Dołącz do nas

Piłka nożna

Kreatywna improwizacja w ataku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

dsc_8934Temat wałkowany już wielokrotnie i na chwilę największy problem jeśli chodzi o zestawienie jedenastki GKS Katowice na mecze ligowe zawiera się w jednym słowie – napastnik. Tak po prawdzie, to od dość dawna GKS ma wielkie problemy na tej pozycji, tak ważnej przecież jeśli chodzi o zdobycze bramkowe. W zeszłym sezonie – w rundzie wiosennej – bramki jak na zawołanie strzelał Deniss Rakels, ale tak naprawdę poza nim nie było na tej pozycji wartościowego zmiennika. Jewhen Radionow nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań. W związku z tym, gdy w końcówce sezonu Rakels dostał „wolne”, to nie na Ukraińca w składzie decydował się trener Rafał Górak, tylko ściągał zawodnika z pomocy – jak choćby Przemysława Pitrego czy Arkadiusza Kowalczyka.

Oczywistym było, że napastnika trzeba ściągnąć na początek nowego sezonu. Wybór padł na Michała Zielińskiego, zawodnika, który już przy Bukowej występował – za czasów Wojciecha Stawowego – i nie powalał swoją grą, ale kilka bramek ustrzelił – a w Ostrowcu Świętokrzyskim nawet dwie. Kibice jednak z dużym dystansem i raczej brakiem entuzjazmu podchodzili do pozyskania Ziela. Ten jednak w sparingach spisywał się nieźle i wydawało się, że jest w stanie kilka razy ukłuć bramkarzy rywali w lidze.

Co prawda jego pierwsze dwa mecze były słabe (Wigry, choć miał jeden dobry strzał, po którym był róg i w efekcie bramka) lub bardzo słabe (Flota), ale potem było już lepiej. Przede wszystkim zawodnik zdobył ładną bramkę z Sandecją, a potem dobił strzał Janusza Gancarczyka w meczu z Okocimskim. Jego pech polegał na tym, że już w pierwszej połowie meczu na Suchych Stawach odniósł kontuzję i tak naprawdę do zmiany kuśtykał na boisku. Z powodu urazu pauzował z Podbeskidziem i Bełchatowem (choć w tym drugim meczu był na ławce). Wrócił dopiero na spotkanie z Miedzią, ale dopiero po przerwie pojawił się na boisku. Zdecydowanie rozruszał nasz zespół, w efekcie jednej z jego akcji był rzut karny, który dał GieKSie zwycięstwo. W Łęcznej zawodnik się nie pojawił, ale od pierwszej minuty dostał szansę w pojedynku z ROW Rybnik. Zagrał dobry, intensywny mecz – z dużą pracą także w środku pola i na skrzydłach, zabrakło jednak strzałów. Kilka dni później z Arką było jednak bardzo słabo, zawodnik był zdecydowanie najsłabszy na boisku i został zmieniony już w przerwie. Być może to był mecz, który przesądził o jego pozycji w GieKSie, bo potem grał już incydentalnie i to zaledwie wchodząc na boisko po 80. minucie. Z jednym wyjątkiem. Bardzo niespodziewanie dostał szansę w pucharowym pojedynku z Zawiszą Bydgoszcz. Prawdopodobnie trener Kazimierz Moskal liczył na doświadczenia pikarza ogranego w ekstraklasie. Zieliński jednak mimo, że się starał – to zawiódł i w akompaniamencie gwizdów opuszczał boisko. Miał okazję na dość spektakularny come back, wszedł bowiem na ostatnie 10 minut meczu z GKS Tychy przy stanie 1:2 i miał znakomitą sytuację na wyrównanie, ale trafił w nogi bramkarza. Trzeba powiedzieć, że wszystko w tej akcji zrobił dobrze, bo strzał był dość mocny i precyzyjny, jednak Marek Igaz okazał się lepszy. To jednak był incydent w tych krótkich pobytach na boisku, bo w pozostałym czasie był niewidoczny.

Z racji słabej postawy Ziela, trenerzy woleli szukać napastnika wśród pomocników. Wiadomo, że gdy nie było na kogo postawić, stawiało się na Pitrego i tak też było w wielu meczach w rundzie jesiennej. Zaczął w spotkaniu Pucharu Polski z Podbeskidziem. Wiadomo, że tego typu zawodnik bardzo często gra plecami do bramki, aby przyjąć na klatkę piersiową czy głowę i odegrać do nadbiegających pomocników. I oczywiście ta rola tym razem była ważna, ale też Pitry zdobył bramkę jak rasowy napastnik w dogrywce, gdy precyzyjną główką umieścił piłkę w siatce. Potem jednak uchwycił słabszą formę i w spotkaniach z Bełchatowem oraz Miedzią wiele nie dał drużynie. W spotkaniu z Łęczną wrócił do pomocy. Z powodu słabszej dyspozycji Zielińskiego, po przerwie w meczu z Arką do ataku wszedł Pitry i po świetnym prostopadłym podaniu Tomasza Wróbla strzelił bramkę. Współpraca i porozumienie obu zawodników było w tej sytuacji kapitalne, bo zagranie było bardzo niekonwencjonalne i na nietypowy dobieg. W spotkaniu z Dolcanem gola nie strzelił, ale potwierdził wysoką dyspozycję. Potem zawodnik grywał dość naprzemiennie w ataku i w pomocy. Z Kolejarzem było bardzo przeciętnie, z Chojniczanką oddał strzał, który skutecznie do bramki dobił Sławomir Duda. W spotkaniu z Zawiszą (jako pomocnik) odniósł kontuzję i musiał pauzować. Powrócił jako najbardziej wysunięty zawodnik w meczu z Niecieczą i zaliczył dwie asysty… ze środka pola, gdy akurat cofnął się po piłkę. Ze Stomilem zagrał średni mecz, ale w końcówce zaliczył kapitalne podanie (już wycofany do pomocy), które doprowadziło do zdobycia zwycięskiej bramki. Ostatnie spotkania z Wisłą i Flotą były niezłe, a z Flotą zaliczył asystę (znów po przejściu do pomocy). Powtórzmy się, jak trudna jest analiza jednego zawodnika na jednej pozycji. Pitry bowiem po pierwsze miał takie mecze, w których zaczynał w pomocy, a kończył w ataku lub odwrotnie, po drugie – jako pomocnik często wychodził do przodu, a jako napastnik często cofał się i rozgrywał akcję, pozwalając przez chwilę innym zawodnikom „pobyć” napastnikiem. Pitry operuje raczej w środkowej osi boiska, tak więc na skrzydłach pracuje dużo rzadziej.

W początkowej fazie sezonu jako rezerwowy kilka razy pojawił się w ataku Arkadiusz Kowalczyk. Już z Wigrami jak rasowy napastnik strzelił bramkę na 2:0. To był jednak jeden przebłysk, jako rezerwowy z Flotą, Sandecją i Okocimskim nie pokazał się z dobrej strony. Potem w zasadzie poza dwoma incydentami nie grał.

Z Olimpią Grudziądz na szpicy został niespodziewanie wystawiony Tomasz Wróbel. Zagrał wyśmienicie, choć efekty były także ze środka pola. Tak było w sytuacji prostopadłego podania do Krzysztofa Wołkowicza, po którym ten strzelił gola. Jako napastnik zdobył natomiast czwartą bramkę, gdy tylko dołożył nogę po dośrodkowaniu Rafała Pietrzaka. Ten mecz to był jednak wyjątek, jeśli chodzi o Wróbla w ataku. I wcześniej, i później występował na pozycji ofensywnego pomocnika lub na skrzydle (co nie przeszkadzało mu zdobyć dwa gole z Dolcanem jako najbardziej wysunięty zawodnik w konkretnej akcji).

Osobnym tematem jest Grzegorz Goncerz. Zawodnik po raz pierwszy w ogóle pojawił się w składzie w meczu z Kolejarzem, a wypadł tak dobrze, że w kolejnym spotkaniu z Puszczą zagrał od początku i to niespodziewanie w napadzie. Mimo wielkiej ambicji zawodnik jednak nic wielkiego nie pokazał i można było pomyśleć, że pomysł z Gonzem na szpicy nie jest najlepszy. Po kilku kolejkach jednak trener Moskal znów postawił na niego w ataku – wprowadzając z ławki rezerwowych w meczu ze Stomilem. Grzegorz dał fantastyczną zmianę i strzelił dwa gole, zachowując się pod bramką jak rasowy egzekutor. W nagrodę od pierwszej połowy zagrał w Jaworznie i… zawiódł. Mimo, że kilka razy dobrze wychodził do piłki i miał ją już w polu karnym, to czegoś brakowało. To był słabszy mecz zawodnika. Ponownie z ławki wszedł na szpicę z Flotą i znów strzelił gola. Podsumować jego występy można w ten sposób, że wchodząc z ławki gra kapitalnie, a od początku – dość słabo. Świetne zmiany z Kolejarzem, Stomilem i Flotą kontrastują bowiem mocno z grą od początku przeciw Puszczy czy Tychom. Czy taka jest specyfika zawodnika na ten czas? Wiemy przecież, że w dawniejszych czasach potrafił od pierwszej minuty rządzić na boisku, jak choćby z ŁKS Łódź, kiedy strzelił bramkę w pierwszej połowie, a poprawił w drugiej. Na weryfikację przyjdzie czas wiosną. Faktem jest, że na skrzydłach pomocy zawodnik ma mocną konkurencję, a tej jesieni na prawej stronie nie miał okazji zbyt wiele pograć.

Incydentalnie na szpicy widzieliśmy też kilku innych zawodników, teoretycznie Krzysztof Wołkowicz został tak wystawiony w Łęcznej, ale zmieniał się z Pitrym. Chwilowo jako najbardziej wysunięci piłkarze pojawiali się też choćby Grzegorz Fonfara (w konkretnej akcji – wybiegał z głębi pola), a nawet Bartłomiej Chwalibogowski (były takie momenty w Łęcznej). Na pewno jednak nie byli oni ustawieni w ataku.

Problem z napastnikiem w GKS niewątpliwie istnieje. Symptomatyczne jest to, że mając zdrowych Michała Zielińskiego i Jewhena Radionowa, czyli nominalnych napastników, trener Kazimierz Moskal stawiał i kombinował z pomocnikami w ataku. To pokazuje, że szkoleniowiec woli postawić na zawodnika nienominalnego w ataku, co zdecydowanie nie świadczy dobrze o napastnikach. Zresztą z Radionowem już się w GKS pożegnano, a jaka przyszłość czeka Ziela – wie chyba sam trener.

Trzeba przyznać, że Pitry, Goncerz czy Wróbel bardzo pomogli GieKSie grając na szpicy, ale nie chodzi o to, by całe życie grać tylko pomocnikami. GKS potrzebuje rasowego snajpera, prawdziwego typowego napastnika, który będzie gwarantem konkretnej liczby bramek w rundzie. Takim napastnikiem był Rakels, o którym coraz głośniej mówi się, że mógłby do GKS wrócić. Inną kwestią jest, czy Łotysz po braku gry w Lubinie i różnego rodzaju przejściach pozasportowych w klubie i młodzieżowej reprezentacji Łotwy, będzie na wiosnę w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Faktem jest, że w Katowicach póki co zawodnik czuł się najlepiej.

Wystawianie pomocników w ataku należy nazwać pewnego rodzaju improwizacją – grunt, że ta improwizacja była kreatywna ze strony zarówno trenera, jak i piłkarzy, dlatego mieliśmy efekty w postaci bramek i punktów. Mimo wszystko jednak oczekujemy wzmocnienia pierwszej linii, jeśli GKS ma się liczyć w walce o ekstraklasę.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczni, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga