Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie zbaczać z obranej drogi
Z nikim w tym sezonie nie krzyżowały się nasze drogi tak często jak z Jagiellonią. I choć nienajlepiej wspominamy oba wyjazdy do Białegostoku (byłby nawet trzeci, na szczęście w ostatniej chwili ktoś poszedł po rozum do głowy), to w Katowicach jest już znacznie lepiej. Stawką niedzielnego pojedynku jest ligowe podium, a przynajmniej strefa pucharowa. Czy na Podlasiu wierzą jeszcze w mistrzostwo? Zapytałem Andrzeja Jakubowskiego, redaktora naczelnego serwisu Jagiellonia.net.
Przygotowując się do tej rozmowy miałem wrażenie, że nie gramy w Ekstraklasie, tylko w lidze szkockiej, bo już po raz piąty w tym sezonie mam okazję rozmawiać z kimś z Białegostoku. Dwa razy nasz mecz nie doszedł do skutku, a los skrzyżował nasze ścieżki także w Pucharze Polski. Jak wspominasz tamte wydarzenia?
Jeśli zależałoby to ode mnie, to zagralibyśmy w pierwotnym terminie. Gdyby śnieg zaczął padać godzinę wcześniej, to służby porządkowe poradziłyby sobie z przygotowaniem boiska, natomiast w momencie planowego pierwszego gwizdka wyglądało to słabo. Moim zdaniem decyzja była jednak zbyt pochopna – można było chwilę poczekać na rozwój wypadków. Problem z boiskiem w Białymstoku jest jednak głębszy – są pewne zastrzeżenia co do wykonawcy wymiany murawy i sprawa najprawdopodobniej zakończy się w sądzie. Nawierzchnia była wtedy w fatalnym stanie i kosztowało nas mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy, aby poprawić warunki do gry. Mimo to latem czeka nas kolejna wymiana murawy i mam nadzieję takie problemy się skończą. Niemniej jednak za dużo zamieszania spowodowała tamta decyzja, a w tym wszystkim najbardziej żal było kibiców z Katowic, którzy przejechali tyle kilometrów na darmo – zmarzli i pojechali do domu. Ostateczny termin wyznaczono na środek tygodnia, więc frekwencja siłą rzeczy była niższa.
Mimo tych trudności dwa razy w tym sezonie udało nam się już zagrać. Najpierw był Puchar Polski przy Nowej Bukowej.
Ogólnie rzecz biorąc gra GKS-u pozytywnie mnie zaskakuje. Macie w składzie kilku zawodników, których bez wahania podebrałbym do Jagiellonii, na czele z Bartkiem Nowakiem, który jest waszym filarem podobnie jak u nas Taras Romanczuk. Każdemu gra się ciężko w Katowicach, a mecz pucharowy ma dodatkową specyfikę, bo zwycięzca zgarnia wszystko. Czasem łut szczęścia decyduje o tym, która drużyna cieszy się po końcowym gwizdku, a która rozpacza. Tuż przed przerwą przydarzył się błąd Miłoszowi Piekutowskiemu, który jest młodym bramkarzem – zabrakło mu koncentracji, a pomyłki bramkarzy czy obrońców zwykle są najbardziej brzemienne w skutki.
Wreszcie przyszedł marzec i udało się nadrobić ligowe zaległości. Przy korzystnym wyniku mogliśmy was nawet przeskoczyć w tabeli – szansa była spora, bo Jaga była wtedy w dołku.
Obawialiśmy się tego meczu, biorąc pod uwagę naszą formę w poprzednich i – jak się później okazało – w kolejnych meczach: remis z Radomiakiem, porażki z Lechią i Piastem, a także przegrana z Wisłą Płock i remis z Lechem już po meczu z GieKSą to zdecydowanie nasz najgorszy okres w tej rundzie. Jaga wygrała z GKS-em, ale nasza dyspozycja była daleka od optymalnej. Dlatego tak istotne było to zwycięstwo, zarówno z tamtej, jak i dzisiejszej perspektywy, bo różnice w tabeli są naprawdę niewielkie. Wy jesteście w tej samej sytuacji i jeśli poważnie myślicie o europejskich pucharach, to nie tylko nasz mecz, ale także wynik piątkowego pojedynku Zagłębia z Pogonią może wasz zapał rozpalić lub ostudzić.
W kontekście Jagiellonii mówiło się, że ten sezon miał być dla was przejściowy w związku z licznymi zmianami kadrowymi. Tymczasem dziś jako jedyni możecie jeszcze stanąć Lechowi na drodze do mistrzostwa. Jak więc ocenić ten sezon pod kątem ambicji i możliwości sportowych Jagi?
Podstawowym celem zespołu jest zapewnienie po raz kolejny występów w europejskich pucharach. Trafiłem na informację, że gra w Lidze Konferencji przyniosła Jagiellonii w tym sezonie 7 milionów euro, jest więc o co walczyć, bo dla każdego w Ekstraklasie jest to kwota niebagatelna. Z punktu widzenia funkcjonowania klubu jest to więc szczególnie istotne, aby podtrzymać ten strumień przychodów. Pewnie i w Katowicach zaczynacie o tym myśleć, bo macie drużynę i trenera, który może taki sukces zapewnić. Ponadto przygoda w europejskich pucharach wiąże się z wyjazdami w ciekawe miejsca, za którymi wasi kibice z pewnością tęsknią. Sam wybrałem się za Jagiellonią w kilka miejsc, których raczej nie rozpatrywałem jako wakacyjne kierunki, tymczasem dzięki Lidze Konferencji miałem okazję je poznać i niektóre z nich wezmę pod uwagę planując prywatne wyjazdy. Trzymam kciuki, żeby GieKSa zaistniała w pucharach, bo macie ku temu możliwości.
Celem są więc puchary, a jakie są marzenia? Przeczytałem dziś wpis Pawła Mogielnickiego z 90minut.pl, który szanse Jagiellonii na mistrzostwo wyliczył na 8,5%. Dużo czy mało?
Walczymy do końca i zobaczymy, jaki będzie finał. Byłoby wspaniale, gdyby udało się powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, ale zdaję sobie sprawę, jak trudne to zadanie. Musimy liczyć na dwa potknięcia Lecha, bo jedno zwycięstwo załatwia sprawę. Nikt u nas nie mówi głośno o mistrzostwie. Doceniamy natomiast to, ile punktów udało się zgromadzić w europejskich rankingach, jak Europa przekłada się na codzienne funkcjonowanie klubu – efekty są widoczne. Jest to doświadczenie, którego nie możemy zaprzepaścić i nie zbaczać z obranej drogi. Wykonaliśmy ciężką pracę i chcemy ją kontynuować.
W ostatnich kolejkach wykonaliście dwa ważne kroki na tej drodze. Pierwszym z nich było zwycięstwo z Pogonią, z którą my będziemy się mierzyć za tydzień. Zwycięstwo wyrwane w ostatnich sekundach, mimo że wcześniej prowadziliście już dwoma bramkami.
Prowadząc 2:0 sami podaliśmy Pogoni tlen, prowokując utratę pierwszej bramki, która wyraźnie nas spięła, tymczasem do tego momentu powinniśmy byli prowadzić co najmniej 4:0. Cojocaru dwoił się jednak i troił, broniąc strzały Pululu, Imaza, a przede wszystkim Lozano. Jest to jednak typ bramkarza, który zaliczy dziesięć spektakularnych interwencji, a w jedenastej popełni prosty błąd, który udało się wykorzystać. Jednak 14 celnych strzałów oddanych tylko w pierwszej połowie najlepiej obrazuje naszą przewagę w tym meczu.
Losy Jagiellonii w Ekstraklasie rozstrzygają się właśnie w ramach „półkolonii” w województwie śląskim: zanim przyjedziecie do Katowic, drużyna wybrała się do Częstochowy. Czyste konto Abramowicza przy xG rywala grubo ponad trzy brzmi jak kolejny cud pod Jasną Górą.
Chciałbym zacząć od tego, że fascynacja tym mitycznym xG jest dla mnie niezrozumiała, bo jest to miara stojąca czasem w sprzeczności do boiskowych wydarzeń. Przewaga xG była zdecydowanie na korzyść Rakowa, tymczasem to zawodnicy Jagiellonii byli aktywniejsi, a czterech z nich znalazło się w czołówce przebiegniętego dystansu: Romanczuk, Szmyt, Wojtuszek i Montoia. Drużyna została ustawiona przez Adriana Siemieńca w inny sposób niż do tej pory – mniej było wyprowadzania piłki od bramkarza, wciągania rywala do pressingu, za to więcej górnych piłek i kontrola w defensywie, bo jak zaznaczył na konferencji sam trener, punkty były tego wieczora najważniejsze. Cieszę się, że do siatki po raz pierwszy trafił Yūki Kobayashi, który od kilku spotkań gra na wysokim poziomie, mimo że początek miał delikatnie mówiąc niemrawy. Ponadto Norbert Wojtuszek skutecznie wyłączył z gry Amorima, który jest jednym z najszybszych piłkarzy w Ekstraklasie. Mimo wspomnianej przewagi w statystyce oczekiwanych goli nie czułem wielkiej presji, że Raków może nas w każdej chwili dogonić.
Nie ukrywam, że w tym meczu nie kibicowałem Jagiellonii z uwagi na fabułę naszego pojedynku. Miałem nadzieję, że w przypadku zwycięstwa zniwelujemy przewagę Jagi w tabeli. Kibicowałem za to sędziemu Marciniakowi, aby pokazał żółtą kartkę Pululu, Romanczukowi i jeszcze jedną Wojtuszkowi. Plan zrealizowany w 33%. Jak dużym osłabieniem będzie brak Tarasa?
Uważam, że zastąpienie Romanczuka jest w zasadzie niemożliwe i konieczna będzie pewna modyfikacja ustawienia, aby jego brak był najmniej widoczny. Zobaczymy, czy zda to egzamin w Katowicach. Wierzę, że tak będzie i nie damy Nowakowi rozwinąć skrzydeł. Co do pozostałych zawodników, to Wojtuszek gra jak cała Jagiellonia – gdy jesteśmy w dołku, to wygląda słabiej, a gdy łapiemy formę, to i Norbert prezentuje się lepiej. A Pululu to Pululu – klasa sama dla siebie, każdy trener rywala uczula na niego swój zespół. Fakt, że jest najczęściej faulowanym zawodnikiem w Ekstraklasie, świadczy o jego umiejętnościach. Sam jeden potrafi stworzyć przewagę, której trudno się przeciwstawić.
Niedawno hucznie ogłoszono przedłużenie umowy z trenerem Siemieńcem. Doczekacie się podobnego komunikatu w temacie Pululu?
Bardzo bym chciał, natomiast wiele czynników musi się na to złożyć. Podstawowym są pieniądze, druga kwestia to prestiż gry w eliminacjach Ligi Mistrzów lub w Lidze Europy. Afimico doskonale zdaje sobie sprawę, jak bardzo rozwinął się w Białymstoku i można go stawiać za wzór w tej kwestii. Ma świadomość swoich atutów, ponadto jest coraz mocniejszy mentalnie i nie daje się już tak łatwo wyprowadzać z równowagi faulującym go rywalom. Było to zresztą widać w Częstochowie, dzięki czemu uchronił się przed pauzą w Katowicach.
A co słychać u naszych starych znajomych – Dawida Drachala i Kamila Jóźwiaka?
Kamil chyba nie jest już w stanie odbudować się w Białymstoku i znów pokazywać atuty, które przyniosły mu uznanie w Ekstraklasie. Z kolei Dawid dość często ma problemy ze zdrowiem, ale wciąż jest jednym z zawodników, którzy mogą dać drużynie wiele dobrego. W przypadku absencji Romanczuka można go brać pod uwagę jako jedną z alternatyw. Niekoniecznie od pierwszej minuty, ale jako zmiennik – jak najbardziej.
Jagiellonia, zaraz po Lechu, ma drugi w lidze bilans meczów wyjazdowych, z kolei GieKSa nie ma sobie równych u siebie. Kto lepiej wykorzysta w niedzielę swoje atuty?
Dużo zależy od tego, jakie cele będą przyświecać obu zespołom. Będziemy znali większość wyników tej kolejki, z Zagłębie – Pogoń na czele. Jeśli po tym meczu szanse GKS-u na puchary wzrosną, to znajdzie to odbicie w postawie na boisku, przy pełnych trybunach. Luz i pewność siebie wzrośnie, a piłkarze będą się chcieli pokazać z jak najlepszej strony. Jeśli natomiast wzrośnie presja ze strony rywali, to obawiam się o piłkarskie szachy. Osobiście wierzę w trzy punkty dla Jagiellonii, która wreszcie zdobędzie Bukową.
Może być trudno, bo jak dotąd ani razu w tym sezonie nie odnotowaliście serii trzech ligowych zwycięstw z rzędu.
Mimo wszystko obstaję przy swoim – chciałbym, aby Jaga skruszyła nieco tę waszą twierdzę. Pokażcie za tydzień w Szczecinie, że miejsce, które zajmujecie w tabeli, nie jest dziełem przypadku.
Jaki więc wynik obstawiasz?
2:1 dla Jagiellonii.
Wracając jeszcze do naszej poprzedniej rozmowy w ubiegłym sezonie, pamiętam twoje rozgoryczenie po przegranej z Legią w Pucharze Polski, z powodu postawy sędziów. Nie rozpieszczają nas arbitrzy także i w tym sezonie…
Byliśmy czasem krzywdzeni, jednak nie bardziej niż reszta ligi. Trzeba brać pod uwagę, że błędy sędziowskie będą się zdarzały. Można mieć żal do arbitrów, bo od jednej złej decyzji zależy czasem sukces i idące za nim pieniądze, natomiast to też są ludzie i mają prawo się mylić. Warto udoskonalać system VAR, zmniejszając szanse na ewidentne pomyłki, ponadto należy pozwolić sędziom tłumaczyć swoje decyzje, przedstawiając argumenty za takim a nie innym wyborem. W takiej sytuacji nawet jeśli nie zgadzasz się z daną interpretacją, to łatwiej to zrozumieć i pogodzić się z tym. Zdecydowanej zmiany wymagają natomiast przepisy co do gry ręką w swoim polu karnym, bo czasem trudno dopatrzyć się w nich sensu.
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze