Piłka nożna
Czy poznamy mistrza?
Mecze między sąsiadami w tabeli, potencjalne rozstrzygnięcie kwestii mistrza, walka o spadek. To wszystko tylko w przedostatniej kolejce Ekstraklasy, więc sprawdźmy, co dokładnie się szykuje w nadchodzących starciach.
Przez kilka poprzednich kolejek Zagłębie Lubin dzielnie walczyło o jak największy spadek w tabeli. Ostatnia niespodziewana wygrana z Górnikiem okazała się jednak wystarczająca, aby załapać się do walki z GieKSą o ostatnie miejsce do Europy. Żeby Miedziowi zagrali w pucharach, muszą oni zdobyć o punkt więcej niż Katowiczanie w dwóch ostatnich spotkaniach. Co ciekawe, oba zespoły czekają na finiszu pojedynki z tymi samymi rywalami. Pogoń Szczecin już jest w miarę pewna utrzymania, a zdobycie jakichkolwiek punktów w Lubinie przyklepałoby obecność Portowców w następnym sezonie Ekstraklasy. Piątkowym wieczorem odbędzie się starcie między sąsiadami na dole tabeli – Korona Kielce podejmie na swoim stadionie Widzew Łódź. Oba zespoły mają po 39 punktów i tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Szykuje się walka do upadłego, zresztą Ako Vuković już zapowiedział, że oczekuje od zespołu odwagi. Z kolei atmosfera dookoła Korony i Jacka Zielińskiego robi się coraz gęstsza, ostatnie zwycięstwo udało im się odnieść siedem spotkań temu.
Motor Lublin już de facto się utrzymał, a w najbliższym starciu z Cracovią stanie przed szansą na poprawienie wyniku punktowego. Pasy ciągle wygrały tylko dwa mecze w tej rundzie, a czterdzieści punktów wcale nie musi oznaczać pewnego utrzymania. Po raz trzeci z rzędu Motorowcy ogłosili sold-out biletów, widać, ile końcówka Ekstraklasy waży dla wszystkich kibiców. Wisła Płock ciągle może załapać się do Europy, w tym celu musiałaby zdobyć co najmniej cztery punkty w dwóch meczach i liczyć na dwie porażki GKS-u oraz Zagłębia. Mariusz Misiura może i tak być bardzo zadowolony ze swojej pracy, siódme miejsce dla beniaminka w takim sezonie jest świetnym wynikiem. Swojego szczęścia w Płocku poszuka Górnik Zabrze, który w ostatnich dwóch meczach zaskakująco oddał miejsce wicelidera i dał się dogonić punktowo zespołom aspirującym do podium. Radomiak Radom po serii trzech zwycięstw przyklepał sobie miejsce co najmniej w środku tabeli i to było widoczne w ich starciu z Cracovią w ostatniej kolejce, nie pomogła tam także czerwona kartka Tapsoby. Ten mecz będzie wyjątkowy dla Leandro – dla związanego z klubem od 2012 roku 37-letniego Brazylijczyka będzie to ostatni mecz przed własną publicznością, gdyż po sezonie ma w planach zawiesić korki na kołku. Lech w starciu z Radomiakiem może przyklepać kwestię mistrzostwa, wygrana oficjalnie da Kolejorzowi ten tytuł.
Dzięki ostatnim wynikom Piast Gliwice uzbierał 41 punktów, co pozwala podopiecznym Daniela Myśliwca dużo spokojniej patrzeć w przyszłość. Solidnie wyglądający Piast może być groźnym rywalem dla Rakowa, szczególnie jeśli ten będzie tak nieskuteczny, jak w rozgrywanym w środę zaległym meczu z Jagiellonią. Dawid Kroczek co prawda grzmiał na przedmeczowej konferencji o tym, że takie okazje trzeba następnym razem wykorzystywać, ale zobaczymy, jak to wyjdzie. Ważny pojedynek dla góry tabeli odbędzie się w Katowicach, gdzie GieKSa podejmie Jagiellonię Białystok. Gospodarze rozegrają ten mecz w koszulkach zaprojektowanych na przyszły sezon, będących nawiązaniem do trykotów, w których czterdzieści lat temu Katowice zdobywały Puchar Polski. Przed tym spotkaniem oba zespoły będą mądrzejsze o wyniki swoich bezpośrednich rywali – GKS będzie wiedziało, czy Zagłębiu udało się zdobyć punkty w piątek, a Jagiellonia będzie miała informację, czy jeszcze walczy o mistrza. W ostatnim meczu weekendu gospodarzem będzie Lechia Gdańsk, która nie powinna znajdować się w Ekstraklasie i jest szansa, że zaraz z niej spadnie. Do Trójmiasta przyjedzie Legia Warszawa, która w zasadzie już o nic nie walczy – zespół Marka Papszuna zapewnił sobie utrzymanie.
Ostatni mecz przedostatniej kolejki również odbędzie się w Trójmieście, tym razem to gdyńska Arka zawalczy u siebie z Bruk-Bet Termalicą Niecieczą. Jak przystało na spotkanie między ostatnią a przedostatnią drużyną, prawdopodobnie będzie to najlepszy mecz tygodnia. Dla gospodarzy jest to ostatni dzwonek, aby zawalczyć o utrzymanie, które wbrew pozorom jest ciągle w ich zasięgu. Termalica za to już jest pewna nawet tego, że zajmie ostatnie miejsce w tabeli.
Piątek (15 maja):
KGHM Zagłębie Lubin (6.) – (11.) Pogoń Szczecin | 18:00 (Canal+ Sport 3)
Korona Kielce (15.) – (14.) Widzew Łódź | 20:30 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport, Canal+ 4K)
Sobota (16 maja):
Motor Lublin (10.) – (13.) Cracovia | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Wisła Płock (7.) – (3.) Górnik Zabrze | 17:30 (Canal+ Sport 3)
Radomiak Radom (8.) – (1.) Lech Poznań | 20:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 4K)
Niedziela (17 maja):
Piast Gliwice (12.) – (4.) Raków Częstochowa | 12:15 (Canal+ Sport 3, Canal+ 360)
GKS Katowice (5.) – (2.) Jagiellonia Białystok | 14:45 (Canal+ Sport 3)
Lechia Gdańsk (16.) – (9.) Legia Warszawa | 17:30 (Canal+ Sport 3, Canal+ Premium, Canal+ 4K, TVP Sport)
Poniedziałek (18 maja):
Arka Gdynia (17.) – (18.) Bruk-Bet Termalica Nieciecza | 19:00 (Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 5)
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze