacyjny strzał Rafała Figla minął słupek, przy drugiej Adrian Błąd nieznacznie się pomylił, gdy otrzymał doskonałe dośrodkowanie z prawej strony boiska. Po drugiej stronie murawy Dawid Kudła nie miał dużo pracy, dlatego przed przerwą utrzymywał się bezbramkowy remis.
Mecz ożywił się nieco w drugiej połowie, a to za sprawą piłkarzy z Niecieczy. Już na początku pierwszej połowy GieKSę uratował słupek. Na pierwszy rzut oka widać było, że nastawienie gości jest zupełnie inne niż przed przerwą. Jednak to nie oznaczało, że zdominowali oni katowiczan. Drużyna trenera Góraka również miała swoje sytuacje – najlepszą zmarnował Marcin Wasielewski, który po rajdzie skrzydłem zszedł do środka i… uderzył bardzo niecelnie.
Odpowiedz niecieczan była szybka. W 64 minucie Jakub Branecki wyszedł sam na sam z Dawidem Kudłą. Powinien strzelić gola, jednak golkiper GieKSy stanął na wysokości zadania i nie pozwolił napastnikowi na zdobycie gola. Był to jednak sygnał ostrzegawczy, bo goście zaczęli się rozkręcać. Coraz częściej meldowali się w polu karnym GKS-u, a wejście na boisko Morgana Fassbendera tylko wspomogło ataki Bruk-Bet Termaliki. Jednak wynik 0:0 wciąż się utrzymywał, a napięcie rosło z każdą minutą, gdyż jedna bramka mogła zadecydować o przydziale punktów za to spotkanie. Ona jednak nie padła, pomimo tego, że nawet w doliczonym czasie gry Mateusz Marzec miał doskonałą okazję na gola. GKS tylko zremisował. Wciąż utrzymuje długą serię spotkań bez zwycięstwa.
igol.pl – Quo vadis, GKS-ie?
GKS zremisował bezbramkowo z Termaliką i leci na łeb na szyję w ligowej tabeli. To szósty mecz katowiczan bez zwycięstwa.
„Mamy kryzys, kryzys, kryzys” – brzmiał Mezo w jednym ze swoich hitów. Podobne słowa moglibyśmy obecnie usłyszeć przy Bukowej w Katowicach. GKS nie wygrał sześciu kolejnych spotkań z rzędu. Jest źle.
infokatowice.pl – Bezbramkowy remis po bezbarwnym meczu GieKSy z Termalicą
Nielicznie zgromadzona na stadionie przy ul. Bukowej publiczność zobaczyła kolejny słaby pojedynek GieKSy. Tym razem katowiczanom udało się jednak zdobyć punkt po bezbramkowym remisie z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza.
W pierwszej połowie z boiska wiało nudą. Obie drużyny rzadko przedostawały się pod pole karne rywala, a kiedy ta sztuka już się im udawała, to zawodnicy razili nieporadnością. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał w 26 min. Hilbrycht, ale jego strzał z dystansu nieznacznie minął słupek Kudły.
W drugiej odsłonie gra nieco się ożywiła. Na początku kilkoma szybkimi akcjami popisali się Trójkolorowi, ale nie przyniosły one większego zagrożenia pod bramką rywala. Później zaatakowali goście, ale Karasek trafił w słupek, a w 65 min. zwycięsko z sytuacji sam na sam z Breneckim wyszedł Kudła. Na największe emocje kibicom przyszło czekać aż do doliczonego czasu gry. Najpierw katowicki golkiper sparował uderzenie Braneckiego. Potem przed świetną okazją stanął Marzec, który będąc kilka metrów od pustej już bramki fatalnie przestrzelił. W ostatniej minucie blisko trafienia do siatki był jeszcze Janiszewski, ale tym razem dobrą interwencją popisał się Loska. Stające na bardzo niskim poziomie spotkanie zakończyło się więc bezbrakowym remisem.
gazetakrakowska.pl – Bruk-Bet Termalica Nieciecza remisuje w Katowicach. Mnóstwo chęci, ale efektów mało
To nie był taki zły mecz. Obie strony były nastawione ofensywie, obie miały swoje okazje na gole. Żaden jednak nie padł i GKS Katowice bezbramkowo zremisował z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza.
To był mecz o doskoczenie do strefy barażowej w I lidze. Tabela jest tak spłaszczona w tym momencie, że jedno, drugie zwycięstwo może dać szybki awans. I w poczynaniach obu zespołów było widać od pierwszych minut, że mają tego świadomość. Widać też było, że obie strony chcą wygrać, że nie grają na zasadzie, żeby tylko gola nie stracić. Był tylko jeden problem, obie drużyny grały w bardzo zdyscyplinowany sposób w defensywie. To powodowało, że choć chęci nie brakowało, dośrodkowań w pole karne również, to sytuacje bramkowe z tego w pierwszej połowie raczej się nie rodziły. Ot było jedno, drugie zamieszanie w polu karnym i tyle. Ta pierwsza połowa miała też swoje fazy. Bo raz lepiej wyglądali gospodarze, a za moment inicjatywę przejmowali niecieczanie i to oni mocniej naciskali. Bramek to jednak nie przyniosło ani jednym, ani drugim.
W drugą połowę lepiej weszły Katowice, bo to gospodarze zaatakowali jako pierwsi. Trwało to jednak raptem kilka minut, a Bruk-Bet odpowiedział o wiele konkretniej, bo w 49 min mogło, a nawet powinno być 0:1. Świetną okazję miał Kacper Karasek, ale piłka po jego strzale wylądowała tylko na spojeniu bramki GKS-u. „Słonie” mogły gola strzelić również w 65 min, gdy w sytuacji sam na sam z Dawidem Kudłą znalazł się Jakub Branecki. Bramkarz Katowic wygrał jednak ten pojedynek. Ożywienie do gry Bruk-Betu wniósł Morgan Fassbender. Niemiec zaraz po tym jak pojawił się na boisku, miał dwie szanse na gola, ale był blokowany. Katowice nie tylko jednak się broniły. Przykładowo w 76 min Tomasz Loska musiał naprawdę mocno się wyciągnąć, żeby odbić piłkę po mocnym, celnym strzale z dystansu Adriana Błąda.
W końcowych minutach obie strony szukały gola. Akcja przenosiła się od bramki do bramki. Dużo w tym wszystkim jednak było niedokładności. Wciąż też dobrze i szczęśliwie spisywały się obie formacje obronne. W pierwszej doliczonej minucie sprawę mógł załatwić Branecki. Znów stanął oko w oko z Kudłą i… strzelił wprost w bramkarza Katowic. To mogło zemścić się błyskawicznie, bo GKS dosłownie chwilę później wyprowadził szybki atak i sam przed Loską znalazł się Mateusz Marzec. Uderzył fatalnie, obok bramki. A w czwartej doliczonej minucie głową po rzucie rożnym strzelał jeszcze Antoni Kozubal. I tylko świetnej interwencji Tomasza Loski goście zawdzięczali, że w ostatniej akcji meczu nie stracili choćby remisu.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze