Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

Głos kibiców po sobotnim meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kibice są bardzo niezadowoleni z porażki GKS w Łęcznej. Obrywa się zespołowi, jak i trenerowi, którego dymisji domagają się niektórzy sympatycy. Opinie zawarte na Forum GieKSy można bardziej ocenić jako „nastroje” niż „zdanie na temat meczu”, gdyż na wyjeździe zjawiali się tylko niektórzy z komentujących, inne śledziły za pośrednictwem internetu przebieg spotkania.

Homer
2 punkty w 4 meczach. „Rewelacyjny” początek sezonu. Aż tak słabego składu według mnie nie mamy więc trzeba szybko coś zmienić.

Fuhrer
Takie ,,rewelacyjne” początki sezonów to już chyba niestety nasza specjalność (podobnie jak zakończenia). Boję się, że znowu będziemy (jak co roku) śrubować pasmo meczów bez zwycięstwa (jeśli weźmiemy pod uwagę mecze z wiosny, to wynik już jest ,,niezły”). Na papierze ta drużyna wygląda nieźle, ale w praktyce coś jest nie tak. Może to wina trenera, a może po prostu potrzebne są personalne zmiany w zespole. Tylko jak je zrobić, gdy mamy transferowy zakaz (póki co)?

pablo1982r
Z kim wygrywać jak nie z Łęczną?? cienko to widzę. ŁKS też cienki jak barszcz ale nam oczywiście dali rade. Obyśmy nie walczyli z Polonią Bytom o przedostatnie miejsce w lidze.

tomzkat
Co tu dużo mówić 2 punkty na 12… padaka. I nie tłumaczy nas zła sytuacja finansowa, bo tak naprawdę kto nie ma problemów w tej lidze? Coś trzeba zmienić, jak pisali poprzednicy.

Irishman
Panowie, ja sam tłumaczyłem piłkarzy tym przedsezonowym zamieszaniem. ALE TO JUŻ JEST CZWARTA KOLEJKA! Nie widziałem meczu (a jak się okazuje można oglądając to samo widzieć zupełnie co innego) wiec nie będę się wymądrzał. W każdym razie Łęczna to nie jest słaba drużyna i w końcu musieli zacząć zdobywać punkty (tym bardziej u siebie).

silny
Według mnie Gorak powinien mieć max 8 meczy, czyli jeszcze 4 i powinien być oceniany.

wangog
Skład nie jest słaby? Kurwa, ta ekipa ledwo się utrzymała – odeszli wszyscy najlepsi – Zachara, Hołota, Chmiel, Rzepka (runda jesienna bardzo dobra) do tego brak środka pola (Beliancin) i brak środkowego obrońcy Jabola – reszta została bo nikt by ich w 1 lidze nie wziął nawet za darmo! Wzmocnienia? Piszecie o juniorach? Jakich juniorach – w 4 lidze sobie nie radzą a dadzą radę w 1? Mamy jednego Pitrego z przodu i to tyle.

koles1989
Co da nowy trener? Spłodzi nagle nowych obrońców? Pomyślcie sobie sami kim dysponujemy w obronie i co Górak może temu zaradzić. Może mamy wziąć obrońców z drużyny rezerw, która w czterech meczach straciła 11 goli?

marcin GieKSa
Zagraliśmy wczoraj najsłabsze spotkanie jak dotychczas, Łęczna słaba a my jeszcze słabsi. Przykro to mówić ale zwłaszcza w 1 połowie zagrali jak panienki i pizdusie bez ambicji i woli walki. Jakby GieKSa przycisła to taka Łęczna była spokojnie do ogrania , w drugiej połowie było trochę lepiej ale niewiele. Ogólnie jestem wkurwiony tym co zobaczyłem bo myślałem ze po poprzednich meczach jakiś progres był a tutaj taka chujnia.

GieKSa Bogus
Gra Łęcznej nie wskazywała ich pozycji w tabeli, zobaczymy co pokażą w kolejnych kolejkach jak wdupią to jest oczywiste, że My zagraliśmy cieniutko a nie rywal dobrze. Poza bramką Rakelsa nie mieliśmy za wiele do powiedzenia w ofensywie, poza kilkoma nieudanymi próbami Pitrego. Gdyby nie Witek Sabela wracalibyśmy z jeszcze większym bagażem goli do Katowic.

m1964
Wg mnie Łęczna prócz akcji z 2 min nic nie miała a my ich cisnęliśmy w 1 polowce… W 2 było już bardzie na „remis”…

Jurek
Dajcie spokój z tym Górakiem. Mamy o wiele większe problemy, niż zmiana trenera, która w tej chwili niczemu by nie pomogła. Wiadomo że to nie Nawałka, ale nie zasłużył żeby na nim psy wieszać, pracuje w ciężkich warunkach i coś stara się stworzyć. Tym bardziej że w obecnej sytuacji trenera z górnej półki na pewno nie zatrudnimy.

Kamil
Wyjściem z tej sytuacji jest załatwienie zawieszenia zakazu transferów i sprowadzenie szybko 3-4 mocnych jak na nasze warunki graczy. Inaczej dalej będziemy ciułać, bo po prostu naszych piłkarzy nie stać na lepszą grę. Odeszli z zespołu, który fartem utrzymał się w lidze najlepsi zawodnicy a wy oczekujecie, że Wam Górak z tego zmontuje ekipę na środek tabeli? Wolne żarty.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    hanysek1964

    27 sierpnia 2012 at 21:15

    tylko szybkie wzmocnienia i szczelanie bramek a nie tracenie glupich a z kad wezniecie trenera jak kasa jest pusta

  2. Avatar photo

    Richard

    27 sierpnia 2012 at 21:18

    Najpierw walczycie o klub a potem na nich psy wieszacie wiadomo bylo ze musimy sie liczyc z taka gra kasy zero zawodnicy jacy sa tacy sa ale graja za darmo wiec zamiast narzekac to wszyscy na bukowa i pomagac zajebistym dopingiem bo GieKSa to my! A co do trenera to niech zostanie bo tez meczy sie za darmo ale bardziej sie stara niz niektorzy krytykujacy go mamy sytuacje jaka mamy i musimy ich wspierac zawsze bo to nasza druzyna!!!!!

  3. Avatar photo

    Gal Anonim

    28 sierpnia 2012 at 01:11

    Richardzie,Ty to chyba nie jesteś zbyt inteligentny. Piszesz walczycie o klub a potem na nich psy wieszacie. Walczą o klub dla siebie,dla historii a nie dla piłkarzy więc mogą na nich wieszać psy.

  4. Avatar photo

    loe

    28 sierpnia 2012 at 09:18

    gdyby nie piłkarze byś miał chu*a a nie klub bo kto by grał.

  5. Avatar photo

    łykomska

    28 sierpnia 2012 at 10:07

    inni piłkarze

  6. Avatar photo

    Richard

    28 sierpnia 2012 at 19:09

    Gal anonim skoro jestes taki inteligentny to widocznie debil roku z Ciebie bo gdyby pilkarzy nie bylo to bys teraz GieKSa gral wylacznie na komputerze zreszta mamy co mamy i to musimy uszanowac ciekawe czy ty robisz za darmo tak jak ci waszym zdaniem slabi zawodnicy liczcie, sie wszyscy z tym ze nikt do GKS nie chce przyjsc i to jest smutne

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Brzmi jak marzenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.

Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.

Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.

Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.

Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.

Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.

No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.

Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.

Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.

Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga