Siatkówka
GieKSa wygrywa po tie-breaku w Szczecinie
Zgodnie z naszymi prognozami Espadon rozpoczął mecz bez zmian w wyjściowej szóstce, a w GKS-ie na pozycji atakującego Karol Butryn zastąpił Dominika Witczaka.
Mecz zaczął się od wyrównanej gry z obu stron. W pierwszej akcji Butryn przełamał ręce rywali, potem Duff udanie kiwnął w środek boiska, następnie tym samym odpowiedział Pietraszko, a Quiroga zaserwował w aut (2:2). W kolejnej sytuacji Pietraszko wygrał przepychankę na siatce, potem Gawryszewski skutecznie ze środka, następnie Kluth serwuje w siatkę, a Wika uderzył mocno po naszym bloku (4:4). Pierwszą dwupunktową przewagę mieliśmy za sprawą Kohuta, który wpierw trafił ze środka, a potem po jego bloku gospodarze wyrzucili piłkę w aut (4:6). Następna akcja to mocny atak Klutha po prostej, potem Quiroga trafił po skosie, następnie Kohut przekroczył linię boiska przy zagrywce, a Butryn uderzył po prostej (6:8). Ten początkowy dobry okres gry zakończył asem Komenda (6:9) i trener Gogol wziął przerwę na żądanie. Po bloku Klutha na Kapelusie (9:10) Espadon szybko odrobił straty, a gdy po bardzo mocnym serwisie Malinowskiego, Duff wykończył kontrę, na tablicy już był remis po 13. Kolejny fragment seta to prócz dobrych ataków ze skrzydła Butryna oraz Kapelusa przez potrójny blok, obie ekipy zepsuły po dwa serwisy i na dodatek Quiroga nie wykorzystał na kontrze prostej piłki na siatce, trafiając w aut (16:17). Po bloku Gawryszewskiego na Kapelusie, Wika wykorzystał nasze złe przyjęcie na drugą stronę siatki i uderzył mocno na kontrze (18:17) dając pierwsze prowadzenie w meczu szczecinianom. Na szczęście szybko odzyskujemy przewagę za sprawą błędu w zagrywce Klutha, potem po ostrym serwisie Butryna, Wika wpadł w siatkę wrzucony przez swojego rozgrywającego (18:19). Następnie mieliśmy Butryn show, wpierw jego as, potem po świetnej obronie piłki przez katowiczan Witczak rozegrał do Karola, który był skuteczny na kontrze, w kolejnej akcji ponownie udana kontra w wykonaniu Butryna, mimo złego dogrania na siatkę, aż wreszcie serię swą Karol skończył serwisem w aut (19:22). Następnie sędziowie odgwizdują gospodarzom błąd czterech odbić po trafieniu piłką w taśmę, ale wywołany challenge pokazał jednak że piłka uderzyła w nasz blok i arbitrzy zmienili swą decyzję (20:22). Potem Wika zaserwował w siatkę, a po świetnym serwisie Kapelusa, Kohut skończył z przechodzącej piłki (20:24) i mieliśmy pierwszą piłkę setową. Na zagrywkę poszedł Kapelus i asem kończy tego seta na naszą korzyść (20:25).
W drugi set lepiej weszli gospodarze, bo na dwa ataki Klutha (po prostej i z wykorzystaniem bloku), Wiki też po naszych rękach oraz bloku Gawryszewskiego na Pietraszce, odpowiedzieliśmy tylko pewnym atakiem ze środka Kohuta plus błąd w zagrywce Klutha (4:2). Szybko katowiczanie opanowują sytuację na parkiecie. Quiroga mocno uderzył po dłoniach rywali, następnie Kapelus skończył kontrę, po bardzo dobrej obronie piłki przez Mariańskiego, potem mieliśmy „innego” Butryna, który wpierw lekko uderzył za blok rywali oraz kapitalnie na kontrze trafił lekko po skosie tuż za siatkę (5:6). Po zepsutej zagrywce Pietraszki, gospodarze rewanżują się tym samym błędem (Tervaportti trafia w aut), a potem dłuższą wymianę kończy na kontrze Kapelus trafiając po rękach rywali i na dodatek Komenda przebił „drugą” piłkę, po złym dograniu kolegi z drużyny, co dało wynik 6:9 i czas na żądanie dla Espadonu. Szczecinianie nie poddają się tak szybko i za sprawą Klutha, który uderzył po bloku w aut oraz Wiki na kontrze było już tylko 8:9. Po dwóch zepsutych serwisach z obu stron, mieliśmy po dwa udane ataki obu ekip. Kohut i Gawryszewski ze środka, a Quiroga i Wika za skrzydeł (11:12). Autowy atak gracza gospodarzy miał dać nam prowadzenie 13:16, ale znów challenge pokazał coś innego, trafienie piłką w nasz blok i sytuacja się od razu odwróciła, bo Amerykanin Menzel zaserwował asa i już był remis po 15. Dobry fragment gry w ataku katowiczan, gdy Kohut trafia ze środka, Quiroga mocno ze skrzydła, Butryn na kontrze mimo nieporozumienia przy rozegraniu naszych siatkarzy i jeszcze raz Karol mocno przez ręce rywali, na co Espadon odpowiedział tylko akcją Duffa ze środka i Klutha po ostrym skosie (17:19). Po ataku Quirogi przez potrójny blok, autowym uderzeniu Menzela oraz kolejnym Butryna sprytnym oparciu piłki o blok, jeszcze Amerykanin po ponowieniu ataku szczecinian zdobył… ostatnie oczko dla Espadonu po własnej akcji w tym secie (19:22). W końcówce Kapelus zablokował na kontrze Klutha, Quiroga mocno uderzył po naszej kontrze (19:24) i set był już praktycznie nasz. Jeszcze Pietraszko zaserwował w siatkę, Butryn ze skrzydła trafił po taśmie w aut i dopiero przy trzeciej piłce setowej Kohut zablokował atak Menzela (21:25), co dało nam już w tym momencie jeden „duży” punkt do tabeli.
W trzecią partię lepiej weszli gospodarze. Zaczęło się od dłuższej wymiany zakończonej atakiem Menzela po bloku, potem Gałązka skutecznie ze środka po naszym przyjęciu na stronę rywala, następnie Wika posłał asa i już było 3:0. Szybko odrabiamy straty za sprawą ataku Quirogi po skosie, Pietraszki ze środka i dwóch asów serwisowych Argentyńczyka plus autowy atak Menzela i prowadzimy już 4:5. Następny fragment gry, to dobre akcje w ataku przeplatamy zepsutymi zagrywkami, a było ich wtedy aż cztery. Quiroga uderzył kapitalnie z drugiej linii na czystej siatce, potem Kohut udanie ze środka, następnie Butryn po bloku w aut oraz dwa razy Kapelus też z drugiej linii, na co Espadon odpowiedział atakami Klutha i Wiki (10:11). Następnie trafił nam się spory przestój w grze, gdzie mieliśmy spore problemy ze skończeniem własnych akcji. Zaczęło się od asa Klutha gdy piłka przetoczyła się po taśmie, potem Menzel trafił ze skrzydła, na co odpowiedzieliśmy tylko blokiem Komendy na Wice (13:14). Wyrównał Kluth, następnie Wika zablokował atak Butryna, potem Wika wykorzystał kontrę uderzeniem po skosie i jeszcze błąd przebicia naszego rozgrywającego, po nieskończeniu ataku przez Butryna (17:14). To spowodowało wzięcie czasu i ostrą reprymendę zdenerwowanego tak słabą grą trenera Gruszki. Po przerwie Komenda znów popełnił błąd w rozegraniu po złym przyjęciu katowiczan. Udane ataki Klutha mocno po prostej, Quirogi lekko po prostej, Wiki ze skrzydła po skosie oraz Witczaka mocno po bloku w aut, nie dały zmiany przewagi gospodarzy (20:17). Po serwisie naszego kapitana w aut, Sobański dotknął siatki w następnej akcji, po czym skończył atak kiwką,a Tervaportti popełnił błąd przełożenia ręki na naszą stronę przy rozegraniu (22:19) i czas dla Espadonu. Po przerwie Butryn nie wykorzystał kontry trafiając w aut i tym razem czas dla GKS-u (23:19). Po nim Kluth zaserwował w aut, a Pietraszko posłał asa (23:21) i partii szachów ciąg dalszy, bo tym razem time out dla gospodarzy. Amerykanin Menzel uderzył mocno po bloku w aut, po czym zaserwował w siatkę, a Komenda zablokował akcję Wiki (24:23). I jeszcze tliła się nadzieja na wygranie tej partii, ale ta szybko zgasła za sprawą dalekiego autu z zagrywki Butryna i przegrywamy 25:23.
Czwarty set lepiej zaczęli gospodarze, a my znów mamy kłopoty ze skończeniem własnych ataków. Punkty dla Espadonu zdobywali Menzel ze skrzydła, Kluth również mocno ze skrzydła, znów Menzel na kontrze po naszym bloku, ponownie Kluth mocno po skosie i Gawryszewski ze środka. I ratują nas tylko błędy w zagrywce szczecinian, bo wynik mógł być o wiele wyższy niż 6:4. Po asie Butryna, Quiroga skończył kontrę po bloku, a Komenda zablokował atak Wiki (6:7) i wszystko wracało do normy. Na krótko niestety. Jeszcze na dwa ataki Menzela z drugiej linii, Gałązki ze środka oraz jego bloku na Pietraszce i skończenie dłuższej wymiany przez Klutha mocnym atakiem po bloku, odpowiadamy zbiciem Quirogi po bloku, Butryna po prostej oraz odgwizdanym podwójnym odbiciem u szczecinian po serwisie Komendy (11:10). Potem mieliśmy trzy zepsute zagrywki, następnie po nieskończeniu akcji przez Kapelusa, to Wika wykorzystał kontrę, a Menzel posłał asa, gdy piłka przeszła po taśmie (15;12). Przypomniał o sobie Krulicki dwoma blokami z rzędu, wpierw na Wice, a potem przy potrójnym bloku na Kluthcie, a Butryn był skuteczny uderzając po prostej po kierunku i był remis po 16. Od tego momentu dopadł nas kolejny kryzys w grze i nie zdobywamy już do końca tej partii, ani jednego punktu po własnej akcji! Punktują nas po kolei, Tervaportti asem po złym przyjęciu Quirogi, Gałązka blokiem na Butrynie, Wika na kontrze po bloku, Kluth blokiem na Sobańskim, Gałązka na kontrze ze środka, Kluth mocnym zbiciem w boisko, Wika asem i na koniec Gałązka blokiem znów na Sobańskim (25:17). Końcówkę tego seta GieKSa zagrała bardzo słabo.
Tie-breaka zaczął Butryn atakiem… w aut po siatce, my wywołujemy challenge i pokazał on piłkę po bloku, co dało nam zmianę decyzji arbitrów, potem Krulicki zaserwował daleko w aut (1:1). Na atak Kohuta ze środka, odpowiedział Gałązka blokiem na Butrynie, gdy wcześniej gospodarze obronili niesamowitą piłkę po ataku Karola (2:2). Znów udanie Kohut ze środka, po czym Kapelus zaserwował w siatkę (3:3). Tym razem na serwisie myli się Kluth trafiając w aut, ale potem się rehabilituje mocnym zbiciem po bloku (4:4). Atak Quirogi z drugiej piłki i mocny atak Butryna po bloku z bardzo trudnej piłki po dłuższej wymianie, dały nam prowadzenie (4:6). Po serwisie Komendy w siatkę, Kapelus udanie zaatakował z drugiej linii (5:7). Następnie Wika przebił się przez nasz blok, a Tervaportti posłał po zagrywce piłkę w aut (6:8). Ciąg dalszy zagrywkowych błędów, tym razem Krulicki i Wika w aut, a Butryn w siatkę i mamy 8:9. Potem Kapelus uderzył po bloku Espadonu, a Menzel mocno ze skrzydła (9:10). Kowalski zaserwował w aut, a Kohut powielił ten błąd (10:11). Teraz nadszedł czas na Quirogę, wpierw udanie kiwnął, a potem zablokował Klutha (10:13). Butryn wykorzystując kontrę mocnym zbiciem po bloku (10:14) dał pierwszą piłkę meczową GKS-owi. Po time oucie dla gospodarzy, sędziowie odgwizdują podwójne odbicie Komendzie, następnie Menzel wykorzystał kontrę atakiem z drugiej linii (12;14) i niepotrzebnie zrobiło się troszkę nerwowo. Po czasie na żądanie dla trenera Gruszki, wreszcie trzecią piłkę meczową skończył Kapelus udanym atakiem z drugiej linii (12:15) i wygrywamy po raz trzeci z Espadonem!
22 października (niedziela) – Arena Szczecin – Widzów 940
Espadon Szczecin – GKS Katowice 2:3 (20:25, 21:25, 25;23, 25;17, 12:15)
Espadon: Tervaportti (1), Kluth (20), Duff (4), Gawryszewski (6), Ruciak, Wika (16), Mihułka (libero) oraz Jaskuła (libero), Kowalski, Malinowski, Gałązka (8), Menzel (14). Trener: Michal Gogol.
GKS: Komenda (6), Butryn (20), Pietraszko (5), Kohut (10), Kapelus (11), Quiroga (17), Mariański (libero) oraz Fijałek, Witczak (1), Krulicki (2), Stelmach, Sobański (1), Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka. MVP: Karol Butryn.
Przebieg meczu:
I: 4:5, 7:10, 14:15, 18:20, 20:25.
II: 5:4, 8:10, 13:15, 18:20, 21:25.
III: 4:5, 9:10, 15:14, 20:16, 25:23.
IV: 5:2, 10:8, 15;12, 20:16, 25;17.
V: 2:3, 4:6, 7:9, 10:12, 12:15.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz




psz
23 października 2017 at 00:44
Chuj z tym, liczy się fusbal!