Piłka nożna
Karty historii
Nikt z nas się nie spodziewał przed sezonem, ba – przed rozpoczęciem grania w tym roku, że GKS znajdzie się w tym miejscu. Znajdowaliśmy się w strefie spadkowej i kibice mogli mieć umiarkowany niepokój. Katowiczanie mieli tyle samo punktów, co pierwsza drużyna nad kreską, ale znajdowanie się w czerwonej strefie powodowało, że trzeba się mieć na baczności. Celem więc było utrzymanie, a najlepiej – spokojne utrzymanie.
Już o dwóch meczach było bardzo dobrze. GieKSa wygrała z Zagłębiem i Widzewem i już na wstępie poprawiła swoją sytuację znacznie. Mając pewną przewagę nad strefą spadkową, potem byliśmy już spokojni. Mały alert pojawił się po porażkach w Białymstoku i Krakowie, ale trwał od dosłownie przez chwilę, bo potem GieKSa znów zaczęła punktować.
No i nasz zespół piął się systematycznie w górę, aż zakręcił się w okolicy europejskich pucharów. Wiedząc, że w finale Pucharu Polski będzie Raków i Górnik, czyli czołowe drużyny w tabeli, mogliśmy się spodziewać, że piąte miejsce będzie dawało udział w pucharach – i tak prawdopodobnie będzie. Pozostawało więc dogonić Wisłę Płock i Zagłębie. To też się udało. Absolutnie ważnym był gol Lukasa Klemenza z Wisłą w doliczonym czasie gry.
Szansa na puchary się stworzyła, a jutro będziemy mieli pierwszą okazję, by udział w nich przypieczętować. Sytuacja jest dziwna, bo GieKSa jest tyle blisko od Europy, co daleko. Blisko – bo wystarczy wygrać jeden z dwóch meczów, a nawet bardzo prawdopodobne wydaje się, że dwa remisy dadzą przepustkę. Daleko – bo te punkty trzeba zdobyć, a mecze wcale nie są łatwe.
Istnieje nawet scenariusz, w którym GieKSa mogłaby już nie zdobyć nawet punktu, a miejsce piąte utrzymać. Dla bezpieczeństwa jednak absolutnie odradzałbym kierowanie się tą opcją.
Po wczorajszym meczu w Lubinie, gdzie absurdalnie odpuszczające mecz Zagłębie przegrało z Pogonią Szczecin, wychodzi na to, że wygrywając Jagiellonią zapewnilibyśmy sobie puchary. Co prawda podobno istnieje jakaś mała tabelka, gdzie trzy drużyny na koniec miałyby wtedy tyle samo punktów i GKS wypadałby najsłabiej, ale to kazuistyka.
Przed tą kolejką można było rozważać różne warianty wyników w tabeli, a właśnie po spotkaniu w Lubinie to się zawęziło. Niezależnie od tego, że wszystko w naszych nogach i głowach, to interesuje nas jeszcze dorobek punktowy Radomiaka i Legii. Ekipa Baltazara dziś gra z Lechem i może stracić matematyczne szanse na dogonienie GKS. Jutro jeszcze gra Legia z Lechią i na ten mecz będziemy spoglądać ze spokojem lub niepokojem w zależności od wyniku pojedynku z Jagiellonią.
Dwa lata temu końcówka sezonu była ekscytująca, ale wtedy liczyliśmy na cud, który ostatecznie się wydarzył. Na dwie kolejki przed końcem nie wszystko zależało od nas. Musieliśmy wygrać bardzo trudne spotkanie z Wisłą – i wygraliśmy efektownie (punkt wspólny z jutrzejszym meczem: sędzia Paweł Raczkowski). Potem jednak czekaliśmy na rozstrzygnięcie w derbach Trójmiasta, a na forum GieKSiarskim pojawił się specjalny temat meczowy – jedyny raz w historii dotyczący innego meczu niż ten, w którym gra GKS. No a potem trzeba było wygrać z Arką.
Rok temu końcówka sezonu, to było spokojne dogrywanie go do końca – z pewnym utrzymaniem i dobrymi humorami. To Lech spinał się na mecz w Katowicach, bo walczył o Mistrza Polski. My graliśmy po prostu o jak najlepszy wynik i grając nawet te mecze – wyszło nam to całkiem dobrze.
Teraz sytuacja jest jeszcze inna. GieKSa ani nie ma nożna na gardle, ani wielkiej presji, że „musi”. A jednocześnie ma bardzo komfortową sytuację w walce o swoje marzenia. To co wydarzy się jutro na Nowej Bukowej – przy wyprzedanym od ponad tygodnia stadionie – będzie wisienką na torcie całej historii Rafała Góraka w GieKSie. I nie chodzi mi o wynik, ale o sam mecz. Można powiedzieć, że w Pucharze Polski nie udało nam się dotrzeć do finału, ale doszliśmy do finału w lidze. Takiego finału mecz i rewanż, bo zostanie jeszcze spotkanie w Szczecinie.
Pełny stadion, Jagiellonia – eksportowa, świetna polska drużyna, GieKSa walcząca o wejście do pucharów. To jawi się jako naprawdę godne zwieńczenie sezonu. Godne zwieńczenie ciężkiej pracy, którą ta drużyna wykonuje od kilku lat, ale głównie patrząc przez pryzmat tego sezonu. GKS swoje punkty nabił i wykorzystał specyfikę obecnych rozgrywek, dając sobie szansę. Już nie mówię nawet o tym, że bardzo cenne jest wytworzenie tak dużej przewagi nad strefą spadkową, co powoduje, że od kilku tygodni mamy już spokój, a połowa ligi wyrzyna się w stresie niemal do samego końca.
A’propos ostatniego meczu z Piastem. Pojawiają się narzekania, że GieKSa od dwóch miesięcy nie wygrała na wyjeździe. Z jednej strony tak można na to spojrzeć. Z drugiej strony, okazuje się, że w tej lidze każdy punkt jest na wagę złota. I GieKSa na wyjazdach ciułała te remisy, które teraz mają niebagatelne znaczenie. Przypominam, że każdy z tych meczów – z Lechem, Koroną i Piastem – można było też przegrać, bo przeciwnicy mieli swoje sytuacje. A dodatkowo wygrywanie seryjnie meczów u siebie zaprowadziło nas tam, gdzie jesteśmy teraz.
Fakt, że GieKSa u siebie to nieco inna drużyna. Prąca do przodu, walcząca za dwóch, nieodpuszczająca. Na pewno Nowa Bukowa jest atutem naszego zespołu. Ale właśnie mecz z Jagiellonią odbędzie się u siebie i jest to duży plus dla naszej drużyny.
Rywal wydaje się bardzo mocny, złapał formę. Zagrali dobre mecze z Pogonią i Rakowem. Byli bardzo skuteczni w swoich poczynaniach i dali sobie szansę jeszcze marzyć o mistrzowskim tytule – choć nie wiadomo, czy jutro jeszcze te szanse będą mieli. Natomiast Raków pokazał, że Jagę da się zdominować, trzeba tylko umieć wykorzystać swoje szanse. Zobaczymy więc, czy trener zdecyduje się zdominować ekipę z Podlasia czy w kontrolowany sposób będzie chciał oddać piłkę, tak jak się to zdarzało głównie jesienią w niektórych meczach. W tym zakresie drużyna też przechodzi ewolucję i coraz częściej jednak chce prowadzić grę.
A jeśli oddać piłkę, to na pewno nie tak jak wczoraj Zagłębie Pogoni, bo to było oddanie, ale bez widocznego pomysłu na mecz.
GieKSa z Jagą ma dobre doświadczenia u siebie. Dwie wygrane 3:1 – w lidze i Pucharze Polski – mają swoją wymowę. Jutrzejszy mecz będzie miał jednak swój ciężar gatunkowy i będzie to walka na całego. Białostoczanie będą walczyć bowiem co najmniej o drugie miejsce dające eliminacje Ligi Mistrzów. GieKSa o powrót do Europy. Co z tego wyniknie – nikt nie jest w stanie przewidzieć.
Wiele już przeżyliśmy wspaniałych momentów na nowym stadionie. Ten obiekt już ma swoją historię i swoją magię. Jutro marzymy o tym, by kolejny rozdział – być może najmocniejszy – dopisać na jej karty.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze