Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: 17-latek bohaterem GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet w ramach 1/16 Pucharu Polski pokonała Rekord Bielsko-Biała 2:0 (0:0). Jutro (19.11) o 16:00 na Bukowej 1 rozegra zaległe spotkanie z 5. kolejki rozgrywek z Pogonią Dekpol Tczew. Piłkarze najbliższe mecz rozegrają w niedzielę (23.11) o 12:15 w Białymstoku z Jagiellonią.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym pokonali BKS Bydgoszcz 3:1. Następne mecz zagramy 22 listopada (sobota) o 17:00 na wyjeździe z PZL Leonardo Avia Świdnik.

W piątek hokeiści pokonali Polonię Bytom 4:2. Z kolei w niedzielę zespół przegrał z GKS-em Tychy 1:7. Następny mecz drużyna rozegra w niedzielę (23.11) o 16:00 na wyjeździe z JKH GKS-em Jastrzębie.

PIŁKA NOŻNA

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 2:0 (0:0)

Koniec pucharowej przygody.

„Rekordzistki” świetnie zaczęły spotkanie stwarzając sobie kilka dogodnych sytuacji. Prym w ataku wiodły Katarzyna Jaszek z Oliwią Zgodą. Już w 3. minucie K. Jaszek zmusiła do wysiłku Oliwię Macałę. Ta akcja zapoczątkowała serię trzech rzutów rożnych, po których bliska zdobycia bramki była Agnieszka Glinka. Kilka minut później w podobnej sytuacji piłkę nad poprzeczką przeniosła Abigail Sowa. W 26. minucie świetną interwencją popisała się Kinga Ptaszek, parując piłkę po strzale z bliskiej odległości jednej z napastniczek Katowic. Bielszczanki jeszcze kilkukrotnie wyprowadziły szybki atak, jednak defensywa katowiczanek była szczelna.

Druga połowa należała już do gospodyń, które szybko chciały osiągnąć przewagę. Udało się im to w 52. minucie za sprawą Nikoli Brzęczek, która wygrała walkę w powietrzu i nie miała problemu ze zdobyciem bramki. Kilka minut później, dwukrotnie interweniowały K. Ptaszek z Nicole Jendrzejczyk chroniąc bielszczanki przed utratą kolejnych bramek. W 68. minucie A. Glinka wybiła piłkę z linii bramkowej. W 74. minucie mecz zamknęła Dżesika Jaszek, która wykorzystała szereg błędów „rekordzistek”.

Pomeczowa opinia trenera – Mateusz Żebrowski: – Uważam, że zaprezentowaliśmy się solidnie, jednak dwa proste błędy sprawiły, że odpadamy z Pucharu Polski. Najbardziej żałujemy pierwszej części spotkania, w której stworzyliśmy co najmniej trzy dogodne sytuacje bramkowe. Chociaż jedna z nich powinna zakończyć się golem. Mecz uciekł nam spod kontroli po stracie bramki.

SIATKÓWKA

siatka.org – To nie był weekend faworytów. Stal Nysa musi liczyć od nowa

[…] GKS Katowice i 10/10

Wciąż niepokonani pozostają siatkarze GKS-u Katowice, którzy w okrągłej serii gier mieli godnego przeciwnika po drugiej stronie siatki. BKS Bydgoszcz miał chrapkę na cenne punkty, ale tylko w dwóch pierwszych odsłonach miał swoje szanse. Goście świetnie prezentowali się wtedy w ataku, błyszczeli Jakub Kraut i Łukasz Szarek. GKS radził sobie dobrze, ale potrzebował czasu by wejść na swój najlepszy poziom. Po przegranym secie do 20 nadszedł moment przełamania. Gospodarze z każdym kolejnym setem dokładali swoje kolejne argumenty. Sporo dała im praca na siatce, a w czwartej odsłonie całkowicie zdominowali pole serwisowe, posyłając aż pięć asów. Po raz kolejny liderem był Michał Superlak, który razem z Gonzalo Quirogą stworzyli duet nie do pokonania.

GKS Katowice – BKS Bydgoszcz 3:1 (20:25, 27:25, 25:15, 25:17)

MVP: Gonzalo Quiroga

wkatowicach.eu – Kabaret Smile na meczu GieKSy z apelem: Chodźcie na siatkę do Katowic

W sobotę, 15 listopada, w meczu 10. kolejki PLS 1. Ligi GKS Katowice podejmował w hali Areny Katowice BKS Bydgoszcz. Dla zespołu trenera Emila Siewiorka była to kolejna szansa na utrzymanie zwycięskiej passy, która trwa od rozpoczęcia ligowych rozgrywek. Była motywacja na boisku i uśmiech na trybunach. I to dosłownie, bo zasiedli na nich członkowie kabaretu Smile.

Michał Kincel, Paweł Szwajgier i Andrzej Mierzejwski, czyli trio z kabaretu Smile, odwiedzili Arenę Katowice przy okazji meczu GKS Katowice-BKS Bydgoszcz. Dokładnie byli przy Nowej Bukowej, by obserwować swojego przyjaciela Wojciecha Włodarczyka, który w czerwcu 2025 dołączył do składu GieKSy.

Gościnne występy. Brawo GKS! Pięknie się oglądało. Dziękujemy za miłe przyjęcie. Chodźcie na siatkę do Katowic. Warto a i strefa dla dzieciaków jest jakby co – napisali w mediach społecznościowych.

Krótki filmik z wizyty Kaberetu Smile na Arenie Katowice możecie zobaczyć na ich Facebooku.

HOKEJ

hokej.net – 17-latek bohaterem GieKSy! Debiutancki gol pomógł rozstrzygnąć derby

BS Polonia Bytom musiała uznać wyższość GKS-u Katowice w 19. kolejce TAURON Hokej Ligi, przegrywając 2:4. Choć goście z Bytomia przez większość spotkania dzielnie gonili wynik, to ostatecznie musieli uznać wyższość wicemistrzów Polski. Na ustach katowickich kibiców znalazł się natomiast 17-letni Michał Kosmęda, który debiutanckim trafieniem w THL walnie przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu.

Piątkowe spotkanie w katowickiej „Satelicie” stało pod znakiem mocnych debiutów. Po 579 dniach i półtora rocznym pobycie w Tychach koszulkę GKS-u Katowice ponownie założył Joona Monto. Z kolei bytomscy kibice w końcu doczekali się występu Pawło Padakina. W pierwszych minutach dłużej w posiadaniu krążka utrzymywali się goście. Gdy w 3. minucie do boksu kar został skierowany rozgrywający swój 301 mecz w barwach GKS-u Katowice Mateusz Michalski, wydawało się, że mający w perspektywie dwuminutową przewagę bytomianie wrzucą wyższy bieg. Ofensywne zapędy przyjezdnych ograniczyły się jednak tylko do strzału z niebieskiej linii Dmitrija Załamaja. Wicemistrzowie Polski, choć nieco ospale wchodzili na pełne obroty, to jednak otwarcie wyniku padło ich łupem. W 14. minucie Bartosz Fraszko pomknął prawym skrzydłem. Przed bramką „Frachol” dostrzegł Patryka Wronki, który precyzyjnym wykończeniem pokonał przesuwającego się za ruchem krążka Djaczenkę. 53 sekundy przed końcem premierowej odsłony prowadzenie swojego zespołu podwyższył Jonasz Hofman.

Ekipie trenera Gusowa impuls do ataku nadał Michał Zając. 24-letni napastnik wykorzystując swoją dynamikę, namieszał w szykach obronnych GKS-u, po czym zdecydował się oddać strzał na bramkę. Krążek zdołał strącić Radosław Sawicki, czym zaskoczył interweniującego Michała Kielera. Kontaktowa bramka ożywiła wydarzenia na lodzie i sprawiła, że obie ekipy złapały wiatr w żagle w ofensywie. W 31. minucie na odbity od bytomskiego obrońcy krążek dobił Michał Kosmęda. Przytomne zachowanie pod bramką rywala przyniosło 17-letniemu napastnikowi premierowe trafienie na taflach TAURON Hokej Ligi. Jak u schyłku pierwszej tak i na 53 sekundy przed końcem drugiej tercji padła bramka. Z tą różnicą, że tym razem dla gości. Ponowny kontakt z GieKSą, Polonia złapała za sprawą trafienia Dmitrija Załamaja.

Na trzecią tercję goście wyjechali z wyraźną chęcią zdobycia wyrównującej bramki. Na lodowej tafli zabrakło bytomianom jednak pomysłu na zaskoczenie dobrze wywiązującej się ze swoich zadań katowickiej defensywy. W ostatniej minucie trener Gusow postawił wszystko na jedną kartę, wycofując Bohdana Djaczenkę. Ryzykowny manewr nie przyniósł jednak efektu bramkowego, a strzałem do pustej bramki wynik spotkania ustanowił Bartosz Fraszko.

Mistrzowie kontratakują! GieKSa rozbita w Tychach

Derbowe pojedynki pomiędzy GKS-em Tychy a GKS-em Katowice zwykły dostarczać wielu emocji i przebiegać w stylu twardej walki o każdy krążek. Choć walki nie zabrakło, to przebieg, a w szczególności wynik spotkania może być zaskakujący nawet dla najbardziej wytrawnych kibiców. Ku uciesze licznie zebranych na Stadionie Zimowym miejscowych kibiców, GKS Tychy pokonał katowicką GieKSę 7:1.

Początek spotkania przebiegał w stylu, jaki nikogo przy de Gaulle’a nie dziwił. Kwestia posiadania krążka rozstrzygała się na bandach i w środkowej tercji. Kolejne minuty zdradzały jednak, że więcej pomysłu na zaskoczenie defensywy rywala przejawiają gospodarze. Mistrzowie Polski przy pomocy szybkich podań zdołali zrywać się spod opieki katowickich defensorów i wypracować sobie nieco przestrzeni do oddania groźnych strzałów. Choć akcje zazębiały się w coraz szybszym tempie, to samo wykończenie akcji, należało raczej do gatunków tych, które nie mogły zaskoczyć Jespera Eliassona. Przełamanie nastąpiło w 7. minucie, gdy szybką akcję swojego zespołu wykończył osobiście kapitan tyszan, Filip Komorski. Jeśli stracona bramka podrażniła ambicje zespołu Jacka Płachty, to nie zdołali oni swej sportowej złości zamienić na pomysł na obronę rywala. Obecność katowiczan w tyskiej tercji nie przekładała się na bezpośrednie zagrożenia bramce Fučíka.

Warunki gry wraz z początkiem drugiej tercji narzucone były przez dwuminutowe wykluczenie Ludegarda. Gospodarze skrzętnie skorzystali z tego prezentu i okres gry w przewadze na bramkę zamienił Alan Łyszczarczyk. 55 sekund później zegar na Stadionie Zimowym w Tychach wskazywał już 3:0, gdy kolejny cios zadał Mark Viitanen. Choć za żadną ze straconych bramek ciężko jednoznacznie winić Jespera Eliasona, po trzecim golu szwedzkiego golkipera decyzją trenera Płachty zastąpił Michał Kieler. Jednak i on nie zdołał zbyt długo zachować czystego konta. Sposób na pokonanie reprezentacyjnego bramkarza znalazł już w 28. minucie Rafał Drabik, który z najbliższej odległości wepchnął gumę do siatki. Choć Panowie nie szczędzili sobie twardej gry, następstwem czego były obustronne wykluczenia, to jednak wysokie prowadzenie tyszan nie było w żaden sposób zagrożone. Na 4 sekundy przed końcem drugiej odsłony wynik podwyższył Mateusz Gościński, który zachował się najprzytomniej w okolicach katowickiej bramki.

W trzeciej odsłonie gospodarze zamierzali kontrolować wynik poprzez podkreślenie swojej dominacji. Efektem były trafienia po akcji „sam na sam” z 46. minuty Hanu Kuru oraz po mocnym strzale z dystansu w 48. minucie Viinikainena. Na osłodę gościom pozostała bramka Jonasza Hofmana, który wykorzystując precyzyjne podanie, silnym strzałem posłał gumę poza zasięgiem Fučíka, przekreślając szansę tyskiego golkipera na shutout.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: kibicowski boom na GieKSę zachwyca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnich tygodniach relacje z Częstochowy zdominowały czołówki serwisów sportowych w Polsce. Sprawcą zamieszania był przede wszystkim trener Marek Papszun, ale forma sportowa Medalików również jest godna podkreślenia. Jak w tym wszystkim odnajdują się kibice pod Jasną Górą? Zapytałem Roberta Parkitnego ze stowarzyszenia „Wieczny Raków”, który po raz drugi odpowiedział na nasze zaproszenie. Jednocześnie zachęcam do lektury naszej poprzedniej rozmowy, w której poruszyliśmy wiele tematów związanych z historią Rakowa i naszych pojedynków.

Meczem w Częstochowie otwieramy rundę rewanżową. Jak podsumujesz postawę Rakowa w pierwszej części sezonu?
Na początku Raków stracił, ale później odrobił i teraz nasze miejsce jest mniej więcej takie, jak należy. Natomiast z kilku względów była to dla nas ciężka runda, stąd wiele osób wyraża się o Rakowie negatywnie, nie mając pełnej wiedzy o tym, co tak naprawdę dzieje się w klubie. Ja nie mam potrzeby mówić i pisać o wszystkim tylko po to, aby zebrać dodatkowe lajki. Przede wszystkim kadra nie była odpowiednio zestawiona, aby łapać punkty na wszystkich frontach. Niektórzy powiedzą, że doszły duże nazwiska, takie jak Bulat, Diaby-Fadiga czy Konstantópoulos, mimo to na początku nie grało to, jak należy. Moim zdaniem drużyna potrzebowała czasu, aby wszystko mogło się zazębić. Zmian w kadrze było dużo, do tego doszły kontuzje, dlatego początek sezonu był ciężki. W pewnym momencie pojawiały się nawet głosy nawołujące do zwolnienia trenera, ale kryzysy trzeba przezwyciężać i cała sztuka polega na tym, aby w takich momentach karta się odwróciła. Nam się to udało i dziś idziemy jak burza w Europie, a w lidze też wyglądamy coraz lepiej. Uważam, że tę rundę zakończymy jeszcze dwoma zwycięstwami, niestety m. in. waszym kosztem. Koniec końców runda jesienna w naszym wykonaniu była dobra, natomiast jako kibic polecam krytycznie podchodzić do informacji podawanych w Internecie. Czasem spotykam się z opiniami, że ktoś nie pamięta tak słabego meczu, odkąd kibicuje Rakowowi – wtedy wiem, że nie mamy o czym rozmawiać, bo sam doskonale pamiętam ciężkie czasy w naszej całkiem niedawnej historii.

A co sądzisz o formie GieKSy?
Wydaje się, że ten sezon jest dla was cięższy niż poprzedni, w roli beniaminka. Z drugiej strony takie mecze jak pucharowy z Jagiellonią pokazują, że w waszej drużynie jest potencjał i gdybyś zapytał mnie o kandydatów do spadku, to nie wskazałbym w tym gronie GieKSy. Myślę, że te niegdyś „ulubione” przez was pozycje 8-12 w 1. lidze są teraz w waszym zasięgu, jeśli chodzi o Ekstraklasę. Natomiast z zachwytem obserwuję kibicowski boom na GieKSę, spowodowany m.in. nowym stadionem. Miałem okazję być w waszym sklepie „Blaszok”, który wygląda okazale, co chwilę przychodzili ludzie nie tylko na zakupy, ale też pogadać i zapytać o bieżące sprawy. Gdyby taki stadion jak wasz powstał w Częstochowie, to również byłby to dla nas impuls do kibicowskiego rozwoju.

Pytając o GKS w tym sezonie, przeważały opinie, że głównym powodem słabszej formy na początku sezonu był transfer Oskara Repki. Jak ten zawodnik odnalazł się pod Jasną Górą?
Pierwsze wejście Repki do zespołu było bardzo dobre. Z czasem nieco przygasł, być może z tego względu, że Marek Papszun wymaga więcej niż w większości innych klubów, nie tyle w kwestii samego zaangażowania na boisku, ale przede wszystkim całej otoczki. Była taka sytuacja po naszym meczu z Górnikiem, przegranym u siebie 0:1, który był chyba najsłabszy w całej rundzie: gra była fatalna i gdy po meczu trener nie przebierał w słowach, to mocno oberwało się m. in. Repce. Oskar wylądował na ławce i było to trudne zderzenie z rzeczywistością Marka Papszuna. Być może w GieKSie wyglądało to inaczej – po porażce trener reagował w inny sposób, jak przystało na beniaminka, natomiast w Rakowie wylicza się każdy błąd. Sam nie zwracam dużej uwagi na aspekty piłkarskie, ale czytałem opinie, że w ostatnim meczu ze Śląskiem Repka był jednym z naszych najsłabszych ogniw. Dla mnie jest to piłkarz z ogromnym potencjałem, pozostaje jednak pytanie, czy na dłuższą metę dopasuje się do naszego stylu gry. Z drugiej strony za chwilę w Rakowie będzie nowy trener, więc rola Repki też może się zmienić.

Jest też piłkarz, który kiedyś próbował podbić Częstochowę, a dziś nie wyobrażamy sobie bez niego GieKSy. Uważasz, że patrząc na obecną formę Bartosza Nowaka, odpuszczenie go przez Raków było błędem?
Przede wszystkim Bartek jest fajnym człowiekiem – otwartym, uśmiechniętym, radosnym. Widać, że gra sprawia mu przyjemność. Trudno uważać jego transfer za błąd. Kiedyś przygotowałem dla trenera statystykę zawodników, którzy nie sprawdzili się w Rakowie – większość wylądowała w 2. lub 3. lidze. Tacy jak Nowak są wyjątkami, ale nie znam dokładnie kulis jego odejścia – może sam na to nalegał, a może naciskał agent. Ja widziałbym Bartka w Rakowie, ale w tamtym czasie rywalizacja na jego pozycji była ogromna. Ponadto czasem po prostu tak jest, że w jednym klubie zawodnik gaśnie, a gdzie indziej, przy innym trenerze rozkwita i taki transfer okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Gdy pojawiła się informacja, że Papszun wraca, miałem mieszane uczucia, zastanawiając się, czy jest szansa po raz drugi napisać tę samą historię” – to twoje słowa z naszej poprzedniej rozmowy. Wszystko wskazuje na to, że twoje obawy były słuszne.
Mimo całego zamieszania, jakie od kilku tygodni trwa w Częstochowie, z Markiem Papszunem wciąż mam dobre relacje. Po jednym z ostatnich meczów porozmawiałem trochę dłużej z trenerem i poznałem jego punkt widzenia oraz odczucia co do obecnej sytuacji w klubie. Dlatego teraz, gdy spotykam się z innymi kibicami i słucham niepochlebnych opinii na temat trenera, to staram się tonować nastroje. Trener Papszun nie jest idealny ani bezbłędny, ale takie sprawy często mają drugie dno i nie inaczej jest w tym przypadku.

Po ewentualnym odejściu Marek Papszun zachowa status legendy?
Pod koniec jego pierwszej kadencji byłem wśród inicjatorów uroczystego pożegnania trenera w naszym kibicowskim lokalu, wręczyliśmy mu też piłkę z napisem „trener – legenda”. Żegnaliśmy go jak króla, tymczasem niedługo później on wrócił. To dowód na to, że zarząd nie był przygotowany na jego odejście, decydując się na Dawida Szwargę. Poza tym nastroje byłyby inne, gdyby w poprzednim sezonie Raków zdobył mistrzostwo. Nie każdemu pasuje praca z Markiem Papszunem, ale trzeba pamiętać, że w tym, co robi, jest profesjonalistą i nawet w sytuacji, gdy jedną nogą jest w Legii, to jego piłkarze wychodzą na boisko przygotowani i wygrywają kolejne mecze. Po pamiętnej konferencji wielu w to zwątpiło – pojawiły się głosy, że piłkarze będą grać przeciwko trenerowi. Z kolei po wysokich zwycięstwach z Rapidem i Arką ci sami ludzie mówili: wygrali, bo chcieli zrobić na złość Papszunowi. Można oszaleć…

Po deklaracji trenera o chęci trenowania Legii studziłeś na Twitterze gorące głowy częstochowskich kibiców. Jakie uczucia dominują – zawód czy zrozumienie?
Zdecydowanie negatywnie odebrano tę wypowiedź trenera, przede wszystkim co do miejsca i czasu. Natomiast ja patrzę na to w inny sposób. Owszem, trener mógł to rozegrać inaczej, ale z drugiej strony, gdyby tego nie zrobił, a niedługo później wypłynęłaby informacja o jego przejściu do Legii, to spotkałby się z zarzutem, że nas zdradził i ukrywał prawdę. Wszyscy wiemy, że Papszun jest Legionistą, warszawiakiem i prowadzenie stołecznych zawsze było jego marzeniem. W Częstochowie zrobił kawał dobrej roboty, dlatego nie widzę w jego słowach aż tak dużej sensacji, jak przedstawiają to media.

Kwestia „transferu” Papszuna do Legii jest już oficjalna?
Nie mam pojęcia. Oficjalne jest porozumienie Rakowa z Łukaszem Tomczykiem – trenerem Polonii Bytom. Było już wiele wersji rozwoju sytuacji, natomiast jeśli miałbym obstawiać, to moim zdaniem Papszun zostanie w Częstochowie do końca rundy (kilka godzin później taką informację podał Tomasz Włodarczyk w serwisie meczyki.pl – przyp. red.).

W ostatnich tygodniach forma zarówno Rakowa, jak i GKS-u wyraźnie poszła w górę. To, co jeszcze nas łączy, to lanie od ostatniego w tabeli Piasta Gliwice. Jak do tego doszło w Częstochowie?
Na ten temat nie powiem zbyt wiele, bo choć w ciągu ostatnich 18 sezonów opuściłem zaledwie siedem domowych meczów Rakowa, to właśnie z Piastem był jeden z nich. Ani go nie oglądałem, ani też nie analizowałem tej porażki. Po pierwsze, Daniel Myśliwiec jest dobrym trenerem i szybko odcisnął swoje piętno na drużynie, a po drugie liga jest mega wyrównana i nawet tak niskie miejsce w tabeli jak Piasta nie znaczy, że nie potrafią się odgryźć. Inna sprawa, że Rakowowi zawsze lepiej gra się z drużynami z czołówki – nie wiem, czy to kwestia motywacji, czy czegoś innego. Mimo że Piast zdobył 6 punktów z naszymi drużynami, to uważam, że w końcowym rozrachunku znajdzie się mimo wszystko w trójce spadkowiczów.

Jeśli natomiast chodzi o czołówkę ligi, to wielokrotnie podkreśla się w mediach postawę Jagiellonii, która dobrze prezentuje się we wszystkich rozgrywkach. Tymczasem Raków radzi sobie równie dobrze, o ile nie lepiej, bo w przeciwieństwie do Jagi nadal ma szansę na Puchar Polski. Cele na ten sezon pozostają niezmienne?
Zdecydowanie. Zarówno trener, jak i piłkarze zarabiają takie pieniądze, że nie ma innego celu jak mistrzostwo. Pochwały dla Jagiellonii przypominają mi laurki dla Rakowa przy okazji marszu z 1. ligi do Ekstraklasy – jak to wszystko było doskonale poukładane. Jaga wygląda nawet lepiej – ogromny stadion, odpowiednie zaplecze infrastrukturalne i kibicowskie. Z kolei Raków jest w Polsce wyśmiewany przede wszystkim za brak stadionu. Mieliśmy swoje pięć minut zachwytów w mediach, a teraz każdy gorszy moment jest dodatkowo rozdmuchiwany. Nic się jednak nie zmienia: zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski są dla nas mega ważne. Do tego jak najdłuższa gra w Lidze Konferencji. Po to sztab liczy tylu ludzi, by odpowiednio przygotować zespół do wszystkich rozgrywek, a wyniki muszą przyjść. Tym bardziej że w Pucharze robi się powoli autostrada do finału.

Musicie tylko uważać, by nie utknąć na bramkach z napisem „GKS Katowice”, ale przy odpowiednim zrządzeniu losu być może jeszcze będzie okazja o tym porozmawiać. Tymczasem skupiacie się na lidze i rozgrywkach europejskich. Czujecie się już w Sosnowcu jak u siebie?
W żadnym wypadku. Nie było tak ani w Bełchatowie, ani teraz w Sosnowcu. Trzeba być wdzięcznym włodarzom obu miast, że Raków miał gdzie grać, ale nie da się czuć dobrze poza Częstochową. Niby to tylko 60 kilometrów, ale każdy mecz w Sosnowcu bardziej przypomina bliski wyjazd niż mecz u siebie. Ciężko przyciągnąć tłumy na takie mecze, szczególnie tych najmłodszych – w Częstochowie byłoby to dużo prostsze. Sam stadion jest kapitalny do oglądania meczu, natomiast u siebie będziemy tylko w Częstochowie, choć na ten moment jest to nierealne. I pewnie w ciągu najbliższych lat się to nie zmieni.

Mimo że spodziewam się odpowiedzi, to i tak zadam ci to samo pytanie, co ostatnio: co nowego dzieje się w sprawie stadionu dla Rakowa?
Odpowiadam tak samo: nic się nie dzieje. Jakieś rozmowy się toczą, ale dopóki nie zobaczymy łopat na terenie budowy, to nie uwierzymy w żadne obietnice. Nie da się ukryć, że blokuje to rozwój klubu i Marek Papszun musi czuć to samo. Za każdym razem słyszy od prezesa, że rozmowy z Miastem są w toku – po pięciu czy sześciu latach można mieć już tego dość.

W poprzednim sezonie typowałeś gładkie 3:0 dla Rakowa w Częstochowie, tymczasem mecz potoczył się zupełnie inaczej.
Rzeczywiście, mój typ się nie sprawdził i po meczu śmiałem się w duchu, co ze mnie za znawca. Moim zdaniem tym meczem przegraliśmy mistrzostwo Polski, więc po czasie zabolało podwójnie. Szczególnie nie lubię przegrywać z Legią, Widzewem czy Lechem, a tutaj przyszła porażka z beniaminkiem. Mówi się trudno, bo takie wpadki się zdarzają. Myślę, że w najbliższą niedzielę 3:0 dla nas już musi być. Raków jest w gazie, a GieKSa będzie delikatnie podmęczona pojedynkiem z Jagiellonią, który musiał was sporo kosztować. Raków też co prawda grał ze Śląskiem, ale moim zdaniem wyglądało to trochę tak, jakby grał na pół gwizdka. Dlatego forma fizyczna będzie działać na naszą korzyść.

Wiem, że byłeś na Nowej Bukowej w pierwszej kolejce tego sezonu. Jak wrażenia?
Jak wspominałem w naszej poprzedniej rozmowie, tylko raz miałem okazję być na starej Bukowej – załapałem się na ostatni wyjazd w ubiegłym roku. W tym sezonie wiedziałem, że z powodu narodzin dziecka będę musiał odpuścić część wyjazdów, dlatego ucieszyłem się, że do Katowic jechaliśmy na samym początku i zdążyłem się do was wybrać. Miałem podobne odczucia jak z meczu w Lublinie – imponujący stadion, wszyscy ubrani na żółto, mnóstwo ludzi i kapitalny doping. Wielokrotnie podkreślałem, że doping ekip ze Śląska, takich jak GieKSa czy Górnik, to ścisły top w Polsce. Co do samego meczu to nie powiem za wiele, bo nie należę do tych, którzy szczególnie skupiają się na analizie boiskowych wydarzeń, najważniejsze było zwycięstwo 1:0. Cały wyjazd wspominam więc bardzo dobrze, z wyjątkiem incydentu z rozpylonym gazem, który wprowadził trochę zamieszania.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Rakowie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Rakowem można było odnieść wrażenie, że ktoś przewinął taśmę o kilka kolejek wstecz i z powrotem wrzucił GieKSę w tryb „mecz do ukłucia, ale nie do wygrania”. To nie był występ fatalny, ale zdecydowanie taki, który pozostawia po sobie uczucie niedosytu.

Kilka naprawdę obiecujących momentów w pierwszej połowie, trzy sytuacje, które aż prosiły się o lepsze ostatnie podanie lub dokładniejszy strzał, a jednocześnie za mało konsekwencji, by z Częstochowy wywieźć choćby punkt. Raków – drużyna w formie, w gazie, z szeroką kadrą – przycisnął po przerwie i to wystarczyło na jedno trafienie. Problem w tym, że my nie wykorzystaliśmy swoich szans wtedy, gdy mieliśmy ku temu przestrzeń. Zapraszam na plusy i minusy po meczu z Rakowem.

Plusy:

+ Pomysł na mecz w pierwszej połowie
Raków nie dominował od początku. GieKSa bardzo dobrze wyglądała w pressingu i w szybkim wyprowadzaniu piłki. Były momenty, w których to katowiczanie wyglądali dojrzalej – szczególnie do 30. minuty. Szkoda tylko, że z tego pomysłu nie udało się „wcisnąć” bramki.

+ Jędrych i Klemenz 
W pierwszych 30 minutach GieKSa miała sytuacje… po stałych fragmentach i dobitkach właśnie środkowych obrońców. Jędrych dwa razy huknął z powietrza tak, że gdyby piłka zeszła, choć o pół metra, mielibyśmy kandydata do gola kolejki. Klemenz czyścił kluczowe akcje Rakowa – chociażby Makucha z 19. minuty. Solidny występ tej dwójki, szczególnie w pierwszej połowie.

Minusy:

– Niewykorzystane setki
To jest największy grzech tego meczu. Sytuacja 3 na 1 w 37. minucie – Zrel’ák mógł strzelić albo wystawić, a nie zrobił… niczego. W drugiej połowie Marković z pięciu metrów trafił w poprzeczkę, mając przed sobą pół bramki. W takim spotkaniu, jeśli masz 2-3 okazje, to musisz coś z nich zrobić, jeśli chcesz myśleć o wygranej.

– Statyczna reakcja przy straconej bramce
To był gol, którego można było uniknąć, bo sama akcja nie była wybitnie skomplikowana. Niestety Galan był spóźniony, a Brunes zupełnie niekryty. Raków przyspieszył w drugiej połowie, ale to nie był jakiś huragan – po prostu konsekwentna i cierpliwa gra.

– Głęboko i chaotycznie w drugiej połowie
Po 60. minucie w zasadzie przestaliśmy utrzymywać piłkę. Oderwane akcje, straty, chaos, brak wyjścia do pressingu. Raków to wykorzystał i zamknął GieKSę na długie minuty. Paradoksalnie – nie tworzyli sytuacji seryjnie, ale całkowicie przejęli inicjatywę. A my nie potrafiliśmy odpowiedzieć.

Podsumowanie:

GKS nie zagrał w Częstochowie meczu złego. Zagrał mecz… do wzięcia. I właśnie dlatego jest tyle rozczarowania.

To spotkanie nie zmienia obrazu całej jesieni. Wręcz przeciwnie – potwierdza, że ta drużyna gra dobrze. 6 zwycięstw w 7 ostatnich meczach przed Rakowem to nie przypadek. 20 punktów po jesieni w tak spłaszczonej tabeli to naprawdę solidny wynik. GieKSa po fatalnym starcie wróciła do ligi z jakością.

Ten mecz można było zremisować. Można było nawet wygrać. Nie udało się – ale też nie ma tu powodu, by bić na alarm. Przy takiej dyspozycji, jak z Motoru, Korony, Niecieczy, Jagiellonii, Pogoni czy w pierwszej połowie z Rakowem – GKS będzie punktował. Wiosna zacznie się praktycznie od zera, bo cała dolna połowa tabeli wciągnęła się w walkę o utrzymanie.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Widzew rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś w siedzibie TVP Sport odbyło się losowanie ćwierćfinałów Pucharu Polski. GKS Katowice zmierzy się w tej fazie z Widzewem Łódź. Mecz odbędzie się w Katowicach, a 1/4 Pucharu Polski zaplanowano na 3-5 marca.

Widzew obecnie zajmuje 13. miejsce w Ekstraklasie, mając w dorobku 20 punktów, czyli tyle samo co GKS. Na 18 meczów piłkarzy Igora Jovicevića (a wcześniej Żelijko Sopića i Patryka Czubaka) składa się 6 zwycięstw, 2 remisy i 10 porażek (bramki 26-28). We wcześniejszych rundach Widzew wyeliminował trzy drużyny z ekstraklasy: Termalikę, Zagłębie Lubin i Pogoń Szczecin.

Zanim dojdzie do pojedynku pucharowego, obie drużyny zmierzą się w lidze (także w Katowicach), w kolejce, która odbędzie się 6-8 lutego.

Pozostałe pary tej fazy to:
Lech Poznań – Górnik Zabrze
Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga