Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czołówka goni GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet w zaległym spotkaniu z 5. kolejki Ekstraligi wygrała 3:1 z Pogonią Dekpol Tczew. Po rundzie jesiennej zajmujemy 4. miejsce ze stratą 10 punktów do liderek Czarnych Sosnowiec (majac jeden mecz rozegrany mniej). Nie milkną echa po odwołanym spotkaniu z Jagiellonią. Kibicom, którzy licznie pojechali do Białegostoku, nasz klub postanowił przyznać voucher, który mogą wymienić na darmowy bilet na mecz Pucharu Polski z… Jagiellonią. Na kanale Tomasza Ćwiąkały w serwisie YouTube można obejrzeć rozmowę z Rafałem Górakiem.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym pokonali 3:0 Avię w Świdniku. Następny mecz rozegramy w piątek 28 listopadao o 18:00 z Astrą Nowa Sól na Arenie Katowice.

Hokeiści w niedzielę pokonali 6:3 JKH GKS Jastrzębie na wyjeździe. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa spotkania – w piątek 28 listopada o 18:00 z Unią w Oświęcimiu oraz w niedzielę 30 listopada o 17:00 w Satelicie z Energą Toruń.

 

PIŁKA NOŻNA

katowice.tvp.pl – GKS Katowice zwycięża na zakończenie rundy jesiennej. Czołowa trójka jest blisko

W ostatnim spotkaniu rundy jesiennej Orlen Ekstraligi kobiet GKS Katowice podejmował na własnym stadionie Pogoń Dekpol Tczew — zespół, z którym piłkarki Karoliny Koch nie przegrały w pięciu poprzednich starciach.

Zaległy mecz 5. kolejki zapowiadał się jako okazja dla faworytek z Katowic do zdobycia kompletu punktów przy Bukowej. Strzelanie rozpoczęła w 29. minucie Aleksandra Nieciąg, która precyzyjną główką pokonała bramkarkę Pogoni i dała gospodyniom prowadzenie. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, a GKS schodził do szatni z jednobramkową przewagą.

Po wznowieniu gry inicjatywę przejęły jednak przyjezdne. W 65. minucie Annabel Hogan doprowadziła do wyrównania, dając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Remis nie utrzymał się jednak długo — po nieudanym piąstkowaniu bramkarka Pogoni, Adriana Banaszkiewicz, niefortunnie skierowała piłkę do własnej bramki.

W doliczonym czasie gry wynik meczu ustaliła Victoria Kalaberowa, pieczętując zwycięstwo GKS Katowice 3:1. Tym samym zawodniczki Karoliny Koch kończą rundę jesienną pewnym triumfem i cennym kompletem punktów.

 

weszlo.com – Rafał Górak: „Każdy z Katowic odchodził zniszczony”

Rafał Górak to postać pomnikowa dla GKS-u Katowice. Prowadzi ten klub od 2019 roku i jest to już jego druga kadencja. To, co nie udało się innym, udało się właśnie jemu. Przełamał klątwę i wprowadził katowiczan do Ekstraklasy. Czekali na to dziewiętnaście lat, a przez dwanaście ugrzęźli na poziomie pierwszoligowym.

Gościem Tomasza Ćwiąkały był Rafał Górak, czyli szkoleniowiec GKS-u Katowice. W długim wywiadzie poruszył kilka ciekawych kwestii – wypowiedział się o pierwszej pracy w tym klubie, momencie, w którym zaufał statystykom, poświęceniu żony, trudnych momentach w życiu oraz o inspirującym wykładzie Marcelo Bielsy.

GKS Katowice bardzo długo robił za przykład klubu przyspawanego na dobre do pierwszej ligi. Spędził tam aż dwanaście lat. Nie był na tyle słaby, żeby spaść, ale też nie na tyle mocny, by wywalczyć awans. Górakowi udało się to, czego nie dokonali wcześniej inni.

– Po mnie pracowali świetni trenerzy – Moskal, Brzęczek, Skowronek, Paszulewicz. Wydawało mi się, że każdy stamtąd wychodzi totalnie zniszczony.

W jego drugiej kadencji pojawiły się też trudne momenty, jak chociażby ten, w którym GKS notował bardzo długą serię bez zwycięstwa, a trybuny domagały się zwolnienia szkoleniowca. Wtedy bardzo pomogła mu szatnia, która stała za nim murem:

– Mówimy o trzecim sezonie w pierwszej lidze i jedenastu meczach bez wygranej. Wtedy – nawet nie agresja – a zwykły hejt na mnie spadł i był on ogromny. To był moment, gdy zastanawiałem się, czy tego nie rzucić w diabły. Chyba szatnia to wyczuła. Była dla mnie zderzakiem. Oni odbili to ze zdwojoną siłą. Wsparcie zespołu było dla mnie kluczowe.

Rada drużyny powiedziała w końcu, żeby się nie wygłupiał i nie odchodził. Byli przekonani, że to wszystko „odpali”, a wyniki są totalnie niewspółmierne do gry. Górak wspomniał o statystyce – w pewnym momencie – siedmiu niestrzelonych karnych na dziesięć.

Dlaczego w ogóle drugi raz zdecydował się przejąć GKS Katowice?

– Za pierwszym razem dałem się zabrać na wycieczkę z ludźmi, którzy nie byli rzetelnymi partnerami w prowadzeniu klubu. Dałem się z tym trochę nabrać. Zadeklarowano mi, że to jest drużyna, która może zawalczyć o Ekstraklasę. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Zabrakło mi wtedy takiego doświadczenia w rozmowie. Dzisiaj bym takiego błędu nie popełnił.

Górakowi niedawno stuknęło 310 spotkań na ławce GKS-u Katowice, biorąc pod uwagę dwie kadencje. Przyznał, że kocha bycie trenerem i jest mu z tym wspaniale, natomiast… jest to bardzo trudne dla drugich połówek.

– Moja żona zawsze chciała się realizować i ja to czułem. Nigdy jej nie powiedziałem – słuchaj, ty się musisz zająć dziećmi, a ja na to wszystko zarobię. Nigdy nie miałem odwagi jej tak powiedzieć. Jak mnie poznała, to kończyła prawo i była w zaawansowanej ciąży, a kiedy w 2011 roku nie mieliśmy co do garnka włożyć, to ona walczyła na dwóch etatach. Dobrze, kiedy ta druga strona ma tyle siły, bo to napędza i nie jesteśmy w domu uwięzieni.

[…] Wielu szkoleniowców mocno naciska na sędziów, krytykuje ich, podważa decyzje. Rafał Górak nie. Jest w tej kwestii bardzo specyficzny, bo stara się wejść w głowę drugiej strony i przyznaje, że bez arbitra nie ma meczu.

– Kluby mają swoje racje, sędziowie też. Sytuacje są diametralnie jasne i łatwo wydać osąd. Najbardziej muszą poradzić sobie z tym sędziowie, ale oni bez naszego wsparcia nic nie zrobią, jeżeli będziemy tylko sypać piasek. Oni są też ludźmi i wydaje mi się, że nie mają żadnej złej intencji. Bez sędziego nie ma meczu, obojętnie na jakim poziomie. Wobec tego wszyscy musimy brać odpowiedzialność, żeby byli na jak najwyższym poziomie.

[…] Jednym z piłkarzy, których bardzo udało się rozwinąć Górakowi był Antoni Kozubal, który spędził w Katowicach rok na wypożyczeniu. Nie miał jednak łatwo, bo pierwsze pół roku siedział na ławce, a wtedy… zareagowała jego mama:

– Antka mama potrafiła zadzwonić w trosce o syna, nie miałem o to pretensji, ale to dla mnie pewien ciężar. Zadzwoniła z pretensjami, dlaczego on nie gra, skoro przyszedł z Lecha, martwi się, bo teraz ma też maturę.

Górak polecił mamie piłkarza, żeby była cierpliwa. Później rzeczywiście Kozubal zaczął grać, pomógł w awansie do Ekstraklasy. Wrócił do Lecha Poznań i stał się jego bardzo ważnym elementem. Trafił też do reprezentacji Polski. Trener GKS-u wspomniał o kilku cechach, które mu imponują u tego gracza:

– To chłopak, który swoją skromnością, cechami osobowymi sprawia, że nie powiesz, że będzie szefem. Spokojnie, będzie nim. Bardzo lubię liderów, którzy swoją ciszą potrafią oddziaływać na zespół. Moim zdaniem mamy zawodnika, który się rozwija. To normalne, że będzie miał wzloty i upadki.

Dużym echem odbiło się także odejście Sebastiana Bergiera, a właściwie nieprzedłużenie kontraktu z „GieKSą” i dołączenie do Widzewa. Napastnik opowiadał, że nie czuł się traktowany fair. Miał też pretensje o brak jasnego i klarownego komunikatu po kontuzji ręki. Na koniec zabrakło mu minut, by z automatu przedłużyła się jego umowa. Potrzebował 50%, których nie osiągnął. Miał żal, że schodził w 55., 60., 65., minucie i przez to jego zdaniem ich zabrakło. Co na to trener Górak?

– Wypowiedzi są niefortunne i tak to należy zakończyć. Znałem ten cały proces odejścia Sebastiana do Widzewa. Nie było tu żadnej winy klubu. To jest takie odbicie piłki nie wiadomo po co.

Dużo brutalniej za to Górak potraktował Tymoteusza Puchacza:

– Jeśli ktoś deklaruje chęć gry, warunki są zaakceptowane przez wszystkie strony, a agencja również potwierdza porozumienie, to dla mnie jest to zobowiązanie. Nie akceptuję sytuacji, w której ktoś nagle odrzuca wcześniej ustalone warunki, powołując się na nową ofertę. Takie słowa z jego strony nie padły. Puchacz zadeklarował grę w GKS-ie Katowice – podkreślił.

 

Sprawdzamy: czy mecz Jagiellonia – GKS można było uratować?

Mecz Jagiellonii Białystok z GKS-em Katowice został odwołany przez opady śniegu, ale zdaje się, że wciąż sporo osób ma wątpliwości co do tej decyzji. Sprawdziliśmy więc jak to wyglądało w kuluarach i zaraz odpowiemy na najważniejsze pytania, które mogą was nurtować.

Dlaczego nie zagrano?

Przez śnieg! A poważnie – stan płyty skrajnie uniemożliwiał rozegranie tego spotkania. Piłkarze nie mogliby swobodnie poruszać się po boisku, dryblować, robić zwrotów, piłka też nie była specjalnie widoczna. Uznano, że ryzyko kontuzji w takich warunkach jest za duże i lepiej będzie, jeśli zawodnicy Jagiellonii i GKS-u rozegrają to spotkanie kiedy indziej na uczciwych i bezpiecznych zasadach.

Dlaczego nie odśnieżano boiska?

To pewnie kibiców dziwi najbardziej – dlaczego kamery nie mogły pokazać choćby rozpaczliwych prób „łopatowania”, żeby na końcu wszyscy mogli powiedzieć: „spróbowaliśmy”? Otóż na spotkaniu przed meczem zarządzono, że przy takich opadach, jakie wówczas miały miejsce, spotkanie się odbędzie, ale mecz będzie co jakiś czas przerywany – po to, by ogarniać linie na boisku, dość kluczowe w piłce nożnej. Niestety od tego czasu opady przybrały na sile i sama murawa przestała być już zdatna do gry, więc odśnieżanie linii na niewiele by się zdało.

Przekazano nam, że według prognoz, Białystok dopiero wchodzi w chmurę największych opadów śniegu, tak więc z biegiem minut w mieście ma być tylko gorzej (nawet jeśli teraz nie pada).

Dlaczego podgrzewana murawa nie stopiła śniegu?

To często powtarzany mit – skoro murawa jest podgrzewana, no to powinna bez problemu topić śnieg. Ale to przecież bzdura – gdyby ją „podkręcić” na tyle, że radziłaby sobie ze śniegiem, to przecież jednocześnie paliłaby trawę. Naprawdę, to nie jest jakiś grill, który i stopi śnieg, i upiecze kiełbaskę. Lata mijają, takie sytuacja się powtarzają, a ludzie wciąż wierzą w ten system jak w kaloryfer. To tak nie działa i tyle.

Co ze słowami Rafała Góraka, który powiedział: „Można było zrobić dużo więcej, żeby grać”?

W zasadzie odpowiedzi zawierają się też w poprzednich punktach. Rzecznik Jagiellonii, zapytany nas o to zdanie trenera drużyny przeciwnej, nie chciał się do niego bezpośrednio odnosić, ale zauważył, że trener Górak był obecny na spotkaniu z sędzią i nie powinien być zaskoczony taką, a nie inną decyzją oraz jej powodami.

Chyba trzeba sporo złej wiary, by wierzyć, że dało się to spotkanie uratować. Człowiek regularnie przegrywa z naturą, po prostu przegrał i tym razem. Jakieś wątpliwości może budzić decyzja o braku odśnieżania samej płyty, a nie tylko linii, niemniej skoro i tak ma padać coraz bardziej i bardziej… Niewiele by to dało.

Najbardziej szkoda kibiców – szczególnie tych z Katowic, którzy przecież do Białegostoku najbliżej nie mieli.

 

GKS Katowice nagrodził kibiców, którzy byli w Białymstoku

Niedzielny mecz GKS-u Katowice na stadionie Jagiellonii Białystok nie doszedł do skutku. Spadł śnieg, gospodarze ewidentnie nie zrobili wszystkiego, żeby przynajmniej spróbować zagrać i sędzia zdecydował, że spotkanie się nie odbędzie. Najbardziej pokrzywdzeni byli kibice GieKSy, którzy w liczbie przekraczającej tysiąc wybrali się na drugi koniec Polski.

Trener Rafał Górak przed kamerami Canal+ Sport wyraźnie sprawiał wrażenie kogoś, kto wolałby ten mecz rozegrać. Jako jeden z argumentów podawał właśnie sympatyków jego drużyny, którzy poświęcili cały weekend, żeby dotrzeć na Podlasie, a w praktyce zaliczyli pusty przelot.

GKS Katowice nagradza kibiców, którzy pojechali na przełożony mecz do Białegostoku

Klub jednak docenił poświęcenie kibiców. W oficjalnym komunikacie obwieścił, że wszyscy, którzy wybrali się do Białegostoku otrzymają darmowe bilety na najbliższy mecz Pucharu Polski. 4 grudnia GKS zmierzy się u siebie właśnie z Jagiellonią.

Prosty gest, a wiele znaczący, czemu w komentarzach dali wyraz sami kibice. Również tak można wzmocnić tożsamość z klubem.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Zacięta walka o PlusLigę. Czołówka goni GKS Katowice

W przedostatni weekend listopada dobiegła końca 11. kolejka, która rozgrywana była od czwartku. W sobotę każdy z faworytów wyszedł obronną ręką i bez straty punktowej. Wciąż na szczycie utrzymują się niepokonani katowiczanie.

[…] Nie ma mocnych na GKS Katowice, którzy od startu sezonu, czyli jedenastu kolejek pozostają niepokonani. Tym razem podejmowała go Avia Świdnik. W poprzednim tygodniu ekipie z lubelskiego udało się przełamać Stal Nysę. Drugi spadkowicz PlusLigi jednak się nie dał.

Dużą przewagą katowiczan był blok. W tym elemencie zdobyli aż 11 punktów, tyle samo razy zanotowali też wybloki. Większą pewność mieli też w polu serwisowym. Pierwsze skrzypce grał Wojciech Włodarczyk, który razem z Gonzalo Quirogą stworzył po raz kolejny duet nie do zdarcia. Tak naprawdę świdniczanie mieli szansę na przełamanie tylko w drugiej partii, choć i tak kontrolę mieli cały czas gracze GKS-u.

PZL LEONARDO Avia Świdnik – GKS Katowice 0:3 (17:25, 22:25, 15:25)

MVP: Wojciech Włodarczyk

 

HOKEJ

hokej.net – Ostre strzelanie i bokserskie starcia. GKS Katowice wygrał po atrakcyjnym widowisku

To nie był mecz dla ludzi o słabych nerwach. W spotkaniu, które miało pozwolić JKH GKS Jastrzębie zrównać się punktami z liderem tabeli, górą okazali się goście z Katowic. Kibice zobaczyli aż dziewięć bramek, gole w osłabieniach, bójki i twardą walkę do ostatnich sekund. GKS Katowice wygrywa 6:3 i pnie się w górę tabeli.

Stawka niedzielnego spotkania była wysoka. Jastrzębianie walczyli o fotel współlidera Ekstraligi, natomiast katowicka GieKSa szukała punktów, by wskoczyć do czołowej czwórki. Do składu gospodarzy wrócili kluczowi zawodnicy, co zapowiadało wyrównane widowisko, jednak początek należał do przyjezdnych.

Mecz rozpoczął się nerwowo z obu stron, ale optyczną przewagę szybko zyskali goście. Katowiczanie częściej gościli w tercji obronnej JKH, a ich starania przyniosły efekt w 12. minucie, choć wydatnie pomógł im w tym bramkarz gospodarzy. Karolus Kaarlehto podjął ryzykowną decyzję o wyjściu z bramki, by wybić krążek, ale zrobił to niedokładnie. Błąd bezlitośnie wykorzystał Joona Monto, otwierając wynik spotkania. Końcówka pierwszej tercji przyniosła ogromne emocje, nie tylko te sportowe. Najpierw doszło do bokserskiego starcia między Maciejem Urbanowiczem a Travisem Vervedą, za co posypały się kary. Gdy wydawało się, że Katowice zejdą do szatni z prowadzeniem, grając w przewadze liczebnej, gospodarze zadali niespodziewany cios. Na dwie sekundy przed syreną, Jakub Ślusarczyk wykorzystał świetne podanie Szymona Kiełbickiego i bierność obrony gości, wyrównując na 1:1 w osłabieniu!

Druga odsłona to prawdziwa wymiana ciosów, z której zwycięsko wyszli goście. Już w 21. minucie, wciąż grając w przewadze, Aleksi Varttinen huknął z dystansu, a zasłonięty Kaarlehto musiał skapitulować. Chwilę później było już 1:3 – w sytuacji sam na sam zimną krew zachował Ian McNulty. Jastrzębianie próbowali wrócić do gry. Nadzieję w serca kibiców wlał w 32. minucie Fredrik Forsberg, wykorzystując grę w przewadze potężnym strzałem pod poprzeczkę. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Najpierw Grzegorz Pasiut przywrócił dwubramkowe prowadzenie gości, a kluczowy moment nastąpił w 38. minucie. Grający w osłabieniu Juho Koivusaari przeprowadził fenomenalną indywidualną akcję, mijając obrońców i bramkarza, podwyższając wynik na 2:5. To trafienie w osłabieniu wyraźnie podcięło skrzydła gospodarzom.

W trzeciej tercji JKH rzuciło się do odrabiania strat. Sygnał do ataku dał kapitan Maciej Urbanowicz, który w 46. minucie wykorzystał okres gry w podwójnej przewadze (5 na 3), zmniejszając dystans do 3:5. Gospodarze naciskali, a trener Rafał Bernacki zdecydował się na bardzo odważny manewr, ściągając bramkarza już w 57. minucie. Jastrzębianie zamknęli rywali w zamku, ale nie zdołali pokonać Eliassona. Kropkę nad „i” postawił Stephen Anderson, który na półtorej minuty przed końcem skierował krążek do pustej bramki, ustalając wynik na 3:6. Zwycięstwo w Karwinie to cenna zdobycz dla GKS-u Katowice, który potwierdził swoje aspiracje do czołowych lokat. JKH GKS, mimo ambitnej walki, musi obejść się smakiem i odłożyć plany o pozycji lidera na później.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: kibicowski boom na GieKSę zachwyca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnich tygodniach relacje z Częstochowy zdominowały czołówki serwisów sportowych w Polsce. Sprawcą zamieszania był przede wszystkim trener Marek Papszun, ale forma sportowa Medalików również jest godna podkreślenia. Jak w tym wszystkim odnajdują się kibice pod Jasną Górą? Zapytałem Roberta Parkitnego ze stowarzyszenia „Wieczny Raków”, który po raz drugi odpowiedział na nasze zaproszenie. Jednocześnie zachęcam do lektury naszej poprzedniej rozmowy, w której poruszyliśmy wiele tematów związanych z historią Rakowa i naszych pojedynków.

Meczem w Częstochowie otwieramy rundę rewanżową. Jak podsumujesz postawę Rakowa w pierwszej części sezonu?
Na początku Raków stracił, ale później odrobił i teraz nasze miejsce jest mniej więcej takie, jak należy. Natomiast z kilku względów była to dla nas ciężka runda, stąd wiele osób wyraża się o Rakowie negatywnie, nie mając pełnej wiedzy o tym, co tak naprawdę dzieje się w klubie. Ja nie mam potrzeby mówić i pisać o wszystkim tylko po to, aby zebrać dodatkowe lajki. Przede wszystkim kadra nie była odpowiednio zestawiona, aby łapać punkty na wszystkich frontach. Niektórzy powiedzą, że doszły duże nazwiska, takie jak Bulat, Diaby-Fadiga czy Konstantópoulos, mimo to na początku nie grało to, jak należy. Moim zdaniem drużyna potrzebowała czasu, aby wszystko mogło się zazębić. Zmian w kadrze było dużo, do tego doszły kontuzje, dlatego początek sezonu był ciężki. W pewnym momencie pojawiały się nawet głosy nawołujące do zwolnienia trenera, ale kryzysy trzeba przezwyciężać i cała sztuka polega na tym, aby w takich momentach karta się odwróciła. Nam się to udało i dziś idziemy jak burza w Europie, a w lidze też wyglądamy coraz lepiej. Uważam, że tę rundę zakończymy jeszcze dwoma zwycięstwami, niestety m. in. waszym kosztem. Koniec końców runda jesienna w naszym wykonaniu była dobra, natomiast jako kibic polecam krytycznie podchodzić do informacji podawanych w Internecie. Czasem spotykam się z opiniami, że ktoś nie pamięta tak słabego meczu, odkąd kibicuje Rakowowi – wtedy wiem, że nie mamy o czym rozmawiać, bo sam doskonale pamiętam ciężkie czasy w naszej całkiem niedawnej historii.

A co sądzisz o formie GieKSy?
Wydaje się, że ten sezon jest dla was cięższy niż poprzedni, w roli beniaminka. Z drugiej strony takie mecze jak pucharowy z Jagiellonią pokazują, że w waszej drużynie jest potencjał i gdybyś zapytał mnie o kandydatów do spadku, to nie wskazałbym w tym gronie GieKSy. Myślę, że te niegdyś „ulubione” przez was pozycje 8-12 w 1. lidze są teraz w waszym zasięgu, jeśli chodzi o Ekstraklasę. Natomiast z zachwytem obserwuję kibicowski boom na GieKSę, spowodowany m.in. nowym stadionem. Miałem okazję być w waszym sklepie „Blaszok”, który wygląda okazale, co chwilę przychodzili ludzie nie tylko na zakupy, ale też pogadać i zapytać o bieżące sprawy. Gdyby taki stadion jak wasz powstał w Częstochowie, to również byłby to dla nas impuls do kibicowskiego rozwoju.

Pytając o GKS w tym sezonie, przeważały opinie, że głównym powodem słabszej formy na początku sezonu był transfer Oskara Repki. Jak ten zawodnik odnalazł się pod Jasną Górą?
Pierwsze wejście Repki do zespołu było bardzo dobre. Z czasem nieco przygasł, być może z tego względu, że Marek Papszun wymaga więcej niż w większości innych klubów, nie tyle w kwestii samego zaangażowania na boisku, ale przede wszystkim całej otoczki. Była taka sytuacja po naszym meczu z Górnikiem, przegranym u siebie 0:1, który był chyba najsłabszy w całej rundzie: gra była fatalna i gdy po meczu trener nie przebierał w słowach, to mocno oberwało się m. in. Repce. Oskar wylądował na ławce i było to trudne zderzenie z rzeczywistością Marka Papszuna. Być może w GieKSie wyglądało to inaczej – po porażce trener reagował w inny sposób, jak przystało na beniaminka, natomiast w Rakowie wylicza się każdy błąd. Sam nie zwracam dużej uwagi na aspekty piłkarskie, ale czytałem opinie, że w ostatnim meczu ze Śląskiem Repka był jednym z naszych najsłabszych ogniw. Dla mnie jest to piłkarz z ogromnym potencjałem, pozostaje jednak pytanie, czy na dłuższą metę dopasuje się do naszego stylu gry. Z drugiej strony za chwilę w Rakowie będzie nowy trener, więc rola Repki też może się zmienić.

Jest też piłkarz, który kiedyś próbował podbić Częstochowę, a dziś nie wyobrażamy sobie bez niego GieKSy. Uważasz, że patrząc na obecną formę Bartosza Nowaka, odpuszczenie go przez Raków było błędem?
Przede wszystkim Bartek jest fajnym człowiekiem – otwartym, uśmiechniętym, radosnym. Widać, że gra sprawia mu przyjemność. Trudno uważać jego transfer za błąd. Kiedyś przygotowałem dla trenera statystykę zawodników, którzy nie sprawdzili się w Rakowie – większość wylądowała w 2. lub 3. lidze. Tacy jak Nowak są wyjątkami, ale nie znam dokładnie kulis jego odejścia – może sam na to nalegał, a może naciskał agent. Ja widziałbym Bartka w Rakowie, ale w tamtym czasie rywalizacja na jego pozycji była ogromna. Ponadto czasem po prostu tak jest, że w jednym klubie zawodnik gaśnie, a gdzie indziej, przy innym trenerze rozkwita i taki transfer okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Gdy pojawiła się informacja, że Papszun wraca, miałem mieszane uczucia, zastanawiając się, czy jest szansa po raz drugi napisać tę samą historię” – to twoje słowa z naszej poprzedniej rozmowy. Wszystko wskazuje na to, że twoje obawy były słuszne.
Mimo całego zamieszania, jakie od kilku tygodni trwa w Częstochowie, z Markiem Papszunem wciąż mam dobre relacje. Po jednym z ostatnich meczów porozmawiałem trochę dłużej z trenerem i poznałem jego punkt widzenia oraz odczucia co do obecnej sytuacji w klubie. Dlatego teraz, gdy spotykam się z innymi kibicami i słucham niepochlebnych opinii na temat trenera, to staram się tonować nastroje. Trener Papszun nie jest idealny ani bezbłędny, ale takie sprawy często mają drugie dno i nie inaczej jest w tym przypadku.

Po ewentualnym odejściu Marek Papszun zachowa status legendy?
Pod koniec jego pierwszej kadencji byłem wśród inicjatorów uroczystego pożegnania trenera w naszym kibicowskim lokalu, wręczyliśmy mu też piłkę z napisem „trener – legenda”. Żegnaliśmy go jak króla, tymczasem niedługo później on wrócił. To dowód na to, że zarząd nie był przygotowany na jego odejście, decydując się na Dawida Szwargę. Poza tym nastroje byłyby inne, gdyby w poprzednim sezonie Raków zdobył mistrzostwo. Nie każdemu pasuje praca z Markiem Papszunem, ale trzeba pamiętać, że w tym, co robi, jest profesjonalistą i nawet w sytuacji, gdy jedną nogą jest w Legii, to jego piłkarze wychodzą na boisko przygotowani i wygrywają kolejne mecze. Po pamiętnej konferencji wielu w to zwątpiło – pojawiły się głosy, że piłkarze będą grać przeciwko trenerowi. Z kolei po wysokich zwycięstwach z Rapidem i Arką ci sami ludzie mówili: wygrali, bo chcieli zrobić na złość Papszunowi. Można oszaleć…

Po deklaracji trenera o chęci trenowania Legii studziłeś na Twitterze gorące głowy częstochowskich kibiców. Jakie uczucia dominują – zawód czy zrozumienie?
Zdecydowanie negatywnie odebrano tę wypowiedź trenera, przede wszystkim co do miejsca i czasu. Natomiast ja patrzę na to w inny sposób. Owszem, trener mógł to rozegrać inaczej, ale z drugiej strony, gdyby tego nie zrobił, a niedługo później wypłynęłaby informacja o jego przejściu do Legii, to spotkałby się z zarzutem, że nas zdradził i ukrywał prawdę. Wszyscy wiemy, że Papszun jest Legionistą, warszawiakiem i prowadzenie stołecznych zawsze było jego marzeniem. W Częstochowie zrobił kawał dobrej roboty, dlatego nie widzę w jego słowach aż tak dużej sensacji, jak przedstawiają to media.

Kwestia „transferu” Papszuna do Legii jest już oficjalna?
Nie mam pojęcia. Oficjalne jest porozumienie Rakowa z Łukaszem Tomczykiem – trenerem Polonii Bytom. Było już wiele wersji rozwoju sytuacji, natomiast jeśli miałbym obstawiać, to moim zdaniem Papszun zostanie w Częstochowie do końca rundy (kilka godzin później taką informację podał Tomasz Włodarczyk w serwisie meczyki.pl – przyp. red.).

W ostatnich tygodniach forma zarówno Rakowa, jak i GKS-u wyraźnie poszła w górę. To, co jeszcze nas łączy, to lanie od ostatniego w tabeli Piasta Gliwice. Jak do tego doszło w Częstochowie?
Na ten temat nie powiem zbyt wiele, bo choć w ciągu ostatnich 18 sezonów opuściłem zaledwie siedem domowych meczów Rakowa, to właśnie z Piastem był jeden z nich. Ani go nie oglądałem, ani też nie analizowałem tej porażki. Po pierwsze, Daniel Myśliwiec jest dobrym trenerem i szybko odcisnął swoje piętno na drużynie, a po drugie liga jest mega wyrównana i nawet tak niskie miejsce w tabeli jak Piasta nie znaczy, że nie potrafią się odgryźć. Inna sprawa, że Rakowowi zawsze lepiej gra się z drużynami z czołówki – nie wiem, czy to kwestia motywacji, czy czegoś innego. Mimo że Piast zdobył 6 punktów z naszymi drużynami, to uważam, że w końcowym rozrachunku znajdzie się mimo wszystko w trójce spadkowiczów.

Jeśli natomiast chodzi o czołówkę ligi, to wielokrotnie podkreśla się w mediach postawę Jagiellonii, która dobrze prezentuje się we wszystkich rozgrywkach. Tymczasem Raków radzi sobie równie dobrze, o ile nie lepiej, bo w przeciwieństwie do Jagi nadal ma szansę na Puchar Polski. Cele na ten sezon pozostają niezmienne?
Zdecydowanie. Zarówno trener, jak i piłkarze zarabiają takie pieniądze, że nie ma innego celu jak mistrzostwo. Pochwały dla Jagiellonii przypominają mi laurki dla Rakowa przy okazji marszu z 1. ligi do Ekstraklasy – jak to wszystko było doskonale poukładane. Jaga wygląda nawet lepiej – ogromny stadion, odpowiednie zaplecze infrastrukturalne i kibicowskie. Z kolei Raków jest w Polsce wyśmiewany przede wszystkim za brak stadionu. Mieliśmy swoje pięć minut zachwytów w mediach, a teraz każdy gorszy moment jest dodatkowo rozdmuchiwany. Nic się jednak nie zmienia: zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski są dla nas mega ważne. Do tego jak najdłuższa gra w Lidze Konferencji. Po to sztab liczy tylu ludzi, by odpowiednio przygotować zespół do wszystkich rozgrywek, a wyniki muszą przyjść. Tym bardziej że w Pucharze robi się powoli autostrada do finału.

Musicie tylko uważać, by nie utknąć na bramkach z napisem „GKS Katowice”, ale przy odpowiednim zrządzeniu losu być może jeszcze będzie okazja o tym porozmawiać. Tymczasem skupiacie się na lidze i rozgrywkach europejskich. Czujecie się już w Sosnowcu jak u siebie?
W żadnym wypadku. Nie było tak ani w Bełchatowie, ani teraz w Sosnowcu. Trzeba być wdzięcznym włodarzom obu miast, że Raków miał gdzie grać, ale nie da się czuć dobrze poza Częstochową. Niby to tylko 60 kilometrów, ale każdy mecz w Sosnowcu bardziej przypomina bliski wyjazd niż mecz u siebie. Ciężko przyciągnąć tłumy na takie mecze, szczególnie tych najmłodszych – w Częstochowie byłoby to dużo prostsze. Sam stadion jest kapitalny do oglądania meczu, natomiast u siebie będziemy tylko w Częstochowie, choć na ten moment jest to nierealne. I pewnie w ciągu najbliższych lat się to nie zmieni.

Mimo że spodziewam się odpowiedzi, to i tak zadam ci to samo pytanie, co ostatnio: co nowego dzieje się w sprawie stadionu dla Rakowa?
Odpowiadam tak samo: nic się nie dzieje. Jakieś rozmowy się toczą, ale dopóki nie zobaczymy łopat na terenie budowy, to nie uwierzymy w żadne obietnice. Nie da się ukryć, że blokuje to rozwój klubu i Marek Papszun musi czuć to samo. Za każdym razem słyszy od prezesa, że rozmowy z Miastem są w toku – po pięciu czy sześciu latach można mieć już tego dość.

W poprzednim sezonie typowałeś gładkie 3:0 dla Rakowa w Częstochowie, tymczasem mecz potoczył się zupełnie inaczej.
Rzeczywiście, mój typ się nie sprawdził i po meczu śmiałem się w duchu, co ze mnie za znawca. Moim zdaniem tym meczem przegraliśmy mistrzostwo Polski, więc po czasie zabolało podwójnie. Szczególnie nie lubię przegrywać z Legią, Widzewem czy Lechem, a tutaj przyszła porażka z beniaminkiem. Mówi się trudno, bo takie wpadki się zdarzają. Myślę, że w najbliższą niedzielę 3:0 dla nas już musi być. Raków jest w gazie, a GieKSa będzie delikatnie podmęczona pojedynkiem z Jagiellonią, który musiał was sporo kosztować. Raków też co prawda grał ze Śląskiem, ale moim zdaniem wyglądało to trochę tak, jakby grał na pół gwizdka. Dlatego forma fizyczna będzie działać na naszą korzyść.

Wiem, że byłeś na Nowej Bukowej w pierwszej kolejce tego sezonu. Jak wrażenia?
Jak wspominałem w naszej poprzedniej rozmowie, tylko raz miałem okazję być na starej Bukowej – załapałem się na ostatni wyjazd w ubiegłym roku. W tym sezonie wiedziałem, że z powodu narodzin dziecka będę musiał odpuścić część wyjazdów, dlatego ucieszyłem się, że do Katowic jechaliśmy na samym początku i zdążyłem się do was wybrać. Miałem podobne odczucia jak z meczu w Lublinie – imponujący stadion, wszyscy ubrani na żółto, mnóstwo ludzi i kapitalny doping. Wielokrotnie podkreślałem, że doping ekip ze Śląska, takich jak GieKSa czy Górnik, to ścisły top w Polsce. Co do samego meczu to nie powiem za wiele, bo nie należę do tych, którzy szczególnie skupiają się na analizie boiskowych wydarzeń, najważniejsze było zwycięstwo 1:0. Cały wyjazd wspominam więc bardzo dobrze, z wyjątkiem incydentu z rozpylonym gazem, który wprowadził trochę zamieszania.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Rakowie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Rakowem można było odnieść wrażenie, że ktoś przewinął taśmę o kilka kolejek wstecz i z powrotem wrzucił GieKSę w tryb „mecz do ukłucia, ale nie do wygrania”. To nie był występ fatalny, ale zdecydowanie taki, który pozostawia po sobie uczucie niedosytu.

Kilka naprawdę obiecujących momentów w pierwszej połowie, trzy sytuacje, które aż prosiły się o lepsze ostatnie podanie lub dokładniejszy strzał, a jednocześnie za mało konsekwencji, by z Częstochowy wywieźć choćby punkt. Raków – drużyna w formie, w gazie, z szeroką kadrą – przycisnął po przerwie i to wystarczyło na jedno trafienie. Problem w tym, że my nie wykorzystaliśmy swoich szans wtedy, gdy mieliśmy ku temu przestrzeń. Zapraszam na plusy i minusy po meczu z Rakowem.

Plusy:

+ Pomysł na mecz w pierwszej połowie
Raków nie dominował od początku. GieKSa bardzo dobrze wyglądała w pressingu i w szybkim wyprowadzaniu piłki. Były momenty, w których to katowiczanie wyglądali dojrzalej – szczególnie do 30. minuty. Szkoda tylko, że z tego pomysłu nie udało się „wcisnąć” bramki.

+ Jędrych i Klemenz 
W pierwszych 30 minutach GieKSa miała sytuacje… po stałych fragmentach i dobitkach właśnie środkowych obrońców. Jędrych dwa razy huknął z powietrza tak, że gdyby piłka zeszła, choć o pół metra, mielibyśmy kandydata do gola kolejki. Klemenz czyścił kluczowe akcje Rakowa – chociażby Makucha z 19. minuty. Solidny występ tej dwójki, szczególnie w pierwszej połowie.

Minusy:

– Niewykorzystane setki
To jest największy grzech tego meczu. Sytuacja 3 na 1 w 37. minucie – Zrel’ák mógł strzelić albo wystawić, a nie zrobił… niczego. W drugiej połowie Marković z pięciu metrów trafił w poprzeczkę, mając przed sobą pół bramki. W takim spotkaniu, jeśli masz 2-3 okazje, to musisz coś z nich zrobić, jeśli chcesz myśleć o wygranej.

– Statyczna reakcja przy straconej bramce
To był gol, którego można było uniknąć, bo sama akcja nie była wybitnie skomplikowana. Niestety Galan był spóźniony, a Brunes zupełnie niekryty. Raków przyspieszył w drugiej połowie, ale to nie był jakiś huragan – po prostu konsekwentna i cierpliwa gra.

– Głęboko i chaotycznie w drugiej połowie
Po 60. minucie w zasadzie przestaliśmy utrzymywać piłkę. Oderwane akcje, straty, chaos, brak wyjścia do pressingu. Raków to wykorzystał i zamknął GieKSę na długie minuty. Paradoksalnie – nie tworzyli sytuacji seryjnie, ale całkowicie przejęli inicjatywę. A my nie potrafiliśmy odpowiedzieć.

Podsumowanie:

GKS nie zagrał w Częstochowie meczu złego. Zagrał mecz… do wzięcia. I właśnie dlatego jest tyle rozczarowania.

To spotkanie nie zmienia obrazu całej jesieni. Wręcz przeciwnie – potwierdza, że ta drużyna gra dobrze. 6 zwycięstw w 7 ostatnich meczach przed Rakowem to nie przypadek. 20 punktów po jesieni w tak spłaszczonej tabeli to naprawdę solidny wynik. GieKSa po fatalnym starcie wróciła do ligi z jakością.

Ten mecz można było zremisować. Można było nawet wygrać. Nie udało się – ale też nie ma tu powodu, by bić na alarm. Przy takiej dyspozycji, jak z Motoru, Korony, Niecieczy, Jagiellonii, Pogoni czy w pierwszej połowie z Rakowem – GKS będzie punktował. Wiosna zacznie się praktycznie od zera, bo cała dolna połowa tabeli wciągnęła się w walkę o utrzymanie.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Widzew rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś w siedzibie TVP Sport odbyło się losowanie ćwierćfinałów Pucharu Polski. GKS Katowice zmierzy się w tej fazie z Widzewem Łódź. Mecz odbędzie się w Katowicach, a 1/4 Pucharu Polski zaplanowano na 3-5 marca.

Widzew obecnie zajmuje 13. miejsce w Ekstraklasie, mając w dorobku 20 punktów, czyli tyle samo co GKS. Na 18 meczów piłkarzy Igora Jovicevića (a wcześniej Żelijko Sopića i Patryka Czubaka) składa się 6 zwycięstw, 2 remisy i 10 porażek (bramki 26-28). We wcześniejszych rundach Widzew wyeliminował trzy drużyny z ekstraklasy: Termalikę, Zagłębie Lubin i Pogoń Szczecin.

Zanim dojdzie do pojedynku pucharowego, obie drużyny zmierzą się w lidze (także w Katowicach), w kolejce, która odbędzie się 6-8 lutego.

Pozostałe pary tej fazy to:
Lech Poznań – Górnik Zabrze
Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga