Piłka nożna Prasówka
Przegląd doniesień mass mediów po meczu z Widzewem: Duże emocje i remis na szczycie II ligi
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0).
sportdziennik.com – GieKSa – Widzew 1:1. Duże emocje i remis na szczycie II ligi
Bardzo emocjonujący mecz o wielkiej stawce zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów. Na trzy kolejki przed końcem sezonu GieKSa pozostała w strefie premiowanej nie bezpośrednim awansem do I ligi, a barażem. W najbliższym tygodniu czekają ją dwa trudne wyjazdy.
Nie było w ten weekend na polskich boiskach ważniejszego meczu. Konfrontacja dwóch największych drugoligowych firm miała zadecydować, kto na trzy kolejki przed końcem sezonu znajdzie się w strefie premiowanej awansem, a komu przed oczami stanie coraz realniejsza perspektywa barażu, grożącego tym, że sezon zostanie stracony.
Mimo obostrzeń i ograniczonej frekwencji przy Bukowej odczuwalna była atmosfera piłkarskiego święta, a już na kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem wokół stadionu mieniły się żółte koszulki, do których zakładania mobilizowali się wzajemnie kibice.
[…] Na ustach kibiców po pierwszej połowie znalazł się jednak nie Pavlas, a drugi ze skrzydłowych. Szymon Kiebzak, najlepszy asystent w szeregach GieKSy, w 29. minucie wprawił Bukową w euforię. Uderzył z linii pola karnego, a piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.
[…] W pierwszej połowie ekipa Rafała Góraka wykorzystała, co miała. Z gry na pewno nie ustępowała łodzianom, ale gdy przychodziło co do czego, to oni byli pod bramką groźniejsi.
[…] GKS nie grał jakiegoś wielkiego meczu, ale mogło podobać się to, jak mocno jest pod prądem, jak bardzo nie było dla niego straconych piłek. To powodowało, że momentami iskrzyło. Na początku II połowy żółtą kartkę ujrzał nawet trener Górak.
W porównaniu do pierwszej odsłony nie zmieniło się to, jak niebezpieczni byli łodzianie przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki. W 56. minucie z kornera zacentrował Kosakiewicz, a piłkę do siatki wpakował głową Tanżyna, dokonując tego, co nie udało mu się w I połowie. Już wtedy uprzedził Mrozka, który na przedpolu nie zdołał sięgnąć piłki. Drugie takie wyjście okazało się boleśniejsze.
[…] Katowiczanom wyrównanie nie podcięło skrzydeł. Próbowali, mogli odzyskać prowadzenie, gdy nieznacznie – oczywiście po stałym fragmencie – spudłował Jędrych. Łodzianie odpowiedzieli próbami z dystansu Gutowskiego, Możdżenia czy Radwańskiego.
Im bliżej było końcowego gwizdka, tym bardziej na murawie robiło się nerwowo. Momentami jakby gubił się sędzia, szafujący kolejnymi żółtymi kartkami. W 82. minucie niezmordowany Kiebzak, rozgrywający najlepsze w tym roku spotkanie, wyłożył piłkę Stefanowiczowi. Jego strzał zablokował Rudol (katowiczanie reklamowali zagranie ręką), a próbę dobitki Marcina Urynowicza w ostatniej chwili udaremnił Wojciech Pawłowski.
W 84. minucie Widzew miał piłkę meczową. Po podaniu Radwańskiego sam na sam z Mrozkiem wyszedł Robak, ale strzelił lewą nogą obok bramki! Emocji było pod dostatkiem. Trybuny poderwały się w 89. minucie, gdy Pawłowski odbił piłkę po próbie Urynowicza – i to by było na tyle.
W tabeli status quo, a walka o awans trwa.
weszlo.com –Status quo w II lidze zachowany. GKS na remis z Widzewem
Remis w przypadku takich meczów określa się zazwyczaj mianem: dwóch rannych zamiast jednego zabitego. To jest po części prawda, bo ani katowiczanie, ani łodzianie, płakać nad jednym punktem raczej nie będą. Zarazem jedni i drudzy mogą sobie pluć w brodę, bo trzy punkty i o wiele mocniejsza sytuacja w tabeli była na wyciągnięcie ręki. Mecz GKS-u z Widzewem może nie olśnił jakością, ale na brak emocji do ostatnich sekund nie można było narzekać.
[…] GKS grał trochę tak, jakby chciał dać się Widzewowi wyszumieć – widać było w tym trochę wyrachowania. I chyba się opłaciło. Czyhali na błąd, a defensywa RTS-u nie należy, delikatnie mówiąc, do tych bezbłędnych.
W końcu stało się: banalna strata na środku boiska, piłkę znakomicie wyłuskuje Błąd. Rudol próbuje faulu taktycznego, byleby tylko zatrzymać zawodnika GKS-u. I to nie wystarcza, piłka trafia do Kiebzaka. Znowu obrońcy Widzewa zbyt statycznie, Kiebzak ma czas i miejsce by uderzyć – trzeba mu oddać, że strzał świetny, mierzony, choć oddany gdzieś z linii szesnastki. Pawłowski nie miał najmniejszych szans.
[…] GKS grał po zmianie stron to, co przyniosło mu prowadzenie. Nie zamierzał szczególnie szarżować, raczej wolał pozwolić, by Widzew męczył się z atakiem pozycyjnym, a nuż gdzieś pojawi się szansa na kolejną kontrę. To, trzeba przyznać, przez dziesięć minut sprawdzało się katowiczanom bardzo dobrze. Ale potem przyszedł kolejny stały fragment gry, które Widzew bił dobrze. Wrzuca Kosakiewicz z rzutu rożnego, Mrozek wychodzi źle – Tanżyna pewnie do siatki. 1:1.
Nie powiemy, że od tej pory zaczęła się regularna strzelanina – były momenty przestojów. Natomiast zarówno GKS jak i Widzew mogą sobie wyrzucać stuprocentowe okazje. W GKS-ie bohaterem mógł być Urynowicz, który dwa razy miał czystą sytuację strzelecką, ale dobrze dysponowany był dziś Pawłowski. Blisko gola był też Januszewski, a strzał Stefanowicza świetnie zatrzymał Rudol. W Widzewie najlepsze sytuacje zmarnował Robak – raz uderzał po wrzutce głową, gdzie wygrał walkę o pozycję, ale uderzył prosto w Mrozka. Druga szansa to już marzenie – kapitan Widzewa wychodzi sam na sam po podaniu Radwańskiego, a jednak nawet nie trafia w światło bramki. Robak walczył dzisiaj mocno, nawet na własnej połowie notował udane wślizgi, ale celownik zdecydowanie rozregulowany.
Do ostatnich sekund, w doliczonym czasie, obie strony szukały szansy. Dla GKS-u to drugi trudny mecz, który kończą z punktami. Kto wie, może mogą mieć nawet pretensje do arbitra Lizaka za niektóre dzisiejsze decyzje, choć to trzeba by dokładnie przeanalizować.
interia.pl – GKS Katowice – Widzew Łódź 1-1 w hicie 2. Ligi
GKS Katowice miał szansę wyprzedzić Widzew Łódź i zająć okupowane przez niego drugie miejsce, dające bezpośredni awans na zaplecze PKO Ekstraklasy, ale mimo prowadzenia tylko zremisował z zespołem naszpikowanym gwiazdami Ekstraklasy.
se.pl – GKS Katowice nie zepchnął Widzewa Łódź do strefy barażowej! Remis na Śląsku
W absolutnym hicie 31. kolejki 2. Ligi, GKS Katowice zremisował na własnym stadionie 1:1 z Widzewem Łódź. Dzięki takiemu obrotowi spraw, na trzy serie gier przed końcem zmagań łodzianie utrzymali pozycję wicelidera tabeli, która oznacza bezpośredni awans na zapleczy PKO Ekstraklasy. Wciąż są więc w tej kwestii zależni tylko od siebie.
infokatowice.pl – Remis w meczu na szczycie
GieKSa zagrała najlepszy mecz w tym roku, ale tylko zremisowała z Widzewem Łódź 1:1.
W wyjściowym składzie GieKSy zobaczyliśmy Pavlasa, który zastąpił pauzującego za kartki Woźniaka. Katowiczanie przez całe pierwsze 45 min. grali z dużą determinacją i walczyli o każdy centymetr murawy. Choć ich gra mogła się podobać, długo jednak nie potrafili stworzyć zagrożenia po łódzką bramką. Widzew rzadziej przedzierał się pod pole karne GieKSy, jego akcje były jednak znacznie groźniejsze. Goście mogli objąć prowadzenie już w 10 min., kiedy Mrozek podczas dośrodkowania minął się z futbolówką. Na szczęście jednak piłka uderzona przez jednego z zawodników przeleciała minimalnie obok słupka. Kilkadziesiąt sekund później dał o sobie znać Robak, którego strzał głową o centymetry minął katowicką bramkę. W 29 min. było już jednak 1:0 dla gospodarzy. Kontrę wyprowadził Błąd, który został sfaulowany przed polem karnym. Sędzia nie przerwał jednak akcji, bo do piłki dopadł Kiebzak, który wbiegł w szesnastkę gości i strzelił precyzyjnie, tuż obok słupka. Od tego momentu przyjezdni ruszyli do ataku, ale ani Robak, ani Ojamaa nie byli w stanie zaskoczyć Mrozka.
Drugą połowę Trójkolorowi rozpoczęli cofnięci, licząc na kontrataki, a łodzianie atakowali dążąc do wyrównania. Ta sztuka udała im się już w 57 min., kiedy po raz kolejny w ostatnich meczach błąd popełnił Mrozek, który po rzucie rożnym minął się z piłką, a Tanżyna nie miał żadnych problemów ze skierowaniem jej głową do siatki. Chwilę później goście powinni prowadzić, gdy po kolejnym dośrodkowaniu przy biernej postawie obrońców piłkę głową z bliskiej odległości uderzył Robak, ale trafił prosto w bramkarza. Gra GKS-u w tym fragmencie nie wyglądała dobrze, na szczęście Widzew nie był w stanie tego wykorzystać. Końcówka spotkania była pełna emocji. GieKSa dwukrotnie była blisko przechylenia losów meczu na swoją korzyść. Najpierw Pawłowskiego mógł zaskoczyć Stefanowicz, ale jego strzał odbił obrońca, a dobitka Urynowicza trafiła w golkipera. W 88 min. z woleja uderzył ponownie Urynowicz, ale Pawłowski popisał się dobrą interwencją. Widzew także miał okazję do zadania decydującego ciosu. W sytuacji sam na sam z Mrozkiem znalazł się Robak, ale minimalnie spudłował.
dziennikzachodni.pl – Remis w hicie II ligi
[…] Hit na Bukowej był ciekawym widowiskiem i zakończył się podziałem punktów, który sprawił, że GieKSa dalej zajmuje w tabeli trzecie miejsce i nie ma bezpośredniego awansu do Fortuna 1. Ligi.
[…] GieKSa też często wykonywała rzuty wolne i rożne, ale nie stwarzała po nich żadnego zagrożenia. Jeszcze raz okazało się jednak, że katowiczanie najgroźniejsi są, gdy atakują z kontry. Po takiej właśnie szybkiej akcji Adriana Błąda gospodarze objęli prowadzenie. Kapitan zespołu był faulowany przez rywala, ale sędzia zastosował przywilej korzyści, a Kiebzak przejął piłkę i korzystając z zawahania się Tanżyny precyzyjnie strzelił zza linii pola karnego nie dając szans Wojciechowi Pawłowskiemu.
Po przerwie z dużo większą determinacją wyszli na boisko łodzianie. Goście atakowali i w końcu doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rogu Łukasza Kosakiewicza Tanżyna uprzedził wychodzącego do piłki Mrozka i głową z 6 m trafił do siatki. Chwilę później Widzew mógł wyjść na prowadzenie, bo 100 procentową okazję miał Robak, lecz jego uderzenie obronił bramkarz GKS.
Katowiczanie w końcówce starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najpierw groźniej w zamieszaniu strzelał Arkadiusz Jędrych, ale trafił w kolegę z zespołu. Później z 12 m przymierzył Maciej Stefanowicz, lecz jego strzał klatką piersiową zablokował Sebastian Rudol. Uderzenie z woleja rezerwowego Marcina Urynowicza obronił bramkarz łodzian. Widzew miał sytuację sam na sam Robaka, lecz były król strzelców ekstraklasy strzelił obok słupka i mecz na Bukowej zakończył się remisem, z którego najbardziej ucieszył się prowadzący w tabeli Górnik Łęczna.
widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0)
Mnóstwo emocji przyniósł dzisiejszy hit na szczycie tabeli II ligi pomiędzy GKS Katowice a Widzewem Łódź. Wynik w pierwszej połowie otworzył Szymon Kiebzak, ale goście w drugiej części spotkania wyrównali za sprawą Daniela Tanżyny i ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1. Status quo został więc utrzymany!
[…] W kolejnych fragmentach gra się bardzo zaostrzyła. Trzy razy faulował Bartłomiej Poczobut, a po ostatnim z tych przewinień arbiter postanowił napomnieć byłego zawodnika GKS, dla którego dzisiejsze starcie miało bardzo ambicjonalny charakter.
[…] Niestety, choć gra Widzewa wyglądała nieźle, to bramkę zdobyli gospodarze. W środku pola błąd popełnił Marcel Gąsior, akcję faulem próbował jeszcze przerywać Rudol (całe szczęście, nie dostał drugiej żółtej kartki), ale nie zrobił tego skutecznie, bo futbolówka dotarła do Szymona Kiebzaka. Skrzydłowy GKS bardzo precyzyjnym strzałem po ziemi, odbitym jeszcze od słupka, nie dał najmniejszych szans Wojciechowi Pawłowskiego.
Strata gola nie zniechęciła widzewiaków, którzy cały czas starali się grać swoje. W 35. minucie niesygnalizowanego strzału z trzydziestu metrów spróbował Kosakiewicz, ale najlepszą okazję do wyrównania miał tuż przed zejściem do szatni Henrik Ojamaa. Gąsior dograł na lewą stronę do Kornela Kordasa, ten dokładnie wrzucił, ale uderzenie Estończyka było zbyt lekkie i poradził sobie z nim Bartosz Mrozek.
[…] Po zmianie stron obraz gry wcale się nie odmienił i to Widzew dużo częściej utrzymywał się przy piłce. Łodzianie mieli też sporo stałych fragmentów gry, ale nic z nich nie wychodziło. Aż do 57. minuty! Przy dorzuceniu Kosakiewicza jeden z katowiczan zderzył się głowami z Tanżyną, a piłka wyszła na róg. „Dixon” błyskawicznie pozbierał się i to właśnie on doszedł do dośrodkowania prawego obrońcy, wyrównując stan spotkania, a jednocześnie dając swojej drużynie drugie życie!
Już cztery minuty mogło być 2:1 dla gości! Kosakiewicz ponownie świetnie dośrodkował, tym razem z rzutu wolnego. Piłka trafiła na głowę Robaka, ale jego uderzenie niestety powędrowało wprost w ręce Mrozka. Później mecz się bardzo wyrównał, a Widzew – wzorem kilku wcześniejszych spotkań – niepotrzebnie cofnął się, dając więcej z gry gospodarzom. Ci mogli wyjść na prowadzenie w 73. minucie, na szczęście strzał Grzegorza Janiszewskiego powędrował obok słupka.
Na kwadrans przed końcem obraz gry uległ całkowitej zmianie. To GKS się cofnął, a łodzianie akcja za akcją starali się nękać golkipera. Swoje okazje mieli Gutowski, który uderzył minimalnie nad poprzeczką, wprowadzony po przerwie Mateusz Możdżeń, którego strzał zza pola karnego był zbyt lekki, a także Radwański, który strzelił zbyt lekko.
Prawdziwy rollercoaster miał jednak miejsce w ostatnich pięciu minutach! Najpierw swoją kapitalną okazję mieli katowiczanie – Stefanowicz uderzył wprost w stojącego tuż przed linią bramkową Rudola, a z dobitką Marcina Urynowicza poradził sobie Pawłowski. Już w kolejnej akcji to Widzew powinien jednak rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść! Radwański zagrał prostopadle do Robaka, ale ten, w sytuacji sam na sam, strzelił minimalnie obok słupka… Tuż przed końcem kolejną szansę miał jeszcze Urynowicz, na szczęście kapitalnie interweniował golkiper.
sportowefakty.wp.pl – II liga: GKS Katowice zremisował na szczycie. Widzew Łódź bliżej awansu
Nie doszło do diametralnej zmiany na szczycie tabeli. GKS Katowice zremisował 1:1 z Widzewem Łódź i to drużyna Marcina Kaczmarka pozostaje wiceliderem z większą szansą na bezpośredni awans.
Droga obu drużyn na zaplecze PKO Ekstraklasy jest kręta. Z 31 dotychczasowych meczów wygrały tylko nieco ponad połowę – 16. Biorąc pod uwagę poprzednich pięć kolejek GKS Katowice i Widzew Łódź zdobyli komplet punktów w dwóch. Potknięć, rozczarowań nie brakowało. Nie zmieniało to faktu, że podopieczni Rafała Góraka i Marcina Kaczmarka mają największy potencjał w lidze i są głównymi kandydatami do awansu.
[…] Tempo rywalizacji na szczycie tabeli było przyzwoite, choć można było mieć zastrzeżenia co do liczby strzałów celnych. Częściej interweniował Bartosz Mrozek niż Wojciech Pawłowski i generalnie przyjezdni byli bardziej energiczni po powrocie z szatni na boisko. Widzew chciał zdobyć pełną pulę po wyrównaniu. Wielką szansę na gola dla gości miał Marcin Robak, a dużą na gola dla gospodarzy Maciej Stefanowicz. Nikomu nie udało się rozstrzygnąć meczu. Problemu z precyzją nie udało się rozwiązać do końca.
widzewiak.pl – Nie wykorzystali okazji powrotu na pozycję lidera
[…] Do przerwy więcej powodów do zadowolenia mieli katowiczanie. Mogli być dumni z tego, że popisali się stuprocentową skutecznością. Oddali jeden celny strzał na bramkę gości i zdobyli prowadzenie. W 30 min. w kontrataku gospodarze wykazali więcej zdecydowania, od próbujących im przeszkadzać łodzian i Szymon Kiebzak pokonał z 16 metrów Wojciecha Pawłowskiego płaskim strzałem w dolny róg.
[…] Od początku drugiej połowy widać było, że ekipa RTS powalczy przynajmniej o wyrównanie. Łodzianie przejęli inicjatywę i przeważali mimo kilku słabo dysponowanych zawodników.
[…] Wyrównująca bramka zrobiła wrażenie na katowickim zespole i uciszyła kibiców. Łodzianie atakowali nadal i gdyby Marcin Robak miał lepszy dzień, to odzyskanie pozycji lidera byłoby faktem. Kapitan łodzian zmarnował znakomite sytuacje bramkowe w 61 min, gdy główkował wprost w bramkarze oraz w 85 min, gdy strzelił lewą nogą tuż obok słupka.
Lecz trzeba przyznać, że w końcówce goście mieli nie tylko pecha, ale też sporo szczęścia. Po rażącym błędzie Kornela Kordasa bramkarz wybiegiem uratował łodzian od utraty bramki. Także Pawłowski w doliczonym czasie gry obronił groźny strzał lewą nogą z 16 metrów Marcina Urynowicza.
W sumie remis jest zasłużony, a sam zacięty hit kolejki trudny do jednoznacznej oceny. Można tylko stwierdzić, że teraz szanse łodzian na bezpośredni awans są większe niż katowiczan.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze