Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [26] – Beniaminek dwa razy lepszy od katowiczan…
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Wartą trwał 73 minuty, z czego I set 20 min. – II set 25 min. – III set 28 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 18: zagrywka 10, atak 8, siatka 0, inne 0.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 20: zagrywka 10, atak 8, siatka 1, inne 1.
Ilość zdobytych punktów – GKS 39: Butryn 9, Pietraszko 8, Quiroga 7, Kohut 6, Kapelus 4, Witczak 2, Komenda 2, Fijałek 1, Sobański 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 14: Kohut 4, Pietraszko 3, Butryn 2, Kapelus 2, Komenda 2, Fijałek 1, Quiroga 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 25: Butryn 7, Quiroga 6, Pietraszko 5, Witczak 2, Kapelus 2, Kohut 2, Sobański 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 10: Pietraszko 6, Butryn 5, Kohut 4, Komenda 1, Sobański 1, Witczak -1, Quiroga -2, Kapelus -4,
Ilość zagrywek – GKS 59: Pietraszko 14, Quiroga 10, Kohut 9, Komenda 7, Kapelus 5, Witczak 4, Butryn 4, Fijałek 3, Sobański 3,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 10: Quiroga 3, Kapelus 2, Witczak 1, Komenda 1, Pietraszko 1, Fijałek 1, Kohut 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 6: Pietraszko 2, Komenda 1, Butryn 1, Kohut 1, Quiroga 1,
Ilość przyjęć – GKS 63: Quiroga 28, Kapelus 18, Mariański 14, Sobański 3,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 3: Kapelus 3,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 37%: Kapelus 39%, Quiroga 39%, Mariański 36%, Sobański 0%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Mariański 29%, Quiroga 21%, Kapelus 11%, Sobański 0%,
Ilość ataków – GKS 72: Butryn 22, Quiroga 19, Kapelus 10, Pietraszko 8, Witczak 7, Kohut 5, Sobański 1, Komenda 1,
Ilość błędów w ataku – GKS 8: Butryn 4, Quiroga 3, Witczak 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Kapelus 3, Quiroga 3, Witczak 1, Pietraszko 1, Kohut 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 27: Butryn 8, Pietraszko 5, Quiroga 5, Kapelus 4, Witczak 2, Kohut 2, Sobański 1, Komenda 1,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 38%: Komenda 100%, Sobański 100%, Pietraszko 63%, Kapelus 40%, Kohut 40%, Butryn 36%, Witczak 29%, Quiroga 26%,
Ilość bloków punktowych – GKS 6: Kohut 3, Pietraszko 1, Fijałek 1, Quiroga 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 1: Kohut 1,
Mecz zaczął się bardzo źle dla naszego zespołu, bo od wyniku 4:0 dla gospodarzy. Po fragmencie wyrównanej gry do stanu 8:5 nasza gra rozsypała się kompletnie i nagle przegrywaliśmy już 13:6, za chwilę 15:7 i zatrzymaliśmy się dopiero na rezultacie 20:8! Końcówka to już tylko dogrywanie tego seta. Partia zagrana w kompromitującym stylu, nie graliśmy kompletni NIC, mając problemy ze wszystkim. Skuteczność w ataku – GKS miał 42% przy 74% Warty – w punktach wyszło 8:14. W asach i blokach przegraliśmy 2:4. Błędy własne – GieKSa miała 7 przy 5 zawiercian. Przyjęcie w liczbach podobne, ale jakościowo po naszej stronie „tragiczne” – dokładne na poziomie 33% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 31%. Trudno kogoś wyróżnić skoro wszyscy zagrali „piach”!
Drugi set zaczęliśmy lepiej, bo od prowadzenia 2:4, ale czar szybko prysł i gospodarze wyszli na prowadzenie 10:7! Potem gra się wyrównała i wyszliśmy nawet na prowadzenie (14:15 czy 18:19). Niestety w samej końcówce znów zagraliśmy na „poziomie” z pierwszego seta, więc trudno było liczyć na korzystny wynik. Skuteczność w ataku – GKS miał 36% przy 54% Warty – w punktach podliczono 8:15. W asach i blokach 6:7, tak więc przegraliśmy tragicznym atakiem. Błędy własne – GieKSa miała tylko 3 przy 7 zawiercian. Przyjęcie lepsze po naszej stronie, ale nie przełożyło się to na skuteczność w ataku – dokładne na poziomie 52% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 37%. Grę starali się trzymać środkowi (razem zdobyli 8 oczek), ale reszta słabo.
Po wyrównanym początku trzeciego seta, gdy prowadziliśmy do stanu 8:9, po raz wtóry dopadł naszych siatkarzy kryzys i szybko gospodarze odskoczyli z wynikiem na 15:10. Następny fragment wyrównanej gry (18:14) i w samej końcówce po troszkę lepszej naszej grze udało się dojść rywali do stanu 22:20. I to był koniec pozytywów po naszej stronie. Skuteczność w ataku – GKS miał 38% przy 43% Warty – w punktach wyszło 11:14. W asach i blokach 4:1 dla naszego zespołu. Błędy własne – GieKSa miała 10 przy 6 zawiercian. Przyjęcie słabe po obu stronach siatki – dokładne na poziomie 24% do 29%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 18%. Punktowanie trzymał tylko Butryn – 7 oczek, ale i tak przy słabej skuteczności (38%).
Ogólnie bardzo słabe spotkanie w wykonaniu naszego zespołu. Pierwszy set bardzo słaby, w kolejnych dwóch „momenty” były i tyle… taka postawa nie wystarczy na równorzędną walkę z żadnym z rywali w lidze, przykre… ale prawdziwe… Skuteczność w ataku – GKS miał 38% przy 55% Warty – w punktach wyszło 27:42. W asach serwisowych 6:3 dla nas, a w blokach punktowych 6:9 dla przeciwników. Łącznie po skończeniu własnych akcji punktacja wyszła następująca – 39:54. Błędy własne – GieKSa miała 20 przy 18 zawiercian. Przyjęcie wyrównane – dokładne na poziomie 37% do 39%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 29%. Ciężko po takim meczu kogokolwiek wyróżnić… jedynie Paweł Pietraszko starał się na środku coś zdziałać (8 punktów przy 63% skuteczności). Trzeba się porządnie wziąć w garść na ostanie cztery spotkania fazy zasadniczej, a przed nami Siatkarskie Derby Śląska z Jastrzębskim…
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 26 meczach (97 setów)
Bilans meczów łącznie – 12:14 – Bilans punktów – 34:44 – Bilans setów – 44:53 – Bilans małych punktów – 2140:2197
Bilans meczów „u siebie” – 5:8 – Bilans punktów – 14:25 – Bilans setów – 18:28 – Bilans małych punktów – 1009:1059
Bilans meczów „na wyjeździe” – 7:6 – Bilans punktów – 20:19 – Bilans setów 26:25 – Bilans małych punktów – 1131:1138
Rozegrane mecze – 26: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 25: Witczak, Pietraszko, Kohut, Mariański, 20: Fijałek, 19: Sobański, 17: Stelmach, 15: Krulicki, Stańczak, 14: Kalembka,
Rozegrane sety – 96: Quiroga, 91: Komenda, 90: Butryn, 87: Kohut, 83: Pietraszko, 81: Mariański, 79: Kapelus, 57: Witczak, 50: Stańczak, 49: Fijałek, 47: Sobański, 28: Krulicki, Stelmach, 27: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 17.210:20.120
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 2434 minut, z czego I set 633 min. – II set 656 min. – III set 663 min. – IV set 403 min. – V set 79 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 631: zagrywka 369, atak 193, siatka 32, inne 37.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 670: zagrywka 441, atak 167, siatka 24, inne 38.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1509: Butryn 358, Quiroga 317, Kohut 186, Pietraszko 184, Kapelus 180, Witczak 89, Sobański 69, Komenda 55, Krulicki 29, Kalembka 29, Fijałek 9, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 513: Butryn 120, Quiroga 95, Pietraszko 67, Kohut 65, Kapelus 55, Komenda 41, Witczak 24, Sobański 21, Krulicki 11, Kalembka 6, Fijałek 5, Stelmach 4,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 996: Butryn 238, Quiroga 222, Kapelus 125, Kohut 121, Pietraszko 117, Witczak 65, Sobański 48, Kalembka 23, Krulicki 18, Komenda 14, Fijałek 4, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 570: Butryn 172, Quiroga 134, Kohut 108, Pietraszko 85, Kapelus 51, Witczak 37, Krulicki 15, Sobański 5, Kalembka 4, Stelmach 3, Komenda -1, Fijałek -6, Stańczak -7, Mariański -30.
Ilość zagrywek – GKS 2142: Quiroga 376, Butryn 305, Pietraszko 307, Kohut 262, Komenda 254, Kapelus 247, Witczak 105, Sobański 93, Kalembka 69, Fijałek 62, Krulicki 57, Stelmach 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 441: Pietraszko 75, Butryn 71, Kohut 64, Quiroga 57, Komenda 48, Kapelus 44, Kalembka 19, Sobański 19, Witczak 18, Fijałek 14, Krulicki 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 141: Quiroga 33, Butryn 27, Pietraszko 26, Kohut 16, Komenda 12, Witczak 9, Kapelus 8, Fijałek 4, Krulicki 3, Stelmach 1, Kalembka 1, Sobański 1,
Ilość przyjęć – GKS 1826: Quiroga 647, Kapelus 445, Mariański 400, Sobański 174, Stańczak 99, Pietraszko 17, Kohut 15, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 6, Butryn 2, Fijałek 2, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 139: Quiroga 42, Kapelus 34, Mariański 30, Sobański 15, Stańczak 7, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 3, Fijałek 1, Kalembka 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 384: Quiroga 136, Kapelus 99, Mariański 72, Sobański 46, Stańczak 21, Pietraszko 3, Stelmach 2, Kohut 2, Komenda 1, Kalembka 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 455: Quiroga 163, Mariański 120, Kapelus 100, Sobański 40, Stańczak 21, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 30%, Quiroga 25%, Sobański 23%, Kapelus 22%, Stańczak 21%, Krulicki 17%, Kohut 13%, Pietraszko 12%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 2514: Butryn 663, Quiroga 621, Kapelus 378, Kohut 226, Pietraszko 193, Witczak 177, Sobański 148, Kalembka 37, Krulicki 33, Komenda 32, Fijałek 4, Stelmach 3,
Ilość błędów w ataku – GKS 167: Butryn 62, Quiroga 47, Kapelus 15, Sobański 13, Witczak 13, Pietraszko 6, Kohut 5, Komenda 3, Kalembka 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 193: Butryn 53, Quiroga 37, Kapelus 36, Witczak 21, Sobański 17, Pietraszko 15, Kohut 9, Kalembka 3, Komenda 2,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1184: Butryn 310, Quiroga 267, Kapelus 157, Kohut 135, Pietraszko 121, Witczak 76, Sobański 59, Kalembka 23, Krulicki 16, Komenda 14, Fijałek 4, Stelmach 3,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 63%, Kalembka 62%, Kohut 60%, Butryn 47%, Krulicki 48%, Komenda 44%, Witczak 43%, Quiroga 43%, Kapelus 42%, Sobański 40%,
Ilość bloków punktowych – GKS 184: Pietraszko 37, Kohut 35, Komenda 29, Butryn 21, Quiroga 17, Kapelus 15, Krulicki 10, Sobański 9, Kalembka 5, Witczak 4, Stelmach 1, Fijałek 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 24: Kohut 6, Butryn 4, Quiroga 4, Komenda 4, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1, Sobański 1,
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 13: Butryn 7, Kapelus 2, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, Pietraszko 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze