Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
ZUS zgłasza się do GKS-u Katowice po cztery „bańki”! – tygodniowy przegląd mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Drużyna kobieca w minionym tygodniu rozegrała jedno spotkanie. Przeciwnikiem była drużyna Olimpii Szczecin, GieKSa wygrała 3:2 (1:2). Następny mecz drużyna kobiet rozegra w niedzielę, z Rolnikiem, w Biedrzychowicach. Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w środę wygrali z Olimpią Elbląg 1:0 (1:0), w sobotę przegrali z KKS-em 1925 Kalisz 1:2 (0:1). Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Katowicki Sport opisał sytuację po kontroli ZUS w klubie, która wykazała brak wpłaty przez GieKSę na rzecz ZUS-u prawie 4 miliony złotych.
Siatkarze oraz hokeiści zakończyli swoje rozgrywki. Trwają pierwsze ruchy/rozmowy kadrowe w obu drużynach. W sekcji hokeja doszło do zmiany: nowym/starym trenerem został Jacek Płachta.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GieKSa wróciła z dalekiej podróży
Z piekła do nieba wróciły podopieczne Witolda Zająca. Za to zawodniczki Olimpii mogą sobie pluć w brodę za roztrwonienie dwubramkowej przewagi.
W sobotnie słoneczne popołudnie na ulicy Bukowej w Katowicach zameldowały się ekipy miejscowej GieKSy i Olimpii Szczecin. Gospodynie chciały zmazać wrażenie po wysokiej przegranej na własnym boisku z Górnikiem Łęczna i odzyskać atut własnej murawy. Za to Szczecinianki próbowały przedłużyć dobrą passę.
W pierwszej połowie to podopieczne Adama Gołubowskiego lepiej wyglądały na boisku i po pół godzinie prowadziły dwoma bramkami, których autorkami były Michalczyk i Litwiniec. Tuż przed gwizdkiem na przerwę Kozak zdobyła bramkę kontaktową dla GieKSy.
W drugiej połowie inicjatywę przejęły gospodynie, których ataki raz po raz odbijały się od Natalii Piątek czy defensywy Olimpii. W 62 minucie Maciążka, obsłużona świetnym podaniem, wyszła na sam na sam z Piątek, ładnym dryblingiem położyła bramkarkę Szczecina i doprowadziła do remisu. Na minutę przed końcem piłka ponownie trafia do Maciążki w polu karnym. Nie popisuje się obrończyni Olimpii, która nie trafia w piłkę a w nogi Klaudii Maciążki i prowadząca te zawody Michalina Diakow bez wahania pokazało “na wapno”. Do piłki podeszła najlepsza w ekipie gospodyń, obok Maciążki, kapitan Katowic, Marlena Hajduk i pewnym silnym strzałem pod poprzeczkę nie dała szans bezradnej Piątek.
sportdziennik.com – ZUS zgłasza się do GKS-u Katowice po cztery „bańki”!
Kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wykazała, że klub z Bukowej jest mu winny blisko 4 mln zł. To pokłosie zawierania podwójnych umów z pracownikami w latach 2014-2019. Katowiczanie składają odwołanie do sądu.
Słaba dyspozycja drużyny wcale nie musi okazać się najgorszą wiadomością, jaka popłynęła z Bukowej na początku maja. Zakończyła się kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, prowadzona w klubie od dłuższego czasu, a dotycząca okresu od stycznia 2014 do października 2019. Konkluzja delikatnie rzecz ujmując nie jest dla GieKSy optymistyczna – zobowiązanie spółki wobec ZUS-u wynosi blisko 4 miliony złotych! Nie trzeba dodawać, że to wielkie pieniądze, nawet w realiach klubu z tak bogatym właścicielem jak miasto Katowice.
Z czego wynika ta kwota? W skrócie: pracownicy GieKSy – piłkarze etc. – od 2014 do 2019 roku zawierali umowy nie tylko ze spółką, ale też działającą przy niej Fundacją Sportowe Katowice. Oficjalnie można powiedzieć, że zawodnicy GKS-u mieli w Fundacji dodatkowe obowiązki, związane m.in. z Akademią Młoda GieKSa, a nieoficjalnie to po prostu sposób na optymalizację podatkową, bo składki na ZUS odciągało się w większym stopniu z umowy o pracę w Fundacji, znacznie niższej niż kontrakt z klubem w formie umowy-zlecenia, co pozwalało w skali roku oszczędzać spółce na składkach spore pieniądze.
Jak czytamy w komunikacie giełdowym opublikowanym przez GKS: „W wyniku kontroli Spółka otrzymała decyzje, w których organ stwierdził, że w przypadku 49 zleceniobiorców, będących jednocześnie pracownikami Fundacji Sportowe Katowice z siedzibą w Katowicach, rozdzielenie wykonywanej pracy na dwie różne umowy, tj. umowę o pracę i umowę zlecenie umożliwiło uzyskiwanie korzyści związanych z obniżeniem kosztów prowadzenia działalności – zminimalizowanie obowiązku składkowego.
W konsekwencji organ stwierdził, że ww. zleceniobiorcy z tytułu zatrudnienia w ramach umowy zlecenie podlegają obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowemu i wypadkowemu a podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne powinno być – zdaniem ZUS – wynagrodzenie otrzymane również z tytułu umowy zlecenie”.
GKS jest winny ZUS-owi dokładnie 3 miliony 335 tysięcy 613 złotych i 75 groszy, a do kwoty tej dolicza się też odsetki w wysokości 600 tysięcy złotych. Okres działalności klubu, wzięty pod lupę przez ZUS, obejmuje lata, w których stanowisko prezesa piastowali Wojciech Cygan (od 24 czerwca 2013) a następnie Marcin Janicki (od 2 listopada 2017, odwołany po spadku z I ligi w czerwcu 2019). Objęty kontrolą okres obejmuje też sam początek prezesury Marka Szczerbowskiego (od końca sierpnia 2019). Po Bukowej krąży wieść, że widząc podwójne umowy Szczerbowski złapał się za głowę i natychmiast zaczął prostować te kwestie.
Katowiczanie nie zgadzają się z taką decyzją ZUS-u, uważając, że: „Stanowisko organu rentowego jest błędne i winno zostać skorygowane w toku sądowej kontroli. Wobec powyższego Spółka podejmie kroki przewidziane przepisami prawa i złoży do Sądu odwołania od ustaleń kontroli ZUS” – oświadcza klub z Bukowej w komunikacie giełdowym, a przed sądem trzeba będzie wykazać, że osoby zatrudnione w Fundacji rzeczywiście wykonywały tam etatową pracę, co może nie być proste.
Trudno wyrokować dziś, jak długo może toczyć się postępowanie przed sądem, a nawet w przypadku niepomyślnego wyroku ewentualny dług względem ZUS zapewne musiałby być rozbity na raty.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Sezon 2020/2021 PlusLigi: GKS Katowice
Poprzednie rozgrywki, przerwane w marcu z powodu pandemii koronawirusa, katowiczanie zakończyli na szóstym miejscu. Tym razem GKS był dziewiąty, ale przez długi czas walczył o udział w play-off, a do ósmego miejsca zabrakło mu trzech punktów.
Fazę zasadniczą katowiczanie zakończyli na 10. miejscu z 33 punktami na koncie. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego wygrali 11, a przegrali 15 meczów. W rywalizacji o dziewiątą lokatę GKS dwukrotnie pokonał Indykpol AZS Olsztyn.
– Ten sezon to była sinusoida w naszym wykonaniu. Dobrze zaczęliśmy, później trochę zostaliśmy rozbici przez koronawirusa, wróciliśmy i do końca starego roku graliśmy naprawdę dobrze. Później coś się u nas popsuło i niestety, myślę, że ten sezon pozostawia u nas spory niedosyt, bo fajnie się zapowiadało, cały czas byliśmy w walce o play-off, ale w nowym roku nie daliśmy rady – mówi środkowy GKS-u, Miłosz Zniszczoł i dodaje: – Po tym, jak ten sezon przebiegał, na pewno czujemy niedosyt. Niektórzy nas nie doceniali, skazywali na walkę o utrzymanie, a my włączyliśmy się do gry o play-off. Nie udało się do niego dostać, ale mimo wszystko to dziewiąte miejsce na zakończenie to dla nas pewna osłoda.
Katowiczanie bardzo dobrze rozpoczęli sezon, ale w drugiej jego połowie radzili sobie nieco gorzej i nie udało się im awansować do play-off.
– Uważam, że mieliśmy po swojej stronie jakość, mieliśmy niestety jeden, długi przestój, który kosztował nas awans do play-off – mówi trener Grzegorz Słaby i dodaje: – Na swojej drodze mieliśmy trudne drużyny, przy których trudno było się odbudować. Bardzo żałuję, że nie udało nam się wejść do fazy play-off, bo mieliśmy ku temu wiele szans. Mieliśmy bardzo dobry początek ligi, rozbudziliśmy bardzo duże apetyty w tym sezonie. Mieliśmy swoje szanse, ale je sportowo zaprzepaściliśmy. Ogólnie ten sezon był trudny z wielu powodów. Były kwarantanny, cały czas jest w tle wirus, różne rzeczy, które sprawiały, że to był najcięższy sezon jaki miałem okazję prowadzić w swojej przygodzie z siatkówką, tym bardziej, że był to mój pierwszy raz w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na pewno wyciągnę wiele lekcji dla siebie na przyszłość, żeby przy następnych okazjach nie zmarnować takich szans, jakie mieliśmy w tym roku – mówi Słaby, który jako trener wprowadził katowiczan do ekstraklasy w 2016 roku, a w kolejnych sezonach był asystentem najpierw Piotra Gruszki, a później Daszkiewicza. W sezonie 2020/2021 ponownie był pierwszym trenerem.
– Będę miał bardzo dobre wspomnienia, bo wiele osób skazywało nas na pożarcie w tej lidze, po tym jak w okienku transferowym odszedł od nas Rafał Szymura oraz poprzedni trener. Generalnie nie wierzono w nasz potencjał i naszą grupę. Udowodniliśmy, że każdy z zawodników był wartościowy, każdy w sztabie pracował nad tym, żeby osiągnąć sukces i to 9. miejsce z jednej strony może być rozczarowujące, ale z drugiej strony trochę utarliśmy nosa ekspertom Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie grać na wysokim poziomie. Część zawodników zagrała jedne z lepszych sezonów w swoich karierach, więc myślę, że możemy być zadowoleni – stwierdza Słaby.
Kilka faktów o sezonie 2020/2021 GKS-u Katowice
- Największą gwiazdą był…
Jakub Jarosz. Kapitan GKS przez cały sezon prezentował stabilny poziom. Trzykrotnie wybierany był MVP. W 26 meczach zdobył 317 punktów mając blisko 50 procentową skuteczność ataku.
- Po nim spodziewaliśmy się więcej…
Trudno znaleźć, kogoś kto szczególnie by zawiódł przez cały sezon. Siłą GKS-u była zespołowość i jak zdarzały się wpadki to sporadycznie i dany zawodnik w kolejnym meczu potwierdzał, że to była tylko dyspozycja dnia, a nie jakiś długotrwały kryzys i załamanie formy.
- Najbardziej zaimponował nam…
Rozgrywający Jakub Nowosielski. To pierwszy rodowity katowiczanin w piątym roku występów zespołu w PlusLidze. Z powodzeniem rywalizował o miejsce w składzie z Janem Firlejem.
- W przyszłym sezonie zmieni się…
Sporo, choć nie w sztabie szkoleniowym, bowiem kontrakty przedłużyli trener Grzegorz Słaby, drugi trener Damian Musiak, trener ds. przygotowania motorycznego Piotr Karlik i fizjoterapeuta Grzegorz Rzetecki. Z zawodników umowy przedłużyli natomiast: Jakub Jarosz, Jakub Szymański, Jakub Nowosielski, Dawid Ogórek, a ważny kontrakt obowiązuje Kamila Drzazgę. Z GKS-su odchodzą natomiast: Jan Firlej, Wiktor Musiał, Emanuel Kohut, Jan Nowakowski, Miłosz Zniszczoł, Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski, Sławomir Stolc i Dustin Watten.
HOKEJ
hokej.net – Oficjalnie: Płachta trenerem GieKSy
Zgodnie z naszymi informacjami, na ławkę trenerską GKS-u Katowice wraca Jacek Płachta. 51-letni szkoleniowiec podpisał dwuletni kontrakt.
Płachta jest wychowankiem katowickiego klubu i ma do GieKSy ogromny sentyment. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w swojej karierze już trzykrotnie był jej głównym szkoleniowcem: w sezonach 2010/2011 oraz 2012/2013 i 2016/2017.
– Bardzo się cieszę, że znowu mogę wrócić do mojego klubu. Wychowałem się w Katowicach i zawsze łatwiej wraca się do miejsc, w których się wszystkich zna i gdzie jest dobry klimat do pracy. Spotkałem w GKS-ie wielu fantastycznych ludzi, więc te decyzje związane z GieKSą zawsze były dla mnie łatwiejsze – wyjaśnił Jacek Płachta.
– Rozmawiałem z wieloma osobami, które mają konkretny plan na to, jak konsekwentnie budować drużynę. Mam same dobre odczucia związane z tym, co przed nami. Chcemy się wspólnie rozwijać, a to jest dla mnie bardzo ważne i na pewno pomogło mi podjąć decyzję o powrocie – dodał.
Przypomnijmy, że w maju 2019 roku 51-letni szkoleniowiec był o krok od powrotu do GieKSy, ale szefostwo klubu z Wojciechem Tkaczem na czele zdecydowało się zakontraktować bardziej doświadczonego Fina – Risto Dufvę, który miał w swoim dorobku 11 sezonów pracy w fińskiej Liidze i tytuł mistrzowski zdobyty z JYP Jyväskylä. (2008/2009).
Jacek Płachta był też rozważany jako trener po dymisji Piotra Sarnika. Sęk w tym, że był wtedy związany kontraktem z ekipą Crocodiles Hamburg. Zresztą w „Krokodylach” pracował przez ostatnie trzy sezony.
Przez trzy lata był też selekcjonerem reprezentacji Polski, a biało-czerwoni podczas Mistrzostw Świata Dywizji IA w Krakowie oraz rok później w Katowicach byli blisko wywalczenia awansu do hokejowej Elity.
– W sekcji hokeja chcemy wprowadzić więcej stabilizacji i rozpocząć proces budowy drużyny nie tylko na jeden sezon, ale na dłuższą perspektywę. W naszej ocenie najlepszym kandydatem do tego zadania jest człowiek, który GieKSę ma sercu i jest z klubem związany emocjonalnie, czyli Jacek Płachta. Oczywiście za tymi argumentami idzie także duże doświadczenie, styl pracy z drużyną oraz dyscyplina – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GieKSy.
– Trener Płachta doskonale zna polskie środowisko hokejowe oraz ma szerokie kontakty poza granicami kraju. Bardzo się cieszymy iż udało nam się sprowadzić do Klubu ponownie wychowanka GKS-u. Trener ma nasze pełne zaufanie – dodał.
Powrót Wanackiego
Jakub Wanacki wraca do GKS-u Katowice. Reprezentant Polski przez ostatnie dwa sezony występował w Re-Plast Unii Oświęcim.
30-letni defensor w biało-niebieskich barwach rozegrał 56 meczów, w których strzelił 5 bramek i zanotował10 asyst. W poprzednim sezonie wystąpił zaledwie w 4 meczach, a miało to związek z dwiema poważnymi kontuzjami: barku oraz złamania kości strzałkowej.
Dodajmy, że „Wanawa” miał już okazję grać w ekipie GKS-u Katowice w latach 2017-2019. Sięgnął wówczas z GieKSą po srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski oraz zajął trzecie miejsce w Pucharze Kontynentalnym.
– Jakub dał się już poznać w GKS-ie z jak najlepszej strony. Gdy reprezentował nasz klub, odnosiliśmy sukcesy w Polsce i Europie. Warto podkreślić, że był wówczas jednym z liderów defensywy naszego zespołu. Co ważne, jest aktualnym reprezentantem Polski, co wpisuje się w naszą wizję budowy zespołu – zaznaczył Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u.
Wszystko wskazuje na to, że ekipa z alei Korfantego wkrótce ogłosi też pozyskanie Johna Murraya i Patryka Wronki.
Dobrą informacją dla katowickich kibiców jest też fakt, że chęć dalszych występów w ekipie GieKSy wyrazili kapitan Grzegorz Pasiut, a także Bartosz Fraszko, jeden z czołowych zawodników poprzedniego sezonu.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze