Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: pierwszy gol to klucz do sukcesu
Ani się spostrzegliśmy, jak minęła runda jesienna. Jeszcze niedawno z ekscytacją szykowaliśmy się na pierwszy mecz przy Bukowej z Radomiakiem, a już trzeba jechać w gości na rewanż. Czego się spodziewać po rywalu? Zapytaliśmy Szymona Janczyka z redakcji serwisu Weszło.com, który jak nikt inny zna klub z Radomia.
W poniedziałek meczem Motoru z Radomiakiem zakończyliśmy rundę jesienną Ekstraklasy. Kto twoim zdaniem zaskoczył na plus, kto najbardziej rozczarował i jak na tym tle ocenisz postawę zarówno Radomiaka, jak i GKS-u Katowice?
Na tym etapie GKS jest na pewno pozytywnym zaskoczeniem, chociaż raczej nie największym. Na takie wyróżnienie zasługuje Cracovia, patrząc na poprawę wyników sezon do sezonu – jeszcze niedawno była zespołem walczącym o utrzymanie, a w tym sezonie była nawet przez moment na szczycie tabeli. Jeśli natomiast chodzi o zaskoczenia in minus, to osobiście nie jestem przesadnie zdziwiony postawą Radomiaka, bo spodziewałem się, że w tym sezonie będzie walczył o utrzymanie. W tej chwili różnice są na tyle małe, że jedno zwycięstwo pozwoli im wskoczyć ze strefy spadkowej. Największą niespodzianką jest z kolei fakt, że Śląsk Wrocław upadł aż tak nisko. Innym negatywnym przykładem jest Pogoń, która dawała wprawdzie sygnały, że słabnie, ale trudno było się spodziewać, że ten zjazd będzie aż tak duży.
Zawodowo mocno interesujesz się pierwszą ligą. Rozstrzygnięcia ubiegłego sezonu były dla ciebie zaskoczeniem? Czy i kiedy zacząłeś traktować GKS jako realnego kandydata do awansu?
Z perspektywy obserwacji przed sezonem można mówić o zaskoczeniach, bo nikt się nie spodziewał, że np. Wisły Kraków nie będzie nawet w barażach. Natomiast w miarę upływu sezonu każda z drużyn, które ostatecznie awansowały, pokazała swoje atuty i miejsca w tabeli nie były przypadkowe. Jeśli chodzi o GKS, to docierały do mnie informacje, że drużyna świetnie przepracowała zimową przerwę, co potwierdzała z każdą kolejką – GKS się rozpędzał i skutecznie włączył do walki o awans. Zespół został zbudowany na wąskiej grupie zawodników, a jego trzon był obyty w pierwszoligowych realiach, z pojedynczymi przykładami zawodników, którzy grali wcześniej w Ekstraklasie. Nie stawiałem was od początku w gronie faworytów do awansu, ale wiosna pokazała, że zespół łapie serie zwycięstw, widać powtarzalność i styl, który przynosił efekty. Było wtedy jasne, że GieKSa skończy wysoko.
Jakie masz wspomnienia z Katowic? Często bywasz na Bukowej?
Jedyny raz na Bukowej byłem w tym sezonie, na inaugurację Ekstraklasy w meczu z Radomiakiem. Napisałem nawet reportaż z tego meczu. Fajnie było doświadczyć, że Ekstraklasa wraca na ten stadion, zasłużony dla polskiej piłki, dobrze wspominany przez starsze pokolenia kibiców. Ciekawe miejsce i dobra „gięta”. Wyjątkowa jest ta symbolika, że klubowi udało się wrócić do Ekstraklasy tuż przed przeprowadzką na nowy obiekt, co pozwoliło spiąć historię klubu pewną klamrą. Będzie brakowało tej magii i jest pewna nostalgia, trochę jak podróż w czasie, choć z drugiej strony warunki dla piłkarzy były tu już trudne do zaakceptowania, bo w zasadzie wszędzie infrastruktura poszła do przodu i standardy są już inne.
To już czwarty sezon Radomiaka w Ekstraklasie. Pierwsze dwa były obiecujące, natomiast ostatnio klub balansuje na granicy utrzymania. Jaka jest obecnie realna sportowa siła Radomiaka?
Jak jeszcze kilka innych drużyn w polskiej lidze, Radomiak ma predyspozycje, aby grać o miejsca 8-10, ale równie dobrze może skończyć na 14-16 miejscu. Na dziś zaliczyłbym Radomiaka do grupy drużyn z dolnej połowy tabeli. Wpływ na wyniki w tym sezonie miał na pewno fakt, że latem zawalono kwestię przygotowania motorycznego, co przełożyło się na szereg kontuzji, które ciągną się za zespołem aż do teraz. Nie będę zbyt kontrowersyjny, jeśli powiem, że gdyby nie te kontuzje, to Radomiakowi byłoby dziś bliżej do miejsc 10-11, choć nie jest to jedyna przyczyna słabszej postawy drużyny. Składa się na to wiele czynników, takich jak transfery czy kwestie organizacyjne, bo nawet jeśli klub w wielu aspektach się rozwija, to wiele rzeczy jest tymczasowych i wymaga poprawy.
A co jeśli chodzi o ambicje? W 2022 roku o Radomiaku było głośno za sprawą zwolnienia Dariusza Banasika, który zajmował wprawdzie 7. miejsce w tabeli, ale zarządowi marzyły się europejskie puchary. Czy w Radomiu zrewidowano te oczekiwania?
Na półmetku sezonu Radomiak zajmował wtedy 3. miejsce, więc zrewidowano cel na tamten sezon i nastawiono się na walkę o puchary. Tymczasem słaba seria we wiosennych meczach spowodowała osunięcie się w tabeli na 7. miejsce, co było przyczyną zwolnienia trenera Banasika. Obecnie środek stawki to dla Radomiaka realny cel, który wprost deklarowano przed sezonem. Oddają to też realia budżetowe, bo w poprzednim sezonie Radomiak miał 12. lub 13. budżet w lidze, a w tym sezonie jest podobnie. Dlatego widać dziś rozczarowanie wynikami, bo Radomiak jest w strefie spadkowej.
W swoim biogramie w serwisie Weszło napisałeś, że byłeś naocznym świadkiem największych sportowych sukcesów w Radomiu – obydwu. Czy jest u was klimat na coś więcej niż 7. miejsce w Ekstraklasie?
Pisząc to miałem na myśli awans do Ekstraklasy i dobre wyniki w pierwszej rundzie. Czy jest potencjał na dużo więcej? Myślę, że nie. Trzeba realnie patrzeć na rzeczywistość. Radomiak ma sporą, oddaną grupę kibiców i choć może nie są oni tak aktywni jak np. społeczności śląskich klubów, to licznie wspierają klub, predestynując Radomiaka do roli co najmniej solidnego ekstraklasowego średniaka, z trwałymi fundamentami i możliwością wyskoków na wyższe miejsca, przy sprzyjającym splocie okoliczności. Obecnie Radomiak jest w fazie dynamicznego wzrostu, a postronni obserwatorzy nie zdają sobie sprawy, jak wiele dobrego wydarzyło się tu w ostatnich latach. Droga z drugiej ligi do Ekstraklasy, budowa stadionu, uruchomienie nowego ośrodka treningowego. To są solidne fundamenty, ale potrzeba cierpliwości, aby ustabilizować klub na określonym poziomie.
W Radomiu nie mają chyba cierpliwości do trenerów.
Dariusz Banasik był jedynym trenerem, który tak długo pracował w Radomiu. Pokutuje tu pewnego rodzaju choroba działaczy w polskiej piłce, że wiecznie brakuje cierpliwości, chcąc osiągać wyniki na już, a w połączeniu z niezbyt trafnym doborem trenerów kończy się na tym, że brakuje stabilizacji i zachodzi ciągła potrzeba zmiany. W ten sposób wpada się w pewien zaklęty krąg, z którego trudno się wydostać, bo rośnie presja związana np. z ryzykiem spadku, a z drugiej strony nie daje się trenerom czasu i narzędzi, aby zbudować silny zespół. Obecnie z tą cierpliwością jest lepiej, mimo że przez całą jesień trwa burza medialna wokół szkoleniowca, a Piotr Stokowiec był już chyba trzy razy namaszczany na trenera Radomiaka. Owszem, wyniki są słabe, ale trener przepracował zaledwie jedną pełną rundę, a już wielu chce go zwalniać. Do Radomia nie przyjdzie trener dużo lepszy od Bruno Baltazara, biorąc pod uwagę ograniczenia, jakie ma klub. Ponadto przerabiali tu już chyba wszystkie możliwe opcje: od trenera z uznanym nazwiskiem jak Constantin Gâlcă, trenera – byłego wybitnego piłkarza jak Mariusz Lewandowski, młodego asystenta z ambicjami jak Maciej Kędziorek… Nie zostało już za wiele alternatyw. Na dziś wiadomo, że Bruno Baltazar zostaje do końca roku, a zimą zaplanowane są rozmowy, które raczej wskazują na to, że Baltazar pozostanie trenerem Radomiaka. Nic nie jest jednak przesądzone, bo porażki w dwóch ostatnich meczach z GKS-em i ze Śląskiem mogą poważnie zachwiać jego pozycją.
Można więc powiedzieć, że krzesło trenera Baltazara nie jest może gorące, ale też niespecjalnie stabilne?
To działa w dwie strony, bo trener też ma swoje ambicje, a już dziś mówi się, że zimą odejdzie co najmniej dwóch najlepszych zawodników. Których? Jeszcze nie wiadomo, ale będą to raczej Rocha i Peglov. Trzeba sprzedawać, żeby przeżyć. W tej sytuacji trener też może mieć wątpliwości co do powodzenia tego projektu, więc dobrym pomysłem jest spokojna rozmowa nad przyszłością klubu.
Trudno szukać wychowanków w kadrze Radomiaka. Jaka jest filozofia budowania drużyny? Znaleźć zagraniczną perełkę, którą można drogo sprzedać?
Zdecydowanie tak, bo mimo że do Radomiaka przylgnęła łatka klubu mocno wspieranego przez samorząd, to jest on klubem w 100 proc. prywatnym, należącym do dwóch właścicieli. Owszem, otrzymuje środki z Miasta, aczkolwiek w skali Ekstraklasy nie są to duże kwoty. Klub utrzymują lokalni biznesmeni, trzeba więc szukać pieniędzy z różnych źródeł. Powstała wizja polskiego Szachtara, czyli wyławianie tanich i niedocenianych Portugalczyków czy Brazylijczyków, których można sprzedać dalej. Jak dotąd wychodzi to całkiem nieźle. Mimo że Radomiak nie jest najsilniejszą marką w lidze, to pod względem transferów gotówkowych jest bardzo aktywny. Jest to polityka obarczona dużym ryzykiem, ale dzięki temu Radomiak ma pieniądze na przetrwanie w Ekstraklasie.
To przepis na coś więcej niż ligową przeciętność, skoro najmocniejsze ogniwa są wciąż wycinane z tego łańcucha?
Myślę, że nie. Tym bardziej, że Radomiak nie ma rozbudowanego systemu skautingu, który gwarantuje jakościowe transfery. Wszystko opiera się na osobistych kontaktach, na „nosie” do talentów. Nie ma tu analizy wielu twardych danych, ale bardziej zawierzenie opinii menadżerów i skautów. Nie jest to oczywisty pomysł na sukces, ale póki co działa. Nikt jednak nie da gwarancji, że coś się nie zepsuje.
Na inaugurację sezonu Radomiak przyjechał do Katowic i zgarnął komplet punktów. Czy twoim zdaniem GKS wyszedł na mecz zbyt bojaźliwie i przestraszył się Ekstraklasy a Radomiak wykorzystał przewagę doświadczenia?
To był jeden z lepszych meczów Radomiaka pod kątem intensywności gry, w którym jeszcze nie dawały o sobie znać problemy z przygotowaniem fizycznym. Zespół funkcjonował bardzo dobrze, intensywnie biegał i był w stanie dorównać GKS-owi pod względem motorycznym. Tego brakowało w kolejnych meczach i przez to Radomiak tracił punkty. Do tego doszły kontuzje i taki mecz jak z GieKSą ciężko było powtórzyć. Nie zrzucałbym więc wyniku na karb braku doświadczenia, bo to zbyt prosta wymówka. Sam trener Górak wzbraniał się przed mówieniem o frycowym. Myślę, że Radomiak ma bardziej jakościową kadrę niż GKS i jesienią to wykorzystał.
W jesiennym meczu dał się nam we znaki Leonardo Rocha, który zdobył dwa gole i – co pokazała dalsza część sezonu – praktycznie sam niesie na swoich barkach ofensywę Radomiaka. Na kogo jeszcze należy szczególnie uważać w piątek? Ponadto, czy mocno odczujecie brak Bruno Jordao, który pauzuje za kartki?
Kibice Radomiaka powiedzieliby że nie, bo jest to zawodnik bardzo chimeryczny. Miał swój dobry moment w sezonie, ale był on bardzo krótki. Moim zdaniem Radomiak nie odczuje straty tego zawodnika, bo nie jest to na dziś kluczowa postać w drużynie. Kluczowi, oprócz Rochy, są na pewno Peglov i Grzesik, którzy wyróżnili się już w pierwszym meczu w Katowicach. Obaj są wybiegani, bardzo dobrze przygotowani, grający na dużej intensywności, a przy tym dobrzy technicznie.
Największą gwiazdą Radomiaka jest chyba mimo wszystko Leandro.
Jest to piłkarz z największa liczbą meczów i bramek w historii klubu, po prostu najlepszy. Pełni rolę kapitana i choć obecnie jest tylko zmiennikiem, to za każdym razem, gdy pojawia się na boisku, przejmuje opaskę od Rafaela Rossiego. Z uwagi na specyfikę tej szatni postać, która zarówno świetnie orientuje się w lokalnym środowisku, jak i łatwo dociera do zagranicznych kolegów, jest na wagę złota. Wątpię, czy zdąży się wykurować na najbliższy mecz, bo ostatnio podkręcił staw skokowy. Być może wejdzie na ostatnie minuty.
W przyszłym roku Katowice otworzą nowy stadion dla GKS. W Radomiu również niedawno otwarto nowy obiekt, jednak prace na nim wciąż trwają. Dlaczego trwa to tak długo, na jakim etapie są prace i kiedy będzie można powiedzieć, że stadion jest ukończony?
Budowa stadionu w Radomiu to chyba najdłuższa i najbardziej kuriozalna saga stadionowa w Polsce. Dochodziło tam do przeróżnych absurdów, włącznie z rozbieraniem trybun i stawianiem ich od nowa. Dlaczego trwa to tak długo? Składa się na to trochę polityki i biurokracji, ponadto jako wykonawców zaangażowano firmy niegodne zaufania. Z tego powodu podzielono budowę na etapy, prace się przeciągnęły i znacząco wzrosły koszty. Na szczęście budowa jest już na ukończeniu – w przyszłym roku stadion ma być oddany do użytku w całości, wraz z sektorem gości. Warto zaznaczyć, że Radomiak zainwestował sporo swoich pieniędzy w budowę stadionu i z własnej kieszeni go utrzymuje, więc większość środków, jakie otrzymuje z miasta, w ten sposób zwraca. W innych miastach to przeważnie samorządy są odpowiedzialne za utrzymanie obiektów.
Nowy stadion w Radomiu nie nadaje się jeszcze na przyjmowanie kibiców gości. Czy można liczyć, że przynajmniej gospodarze stawią się w komplecie?
Nie spodziewam się kompletu. Gdy ostatnio sprawdzałem, było dostępnych ponad 4 tysiące biletów. Mecz jest w piątek, rywal nie jest ze ścisłego topu ani nie wzbudza animozji, dlatego moim zdaniem nie uda się już sprzedać tylu biletów. Nie da się ukryć, że frekwencja jest problemem w tym sezonie. W poprzednim, na fali entuzjazmu wynikającej z oddania nowego obiektu, praktycznie zawsze był komplet i wyglądało to dobrze. Z jednej strony zapełnienie ponad 8 tysięcy miejsc nie powinno być dużym wyzwaniem, z drugiej jednak brakuje zarówno wyników, jak i odpowiedniego marketingu.
Niedawno Internet obiegła „afera herbowa” Radomiaka, gdy klub stracił kontrolę m.in. nad social mediami. O co chodziło i jak ostatecznie zakończyła się ta sprawa?
Sprawa jest jednocześnie prosta i zawiła. Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć o blisko 10 lat, kiedy klub był w rękach poprzedniego właściciela, który ratował go przed upadkiem. W momencie sprzedaży klubu został on jednym z czterech współwłaścicieli, zachowując prawa do herbu i nazwy jako osoba prywatna. Kiedy przyszedł czas na odnowienie patentu na nazwę i herb, powstał rozgardiasz. Klub czynił starania, by przepisać te prawa na spółkę, co wywołało małą awanturę, bo współwłaściciel sam chciał przedłużyć patent na dotychczasowych zasadach. Z tego powodu zablokował dostęp do wszystkich kanałów, które korzystały z herbu i nazwy. Można to oceniać w aspekcie moralnym, który jest po stronie klubu, natomiast kwestie prawne były po jego stronie. Niezależnie od zakulisowych ustaleń, mocno zaszkodził klubowi. Na szczęście udało się załagodzić ten spór i wszystko powoli wraca do normy, a prawa do herbu i nazwy mają wreszcie trafić pod zarządzanie klubu.
Radomiak nie umie odrabiać strat. Ilekroć traci gola jako pierwszy, to zawsze przegrywa. Atak od pierwszej minuty to recepta dla GKS na zwycięstwo?
Radomiak ma problemy z intensywnie grającymi przeciwnikami i nie potrafi się dostosować do takiego stylu. Potrafią to pojedynczy piłkarze, ale nie cały zespół. W drużynie kuleje rozegranie piłki od obrony i można ich zaskoczyć w wysokim pressingu. Strzelenie Radomiakowi gola jako pierwszy to duży krok do sukcesu rywala. Brakuje im energii i pomysłu na odrabianie strat, ponadto otwarcie gry i pójście na wymianę ciosów w pogoni za wyrównaniem zwykle źle się kończy, bo obrońcy, zwłaszcza środkowi, nie należą do najszybszych.
Jaki wynik typujesz?
Z racji, że jest to mecz domowy, to dostrzegam pewne atuty po stronie Radomiaka. Wygrana 2:1 nie jest w piątek nierealnym wynikiem.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)


Najnowsze komentarze