Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: zmiana mentalna jest widoczna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

fot: Pogonsportnet.pl

Pogoń Szczecin jest ostatnio „na fali”: po raz drugi z rzędu zameldowała się w finale Pucharu Polski, wciąż zachowuje szanse na ligowe podium, a na swoim stadionie nie zwykła przegrywać zbyt często. Jakie nastroje panują w Szczecinie po ostatnich meczach? Czy udało się odpędzić pucharowe demony sprzed roku? I czy mistrzowski puchar za rozgrywki kobiet jest już spakowany na drogę do Katowic? Na te pytania odpowiedział nam Dominik Markiewicz z serwisu Pogonsportnet.pl.

Piłkarska rywalizacja między GKS-em a Pogonią toczy się nie tylko w PKO BP Ekstraklasie, ale także w Orlen Ekstralidze. Kobieca piłka jest popularna w Szczecinie?
Po połączeniu z Olimpią Szczecin w 2022 roku piłkarki występują w barwach Pogoni, co przełożyło się na wzrost zainteresowania, tym bardziej, że drużyna gra na coraz wyższym poziomie i pojawił się sukces w postaci mistrzostwa Polski. Dziewczyny grają na bocznym boisku B3, z którego korzystają również rezerwy. Gościliśmy was tam z resztą w Pucharze Polski w 2022 roku. Stoi tam niewielka trybuna, która w dużym stopniu zapełnia się na meczach sekcji kobiecej. Ostatnim sezonem dziewczyny szczególnie zasłużyły na to, aby je wspierać. Pamiętam, że na pierwszym meczu pod szyldem Pogoni doping kibiców był porównywalny do tego w Ekstraklasie. Ponadto, jako Mistrzynie Polski dziewczyny grały w eliminacjach do Ligi Mistrzyń. Turniej zorganizowano na głównym stadionie Pogoni, wielu kibiców wspierało piłkarki i zabrakło niewiele, by pokonać zespół ze Szwajcarii. Zdecydowała jedna akcja.

W ubiegłym sezonie sięgnęliście po mistrzowski tytuł dzięki zwycięstwu w ostatniej kolejce. Teraz już się na to nie zanosi. Mistrzowski puchar jest już spakowany, a kurier do Katowic zamówiony?
Można tak powiedzieć. Tabela pokazuje, która drużyna jest w tym sezonie najlepsza i wszystko na to wskazuje, że nie uda się nam obronić mistrzostwa. Tytuł wróci do Katowic, ale być może dojdzie do wymiany, bo Pogoń wciąż ma szansę na Puchar Polski, który dziś stoi w waszej gablocie. Przed nami półfinały, więc jest szansa na kolejne trofeum.

A propos Pucharu Polski, nie da się uciec od ostatniego finału na Narodowym. Rozmawiałem z przedstawicielem Cracovii niedługo po tym, jak zarówno GKS, jak i Pasy odpadły z Pucharu z 3-ligowcami. Zapytany o odczucia odpowiedział pytaniem, czy lepiej odpaść w pierwszej rundzie, czy przegrać finał w stylu Pogoni. Co byś mu odpowiedział?
Warto pamiętać, że w tamtym sezonie niewiele brakło, a sami odpadlibyśmy w początkowej fazie rozgrywek, bo zagraliśmy bardzo słabo z Podbeskidziem i tylko nieskuteczność gospodarzy pozwoliła nam przejść dalej. Na pewno taka porażka bolałaby mniej, ale mimo wszystko lepiej dojść do finału na Stadionie Narodowym. Warto było to przeżyć dla samej otoczki meczu, zobaczyć mobilizację kibiców na wyjazd – każdy chciał być w Warszawie, bo była szansa na historyczne wydarzenie dla naszego klubu i miasta. Miesiąc pomiędzy wygranym półfinałem i finałem był dla nas wyjątkowy, kiedy kibice wzajemnie nakręcali się na ten mecz. Pogoń nigdy wcześniej nie grała przecież na Narodowym. Rywal był z niższej ligi, więc wydawało się, że to będzie ten dzień. Stało się jednak inaczej.

Długo leczyliście kaca po tej porażce?
Jednym zajęło to więcej czasu, innym mniej. Nie da się ukryć, że długo bolał nas ten przegrany finał. Drużyna rozliczyła się z tym tematem dopiero podczas zimowego obozu w Belek, wyrzucając go wreszcie z głów. Jesienią było widać, że za każdym razem, gdy pierwsi traciliśmy bramkę, wracały najgorsze demony z Narodowego. Podobnie kibice długo rozpamiętywali tę porażke, ale dziś patrzymy już tylko do przodu.

Zeszłoroczną porażkę może wam osłodzić kolejny finał. Czekacie już na zwycięzcę drugiego półfinału, który toczy się w czasie naszej rozmowy, ale to Legia jest już w zasadzie pewna awansu. Jesteś zadowolony z takiego rozstrzygnięcia?
Osobiście chciałem zagrać z Legią, bo po to gra się finały, aby mierzyć się z wielkimi klubami. W przypadku Ruchu znów bylibyśmy faworytem i mogłoby się wkraść myślenie, że do Warszawy jedziemy w zasadzie odebrać puchar. W finale zmierzymy się z jedną z najlepszych drużyn w kraju i trzeba będzie zagrać zdecydowanie inaczej niż rok temu. Znów jesteśmy o krok od sukcesu i o wyniku finału może przesądzić jedna akcja. Marzymy, aby gorzka historia sprzed roku znalazła swój happy end w maju na Narodowym i wreszcie uda się wygrać puchar, choćby po rzutach karnych. Na przestrzeni ostateniego roku drużyna przeszła długą drogę pod względem przemiany mentalnej, a wygrany finał byłby tego zwieńczeniem.

Rozgrywki pucharowe to wasza jedyna nadzieja na sukces w tym sezonie. Czujecie się faworytem tego meczu?
Mistrzem Polski już nie będziemy, bo strata w tabeli jest za duża. Do podium tracimy 6 punktów i trudno będzie to odrobić. W tabeli jesteśmy wyżej niż Legia, ale nie nazwałbym nas faworytem finału Pucharu Polski. Chcemy wygrać w Warszawie, ale to Legia będzie pod większą presją. Porażka w finale przyniesie im większe komplikacje – Legia w dużej mierze opiera swój budżet na przychodach z gry w europejskich pucharach. Dla Legii finał będzie meczem sezonu, bo nieobecność w międzynarodowych rozgrywkach pociągnie za sobą poważne straty finansowe i personalne. Wynik jest jednak sprawą otwartą, bo w ostatnich latach Pogoń dobrze radziła sobie w rywalizacji z Legią.

Przez wiele lat kibiców Pogoni i Legii łączyły dobre relacje, ale dziś jest już inaczej.
W ostatnim czasie wiele się zmieniło. Po latach przyjaźni nie jest już nawet neutralnie – jest „kosa” z Legią. Widać pewne rozdarcie, bo część kibiców, szczególnie starszych, zachowała jeszcze kontakty ze znajomymi z Warszawy. Nowe realia mogą jednak napędzić atmosferę finału, bo będzie dodatkowa rywalizacja. Legia wielokrotnie udowadniała, że potrafi znakomicie opakować pucharowe mecze, natomiast Pogoń w ubiegłym roku również dobrze się pokazała, zarówno pod względem ilości, jak i jakości opraw. Spodziewam się więc wyjątkowego widowiska.

Na pucharowej drodze w 2018 r. los skrzyżował GKS i Pogoń. Dość niespodziewanie to my przeszliśmy dalej, wygrywając serię „jedenastek”.
Szczerze mówiąc nie pamiętam zbyt dobrze przebiegu tego spotkania. Przypominam sobie jedynie, że w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry Adrian Benedyczak mógł dać nam prowadzenie, tymczasem zamiast do pustej bramki trafił w słupek. Kibice mieli do niego żal o to pudło, wróżąc mu występy na poziomie Huragana Morąg. Tymczasem kilka lat później trafił do Serie A i nieźle sobie radzi.

Pogoń jest kolejnym klubem, z którym gramy, a w którym w ostatnim czasie wiele się dzieje w klubowych gabinetach. Od kilku dni rządzi już nowy właściciel. Jesteście zadowoleni z tej zmiany?
Alex Haditaghi wszedł do Pogoni w ostatnim momencie. Gdyby nie ta zmiana, zawodnicy składaliby już pewnie wezwania do zapłaty zaległych pensji i wnioski o rozwiązanie kontraktów. Saga z przejęciem Pogoni miała iście filmowy scenariusz – nie da się zliczyć wszystkich zwrotów akcji. Jednego dnia ogłaszano, że Haditaghi wchodzi do klubu, kilkanaście godzin później to dementowano. Później pojawił się Nilo Effori, który podczas swojej pierwszej konferencji prasowej już wiedział, że inwestor, który razem z nim miał trafić do Szczecina, wycofał się. Effori szukał więc nowego partnera i okazał się nim być właśnie Haditaghi. Wszyscy w Szczecinie liczą, że po okresie zawirowań organizacyjnych będzie wreszcie trochę spokoju i transparentności, której brakowało za rządów prezesa Mroczka. Haditaghi otwarcie mówi w mediach o sytuacji klubu. Przed półfinałem Pucharu Polski z Puszczą ogłosił spłatę dużej części zobowiązań. Jeśli dalej będziemy iść tą drogą, to i sportowo będzie coraz lepiej.

Największą gwiazdą Pogoni jest dziś Kamil Grosicki. Można go nazwać waszą legendą?
Zdecydowanie. Grosicki jest naszym wychowankiem i płynie w nim granatowo-bordowa krew. W ostatnich miesiącach szczególnie udowadniał, jak bardzo związany jest z klubem – w obliczu problemów organizacyjnych nie chował głowy w piasek, ale wielokrotnie wychodził do mediów, zabierając głos w tych ważnych sprawach. Czasem wypowiadał się w tonie uspokajającym, ale gdy trzeba było uderzyć pięścią w stół, dawał temu wyraz. Wiem, że w styczniu Kamil miał ofertę z Wieczystej. Podejrzewam, że każdy inny zawodnik skusiłby się na lukratywny kontrakt w Krakowie, Grosicki odrzucił jednak tą propozycję. Ponadto wielokrotnie powtarzał, jak ważny jest dla niego powrót na Narodowy i zmazanie pucharowej plamy z poprzedniego sezonu.

Od formy Grosika często zależy postawa całego zespołu. Było to widać jesienią w Katowicach, kiedy udało nam się go skutecznie wyłączyć z gry i zdobyć trzy punkty.
Najbardziej rozczarowującym aspektem tego spotkania nie był sam wynik, ale postawa całej drużyny. W mojej ocenie piłkarze nie biegali wtedy na odpowiedniej intensywności, a jak się nie biega na boisku beniaminka takiego jak GieKSa, to trudno liczyć na zwycięstwo. GKS strasznie nas wtedy „gniótł” i wygrał zasłużenie.

W przerwie zimowej Szczecin opuściło kilku ważnych zawodników. Oceniasz to jako osłabienie zespołu?
Drużyna jest raczej mocniejsza, bo największa zmiana zaszła w aspekcie mentalnym. W rundzie jesiennej, gdy szczególnie na wyjeździe pierwsi traciliśmy bramkę, to można było przypuszczać, że Pogoń już się nie podniesie. Tymczasem wiosną – co udowodniły mecze ze Śląskiem i Cracovią – nawet po stracie gola piłkarze wierzą, że nic nie jest jeszcze stracone. We Wrocławiu udało się odrobić stratę gola, a w meczu z Cracovią wyszliśmy ze stanu 0:2 na 5:2. Jeśli natomiast chodzi o kwestie personalne, to najbardziej szkoda odejścia Wahana Biczachczjana i Alexa Gorgona. W dzisiejszej sytuacji ten drugi byłby przydatnym zmiennikiem, bo wchodząc z ławki zwykle dawał drużynie dodatkowy impuls. Z drugiej strony uważam, że odejście Benedikta Zecha było bardzo dobrą decyzją. Jesienią Zech był gwarantem „piłkarskich jaj” w obronie – w meczu z Zagłębiem grał w siatkówkę w naszym polu karnym, a z wami niespecjalnie angażował się w blokowanie strzałów. Trener Robert Kolendowicz inaczej poukładał linię defensywną i dziś wygląda ona zdecydowanie solidniej.

W ataku Pogoni gra najlepszy ligowy strzelec, Efthýmis Kouloúris. Ciężar odpowiedzialności spoczywa tylko na nim i będzie w niedzielę największym zagrożeniem?
Nie powiedziałbym, że Kouloúris sam ciągnie ofensywę Pogoni. Oczywiście, jest liderem klasyfikacji strzelców, ale akcenty ofensywne w zespole rozkładają się bardziej równomiernie. Jeśli rywalom udaje się wyłączyć Kouloúrisa, to obowiązki ofensywne biorą na siebie Grosicki, Ulvestad czy Kurzawa. Jest to zauważalna zmiana w porównaniu z rundą jesienną. Sam Kouloúris na pewno jest na celowniku mocniejszych klubów, ale jeśli uda się nam wygrać Puchar Polski, będący przepustką do rozgrywek europejskich, to jest duża szansa, że zostanie w Szczecinie. Sam Kouloúris podkreśla, że czuje się u nas bardzo dobrze, poza tym niedługo urodzi mu się dziecko, dlatego w perspektywie gry w Europie może uda się go namówić na nowy kontrakt w Pogoni.

Jesienią Pogoń zaimponowała serią zwycięstw u siebie, natomiast na wyjazdach grała przeciętnie. Z czego wynikała ta różnica?
Można było zauważyć, że na formie piłkarzy odbijają się problemy organizacyjne. Opóźnienia w wypłatach sięgały kilku miesięcy, a gorszą postawę w meczach wyjazdowych można było odbierać jako sygnał sprzeciwu zawodników wobec działań zarządu. Nie było zaufania do prezesa i jego obietnic, czego efektem była słabsza forma wyjazdowa. Kolejny wyraz swojemu niezadowoleniu piłkarze dali na początku stycznia, nie wychodząc na pierwszy trening. W Szczecinie drużyna miała natomiast zupełnie inne oblicze.

Który mecz na stadionie im. Floriana Krygiera uważasz za najlepszy w waszym wykonaniu?
W moim prywatnym rankingu na trzecim miejscu umieściłbym wygraną z Legią. Rywale nie mieli nic do powiedzenia, szczególnie w pierwszej połowie i po meczu mogli się cieszyć, że skończyło się tylko jednobramkowym zwycięstwem Pogoni po golu Gorgona. Jako drugi wskazałbym mecz z Górnikiem – wygraliśmy 3:0 w przekonującym stylu i nie przypominam sobie ani jednej dogodnej sytuacji gości. Najlepszy był z pewnością pojedynek z Cracovią, kiedy po 11 minutach przegrywalismy 2:0 i wyglądało to bardzo źle. Wtedy nastąpiła przerwa spowodowana zadymieniem boiska, trener Kolendowicz zwołał wszystkich zawodników, zmienił plany taktyczne i zobaczyliśmy zupełnie inną Pogoń. Do przerwy odrobiliśmy straty, a po zmianie stron jeszcze bardziej przykręciliśmy śrubę osłabionej Cracovii, zdobywając trzy gole. Rywale grali dobrze przez 10 minut, a my przez pozostałe 80.

Występy w Pogoni ma w swoim CV nasz bramkarz, Dawid Kudła. Jak wspominasz tego zawodnika?
W okresie gry Dawida w Pogoni nie śledziłem jeszcze zespołu z bliska, dlatego nie pamiętam szczegółów jego występów. Odbieram go jako solidnego bramkarza. Dzisiaj Kudła jest mocnym punktem GKS-u i wygrywa rywalizację między słupkami.

W waszej szatni jest natomiast Wojciech Lisowski, który jeden sezon spędził przy Bukowej. Jaką rolę pełni dziś w Szczecinie?
Lisowski jest wychowankiem Pogoni i kilka lat temu wrócił do klubu z myślą o drużynie rezerw. Miał pełnić rolę mentora, drogowskazu dla młodych zawodników. Wielu kibiców wyśmiewało decyzję o włączeniu go do kadry pierwszego zespołu. Lisowski prezentował się dobrze w rezerwach, ale moim zdaniem nie na tyle dobrze, aby być realnym wzmocnieniem w Ekstraklasie. Gdyby klub dysponował wtedy środkami na klasowego obrońcę, na pewno nie sięgałby po Lisowskiego. Dzisiaj jest on ważnym rezerwowym, pewnym punktem defensywy w końcówkach meczów. Pomaga drużynie swoim doświadczeniem i warunkami fizycznymi, bo jest jednym z najwyższych piłkarzy w zespole.

Pogoń u siebie nie zwykła przegrywać, ale GKS dał się poznać jako drużyna nastawiona ofensywnie. Jaki przebieg twoim zdaniem będzie miał nasz niedzielny pojedynek?
Spodziewam się otwartego meczu, bo GieKSa na pewno nie przyjedzie się bronić. Uważam, że to bardzo dobre podejście – jesteście beniaminkiem, chcecie być z czegoś zapamiętani w tej lidze i dobrze wam to wychodzi. Nie chowacie się przed nikim za podwójną gardą. Z kolei Pogoń będzie dodatkowo nakręcona awansem do finału Pucharu Polski, a jeśli w sobotę okaże się, że Lech stracił punkty z Koroną, to pojawi się szansa na zmniejszenie dystansu do podium. Poza tym mamy z GKS-em rachunki do wyrównania za jesienną porażkę, dlatego liczę na emocjonujące spotkanie zakończone naszym zwycięstwem.

Kibice wypełnią trybuny w komplecie? Jak wygląda kwestia frekwencji na waszym nowym stadionie?
Bardzo niewiele brakuje do sold-outu. W sprzedaży została garstka biletów i do niedzieli na pewno wszystkie się rozejdą. Nie jest tajemnicą, że frekwencja na trybunach zależy w dużej mierze od wyników. Zdarzały nam się mecze, jak pucharowy z Zagłębiem Lubin, gdzie uzbierało się nieco ponad 7 tysięcy widzów. Ostatnio drużyna spisuje się jednak coraz lepiej i pełne trybuny na nowym stadionie zaczynają być standardem. Pogoń dołączyła do krajowej czołówki, ostatnie sezony kończąc na podium lub tuż za nim. Przed nami drugi z rzędu finał Pucharu Polski, dlatego zainteresowanie kibiców jest bardzo wysokie.

Twój typ na niedzielę?
3:2 dla Pogoni po ofensywnym meczu, na którym postronny kibic nie będzie się nudził.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kalaber w Katowicach!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu JKH GKS Jastrzębie, słowacki szkoleniowiec powiedział, że może to być jego ostatni mecz na ławce trenerskie JKH. Dziś już wiadomo, że selekcjoner reprezentacji przenosi się do Katowic.

Jacek Płachta może jednak spać spokojnie, Robert Kalaber będzie w Katowicach szefem hokejowej Akademii Młodej GieKSy. Władze Katowic chcą mocno postawić na hokej, głośno mówi się o budowie nowego lodowiska, stąd potrzeba podniesienia jakości szkolenia młodych hokeistów i połączenia sił (w Katowicach szkolenie prowadzi się w dwóch klubach – GKS i Naprzód) oraz wykorzystania potencjału lodowych tafli. Plan szkolenia przygotował Henryk Gruth (współtwórca szwajcarskiej szkoły hokejowej) we współpracy z Robertem Kalaberem oraz specjalistami z katowickiej AWF i słynnej fińskiej szkoły hokejowej Vierumaki. Za realizację programu będzie odpowiedzialny słowacki szkoleniowiec.

Jacek Płachta cieszy się w Katowicach pełnym kredytem zaufania, w dalszym ciągu będzie odpowiedzialny z prowadzenie Hokejowej Dumy Katowic. Jego kontakty oraz fakt, że syn trenera Mathias Plachta gra w drużynie Adler Mannheim spowodowały, że oba kluby są na drodze do podpisania porozumienia o współpracy sportowej. Adler ma najlepszą szkółkę hokejową, która jest wzorem szkolenia w Niemczech. Nieaktualny jest zatem temat przenosin Płachty do Oświęcimia, tamtejsi działacze w swoim stylu próbowali nakłonić katowickiego szkoleniowca do zmiany otoczenia. Szkoleniowiec miał razem z obecnym dyrektorem sportowym GieKSy pomóc tamtejszej ekipie wrócić na salony.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Live: EUFORIA W KATOWICACH!!!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

30.03.2025 Katowice
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1
Bramki: Olkowski (38-sam.), Szymczak (90) – Zahović (51)
GKS: Kudła – Wasielewski (88. Marzec), Czerwiński, Jędrych, Klemenz, Galan (80. Gruszkowski) – Kowalczyk, Repka, Nowak, Błąd (78. Drachal) – Bergier (78. Szymczak).
Górnik: Majchrowicz – Kmet (78. Josema), Szcześniak, Janicki, Janża, Olkowski (46. Sow), Sarapata, Hellebrand, Podolski, Furukawa, Zahović (87. Bakis).
Ż.kartki: Jędrych – Podolski
Cz.kartki:
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Widzów: 15048

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Stadion Wideo

Nasz Nowy Dom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielę, podczas Śląskiego Klasyku, nastąpi otwarcie nowego domu GKS Katowice – Areny Katowice na Nowej Bukowej. Zapraszamy do wideo od Matma85, który połączył „stare” z nowym. Bukowa na zawsze w naszych sercach, ale od jutra piszemy nową historię. Naszą historię. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga