Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Z GKS Katowice pomógł rzut karny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Cracovia – GKS Katowice 1:0 (0:0).

terazpasy.pl – Cracovia – GKS Katowice – Po 5. miesiącach „Ziemia Święta” odczarowana!

[…] W ramach 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy jedenasta w tabeli Cracovia podejmowała na własnym stadionie aktualnie siódmy zespół ligi – i najlepszą drużynę rundy wiosennej – GKS Katowice. Podopieczni trenera Elsnera przystępowali do tego meczu pod dużą presją – po trzech kolejnych porażkach i z bezkompromisowym planem zdobycia trzech bezcennych punktów. Plan został zrealizowany – zadecydowała jedna bramka, w 80 minucie, z rzutu karnego.

[…] Pierwsza połowa nie należała do najciekawszych. Pierwszą groźną akcję skonstruował GKS w 19. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne Nowak uderzał głową z niezłej pozycji, ale piłka poleciała obok słupka. W 40. minucie kolejną niezłą akcję mieli goście – po zagraniu w pole karne do piłki próbował dopaść Szkuryn, ale skutecznie zatrzymał go Oskar Wójcik. W 44. minucie z obiecującym kontratakiem wyszła drużyna Pasów – Pau Sans odebrał piłkę rywalowi i podał ją Mateuszowi Praszelikowi, lecz jego strzał został zablokowany.

Drugą połowę bardzo mocno rozpoczęli goście – w 47. minucie znakomitą okazję miał Szkuryn, ale jego strzał z okolic szóstego metra był zbyt lekki i Oskar Wójcik zdołał go wybić. W 51. minucie dogodną sytuację stworzyła sobie Cracovia, jednak płaskie dośrodkowanie Pau Sansa w pole bramkarskie zostało przejęte przez bramkarza gości. W 59. minucie Mateusz Praszelik oddał pierwsze celne uderzenie Cracovii w tym meczu – głową po dośrodkowaniu Ajdina Hasicia – lecz piłka trafiła w ręce bramkarza. W 78. minucie Jean Batoum nabił rękę obrońcy GKS-u, wywalczając rzut karny dla swojej drużyny. Jedenastkę pewnie wykorzystał Ajdin Hasić. W 95. minucie Jędrych uderzał głową na bramkę Sebastiana Madejskiego, ale ten pewnie złapał piłkę.

Cracovia nie była w tym meczu zespołem lepszym, nie zagrała też lepiej niż w poprzednich – zakończonych porażkami – spotkaniach, ale zachowała czyste konto, strzeliła zwycięską bramkę i wygrała! I to jest najważniejsza wiadomość do zapamiętania po tym meczu.

Piłkarzom Cracovii należą się wielkie brawa za ambicję i walkę, a uszczęśliwionym kibicom pozostaje nadzieja, że na kolejne zwycięstwo Pasów na „Ziemi Świętej” nie trzeba będzie czekać kolejnych, długich pięciu miesięcy…

onet.pl – Koniec fatalnej serii Cracovii. I to z takim rywalem! Wystarczył jeden moment

[…] Spotkanie od początku było toczone w szybkim tempie, choć brakowało w nim precyzji w wykończeniu. Już w 10. minucie blisko szczęścia byli goście, jednak strzał z powietrza niepilnowanego Mateusza Kowalczyka poszybował nad bramką Sebastiana Madejskiego. Bramkarz Cracovii był zresztą jedną z jaśniejszych postaci meczu — mimo że w 33. minucie potrzebował pomocy medycznej, kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.

Prawdziwe emocje zaczęły się jednak tuż po przerwie. W 48. minucie katowiczanie powinni objąć prowadzenie. Ilja Szkurin opanował piłkę w polu karnym i trącił ją obok wychodzącego Madejskiego. Gdy wydawało się, że futbolówka wtoczy się do siatki, fenomenalną interwencją popisał się Oskar Wójcik, który wybił piłkę niemal z linii bramkowej! Chwilę później Szkurin ponownie zagroził bramce gospodarzy, ale trafił jedynie w boczną siatkę.

Cracovia nie pozostawała dłużna. Aktywny w ofensywie był zwłaszcza Pau Sans, który swoimi rajdami zmuszał obrońców Gieksy do fauli, za co żółtą kartką ukarany został m.in. Damian Rasak. W 61. minucie Pasy miały swoją „piłkę meczową” — po dośrodkowaniu Ajdina Hasicia, strzał głową oddał Mateusz Praszelik, jednak Rafał Strączek wykazał się świetnym refleksem, parując to uderzenie.

Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Jean Batoim po wrzutce oddał strzał głową tak, że piłka trafiła w rękę Lukasa Klemenza. Hasić z jedenastu metrów dał prowadzenie Cracovii.

W końcówce było emocjonująco. GKS próbował za wszelką cenę odrobić straty, a gospodarzom zależało na utrzymaniu wyniku. Dopięli swego drudzy z wymienionych. W ostatnich minutach na boisko, pierwszy raz w tym sezonie pojawił się jeszcze nie tak dawno etatowy reprezentant Polski – Kamil Glik. Jego Pasy wygrały i wskoczyły na 7. miejsce, ale tracą już tylko dwa punkty do czwartego, które daje awans do europejskich pucharów. Katowiczanie mają tyle samo punktów, ale gorszy stosunek bezpośrednich meczów.

sportowefakty.wp.pl – Rzut karny zdecydował w Krakowie

[…] Gospodarze od początku wysoko atakowali gości. GKS miał problemy w tyłach, ale nie mylił się. W 4. minucie do strzału z pola karnego doszedł Mateusz Praszelik, pomylił się nieznacznie. Katowiczanie odpowiedzieli cztery minuty później niecelną próbą w wykonaniu Mateusza Kowalczyka.

Najlepszą okazję w premierowej odsłonie GKS wykreował w 19. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony głową przymierzył Bartosz Nowak. Pomylił się o metr. W tej sytuacji sporo szczęścia mieli Krakowianie.

Z każdą minutą coraz więcej do powiedzenia mieli podopieczni Rafała Góraka. Przewaga jednak nie miała przełożenia na stwarzane sytuacje podbramkowe. W efekcie w premierowej odsłonie kibice przy Kałuży goli nie zobaczyli.

Dwie minuty po zmianie stron trafić powinni goście. Ilja Szkurin znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Uderzył obok Sebastiana Madejskiego, ale piłkę sprzed linii wybił Oskar Wójcik, który wcześniej popełnił błąd. Po chwili napastnik z Katowic uderzył raz jeszcze. Tym razem próba z pola karnego była niecelna.

Cracovia atakowała sporadycznie. Zagroziła gościom po niespełna godzinie, kiedy Praszelik uderzył głową. Piłkę pewnie złapał Rafał Strączek. W końcu gospodarze zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce. Optyczna przewaga nie miała przełożenia na kreowane szanse.

W 78. minucie sędzia uznał, że Lukas Klemenz zagrał ręką we własnym polu karnym i wskazał na „jedenastkę”. Adjin Hasicia uderzył przy słupku. Strączek wyczuł intencje strzelca, ale piłki nie był w stanie odbić.

Prowadząc Cracovia dobrze się broniła. GKS nie był w stanie poważniej zagrozić miejscowym  i musiał uznać wyższość gospodarzy.

gazetakrakowska.pl – Wielka radość na Cracovii. Wyjątkowo cenna wygrana z GKS Katowice. „Pasy” łapią oddech

[…] Cracovia ruszyła na rywala, zdając sobie sprawę, że tylko zwycięstwo jej pomoże. Najlepszy w tej chwili ligowiec w Polsce Bartosz Nowak w 19 min o mało co nie ukarał Cracovii, główkował, ale minimalnie niecelnie.

„Pasy” bardzo uważały, żeby nie popełnić żadnego błędu, dlatego też długo i mozolnie rozgrywały piłkę. GKS nie zamierzał się bronić, jak to robiła ostatnio w Krakowie Wisła Płock, tylko sam atakował bramkę gospodarzy. Gra toczyła się więc częściej na połowie miejscowych. W 44 min gospodarze wreszcie wyzwolili się z pressingu. Atakował Mateusz Praszelik i zdecydował się na strzał z 30 m, ale został zablokowany i był tylko róg.

Cracovia musiała coś zmienić w swojej grze, bo nie wyglądało to dobrze. Indeks goli oczekiwanych na poziomie 0,17 to było coś, czym nie można się było chwalić.

Od mocnego uderzenia mogła się zacząć II połowa dla GKS-u. W idealnej sytuacji był Ilia Szkurin, ale Oskar Wójcik naprawił swój błąd i wybił lecącą do bramki piłkę. Po chwili znów atakował Szkurin i trafił w boczną siatkę. W 50 min strzelał Marcin Wasielewski i Madejski zdołał wybić piłkę na róg.

Po chwili kibice za bramką od strony ul. Kałuży zrobili morze flag, a także odpalili kilka rac. Była krótka przerwa, a po niej „Pasy” zagrały trochę odważniej. W 59 min oddały pierwszy celny strzał po podaniu Tabisza i zgraniu piłki przez Ajdina Hasicia główkował Praszelik i Rafał Strączek został zmuszony do interwencji.

Ledwo co wszedł na boisku Jean Batoum a już tak nacisnął Lukasa Klemenza, że ten zagrał ręką i sędzia podyktował „jedenastkę”. Pewnie wykonał ją Hasić i było 1:0.

W końcówce na boisku pojawił się Kamil Glik, który ostatnio grał w meczu ligowym Cracovii 6 października 2024 r we Wrocławiu ze Śląskiem. Były nerwowe doliczone minuty – siedem, ale udało się Cracovii obronić wynik.

ekstraklasa.org – Pół roku oczekiwania

To pierwsze domowe zwycięstwo Cracovii od 18 października 2025 roku. Trzy punkty zapewnił Ajdin Hasić.

Cracovia wygrała 2 z 10 ostatnich meczów. W starciu z GKS Katowice zakończyła swoją serię porażek (3 z rzędu) i spotkań bez zwycięstwa (6 z rzędu). Do siatki trafił Ajdin Hasić, trafiając z rzutu karnego. To aktualnie najlepszy strzelec w kadrze Cracovii.

gol24.pl – Koniec czarnej serii Cracovii. Zwycięstwo! Z GKS Katowice pomógł rzut karny

Cracovia doczekała się przełamania. Pierwszy raz od początku lutego wygrała mecz. I to z kim. Przed własną publicznością, na niemal wypełnionym stadionie zwyciężyła z GKS Katowice, któremu w końcówce wbiła bramkę z rzutu karnego odgwizdanego za zagranie ręką.

[…] Zwycięstwo łatwo nie przyszło. Cracovia przed przerwą nie oddała ani jednego celnego strzału. W ogóle wtedy nie miała żadnych klarownych sytuacji. GieKSa wówczas nie potrafiła się wstrzelić (oddała osiem prób). Dziś przegrała drugi raz z rzędu.

Gdy mecz miał się ku końcowi, wtedy Cracovia otrzymała karnego za rękę Lukasa Klemenza. Okazji nie przepuścił Ajdin Hasić, kopiąc precyzyjnie przy prawym słupku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga