Dołącz do nas

Siatkówka

50 mecz GKS-u Katowice w PlusLidze!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS KATOWICE – ONICO WARSZAWA 19 stycznia (piątek) godz. 18.00

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Przed naszą drużyną mały jubileusz w postaci 50 spotkania w najwyższej klasie (zawodowej) rozgrywkowej w siatkówce! Mecz ten przypadł z rywalem, z którym przeszło nam się mierzyć dotychczas najczęściej w lidze i szkoda tylko, że nasza drużyna nie jest pewna teraz swojej formy sportowej.

Po wygraniu meczu z Czarnymi wydawało się wszystko wraca do normy. Niestety dość szybko wszyscy zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Druga porażka w sezonie z przeciętną Łuczniczką chluby nie przynosi. Po dwóch solidnie rozegranych setach i wyniku remisowym, w trzeciej partii nasi siatkarze zaprezentowali się katastrofalnie słabo, by w czwartej również nie mieć zbyt wiele do powiedzenia. Oprócz formy (a właściwie jej braku) muszą martwić wypowiedzi trenera po spotkaniu o ciągłych problemach mentalnych zespołu. Ciągnie się to już stanowczo zbyt długo i czas najwyższy aby sztab szkoleniowy znalazł na tę przypadłość skuteczne lekarstwo. Jeśli chodzi o personalia to czas chyba wrócić do ustawienia w ataku z Karolem Butrynem, bo Dominik Witczak w ostatnim spotkaniu ewidentnie zawiódł. Również na pozycji środkowego po dwóch słabszych spotkaniach w wykonaniu Emanuela Kohuta, przydałaby się zmiana i danie szansy Bartłomiejowi Krulickiemu. Równą formę utrzymują ostatnio tylko Paweł Pietraszko i Gonzalo Quiroga, ale bez wsparcia reszty zespołu sami meczów nie będą wygrywać.

W jakże innych nastrojach są kibice zespołu z Warszawy. Pomimo tego, że do końca sezonu jeszcze sporo grania, to wielu ekspertów już teraz uznało drużynę ONICO jako największą rewelację i pozytywną niespodziankę obecnego sezonu. Patrząc na same nazwiska oraz to że grają praktycznie jedną, żelazną szóstką graczy (czasami zmieniają jednego ze środkowych) trudno byłoby powiedzieć że tę ekipę stać na walkę o medale. A jednak… trener Stephane Antiga potrafił tych graczy odpowiednio przygotować i zgrać ze sobą, co dało rewelacyjne wyniki – obecnie 3 miejsce w tabeli i zaledwie 5 porażek na koncie. Do tego osiem wygranych spotkań z rzędu! – ostatnich porażek warszawianie doznali na początku listopada w meczach z ZAKSĄ oraz ze Skrą. Cała gra ONICO oparta jest na francuskim rozgrywającym Brizardzie, środkowym Wronie oraz na parze przyjmujących Kwolku i Włodarczyku. Jeszcze nie do końca oswoił się z nową ligą atakujący Gjorgiew i tylko drugi ze środkowych jest na tę chwilę najsłabszym ogniwem z tym zespole.

Czeka nas twardy bój w Szopienicach z ONICO i jeśli nie będzie znaczącej zmiany w podejściu mentalnym, że o lepszej formie, nie wspomnę to… Warto byłoby ten mały jubileusz GieKSy w PlusLidze uświetnić zwycięstwem. Dla dwóch graczy naszego zespołu, Karola Butryna oraz Serhija Kapelusa mecz ten będzie również 50 występem w barwach GKS-u w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.

 

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Fijałek, Butryn, Krulicki, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
ONICO: Brizard, Gjorgiew, Wrona, Nowakowski, Kwolek, Włodarczyk, Wojtaszek (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

onicowarszawa.pl – Do Katowic po 9. ligowe zwycięstwo

(…)  Znakomity początek i lekka zadyszka – Nasz najbliższy rywal, GKS Katowice, stał się na początku sezonu największym zaskoczeniem ligi. Po 8. i 9. kolejce podopieczni Piotra Gruszki zajmowali 3. miejsce w lidze, jednak od tego momentu zaliczają regularne spadki w tabeli. Katowiczanie mają na koncie siedem zwycięstw, m.in. z Treflem Gdańsk czy Espadonem Szczecin, oraz dziesięć porażek i zajmują 12. lokatę w tabeli PlusLigi.  Po 10. zwycięstwo z rzędu – Warszawscy siatkarze śrubują rekord w liczbie ligowych wygranych z rzędu. Po ubiegłotygodniowym meczu z Treflem Gdańsk ekipa Stephane’a Antigi ma na koncie już osiem zwycięstw z rzędu. – Myślami nie jesteśmy jeszcze we Wrocławiu, ponieważ po drodze czeka nas jeszcze spotkanie w Katowicach. Stopniowo przygotowujemy się do każdego meczu, dlatego teraz priorytetem jest starcie z GKS-em i zdobycie kolejnych cennych punktów – powiedział po meczu w gdańszczanami, Damian Wojtaszek. Liczymy na powtórkę  – W warszawskiej inauguracji nowego sezonu ONICO Warszawa pokonało GKS Katowice 3:1, a najlepszym zawodnikiem spotkania został nasz młody przyjmujący, Bartosz Kwolek. Liczymy na kontynuację zwycięskiej passy i kolejne cenne punkty w walce o czołówkę tegorocznej edycji PlusLigi.  (…)

 

{HALA SPORTOWA}

GKS w zeszłym sezonie nie miał zbyt dobrego bilansu – 6 zwycięstw i 10 porażek w meczach „u siebie”, a w meczach rozegranych w Spodku, to 3 wygrane i 2 porażki – z Effectorem Kielce 0:3, BBTS-em Bielsko-Biała 3:0, LOTOS-em Treflem Gdańsk 3:2, Jastrzębskim Węglem 2:3 oraz na zakończenie kampanii z AZS-em Politechniką Warszawską 3:1. W tym sezonie katowiczanie zagrali trzy razy w tej hali przegrywając niespodziewanie 1:3 z Łuczniczką Bydgoszcz oraz 0:3 z mistrzem Polski, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i ostatnio 0:3 z Resovią Rzeszów.
W hali w Szopienicach w poprzedniej kampanii mieliśmy bilans – 3 wygranych przy 8 przegranych – a więc bardzo słabo. W tym sezonie odnieśliśmy 3 zwycięstwa przy 2 porażkach, kolejno z MKS-em Będzin 3:0, z Dafi Społem 3:0, z Wartą Zawiercie 0:3 oraz z Cuprum 1:3 i w nowym roku z Czarnymi 3:1.
ONICO Warszawa, a właściwie to ONICO AZS Politechnika Warszawska w zeszłym sezonie w meczach wyjazdowych miała bilans 6 wygranych przy 10 przegranych. W obecnej kampanii ONICO uzyskało następujące wyniki: z Łuczniczką 3:0, z Treflem 2:3, z MKS-em Będzin 2:3, z Dafi Społem 3:0, z ZAKSĄ 1:3, ze Skrą 0:3, z Wartą 3:2, z Resovią 3:0 i z Cuprum 3:0.

{HISTORIA}

Jest to nasz jedyny przeciwnik z PlusLigi, z którym spotkaliśmy się aż 4 razy w sezonie, z uwagi na dodatkowe spotkania w rundzie finałowej ligi o konkretne miejsca.
Pierwszy mecz odbył się w hali w Szopienicach w dniu 17 grudnia 2016 roku, GKS przegrał z ONICO AZS-em Politechniką Warszawską 2:3 (28:30, 25:16, 25:18, 21:25, 12:15). Punkty wtedy zdobywali; GKS: Van Walle 25, Kapelus 16, Błoński 14, Kalembka 10, Krulicki 8, Falaschi 5, Butryn 4, Stelmach 1. Politechnika: Filip 33, Kwolek 16, Wrona 11, Samica 6, Świrydowicz 4, Kowalczyk 3, Łapszyński 2, Halaba 1, Firlej 1.
Rewanż w Warszawie rozegrano 1 kwietnia 2017 roku, a Politechnika wygrała z GieKSą 3:0 (25:19, 25:20, 28:26). Punktowali dla Politechniki: Filip 19, Łapszyński 14, Samica 7, Kowalczyk 5, Wrona 5, Świrydowicz 1. A dla GKS-u: Butryn 9, Kapelus 7, Van Walle 7, Krulicki 5, Pietraszko 5, Kalembka 3, Falaschi 2, Błoński 2, Sobański 2, Fijałek 1.
W kolejnym meczu o miejsca 9-10 na Torwarze w dniu 8 kwietnia 2017 roku, ponownie górą była Politechnika, która pokonała GieKSę 3:1 (25:18, 25:17, 17:25, 25:19). Punkty zdobywali; Politechnika: Samica 18, Kowalczyk 13, Filip 11, Łapszyński 10, Świrydowicz 6, Wrona 5. GKS: Van Walle 14, Sobański 14, Kapelus 10, Krulicki 8, Butryn 6, Pietraszko 5, Kalembka 3, Falaschi 1.
Ostatnie spotkanie w sezonie 2016/17 odbyło się w Spodku w dniu 9 kwietnia 2017 roku, gdy GKS pokonał AZS 3:1 (25:18, 29:31, 31:29, 25:21) by przegrać decydujący tzw. „złoty set” o miejsce 9 w stosunku 12:15. Punktowali; GKS: Butryn 36, Sobański 18, Krulicki 16, Kapelus 10, Pietraszko 8, Falaschi 2, Fijałek 1, Stelmach 1. AZS: Filip 20, Halaba 17, Samica 14, Kowalczyk 12, Wrona 6, Świrydowicz 3, Łapszyński 2, Zagumny 1, Firlej 1.

Piąty mecz w tej rywalizacji bieżącego sezonu odbył się dnia 9 października 2017 roku w hali Torwar i został wygrany przez ONICO 3:1 (10:25, 25:20, 25:17, 25:21). Punkty zdobywali dla ONICO: Kwolek 16, Wrona 14, Gjorgiew 11, Włodarczyk 9, Brizard 2, Warda 2, Nowakowski 2, Vernon-Evans 1. Dla GKS-u: Butryn 13, Kapelus 13, Pietraszko 9, Krulicki 4, Sobański 4, Quiroga 4, Kohut 3, Witczak 2, Komenda 2, Stelmach 2, Kalembka 1.

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – ONICO}

[Bilans meczów] – 1:4 + „złoty set” 0:1
[Bilans punktów] – 4:11
[Bilans setów] – 7:13 + „złoty set” 0:1
[Bilans małych punktów] – 448:458 + „złoty set” 12:15

[Rozegrane mecze – 5] – GKS: 5- Krulicki, Stańczak, Butryn, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Stelmach, Sobański, 4- Falaschi, Van Walle, Mariański, 2- Błoński, 1- Witczak, Komenda, Kohut, Quiroga,
ONICO: 5- Kowalczyk, Wrona, Samica, 4- Olenderek, Filip, Łapszyński, Świrydowicz, Firlej, 3- Zagumny, Kwolek, 2- Halaba, Mikołajczak, 1- Smoliński, Gruszczyński, Vernon-Evans, Brizard, Warda, Gjorgiew, Wojtaszek, Nowakowski, Włodarczyk,

[Rozegrane sety – 21] – GKS: 21- Kapelus, 18- Butryn, 17- Krulicki, 16- Falaschi, Stańczak, Sobański, 15- Pietraszko, 13- Kalembka, 12- Van Walle, 11- Fijałek, Mariański, 8- Stelmach, 7- Błoński, 4- Komenda, Quiroga, 3- Kohut, 2- Witczak,
ONICO: 19- Samica, 18- Wrona, 17- Filip, Kowalczyk, 16- Olenderek, 12- Zagumny, 10- Łapszyński, Świrydowicz, Kwolek, Firlej, 7- Halaba, 5- Gruszczyński, 4- Brizard, Gjorgiew, Wojtaszek, Włodarczyk, 3- Nowakowski, 2- Mikołajczak, Vernon-Evans, Warda, 1- Smoliński,

[Czas trwania spotkań] – 244:285 = łącznie 529 minut
[Widzów] – 3200:9780
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 124 – ONICO 149

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 336 – ONICO 324
GKS – Butryn 68, Kapelus 56, Van Walle 46, Krulicki 41, Sobański 38, Pietraszko 27, Kalembka 17, Błoński 16, Falaschi 10, Stelmach 4, Quiroga 4, Kohut 3, Fijałek 2, Witczak 2, Komenda 2,
ONICO – Filip 83, Samica 45, Wrona 41, Kowalczyk 33, Kwolek 32, Łapszyński 28, Halaba 18, Świrydowicz 14, Gjorgiew 11, Włodarczyk 9, Nowakowski 2, Firlej 2, Brizard 2, Warda 2, Zagumny 1, Vernon-Evans 1,

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 120 – ONICO 121
GKS – Butryn 20, Kapelus 17, Krulicki 16, Sobański 15, Pietraszko 12, Van Walle 10, Błoński 8, Kalembka 7, Falaschi 7, Fijałek 2, Witczak 2, Stelmach 2, Komenda 1, Quiroga 1,
ONICO – Filip 30, Samica 22, Kwolek 14, Wrona 14, Kowalczyk 14, Łapszyński 10, Włodarczyk 6, Świrydowicz 4, Gjorgiew 3, Brizard 2, Halaba 1, Warda 1,

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 216 – ONICO 203
GKS – Butryn 48, Kapelus 39, Van Walle 36, Krulicki 25, Sobański 23, Pietraszko 15, Kalembka 10, Błoński 8, Kohut 3, Quiroga 3, Falaschi 3, Stelmach 2, Komenda 1,
ONICO – Filip 53, Wrona 27, Samica 23, Kowalczyk 19, Kwolek 18, Łapszyński 18, Halaba 17, Świrydowicz 10, Gjorgiew 8, Włodarczyk 3, Nowakowski 2, Firlej 2, Zagumny 1, Vernon-Evans 1, Warda 1,

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 144 – ONICO 144
GKS – Butryn 41, Van Walle 27, Krulicki 26, Kapelus 22, Pietraszko 12, Sobański 10, Falaschi 5, Kalembka 5, Błoński 3, Stelmach 3, Witczak 1, Kohut 1, Fijałek -1, Komenda -2, Quiroga -3, Stańczak -6,
ONICO – Filip 39, Wrona 25, Kowalczyk 20, Łapszyński 18, Kwolek 13, Świrydowicz 13, Samica 10, Gjorgiew 8, Halaba 6, Warda 2, Nowakowski 2, Zagumny 1, Firlej 0, Wojtaszek -1, Gruszczyński -1, Mikołajczak -1, Włodarczyk -2, Olenderek -8,

[Ilość zagrywek] – GKS 461 – ONICO 471
GKS – Kapelus 64, Krulicki 54, Butryn 52, Falaschi 50, Sobański 49, Pietraszko 48, Kalembka 33, Van Walle 32, Błoński 21, Quiroga 18, Komenda 13, Fijałek 10, Stelmach 8, Kohut 6, Witczak 3,
ONICO – Kowalczyk 69, Samica 65, Wrona 63, Filip 56, Zagumny 52, Kwolek 35, Łapszyński 29, Firlej 20, Świrydowicz 19, Gjorgiew 17, Brizard 12, Włodarczyk 11, Halaba 9, Nowakowski 7, Warda 6, Vernon-Evans 1,

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 89 – ONICO 70
GKS – Pietraszko 13, Krulicki 12, Butryn 10, Kapelus 10, Sobański 9, Kalembka 8, Van Walle 7, Błoński 6, Falaschi 5, Komenda 3, Fijałek 2, Kohut 2, Witczak 1, Quiroga 1,
ONICO – Filip 16, Samica 10, Kowalczyk 9, Kwolek 9, Wrona 8, Halaba 4, Łapszyński 4, Włodarczyk 3, Firlej 2, Brizard 2, Świrydowicz 1, Vernon-Evans 1, Gjorgiew 1,

[Ilość asów serwisowych] – GKS 29 – ONICO 23
GKS – Sobański 7, Kapelus 4, Pietraszko 4, Krulicki 4, Kalembka 2, Van Walle 2, Witczak 2, Butryn 2, Falaschi 1, Błoński 1,
ONICO – Kowalczyk 7, Kwolek 7, Wrona 3, Filip 2, Samica 1, Łapszyński 1, Brizard 1, Włodarczyk 1,

[Ilość przyjęć] – GKS 401 – ONICO 372
GKS – Sobański 113, Kapelus 109, Stańczak 50, Błoński 40, Mariański 39, Quiroga 15, Stelmach 10, Kalembka 10, Krulicki 8, Pietraszko 4, Fijałek 1, Butryn 1, Falaschi 1,
ONICO – Samica 122, Olenderek 66, Łapszyński 48, Kwolek 45, Włodarczyk 28, Halaba 25, Wojtaszek 17, Gruszczyński 12, Wrona 5, Kowalczyk 2, Filip 1, Zagumny 1,

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 23 – ONICO 29
GKS – Kapelus 7, Stańczak 6, Quiroga 4, Sobański 3, Kalembka 1, Błoński 1, Stelmach 1,
ONICO – Olenderek 8, Samica 7, Włodarczyk 5, Kwolek 3, Łapszyński 1, Wrona 1, Kowalczyk 1, Filip 1, Gruszczyński 1, Wojtaszek 1,

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 47,57% – ONICO 46,5%
GKS – Butryn 100%, Pietraszko 87,5%, Krulicki 77,5%, Stelmach 63,5%, Mariański 58,5%, Kalembka 57,5%, Kapelus 48,07%, Quiroga 47%, Stańczak 42,25%, Błoński 39%, Sobański 36%, Fijałek 0%, Falaschi 0%,
ONICO – Wojtaszek 71%, Gruszczyński 50%, Wrona 50%, Włodarczyk 46%, Kwolek 43,75%, Olenderek 42,63%, Łapszyński 42,63%, Samica 37,13%, Halaba 25%, Filip 0%, Zagumny 0%, Kowalczyk 0%,

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 23,94% – ONICO 28,38%
GKS – Butryn 100%, Krulicki 67,5%, Stelmach 50%, Pietraszko 50%, Mariański 30,25%, Kapelus 28,63%, Sobański 24,75%, Błoński 20,5%, Stańczak 19,25%, Quiroga 7%, Kalembka 5%, Fijałek 0%, Falaschi 0%,
ONICO – Wrona 50%, Wojtaszek 47%, Kwolek 35,75%, Olenderek 31%, Łapszyński 22,88%, Włodarczyk 21%, Samica 14,19%, Halaba 8,5%, Gruszczyński 8%, Kowalczyk 0%, Filip 0%, Zagumny 0%,

[Ilość ataków] – GKS 560 – ONICO – 526
GKS – Butryn 138, Kapelus 121, Van Walle 81, Sobański 69, Krulicki 37, Pietraszko 31, Błoński 27, Kalembka 22, Quiroga 18, Kohut 6, Stelmach 4, Falaschi 2, Komenda 2, Fijałek 1, Witczak 1,
ONICO – Filip 142, Samica 95, Kwolek 55, Łapszyński 52, Wrona 50, Halaba 34, Kowalczyk 26, Gjorgiew 22, Włodarczyk 18, Świrydowicz 16, Zagumny 5, Nowakowski 3, Warda 3, Brizard 2, Firlej 1, Mikołajczak 1, Vernon-Evans 1,

[Ilość błędów w ataku] – GKS 39 – ONICO 33
GKS – Sobański 9, Kapelus 8, Butryn 7, Van Walle 6, Błoński 3, Kalembka 2, Quiroga 2, Fijałek 1, Pietraszko 1,
ONICO – Filip 14, Samica 5, Halaba 3, Kwolek 3, Gjorgiew 2, Włodarczyk 2, Łapszyński 1, Wrona 1, Mikołajczak 1, Kowalczyk 1,

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 41 – ONICO 48
GKS – Butryn 10, Kapelus 9, Sobański 7, Van Walle 6, Krulicki 3, Błoński 3, Kalembka 1, Pietraszko 1, Komenda 1,
ONICO – Filip 13, Samica 13, Wrona 6, Halaba 5, Łapszyński 4, Kwolek 4, Kowalczyk 2, Włodarczyk 1,

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 259 – ONICO 260
GKS – Butryn 62, Kapelus 50, Van Walle 41, Sobański 28, Krulicki 27, Pietraszko 16, Błoński 12, Kalembka 12, Kohut 3, Quiroga 3, Stelmach 2, Falaschi 2, Komenda 1,
ONICO – Filip 70, Samica 39, Wrona 31, Łapszyński 25, Kwolek 24, Kowalczyk 18, Halaba 18, Świrydowicz 11, Gjorgiew 10, Włodarczyk 7, Nowakowski 2, Warda 2, Zagumny 1, Firlej 1, Vernon-Evans 1,

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 45,69% – ONICO 48,57%
GKS – Falaschi 100%, Kalembka 77,63%, Krulicki 69,13%, Pietraszko 59%, Sobański 52,07%, Van Walle 51%, Komenda 50%, Kohut 50%, Stelmach 50%, Kapelus 47,63%, Butryn 41,63%, Błoński 39%, Quiroga 17%, Fijałek 0%, Witczak 0%,
ONICO – Firlej 100%, Vernon-Evans 100%, Wrona 68%, Warda 67%, Nowakowski 67%, Świrydowicz 66,75%, Filip 48,5%, Gjorgiew 45%, Halaba 44%, Łapszyński 42,38%, Włodarczyk 39%, Kowalczyk 37%, Kwolek 33,5%, Samica 22,13%, Zagumny 12,5%, Mikołajczak 0%, Brizard 0%,

[Ilość bloków punktowych] – GKS 48 – ONICO 41
GKS – Krulicki 10, Falaschi 7, Pietraszko 7, Butryn 4, Błoński 3, Kalembka 3, Van Walle 3, Sobański 3, Kapelus 2, Stelmach 2, Fijałek 2, Komenda 1, Quiroga 1,
ONICO – Filip 11, Kowalczyk 8, Wrona 7, Samica 5, Świrydowicz 3, Łapszyński 2, Firlej 1, Kwolek 1, Brizard 1, Gjorgiew 1, Włodarczyk 1,

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 21 – ONICO 21
[MVP] – GKS 0: – ONICO 5: Filip 2, Zagumny 2, Kwolek 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga