Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: „To nie są czary, na GieKSie będą puchary”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

W ubiegłym tygodniu piłkarki wygrały dwa mecze w lidze: 4:1 z Lechem/UAM Poznań oraz 2:1 z UKS-em SMS-em Łódź. W ostatniej kolejce, w sobotę 30 maja o 11:30, zagramy na Bukowej z AP 2010 Orlen Gdańsk. Drużyna zajmuje trzecią lokatę, ze stratą trzech punktów do wiceliderek Pogoni i przewagą jednego punktu nad Górnikiem Łęczna.

Piłkarze w minionym tygodniu zremisowali 1:1 na wyjeździe z Pogonią Szczecin. Remis pozwolił zająć piątą pozycję w tabeli, premiowaną udziałem w kwalifikacjach do Ligi Konferencji. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W niedzielę na Nowej Bukowej odbyło się spotkanie piłkarzy oraz kibiców. Mural Adama Ledwonia powstanie w Katowicach-Załężu.

Klub podpisał nową umowę z trenerem siatkarzy Emilem Siewiorkiem. Michał Superlak został nagrodzony tytułem MVP sezonu 2025/2026 PLS 1. Ligi.

Bramkarz hokejowej zespołu Michał Kieler podpisał nowy dwuletni kontrakt z naszym klubem.

PIŁKA NOŻNA

lechpoznan.pl – Mistrzynie Polski zbyt mocne dla Lechitek

Lech Poznań UAM w zaległym spotkaniu Orlen Ekstraligi przegrał z GKS-em Katowice 1:4. Jedynego gola dla Niebiesko-Białych w końcówce pierwszej połowy strzeliła Marta Kwiatkowska.
Zawodniczki Lecha Poznań UAM przystępowały do meczu z mistrzyniami Polski po tygodniowej przerwie spowodowanej finałem Pucharu Polski. W decydującym meczu o to trofeum wzięły udział nasze dzisiejsze rywalki, które pokonały po dogrywce Czarnych Sosnowiec 5:2. Dla Niebiesko-Białych to trzeci mecz z tą ekipą w tej rundzie, poprzednie rywalizacje kończyły się remisem 1:1 oraz porażką Lechitek 0:5.
To spotkanie całkiem nieźle rozpoczęły gospodynie, które ofensywnie zaatakowały swoje rywalki. Lechitki potrafiły zagrozić bramce strzeżonej przez Kingę Seweryn, a najbliżej pokonania bramkarki była uderzeniem z rzutu wolnego Julia Przybył. GKS Katowice potrzebował trochę czasu, żeby złapać rytm, ale jak już to zrobił to był zabójczo skuteczny. W 20. minucie dośrodkowanie z lewej strony na boiska na gola zamieniła Victoria Kalaberova, a kilkanaście sekund później zespół gości otrzymał wątpliwy rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podeszła Marcjanna Zawadzka, którą wyczuła Anna Laskowska i złapała jej uderzenie. Mistrzynie Polski nie zatrzymały się jednak i po chwili podwyższył prowadzenie. W zamieszaniu w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najprzytomniej odnalazła Andjela Milovanović i wcisnęła futbolówkę do siatki Kolejorza. W kolejnych minutach gra się uspokoiła, a w końcówce pierwszej połowy Lechitki złapały kontakt. Przybył znalazła podaniem Martę Kwiatkowską, która zwiodła rywalkę w polu karnym, a po chwili pokonała Seweryn.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego ataku GieKSy, a piłkę z linii bramkowej wybiła Maja Kuleczka. Kilkanaście sekund później ekipa gości trafiła do siatki, lecz w tej sytuacji jedna z Katowiczanek odbiła futbolówkę ręką i arbiter tego spotkania słusznie nie uznała tej bramki. Podopieczna trenerki Karoliny Koch kwadrans po zmianie stron wróciły na dwubramkowe prowadzenie. Piłka po dośrodkowaniu spadła pod nogami Klaudii Maciążki, która mocnym strzałem w okienko pokonała Laskowską. Ten gol nie podłamał Lechitek, które cały czas próbowały odwrócić niekorzystny rezultat. Blisko swojego trafienia była Lena Sworska, która czubkiem buta przeniosła piłkę nad bramkarką, lecz zabrakło niewiele, aby futbolówka wturlała się za linię bramkową. Końcówka należała ponownie dla Niebiesko-Białych, brakowało jednak konkretów w ofensywie. W doliczonym czasie gry wynik ustaliła Aleksandra Nieciąg i to spotkanie ostatecznie zakończyło się zwycięstwem GieKSy 4:1.

lodz.pl – Pechowa końcówka. Grot SMS Łódź przegrywa z GKS Katowice

Piłkarki Grot SMS Łódź rywalizowały w sobotę (23 maja) z GKS Katowice w ramach 21. kolejki Orlen Ekstraligi Kobiet. W meczu rozgrywanym na stadionie przy ulicy Milionowej lepiej zaprezentowały się gościnie.
Piłkarki Grot SMS Łódź są w ostatnim czasie w bardzo dobrej formie. W ostatnich pięciu spotkaniach zdobyły 13 punktów i zajmują 5. miejsce w tabeli. Mimo tego wiadome było, że pojedynek z Katowiczankami będzie niezwykle trudny. Zawodniczki GKS Katowice wciąż liczą się w walce o podium. Dodatkowo niedawno zdobyły Puchar Polski, pokonując w finale Czarne Sosnowiec 5:2. W pierwszej połowie piłkarki z Górnego Śląska udowodniły swoją wysoką dyspozycję i szybko, bo już w 14. minucie, objęły prowadzenie, które utrzymały do przerwy.
Do wyrównania w 67. minucie doprowadziła Paulina Filipczak. Dla napastniczki drużyny z Łodzi to już 12. trafienie w tym sezonie. Niestety w 83. minucie piłkę do własnej bramki wpakowała Anna Potrykus i gospodynie znowu musiały odrabiać straty. Podopiecznym Sebastiana Papisa już się to nie udało i tym samym przegrały ostatnie spotkanie przed własną publicznością w sezonie 2025/26.

wkatowicach.eu – Koniec sezonu Ekstraklasy. GieKSa walczy o grę w europejskich pucharach

Nadszedł czas podsumowań i podziękowań dla piłkarzy GieKSy i ich trenera. Zakończyły się rozgrywki w obecnym sezonie Ekstraligi. GKS Katowice zajął 5. miejsce i tym samym wywalczył sobie udział w eliminacjach Ligi Konferencji.
24 maja na Arenie Katowice odbyło się zakończenie i podsumowanie sezonu z udziałem piłkarzy GKS-u i trenera.
Kibice zapełnili Blaszok. Przygotowano dla nich wiele atrakcji, ale najważniejszą było spotkanie z piłkarzami GieKSy. Można było zdobyć autograf, osobiście podziękować piłkarzom za grę oraz zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Frekwencja w sezonie 2025/2026 na meczach PKO BP Ekstraklasy na Arenie Katowice wyniosła 207 649 tys. osób.

dziennikzachodni.pl – „To nie są czary, na GieKSie będą puchary”. 3000 kibiców podziękowało piłkarzom

GKS Katowice po nieprawdopodobnej końcówce ostatniego meczu w tym sezonie wywalczył piąte miejsce i zagra w Lidze Konferencji. W niedzielę piłkarze spotkali się z kibicami na Nowej Bukowej.
Gol Marcela Wędrychowskiego w 97 minucie meczu w Szczecinie dał GKS-owi Katowice prawo gry w eliminacjach Ligi Konferencji. Oznacza to piłkarski powrót do Europy po 23 latach przerwy.
Na Nowej Bukowej 3000 fanów zgromadzonych na Blaszoku zgotowało piłkarzom owację.
– To nie są czary, na GieKSie będą puchary! – śpiewali kibice.
Zespół zaprezentował się na scenie, dziękując fanom za znakomite wsparcie przez całe rozgrywki. Piąte miejsce w Ekstraklasie zostało przecież uzupełnione także półfinałem Pucharu Polski.
Kibice mieli okazję zdobycia autografów i zrobienia sobie zdjęć z trenerem Rafałem Górakiem oraz zawodnikami, którzy okazali się jedną z ligowych rewelacji. Wspominano też klubową legendę, Jana Furtoka.

Adam Ledwoń będzie mieć swój mural. Obraz powstaje w Katowicach-Załężu

Adam Ledwoń był jednym z najbardziej charyzmatycznych piłkarzy GKS Katowice. Zmarły tragicznie piłkarz został właśnie upamiętniony w artystyczny sposób.
Mural poświęcony Adamowi Ledwoniowi powstał przy ulicy Gliwickiej w Katowicach na jednej z kamienic.
W barwach GKS Katowice „Ledek” w latach 1991-97 wystąpił ponad 200 razy. W reprezentacji Polski – 18. Na Bukowej dwukrotnie świętował wicemistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. Sięgnął też po Puchar Polski. Później wyjechał najpierw do Bundesligi niemieckiej, a następnie austriackiej.
Adam Ledwoń zmarł tragicznie w wieku 34 lat w Klagenfurcie 11 czerwca 2008 roku, gdy w Austrii rozgrywane były mecze mistrzostw Europy. Następnego dnia miał pojawić się jako ekspert w studiu telewizyjnym.

SIATKÓWKA

sportowefakty.wp.pl – Jest pierwsza decyzja w GKS-ie Katowice. Wiadomo, co z trenerem

Po rocznej przerwie GKS Katowice wrócił do PlusLigi. Wiadomo już, że zespół ze stolicy Górnego Śląska w nowym sezonie poprowadzi Emil Siewiorek. To właśnie on stoi za sukcesem w postaci awansu.
„Informujemy, że trener Emil Siewiorek podpisał nową umowę z GKS-em Katowice. Kontrakt został zawarty na sezon 2026/2027, co oznacza, że szkoleniowiec poprowadzi nasz zespół w rozgrywkach PlusLigi” – przekazał GKS Katowice w oficjalnym komunikacie.
Emil Siewiorek do sztabu szkoleniowego GKS-u dołączył w 2023 roku, gdy został drugim trenerem. Od listopada 2024 roku to on odpowiada za wyniki katowickiej drużyny. W pierwszym sezonie pracy drużyna przez niego prowadzona spadła z PlusLigi, a w drugim wywalczyła powrót do elity.
– Trener Emil Siewiorek wypracował sobie sukces i decyzja o kontynuowaniu współpracy była naturalna. Chcemy pracować z ludźmi, do których mamy zaufanie i których praca przynosi efekty. W GKS-ie Katowice dbamy o ciągłość pracy i doceniamy w ten sposób zaangażowanych pracowników. Doświadczenia z innych sekcji potwierdzają, że to sprawdzona metoda – powiedział Sławomir Witek, prezes klubu.
– Awans do PlusLigi to efekt ogromnej pracy zawodników, sztabu, działaczy i kibiców. Dziękuję za zaufanie i bardzo się cieszę, że nadal będę prowadził zespół w kolejnym sezonie. Ten sezon był wielkim wyzwaniem, które zakończyliśmy sukcesem. Przed nami kolejne, bo PlusLiga to jeszcze wyższy poziom sportowy – dodał trener Emil Siewiorek.
Wiadomo, że w klubie dojdzie do zmian kadrowych w porównaniu do kadry w I lidze. O transferach klub będzie informował w najbliższych tygodniach.

wkatowicach.eu – Świetne wieści od siatkarskiej GieKSy. Michał Superlak MVP sezonu i przedłużenie współpracy z trenerem Siewiorkiem

GKS Katowice przekazał bardzo dobre wieści dla fanów siatkarskiej drużyny. Trener Emil Siewiorek podpisał nową umowę z klubem i będzie kontynuował pracę jako pierwszy trener drużyny. Ponadto MVP sezonu PLS 1. Ligi został Michał Superlak.
Podczas Gali Polskiej Ligi Siatkówki w Warszawie indywidualne wyróżnienie otrzymał atakujący GKS-u Katowice – Michał Superlak, który został wybrany MVP sezonu PLS 1. Ligi.
Superlak był jednym z liderów drużyny prowadzonej przez trenera Emila Siewiorka i odegrał ogromną rolę w powrocie GieKSy na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Atakujący był najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu, prezentując dobrą formę zarówno w rundzie zasadniczej, jak i fazie play-off.
Świetna dyspozycja Michała Superlaka znalazła potwierdzenie również w indywidualnych wyróżnieniach – w trakcie sezonu aż osiem razy odbierał statuetkę MVP meczu. Nagroda dla najlepszego zawodnika całych rozgrywek jest więc zwieńczeniem znakomitego sezonu w wykonaniu atakującego GieKSy.
Duma z całego zespołu, sztabu, jak i wszystkich, którzy budowali ten zespół, jest ogromna. Chciałbym podziękować żonie i synowi, rodzicom oraz wszystkim, którzy w siatkarskiej GieKSie wspierali nas przez cały sezon i umożliwili nam walkę o awans, który wcale nie był prosty. Pierwsza liga jest bardzo mocna i doświadczyliśmy tego w tym sezonie – mówił Michał Superlak na gali.

HOKEJ

hokej.net.pl – W bramce był niesamowity. Zostaje w GieKSie!

GKS Katowice podpisał pierwszy kontrakt z bramkarzem na sezon 2026/27. Mowa o Michale Kielerze, którego nowa umowa będzie obowiązywać przez najbliższe dwa sezony.
Reprezentacyjny golkiper już 12 sezonów spędził na ekstraligowych taflach, przywdziewając w tym czasie barwy Zagłębia Sosnowiec, Automatyki Gdańsk, Orlika Opole, JKH GKS-u Jastrzębie, Stoczniowca Gdańsk oraz GKS-u Katowice.
Miniony sezon w jego wykonaniu to 14 spotkań w sezonie zasadniczym THL, w których zanotował średnią skuteczność na poziomie blisko 93 procent. Przy tym tracił średnio 1,83 bramki na mecz. I w obu tych statystykach był najlepszy w lidze.
Często zmieniał też nominalną „jedynkę”, Jespera Eliassona w seriach rzutów karnych, gdzie sprawował się naprawdę nieźle.
–30-letni bramkarz to bardzo ważna postać w szatni naszego zespołu. Zawsze gotowy do poświęceń i wysiłków na rzecz sukcesu drużyny– informuje katowicki klub.
Skład GKS-u Katowice na sezon 2026/27
Bramkarz: Michał Kieler
Obrońcy: Kacper Maciaś i Błażej Chodor
Napastnicy: Stephen Anderson, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga