Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Z GKS Katowice pomógł rzut karny
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Cracovia – GKS Katowice 1:0 (0:0).
terazpasy.pl – Cracovia – GKS Katowice – Po 5. miesiącach „Ziemia Święta” odczarowana!
[…] W ramach 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy jedenasta w tabeli Cracovia podejmowała na własnym stadionie aktualnie siódmy zespół ligi – i najlepszą drużynę rundy wiosennej – GKS Katowice. Podopieczni trenera Elsnera przystępowali do tego meczu pod dużą presją – po trzech kolejnych porażkach i z bezkompromisowym planem zdobycia trzech bezcennych punktów. Plan został zrealizowany – zadecydowała jedna bramka, w 80 minucie, z rzutu karnego.
[…] Pierwsza połowa nie należała do najciekawszych. Pierwszą groźną akcję skonstruował GKS w 19. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne Nowak uderzał głową z niezłej pozycji, ale piłka poleciała obok słupka. W 40. minucie kolejną niezłą akcję mieli goście – po zagraniu w pole karne do piłki próbował dopaść Szkuryn, ale skutecznie zatrzymał go Oskar Wójcik. W 44. minucie z obiecującym kontratakiem wyszła drużyna Pasów – Pau Sans odebrał piłkę rywalowi i podał ją Mateuszowi Praszelikowi, lecz jego strzał został zablokowany.
Drugą połowę bardzo mocno rozpoczęli goście – w 47. minucie znakomitą okazję miał Szkuryn, ale jego strzał z okolic szóstego metra był zbyt lekki i Oskar Wójcik zdołał go wybić. W 51. minucie dogodną sytuację stworzyła sobie Cracovia, jednak płaskie dośrodkowanie Pau Sansa w pole bramkarskie zostało przejęte przez bramkarza gości. W 59. minucie Mateusz Praszelik oddał pierwsze celne uderzenie Cracovii w tym meczu – głową po dośrodkowaniu Ajdina Hasicia – lecz piłka trafiła w ręce bramkarza. W 78. minucie Jean Batoum nabił rękę obrońcy GKS-u, wywalczając rzut karny dla swojej drużyny. Jedenastkę pewnie wykorzystał Ajdin Hasić. W 95. minucie Jędrych uderzał głową na bramkę Sebastiana Madejskiego, ale ten pewnie złapał piłkę.
Cracovia nie była w tym meczu zespołem lepszym, nie zagrała też lepiej niż w poprzednich – zakończonych porażkami – spotkaniach, ale zachowała czyste konto, strzeliła zwycięską bramkę i wygrała! I to jest najważniejsza wiadomość do zapamiętania po tym meczu.
Piłkarzom Cracovii należą się wielkie brawa za ambicję i walkę, a uszczęśliwionym kibicom pozostaje nadzieja, że na kolejne zwycięstwo Pasów na „Ziemi Świętej” nie trzeba będzie czekać kolejnych, długich pięciu miesięcy…
onet.pl – Koniec fatalnej serii Cracovii. I to z takim rywalem! Wystarczył jeden moment
[…] Spotkanie od początku było toczone w szybkim tempie, choć brakowało w nim precyzji w wykończeniu. Już w 10. minucie blisko szczęścia byli goście, jednak strzał z powietrza niepilnowanego Mateusza Kowalczyka poszybował nad bramką Sebastiana Madejskiego. Bramkarz Cracovii był zresztą jedną z jaśniejszych postaci meczu — mimo że w 33. minucie potrzebował pomocy medycznej, kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.
Prawdziwe emocje zaczęły się jednak tuż po przerwie. W 48. minucie katowiczanie powinni objąć prowadzenie. Ilja Szkurin opanował piłkę w polu karnym i trącił ją obok wychodzącego Madejskiego. Gdy wydawało się, że futbolówka wtoczy się do siatki, fenomenalną interwencją popisał się Oskar Wójcik, który wybił piłkę niemal z linii bramkowej! Chwilę później Szkurin ponownie zagroził bramce gospodarzy, ale trafił jedynie w boczną siatkę.
Cracovia nie pozostawała dłużna. Aktywny w ofensywie był zwłaszcza Pau Sans, który swoimi rajdami zmuszał obrońców Gieksy do fauli, za co żółtą kartką ukarany został m.in. Damian Rasak. W 61. minucie Pasy miały swoją „piłkę meczową” — po dośrodkowaniu Ajdina Hasicia, strzał głową oddał Mateusz Praszelik, jednak Rafał Strączek wykazał się świetnym refleksem, parując to uderzenie.
Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Jean Batoim po wrzutce oddał strzał głową tak, że piłka trafiła w rękę Lukasa Klemenza. Hasić z jedenastu metrów dał prowadzenie Cracovii.
W końcówce było emocjonująco. GKS próbował za wszelką cenę odrobić straty, a gospodarzom zależało na utrzymaniu wyniku. Dopięli swego drudzy z wymienionych. W ostatnich minutach na boisko, pierwszy raz w tym sezonie pojawił się jeszcze nie tak dawno etatowy reprezentant Polski – Kamil Glik. Jego Pasy wygrały i wskoczyły na 7. miejsce, ale tracą już tylko dwa punkty do czwartego, które daje awans do europejskich pucharów. Katowiczanie mają tyle samo punktów, ale gorszy stosunek bezpośrednich meczów.
sportowefakty.wp.pl – Rzut karny zdecydował w Krakowie
[…] Gospodarze od początku wysoko atakowali gości. GKS miał problemy w tyłach, ale nie mylił się. W 4. minucie do strzału z pola karnego doszedł Mateusz Praszelik, pomylił się nieznacznie. Katowiczanie odpowiedzieli cztery minuty później niecelną próbą w wykonaniu Mateusza Kowalczyka.
Najlepszą okazję w premierowej odsłonie GKS wykreował w 19. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony głową przymierzył Bartosz Nowak. Pomylił się o metr. W tej sytuacji sporo szczęścia mieli Krakowianie.
Z każdą minutą coraz więcej do powiedzenia mieli podopieczni Rafała Góraka. Przewaga jednak nie miała przełożenia na stwarzane sytuacje podbramkowe. W efekcie w premierowej odsłonie kibice przy Kałuży goli nie zobaczyli.
Dwie minuty po zmianie stron trafić powinni goście. Ilja Szkurin znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Uderzył obok Sebastiana Madejskiego, ale piłkę sprzed linii wybił Oskar Wójcik, który wcześniej popełnił błąd. Po chwili napastnik z Katowic uderzył raz jeszcze. Tym razem próba z pola karnego była niecelna.
Cracovia atakowała sporadycznie. Zagroziła gościom po niespełna godzinie, kiedy Praszelik uderzył głową. Piłkę pewnie złapał Rafał Strączek. W końcu gospodarze zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce. Optyczna przewaga nie miała przełożenia na kreowane szanse.
W 78. minucie sędzia uznał, że Lukas Klemenz zagrał ręką we własnym polu karnym i wskazał na „jedenastkę”. Adjin Hasicia uderzył przy słupku. Strączek wyczuł intencje strzelca, ale piłki nie był w stanie odbić.
Prowadząc Cracovia dobrze się broniła. GKS nie był w stanie poważniej zagrozić miejscowym i musiał uznać wyższość gospodarzy.
gazetakrakowska.pl – Wielka radość na Cracovii. Wyjątkowo cenna wygrana z GKS Katowice. „Pasy” łapią oddech
[…] Cracovia ruszyła na rywala, zdając sobie sprawę, że tylko zwycięstwo jej pomoże. Najlepszy w tej chwili ligowiec w Polsce Bartosz Nowak w 19 min o mało co nie ukarał Cracovii, główkował, ale minimalnie niecelnie.
„Pasy” bardzo uważały, żeby nie popełnić żadnego błędu, dlatego też długo i mozolnie rozgrywały piłkę. GKS nie zamierzał się bronić, jak to robiła ostatnio w Krakowie Wisła Płock, tylko sam atakował bramkę gospodarzy. Gra toczyła się więc częściej na połowie miejscowych. W 44 min gospodarze wreszcie wyzwolili się z pressingu. Atakował Mateusz Praszelik i zdecydował się na strzał z 30 m, ale został zablokowany i był tylko róg.
Cracovia musiała coś zmienić w swojej grze, bo nie wyglądało to dobrze. Indeks goli oczekiwanych na poziomie 0,17 to było coś, czym nie można się było chwalić.
Od mocnego uderzenia mogła się zacząć II połowa dla GKS-u. W idealnej sytuacji był Ilia Szkurin, ale Oskar Wójcik naprawił swój błąd i wybił lecącą do bramki piłkę. Po chwili znów atakował Szkurin i trafił w boczną siatkę. W 50 min strzelał Marcin Wasielewski i Madejski zdołał wybić piłkę na róg.
Po chwili kibice za bramką od strony ul. Kałuży zrobili morze flag, a także odpalili kilka rac. Była krótka przerwa, a po niej „Pasy” zagrały trochę odważniej. W 59 min oddały pierwszy celny strzał po podaniu Tabisza i zgraniu piłki przez Ajdina Hasicia główkował Praszelik i Rafał Strączek został zmuszony do interwencji.
Ledwo co wszedł na boisku Jean Batoum a już tak nacisnął Lukasa Klemenza, że ten zagrał ręką i sędzia podyktował „jedenastkę”. Pewnie wykonał ją Hasić i było 1:0.
W końcówce na boisku pojawił się Kamil Glik, który ostatnio grał w meczu ligowym Cracovii 6 października 2024 r we Wrocławiu ze Śląskiem. Były nerwowe doliczone minuty – siedem, ale udało się Cracovii obronić wynik.
ekstraklasa.org – Pół roku oczekiwania
To pierwsze domowe zwycięstwo Cracovii od 18 października 2025 roku. Trzy punkty zapewnił Ajdin Hasić.
Cracovia wygrała 2 z 10 ostatnich meczów. W starciu z GKS Katowice zakończyła swoją serię porażek (3 z rzędu) i spotkań bez zwycięstwa (6 z rzędu). Do siatki trafił Ajdin Hasić, trafiając z rzutu karnego. To aktualnie najlepszy strzelec w kadrze Cracovii.
gol24.pl – Koniec czarnej serii Cracovii. Zwycięstwo! Z GKS Katowice pomógł rzut karny
Cracovia doczekała się przełamania. Pierwszy raz od początku lutego wygrała mecz. I to z kim. Przed własną publicznością, na niemal wypełnionym stadionie zwyciężyła z GKS Katowice, któremu w końcówce wbiła bramkę z rzutu karnego odgwizdanego za zagranie ręką.
[…] Zwycięstwo łatwo nie przyszło. Cracovia przed przerwą nie oddała ani jednego celnego strzału. W ogóle wtedy nie miała żadnych klarownych sytuacji. GieKSa wówczas nie potrafiła się wstrzelić (oddała osiem prób). Dziś przegrała drugi raz z rzędu.
Gdy mecz miał się ku końcowi, wtedy Cracovia otrzymała karnego za rękę Lukasa Klemenza. Okazji nie przepuścił Ajdin Hasić, kopiąc precyzyjnie przy prawym słupku.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze