Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: pierwszy gol to klucz do sukcesu
Ani się spostrzegliśmy, jak minęła runda jesienna. Jeszcze niedawno z ekscytacją szykowaliśmy się na pierwszy mecz przy Bukowej z Radomiakiem, a już trzeba jechać w gości na rewanż. Czego się spodziewać po rywalu? Zapytaliśmy Szymona Janczyka z redakcji serwisu Weszło.com, który jak nikt inny zna klub z Radomia.
W poniedziałek meczem Motoru z Radomiakiem zakończyliśmy rundę jesienną Ekstraklasy. Kto twoim zdaniem zaskoczył na plus, kto najbardziej rozczarował i jak na tym tle ocenisz postawę zarówno Radomiaka, jak i GKS-u Katowice?
Na tym etapie GKS jest na pewno pozytywnym zaskoczeniem, chociaż raczej nie największym. Na takie wyróżnienie zasługuje Cracovia, patrząc na poprawę wyników sezon do sezonu – jeszcze niedawno była zespołem walczącym o utrzymanie, a w tym sezonie była nawet przez moment na szczycie tabeli. Jeśli natomiast chodzi o zaskoczenia in minus, to osobiście nie jestem przesadnie zdziwiony postawą Radomiaka, bo spodziewałem się, że w tym sezonie będzie walczył o utrzymanie. W tej chwili różnice są na tyle małe, że jedno zwycięstwo pozwoli im wskoczyć ze strefy spadkowej. Największą niespodzianką jest z kolei fakt, że Śląsk Wrocław upadł aż tak nisko. Innym negatywnym przykładem jest Pogoń, która dawała wprawdzie sygnały, że słabnie, ale trudno było się spodziewać, że ten zjazd będzie aż tak duży.
Zawodowo mocno interesujesz się pierwszą ligą. Rozstrzygnięcia ubiegłego sezonu były dla ciebie zaskoczeniem? Czy i kiedy zacząłeś traktować GKS jako realnego kandydata do awansu?
Z perspektywy obserwacji przed sezonem można mówić o zaskoczeniach, bo nikt się nie spodziewał, że np. Wisły Kraków nie będzie nawet w barażach. Natomiast w miarę upływu sezonu każda z drużyn, które ostatecznie awansowały, pokazała swoje atuty i miejsca w tabeli nie były przypadkowe. Jeśli chodzi o GKS, to docierały do mnie informacje, że drużyna świetnie przepracowała zimową przerwę, co potwierdzała z każdą kolejką – GKS się rozpędzał i skutecznie włączył do walki o awans. Zespół został zbudowany na wąskiej grupie zawodników, a jego trzon był obyty w pierwszoligowych realiach, z pojedynczymi przykładami zawodników, którzy grali wcześniej w Ekstraklasie. Nie stawiałem was od początku w gronie faworytów do awansu, ale wiosna pokazała, że zespół łapie serie zwycięstw, widać powtarzalność i styl, który przynosił efekty. Było wtedy jasne, że GieKSa skończy wysoko.
Jakie masz wspomnienia z Katowic? Często bywasz na Bukowej?
Jedyny raz na Bukowej byłem w tym sezonie, na inaugurację Ekstraklasy w meczu z Radomiakiem. Napisałem nawet reportaż z tego meczu. Fajnie było doświadczyć, że Ekstraklasa wraca na ten stadion, zasłużony dla polskiej piłki, dobrze wspominany przez starsze pokolenia kibiców. Ciekawe miejsce i dobra „gięta”. Wyjątkowa jest ta symbolika, że klubowi udało się wrócić do Ekstraklasy tuż przed przeprowadzką na nowy obiekt, co pozwoliło spiąć historię klubu pewną klamrą. Będzie brakowało tej magii i jest pewna nostalgia, trochę jak podróż w czasie, choć z drugiej strony warunki dla piłkarzy były tu już trudne do zaakceptowania, bo w zasadzie wszędzie infrastruktura poszła do przodu i standardy są już inne.
To już czwarty sezon Radomiaka w Ekstraklasie. Pierwsze dwa były obiecujące, natomiast ostatnio klub balansuje na granicy utrzymania. Jaka jest obecnie realna sportowa siła Radomiaka?
Jak jeszcze kilka innych drużyn w polskiej lidze, Radomiak ma predyspozycje, aby grać o miejsca 8-10, ale równie dobrze może skończyć na 14-16 miejscu. Na dziś zaliczyłbym Radomiaka do grupy drużyn z dolnej połowy tabeli. Wpływ na wyniki w tym sezonie miał na pewno fakt, że latem zawalono kwestię przygotowania motorycznego, co przełożyło się na szereg kontuzji, które ciągną się za zespołem aż do teraz. Nie będę zbyt kontrowersyjny, jeśli powiem, że gdyby nie te kontuzje, to Radomiakowi byłoby dziś bliżej do miejsc 10-11, choć nie jest to jedyna przyczyna słabszej postawy drużyny. Składa się na to wiele czynników, takich jak transfery czy kwestie organizacyjne, bo nawet jeśli klub w wielu aspektach się rozwija, to wiele rzeczy jest tymczasowych i wymaga poprawy.
A co jeśli chodzi o ambicje? W 2022 roku o Radomiaku było głośno za sprawą zwolnienia Dariusza Banasika, który zajmował wprawdzie 7. miejsce w tabeli, ale zarządowi marzyły się europejskie puchary. Czy w Radomiu zrewidowano te oczekiwania?
Na półmetku sezonu Radomiak zajmował wtedy 3. miejsce, więc zrewidowano cel na tamten sezon i nastawiono się na walkę o puchary. Tymczasem słaba seria we wiosennych meczach spowodowała osunięcie się w tabeli na 7. miejsce, co było przyczyną zwolnienia trenera Banasika. Obecnie środek stawki to dla Radomiaka realny cel, który wprost deklarowano przed sezonem. Oddają to też realia budżetowe, bo w poprzednim sezonie Radomiak miał 12. lub 13. budżet w lidze, a w tym sezonie jest podobnie. Dlatego widać dziś rozczarowanie wynikami, bo Radomiak jest w strefie spadkowej.
W swoim biogramie w serwisie Weszło napisałeś, że byłeś naocznym świadkiem największych sportowych sukcesów w Radomiu – obydwu. Czy jest u was klimat na coś więcej niż 7. miejsce w Ekstraklasie?
Pisząc to miałem na myśli awans do Ekstraklasy i dobre wyniki w pierwszej rundzie. Czy jest potencjał na dużo więcej? Myślę, że nie. Trzeba realnie patrzeć na rzeczywistość. Radomiak ma sporą, oddaną grupę kibiców i choć może nie są oni tak aktywni jak np. społeczności śląskich klubów, to licznie wspierają klub, predestynując Radomiaka do roli co najmniej solidnego ekstraklasowego średniaka, z trwałymi fundamentami i możliwością wyskoków na wyższe miejsca, przy sprzyjającym splocie okoliczności. Obecnie Radomiak jest w fazie dynamicznego wzrostu, a postronni obserwatorzy nie zdają sobie sprawy, jak wiele dobrego wydarzyło się tu w ostatnich latach. Droga z drugiej ligi do Ekstraklasy, budowa stadionu, uruchomienie nowego ośrodka treningowego. To są solidne fundamenty, ale potrzeba cierpliwości, aby ustabilizować klub na określonym poziomie.
W Radomiu nie mają chyba cierpliwości do trenerów.
Dariusz Banasik był jedynym trenerem, który tak długo pracował w Radomiu. Pokutuje tu pewnego rodzaju choroba działaczy w polskiej piłce, że wiecznie brakuje cierpliwości, chcąc osiągać wyniki na już, a w połączeniu z niezbyt trafnym doborem trenerów kończy się na tym, że brakuje stabilizacji i zachodzi ciągła potrzeba zmiany. W ten sposób wpada się w pewien zaklęty krąg, z którego trudno się wydostać, bo rośnie presja związana np. z ryzykiem spadku, a z drugiej strony nie daje się trenerom czasu i narzędzi, aby zbudować silny zespół. Obecnie z tą cierpliwością jest lepiej, mimo że przez całą jesień trwa burza medialna wokół szkoleniowca, a Piotr Stokowiec był już chyba trzy razy namaszczany na trenera Radomiaka. Owszem, wyniki są słabe, ale trener przepracował zaledwie jedną pełną rundę, a już wielu chce go zwalniać. Do Radomia nie przyjdzie trener dużo lepszy od Bruno Baltazara, biorąc pod uwagę ograniczenia, jakie ma klub. Ponadto przerabiali tu już chyba wszystkie możliwe opcje: od trenera z uznanym nazwiskiem jak Constantin Gâlcă, trenera – byłego wybitnego piłkarza jak Mariusz Lewandowski, młodego asystenta z ambicjami jak Maciej Kędziorek… Nie zostało już za wiele alternatyw. Na dziś wiadomo, że Bruno Baltazar zostaje do końca roku, a zimą zaplanowane są rozmowy, które raczej wskazują na to, że Baltazar pozostanie trenerem Radomiaka. Nic nie jest jednak przesądzone, bo porażki w dwóch ostatnich meczach z GKS-em i ze Śląskiem mogą poważnie zachwiać jego pozycją.
Można więc powiedzieć, że krzesło trenera Baltazara nie jest może gorące, ale też niespecjalnie stabilne?
To działa w dwie strony, bo trener też ma swoje ambicje, a już dziś mówi się, że zimą odejdzie co najmniej dwóch najlepszych zawodników. Których? Jeszcze nie wiadomo, ale będą to raczej Rocha i Peglov. Trzeba sprzedawać, żeby przeżyć. W tej sytuacji trener też może mieć wątpliwości co do powodzenia tego projektu, więc dobrym pomysłem jest spokojna rozmowa nad przyszłością klubu.
Trudno szukać wychowanków w kadrze Radomiaka. Jaka jest filozofia budowania drużyny? Znaleźć zagraniczną perełkę, którą można drogo sprzedać?
Zdecydowanie tak, bo mimo że do Radomiaka przylgnęła łatka klubu mocno wspieranego przez samorząd, to jest on klubem w 100 proc. prywatnym, należącym do dwóch właścicieli. Owszem, otrzymuje środki z Miasta, aczkolwiek w skali Ekstraklasy nie są to duże kwoty. Klub utrzymują lokalni biznesmeni, trzeba więc szukać pieniędzy z różnych źródeł. Powstała wizja polskiego Szachtara, czyli wyławianie tanich i niedocenianych Portugalczyków czy Brazylijczyków, których można sprzedać dalej. Jak dotąd wychodzi to całkiem nieźle. Mimo że Radomiak nie jest najsilniejszą marką w lidze, to pod względem transferów gotówkowych jest bardzo aktywny. Jest to polityka obarczona dużym ryzykiem, ale dzięki temu Radomiak ma pieniądze na przetrwanie w Ekstraklasie.
To przepis na coś więcej niż ligową przeciętność, skoro najmocniejsze ogniwa są wciąż wycinane z tego łańcucha?
Myślę, że nie. Tym bardziej, że Radomiak nie ma rozbudowanego systemu skautingu, który gwarantuje jakościowe transfery. Wszystko opiera się na osobistych kontaktach, na „nosie” do talentów. Nie ma tu analizy wielu twardych danych, ale bardziej zawierzenie opinii menadżerów i skautów. Nie jest to oczywisty pomysł na sukces, ale póki co działa. Nikt jednak nie da gwarancji, że coś się nie zepsuje.
Na inaugurację sezonu Radomiak przyjechał do Katowic i zgarnął komplet punktów. Czy twoim zdaniem GKS wyszedł na mecz zbyt bojaźliwie i przestraszył się Ekstraklasy a Radomiak wykorzystał przewagę doświadczenia?
To był jeden z lepszych meczów Radomiaka pod kątem intensywności gry, w którym jeszcze nie dawały o sobie znać problemy z przygotowaniem fizycznym. Zespół funkcjonował bardzo dobrze, intensywnie biegał i był w stanie dorównać GKS-owi pod względem motorycznym. Tego brakowało w kolejnych meczach i przez to Radomiak tracił punkty. Do tego doszły kontuzje i taki mecz jak z GieKSą ciężko było powtórzyć. Nie zrzucałbym więc wyniku na karb braku doświadczenia, bo to zbyt prosta wymówka. Sam trener Górak wzbraniał się przed mówieniem o frycowym. Myślę, że Radomiak ma bardziej jakościową kadrę niż GKS i jesienią to wykorzystał.
W jesiennym meczu dał się nam we znaki Leonardo Rocha, który zdobył dwa gole i – co pokazała dalsza część sezonu – praktycznie sam niesie na swoich barkach ofensywę Radomiaka. Na kogo jeszcze należy szczególnie uważać w piątek? Ponadto, czy mocno odczujecie brak Bruno Jordao, który pauzuje za kartki?
Kibice Radomiaka powiedzieliby że nie, bo jest to zawodnik bardzo chimeryczny. Miał swój dobry moment w sezonie, ale był on bardzo krótki. Moim zdaniem Radomiak nie odczuje straty tego zawodnika, bo nie jest to na dziś kluczowa postać w drużynie. Kluczowi, oprócz Rochy, są na pewno Peglov i Grzesik, którzy wyróżnili się już w pierwszym meczu w Katowicach. Obaj są wybiegani, bardzo dobrze przygotowani, grający na dużej intensywności, a przy tym dobrzy technicznie.
Największą gwiazdą Radomiaka jest chyba mimo wszystko Leandro.
Jest to piłkarz z największa liczbą meczów i bramek w historii klubu, po prostu najlepszy. Pełni rolę kapitana i choć obecnie jest tylko zmiennikiem, to za każdym razem, gdy pojawia się na boisku, przejmuje opaskę od Rafaela Rossiego. Z uwagi na specyfikę tej szatni postać, która zarówno świetnie orientuje się w lokalnym środowisku, jak i łatwo dociera do zagranicznych kolegów, jest na wagę złota. Wątpię, czy zdąży się wykurować na najbliższy mecz, bo ostatnio podkręcił staw skokowy. Być może wejdzie na ostatnie minuty.
W przyszłym roku Katowice otworzą nowy stadion dla GKS. W Radomiu również niedawno otwarto nowy obiekt, jednak prace na nim wciąż trwają. Dlaczego trwa to tak długo, na jakim etapie są prace i kiedy będzie można powiedzieć, że stadion jest ukończony?
Budowa stadionu w Radomiu to chyba najdłuższa i najbardziej kuriozalna saga stadionowa w Polsce. Dochodziło tam do przeróżnych absurdów, włącznie z rozbieraniem trybun i stawianiem ich od nowa. Dlaczego trwa to tak długo? Składa się na to trochę polityki i biurokracji, ponadto jako wykonawców zaangażowano firmy niegodne zaufania. Z tego powodu podzielono budowę na etapy, prace się przeciągnęły i znacząco wzrosły koszty. Na szczęście budowa jest już na ukończeniu – w przyszłym roku stadion ma być oddany do użytku w całości, wraz z sektorem gości. Warto zaznaczyć, że Radomiak zainwestował sporo swoich pieniędzy w budowę stadionu i z własnej kieszeni go utrzymuje, więc większość środków, jakie otrzymuje z miasta, w ten sposób zwraca. W innych miastach to przeważnie samorządy są odpowiedzialne za utrzymanie obiektów.
Nowy stadion w Radomiu nie nadaje się jeszcze na przyjmowanie kibiców gości. Czy można liczyć, że przynajmniej gospodarze stawią się w komplecie?
Nie spodziewam się kompletu. Gdy ostatnio sprawdzałem, było dostępnych ponad 4 tysiące biletów. Mecz jest w piątek, rywal nie jest ze ścisłego topu ani nie wzbudza animozji, dlatego moim zdaniem nie uda się już sprzedać tylu biletów. Nie da się ukryć, że frekwencja jest problemem w tym sezonie. W poprzednim, na fali entuzjazmu wynikającej z oddania nowego obiektu, praktycznie zawsze był komplet i wyglądało to dobrze. Z jednej strony zapełnienie ponad 8 tysięcy miejsc nie powinno być dużym wyzwaniem, z drugiej jednak brakuje zarówno wyników, jak i odpowiedniego marketingu.
Niedawno Internet obiegła „afera herbowa” Radomiaka, gdy klub stracił kontrolę m.in. nad social mediami. O co chodziło i jak ostatecznie zakończyła się ta sprawa?
Sprawa jest jednocześnie prosta i zawiła. Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć o blisko 10 lat, kiedy klub był w rękach poprzedniego właściciela, który ratował go przed upadkiem. W momencie sprzedaży klubu został on jednym z czterech współwłaścicieli, zachowując prawa do herbu i nazwy jako osoba prywatna. Kiedy przyszedł czas na odnowienie patentu na nazwę i herb, powstał rozgardiasz. Klub czynił starania, by przepisać te prawa na spółkę, co wywołało małą awanturę, bo współwłaściciel sam chciał przedłużyć patent na dotychczasowych zasadach. Z tego powodu zablokował dostęp do wszystkich kanałów, które korzystały z herbu i nazwy. Można to oceniać w aspekcie moralnym, który jest po stronie klubu, natomiast kwestie prawne były po jego stronie. Niezależnie od zakulisowych ustaleń, mocno zaszkodził klubowi. Na szczęście udało się załagodzić ten spór i wszystko powoli wraca do normy, a prawa do herbu i nazwy mają wreszcie trafić pod zarządzanie klubu.
Radomiak nie umie odrabiać strat. Ilekroć traci gola jako pierwszy, to zawsze przegrywa. Atak od pierwszej minuty to recepta dla GKS na zwycięstwo?
Radomiak ma problemy z intensywnie grającymi przeciwnikami i nie potrafi się dostosować do takiego stylu. Potrafią to pojedynczy piłkarze, ale nie cały zespół. W drużynie kuleje rozegranie piłki od obrony i można ich zaskoczyć w wysokim pressingu. Strzelenie Radomiakowi gola jako pierwszy to duży krok do sukcesu rywala. Brakuje im energii i pomysłu na odrabianie strat, ponadto otwarcie gry i pójście na wymianę ciosów w pogoni za wyrównaniem zwykle źle się kończy, bo obrońcy, zwłaszcza środkowi, nie należą do najszybszych.
Jaki wynik typujesz?
Z racji, że jest to mecz domowy, to dostrzegam pewne atuty po stronie Radomiaka. Wygrana 2:1 nie jest w piątek nierealnym wynikiem.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze