Siatkówka
Mistrz Polski przyjeżdża do Spodka!
GKS KATOWICE – ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE 21 listopada (wtorek) godz. 19.45
{RZECZYWISTOŚĆ}
Kolejnym przeciwnikiem GieKSy w PlusLidze są aktualni mistrzowie Polski z Kędzierzyna. Mecz ten nazwany został Siatkarskim Meczem Roku, tym bardziej, że zostanie rozegrany w legendarnej hali, katowickiego Spodka.
Świetna seria pięciu wygranych z rzędu spotkań przez GKS, została przerwana ostatnio w Bełchatowie. Katowiczanie podjęli walkę z wicemistrzem Polski, ale tym razem decydujące końcówki setów zostały rozstrzygnięte przez naszych rywali. Wyszło większe doświadczenie graczy Skry i chyba też większe umiejętności. Teraz przed nami jeszcze trudniejsze zadanie, czyli starcie z najlepszym klubem siatkarskim w Polsce. Dotychczas trener Piotr Gruszka z rzadka dokonywał zmian w wyjściowej szóstce. W dziewięciu spotkaniach zdarzyło się to zaledwie dwa razy, a mianowicie w 4 i 5 kolejce w meczach przeciwko Treflowi Gdańsk i MKS-owi Będzin. Wtedy na pozycji atakującego zaczął te spotkania Dominik Witczak, a nie Karol Butryn. Ta wyselekcjonowana jeszcze w sparingach, szóstka graczy ma duży kredyt zaufania u naszego trenera, z drugiej strony dotychczasowe wyniki w lidze bronią ten akurat wybór. Mimo porażki w Bełchatowie, to raczej mało prawdopodobne jest, aby taka zmiana nastąpiła, akurat w tak ważnym i prestiżowym meczu.
Podobnie w ekipie z Kędzierzyna, gdzie w siedmiu na dziesięć rozegranych spotkań, rozpoczynała podstawowa szóstka graczy. Wśród środkowych Rejno dwa razy zastąpił Wiśniewskiego, a raz Bieńka, natomiast wśród przyjmujących Szymura raz zagrał za Deroo, a Semeniuk raz zagrał za Buszka. Wystarczy zresztą rzut oka na ławkę rezerwowych, aby zauważyć, że jest spora różnica w umiejętnościach pomiędzy siatkarzami podstawowymi a zmiennikami. Na ligę polską to raczej wystarczy, ale czy na ligę mistrzów również? Śmiem wątpić. Najlepszym obecnie zawodnikiem ZAKSY jest bez wątpienia Belg, Sam Deroo, którego coraz mocniej wspiera nowy atakujący, Portorykańczyk Maurice Torres. Obaj środkowi stanowią również trudną ścianę do sforsowania. Mistrzowie Polski jako jedyni w lidze odnieśli komplet zwycięstw, dziesięć, tracąc tylko jeden punkt, za wygranie po tie-breaku nad AZS-em Olsztyn.
Już ten fakt pokazuje przed jak trudnym zadaniem stają nasi siatkarze. Mimo tego nie trzeba chyba zbytnio przekonywać, że warto wybrać się do Spodka, aby obejrzeć naszą drużynę w walce z najlepszą ekipą siatkarską w Polsce. Liczymy, że GieKSa tanio skóry nie sprzeda, postawi się mocno utytułowanym rywalom i postara się o sprawienie niespodzianki. A więc… WSZYSCY DO SPODKA!
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
ZAKSA: Toniutti, Torres, Wiśniewski, Bieniek, Buszek, Deroo, Zatorski (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
zaksa.pl – Z GKS-em Katowice zagramy w katowickim Spodku
Zaledwie trzy dni po wygranej z MKS-em Będzin ZAKSA wraca na ligowe parkiety. Przed naszym zespołem zaległe spotkanie 9. kolejki PlusLigi z GKS-em Katowice. Areną zmagań mistrzów Polski i zespołu Piotra Gruszki będzie katowicki Spodek. Na ZAKSĘ nie ma mocnych, nasz zespół niezmiennie pozostaje na pierwszym miejscu ligowej tabeli. W sobotnim starciu z MKS-em Będzin podopieczni Andrei Gardiniego do dotychczasowego dorobku dopisali 3. punkty. I tak po dziewięciu rozegranych meczach ZAKSA ma na koncie 26 punktów. Nasz najbliższy rywal do tego weekendu mógł się pochwalić zwycięską passą, w sobotę GKS musiał jednak uznać wyższość PGE Skry Bełchatów, w starciu z wicemistrzem kraju zespół Piotra Gruszki nie ugrał nawet seta. Początek sezonu katowiczanie mogą jednak zaliczyć do udanych, po dziewięciu meczach z 17 punktami GKS zajmuje szóste miejsce, tracąc do trzeciego Indykpolu AZS Olsztyn tylko trzy oczka. W Katowicach po debiutanckim sezonie nie doszło do rewolucji kadrowej, z zespołem pożegnało się trzech zawodników, w tym nasz drugi rozgrywający Marco Falaschi. Do zespołu Piotra Gruszki dołączyło też pięciu nowych siatkarzy. W szeregach zawodników mających wzmocnić katowiczan znalazł się były atakujący mistrzów Polski – Dominik Witczak. Od tego sezonu w zespole Piotra Gruszki możemy zobaczyć również Emanuela Kohuta, Marcina Komendę i Gonzalo Quirogę. To właśnie połączenie młodości z doświadczeniem ma być plusem najbliższego rywala ZAKSY. Mimo wysokiej pozycji GKS-u w klasyfikacji PlusLigi, trudno szukać siatkarzy Gieksy w czołówkach rankingów indywidualnych. Wystarczy wspomnieć, że najlepiej punktujący naszego najbliższego rywala – Karol Butryn, zajmuje odległe 18. miejsce w klasyfikacji uwzględniającej zdobycze punktowe. Najlepiej blokujący –Paweł Pietraszko zajmuje natomiast 14 miejsce w rankingu blokujących PlusLigi. (…) Nie tylko dotychczasowe wyniki i rankingi przemawiają na korzyść ZAKSY, również dotychczasowy bilans spotkań naszego zespołu z GKS-em Katowice. Bez wątpienia podopieczni Piotra Gruszki są innym zespołem niż przed rokiem, możemy więc oczekiwać walki. Za naszym zespołem pierwszy trening w katowickim Spodku, ZAKSA jest gotowa do walki. (…)
{HALA SPORTOWA}
GieKSa wraca do katowickiego Spodka, gdzie w poprzednim sezonie nasza drużyna miała bilans 3 wygranych i 2 porażek – z Effectorem Kielce 0:3, BBTS-em Bielsko-Biała 3:0, LOTOS-em Treflem Gdańsk 3:2, Jastrzębskim Węglem 2:3 oraz na zakończenie kampanii z AZS-em Politechniką Warszawską 3:1. W tym sezonie katowiczanie zagrali raz w tej hali przegrywając niespodziewanie 1:3 z Łuczniczką Bydgoszcz. Trudno oprzeć się wrażeniu, że hala będąca mekką polskiej siatkówki, nie jest naszym sprzymierzeńcem. Czy pomoże nam w starciu z mistrzem Polski?
ZAKSA w poprzedniej kampanii w spotkaniach wyjazdowych odniosła aż 15 zwycięstw, przegrywając tylko 2 razy. Jedynymi klubami, którym udało się pokonać kędzierzynian na własnym parkiecie byli Skra Bełchatów 3:2 oraz Resovia Rzeszów 3:0. W bieżącym sezonie mistrzowie Polski będąc w gościach pokonali Wartę 3:1, Resovię 3:1, Cuprum 3:1 oraz Łuczniczkę 3:0.
{HISTORIA}
Pierwszy mecz z ZAKSĄ odbył się 5 listopada 2016 roku w hali w Szopienicach. Przy komplecie publiczności GKS przegrał 0:3 (26:28, 16:25, 20:25). Punkty zdobywali dla GieKSy: Sobański 14, Kapelus 8, Van Walle 8, Butryn 5, Kalembka 3, Krulicki 2, Falaschi 1, Stelmach 1. Dla ZAKSY: Deroo 15, Konarski 13, Bieniek 10, Semeniuk 10, Czarnowski 6, Toniutti 3.
Rewanż miał miejsce dnia 18 lutego 2017 roku w hali Azoty i znów lepsza była ZAKSA w stosunku 3:0 (30:28, 32:30, 31:29), ale po znakomitej walce naszego zespołu. Punktowali wtedy dla ZAKSY: Konarski 16, Deroo 16, Semeniuk 13, Wiśniewski 9, Bieniek 4, Toniutti 4, Czarnowski 3. Dla GKS-u: Butryn 22, Kapelus 12, Krulicki 8, Kalembka 8, Sobański 8, Falaschi 2, Pietraszko 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – ZAKSA}
[Bilans meczów] – 0:2
[Bilans punktów] – 0:6
[Bilans setów] – 0:6
[Bilans małych punktów] – 149:171
[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Van Walle, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Fijałek, Mariański,
ZAKSA: 2- Zatorski, Konarski, Bieniek, Semeniuk, Deroo, Toniutti, Czarnowski, 1- Bociek, Witczak, Wiśniewski, Jastrowicz,
[Rozegrane sety – 6] – GKS: 6- Krulicki, Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Sobański, 5- Stańczak, 4- Pietraszko, Van Walle, 3- Mariański, 2- Fijałek, Stelmach,
ZAKSA: 6- Zatorski, Konarski, Bieniek, Semeniuk, Deroo, Toniutti, Czarnowski, 3- Wiśniewski, 1- Bociek, Witczak, Jastrowicz,
[Czas trwania spotkań] – 79:101 = łącznie 180 minut
[Widzów] – 1500:1740
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 46 – ZAKSA 49
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 103 – ZAKSA 122
GKS – Butryn 27, Sobański 22, Kapelus 20, Kalembka 11, Krulicki 10, Van Walle 8, Falaschi 3, Stelmach 1, Pietraszko 1,
ZAKSA – Deroo 31, Konarski 29, Semeniuk 23, Bieniek 14, Wiśniewski 9, Czarnowski 9, Toniutti 7,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 28 – ZAKSA 40
GKS – Butryn 6, Sobański 6, Krulicki 6, Kapelus 3, Kalembka 3, Van Walle 2, Stelmach 1, Falaschi 1,
ZAKSA – Deroo 14, Konarski 7, Semeniuk 6, Czarnowski 5, Bieniek 3, Toniutti 3, Wiśniewski 2,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 75 – ZAKSA 82
GKS – Butryn 21, Kapelus 17, Sobański 16, Kalembka 8, Van Walle 6, Krulicki 4, Falaschi 2, Pietraszko 1,
ZAKSA – Konarski 22, Semeniuk 17, Deroo 17, Bieniek 11, Wiśniewski 7, Czarnowski 4, Toniutti 4,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 38 – ZAKSA 64
GKS – Butryn 12, Kapelus 11, Krulicki 6, Van Walle 5, Sobański 5, Kalembka 2, Falaschi 2, Stelmach 1, Fijałek -1, Pietraszko -1, Stańczak -1, Mariański -3,
ZAKSA – Deroo 18, Konarski 13, Semeniuk 9, Czarnowski 8, Wiśniewski 7, Bieniek 6, Toniutti 3,
[Ilość zagrywek] – GKS 152 – ZAKSA 168
GKS – Falaschi 26, Sobański 25, Kalembka 24, Kapelus 23, Krulicki 19, Butryn 18, Van Walle 9, Pietraszko 7, Fijałek 1,
ZAKSA – Bieniek 35, Deroo 31, Semeniuk 26, Toniutti 26, Konarski 22, Wiśniewski 15, Czarnowski 12, Witczak 1,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 30 – ZAKSA 32
GKS – Butryn 8, Kalembka 6, Sobański 6, Kapelus 4, Krulicki 2, Pietraszko 2, Fijałek 1, Falaschi 1,
ZAKSA – Bieniek 7, Semeniuk 7, Deroo 7, Konarski 6, Toniutti 3, Wiśniewski 2,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 4 – ZAKSA 7
GKS – Sobański 3, Kapelus 1,
ZAKSA – Bieniek 3, Semeniuk 1, Deroo 1, Konarski 1, Wiśniewski 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 136 – ZAKSA 122
GKS – Sobański 65, Kapelus 35, Stańczak 18, Mariański 15, Krulicki 2, Kalembka 1,
ZAKSA – Semeniuk 47, Deroo 40, Zatorski 32, Bieniek 2, Toniutti 1,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 7 – ZAKSA 4
GKS – Mariański 3, Sobański 3, Stańczak 1,
ZAKSA – Semeniuk 2, Deroo 1, Toniutti 1,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 32% – ZAKSA 49%
GKS – Kalembka 100%, Krulicki 50%, Stańczak 39%, Sobański 33%, Kapelus 31%, Mariański 20%,
ZAKSA – Deroo 63%, Semeniuk 49%, Zatorski 38%, Bieniek 0%, Toniutti 0%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 18,5% – ZAKSA 23%
GKS – Krulicki 50%, Sobański 23,5%, Stańczak 22%, Kapelus 12%, Mariański 7%, Kalembka 0%,
ZAKSA – Deroo 34,5%, Semeniuk 21,5%, Zatorski 12%, Bieniek 0%, Toniutti 0%,
[Ilość ataków] – GKS 188 – ZAKSA 193
GKS – Butryn 48, Kapelus 47, Sobański 37, Van Walle 24, Kalembka 15, Krulicki 13, Falaschi 2, Stelmach 1, Pietraszko 1,
ZAKSA – Konarski 55, Deroo 53, Semeniuk 40, Bieniek 17, Czarnowski 13, Wiśniewski 11, Toniutti 4,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 9 – ZAKSA 8
GKS – Butryn 3, Kalembka 3, Krulicki 1, Sobański 1, Van Walle 1,
ZAKSA – Semeniuk 3, Deroo 3, Konarski 2,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 19 – ZAKSA 14
GKS – Sobański 7, Kapelus 5, Butryn 4, Van Walle 2, Krulicki 1,
ZAKSA – Konarski 8, Semeniuk 2, Deroo 2, Bieniek 1, Czarnowski 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 85 – ZAKSA 96
GKS – Butryn 25, Kapelus 19, Sobański 17, Van Walle 8, Kalembka 8, Krulicki 5, Stelmach 1, Falaschi 1, Pietraszko 1,
ZAKSA – Deroo 27, Konarski 22, Semeniuk 21, Bieniek 10, Wiśniewski 7, Czarnowski 6, Toniutti 3,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 45% – ZAKSA 49,5%
GKS – Stelmach 100%, Pietraszko 100%, Butryn 56,5%, Kalembka 53%, Falaschi 50%, Sobański 47%, Kapelus 41,5%, Van Walle 33%, Krulicki 31,5%,
ZAKSA – Toniutti 75%, Wiśniewski 64%, Bieniek 59,5%, Czarnowski 54%, Semeniuk 52,5%, Deroo 51%, Konarski 40%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 14 – ZAKSA 19
GKS – Krulicki 5, Kalembka 3, Sobański 2, Butryn 2, Falaschi 2,
ZAKSA – Konarski 6, Toniutti 4, Czarnowski 3, Deroo 3, Bieniek 1, Wiśniewski 1, Semeniuk 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 10 – ZAKSA 6
[MVP] – ZAKSA 2: Deroo 1, Konarski 1.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze