Dołącz do nas

Piłka nożna kobiet

Finałowy dreszczowiec z happy endem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po zwariowanym meczu na stadionie GKS-u Tychy powody do radości miała drużyna GKS-u Katowice. Katowiczanki, po wyrównaniu rzutem na taśmę, rozjechały rywalki w dogrywce i przywiozły Puchar Polski tam, gdzie jego miejsce. Zapraszamy do zapoznania się z relacją z meczu, który przyniósł niesamowitą ilość emocji.

Przed finałem w Tychach zapowiadało się na deszcz, na szczęście spotkanie rozpoczęło się bez opadów. Przedmeczowa ceremonia rozpoczęła się odśpiewaniem hymnu, a tuż po tym głośno zaczęli dopingować kibice GieKSy.

Pierwsze podanie wykonały piłkarki w żółtym i od razu przystąpiły do szybkiej akcji – wrzutka Julii Włodarczyk z okolic kornera przekroczyła jednak nieznacznie linię końcową murawy. Pierwsze groźne strzały należały jednak do Czarnych. Po kontrowersyjnym odebraniu piłki w środku pola piłkę otrzymała Kaletka, jej strzał spoza pola karnego sprawdził wytrzymałość poprzeczki. Do piłki jednak poleciała Kinga Seweryn, a futbolówka spadła pod nogi Sarapaty, przed którą była tylko pusta bramka i… strzał poleciał metr nad poprzeczką. Chwilę potem kolejną sprawną akcję przeprowadziły podopieczne Karoliny Koch. Po wrzucie autu piłkę pod pole karne rywalek podprowadziła Klaudia Maciążka, podała to znajdującej się w lewej półprzestrzeni Włodarczyk. Wahadłowa GieKSy ślicznie położyła obrończynię na ziemi, niestety strzał intuicyjnie wyjęła Szperkowska. W 10. minucie po walce na granicy faulu chwilę zajęło Katerinie Vojtkovej poskładanie się do kupy, na szczęście Czeszka zaraz wróciła na murawę. Po kilku minutach nieskładnych ataków obu stron, Maciążka wzięła sprawy w swoje ręce i po rajdzie prawą stroną boiska przerzuciła piłkę do nabiegającej na wolne pole Aleksandry Nieciąg. Podanie zostało strącone przez obrończynię, jednak do piłki dopadła Włodarczyk i ponownie spróbowała centry spod linii, tym razem trafiając w rękę rywalki. Pierwszą decyzją pani arbiter był rzut karny, jednak po trwającym trzy minuty VARze ta decyzja została zmieniona na rzut rożny. Czarnym udało się wybić piłkę po centrze Vojktovej, w kolejne tempo swojego szczęścia spróbowała za to Nikola Brzęczek, niewiele zabrakło do pięknej bramki z 20 metra. Po stracie piłki w środku pola Katowiczanek Klaudia Miłek obsłużyła wbiegającą na róg pola karnego Sarapatę, a ta pewnym strzałem po ziemi na dalszy słupek pokonała bezradną Kingę Seweryn. Późniejsze ataki były głównie wykonywane przez GKS Katowice, rzadko któru jednak znajdował swój koniec w groźnym strzale. To zmieniło się w 35. minucie, gdy kiepskie wybicie piłki golkiperki głową przecięła Vojtkova. W posiadanie weszła Maciążka, posłała podanie w pole karne do Aleksandry Nieciąg, a ta przyjęciem uciekła od defensorki i pewnym strzałem po ziemi pokonała Szperkowską! Tylko 10 minut trwało prowadzenie aktualnych liderek Ekstraligi, mecz zaczął się od nowa. Do końca połowy nie pojawił się już konkret żadnej ze stron – na przerwę drużyny zeszły z remisem.

Druga połowa szybko przyniosła pierwszą okazję dla GieKSy. Wysoki pressing opłacił się Klaudii Maciążek, zdobyła ona futbolówkę przy linii na wysokości dwudziestego metra, a kilka sekund później została skoszona równo z ziemią przez Chudzik, która za ten faul otrzymała żółtą kartkę. Rzut wolny z boku pola karnego wykonała Vojtkova, piłka znalazła głowę Marcjanny Zawadzkiej, ta jednak minimalnie się pomyliła. W 52. minucie sprawdzona została czujność Seweryn chytrym strzałem Weroniki Wójcik spoza pola karnego po bliższym słupku, bramkarka zdała ten test na bardzo dobry, parując piłkę w bok. Blisko popełnienia poważnego błędu była Oliwia Szperkowska – po wydawałoby się niegroźnym strzale Vojtkovej w środek bramki, golkiperka wypuściła piłkę z koszyczka między nogami. Rozpaczliwie udało jej się opanować piłkę intuicyjnym rzuceniem się za siebie, a swojej szansy na wbicie gola wślizgiem poszukała Nicola Brzęczek, wjeżdżając jednak najpierw w bramkarkę, bramka została słusznie nieuznana. Sytuacja z 59. minuty mogła niektórym kibicom przypomnieć o istnieniu Grzegorza Krychowiaka, gdyż jedna z obrończyń Czarnych, próbując wybić piłkę, nabiła swoją dłoń. Arbiter nie dopatrzyła się w tym przewinienia. Świetną okazję na podwyższenie wyniku zmarnowały piłkarki z Sosnowca, gdyż na siódmym metrze tak zwaną „patelnię” dostała Miłek, czyste trafienie w piłkę okazało się dla niej za ciężkie. Niestety, co się odwlecze, to nie uciecze. Kiepskie wyprowadzenie piłki z linii obrony skończyło się stratą, Kaletka po utrzymaniu futbolówki ponownie wystawiła czystą piłkę Miłek na piątym metrze, a kapitan Czarnych nie zmarnowała drugiej takiej szansy i wyprowadziła swoją drużynę na prowadzenie, Katarzyna Nowak nie dała rady wybić tego strzału nad poprzeczkę. Mimo stracenia dwóch bramek, Kinga Seweryn rozgrywała dobre spotkanie, co udowodniła podwójną obroną w 78. minucie, najpierw wybraniając sytuację jeden na jednego, a potem parując dobitkę. Ostatnie minuty przyniosły ataki obu stron, oczywiście z większą determinacją piłkarek GieKSy. Przyniosło to swoje efekty, Nowak wyprowadziła piłkę ze swojej połowy, później po niecelnej centrze Maciążki pokazała ogromną determinację i odebrała piłkę ryzykownym wślizgiem. Do piłki dopadła Andela Milovanović, oddała świetny strzał na ukos bramki, Szperowskiej udało się sparować to na słupek, futbolówka jednak wywinęła jej figla i po odbiciu się od obramowania trafiła bramkarkę w rękę, a do bezpańskiej piłki na wślizgu dopadła Amelia Bińkowska, doprowadzając na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu do remisu! Przed 90. minutą faulem taktycznym Katowice musiała ratować Theodoraki, za co zarobiła żółtko.

Dodatkowe pół godziny na początku przyniosło mało skoordynowane ataki obu zespołów, lecz do większej ilości strzałów na początku dochodziły Czarne. W setnej minucie spotkania – po raz kolejny – klasę pokazała Seweryn, parując kąśliwe strącenie piłki na bliższy słupek po centrze. Na dwie minuty przed końcem pierwszej części dogrywki Klaudia Maciążka zabawiła się w Messiego, wykonując rajd środkiem pola. Trzy rywalki nie dały jej rady, balansem ciała znalazła sobie kawałek miejsca i pokonała bramkarkę ślicznym, płaskim uderzeniem z 25. metra! Parę sekund po wznowieniu przez Sosnowiczanki piłkę w pressingu przejęła Nowak. Po małym chaosie w środku pola okazję wypatrzyła Ola Nieciąg i posłała bombę w okienko z trzydziestego metra, za świetną interwencję trzeba pochwalić Szperkowską. W 105. minucie Maciążka znalazła w polu karnym Brzęczek, ta po otrzymaniu podania górą strąciła piłkę w kierunku bramki, Szperkowska sparowała przed siebie, a do tej niczyjej futbolówki dopadła Aleksandra Nieciąg, podwyższając tym samym wynik na 4:2! 

Druga połowa pokazała już ogromne zmęczenie obu drużyn. Z formy nie schodziła jednak Klaudia Maciążka, co pokazała świetnym dośrodkowaniem na głowę Nieciąg. Napastniczka wygrała pojedynek główkowy i z najbliższej odległości wpakowała piłkę do bramki, kompletując tym samym hat-trick! Dogrywka powinna być puszczana w telewizji dopiero po 22:00, ponieważ to, co piłkarki GieKSy zrobiły z rywalkami w ostatnich trzydziestu minutach, jest nieprzyzwoite do pokazywania dzieciom. Czarne próbowały jeszcze szarpać w samej końcówce, lecz większość prób kończyła się albo w rękach Kingi Seweryn, albo jako zablokowane.

PUCHAR POLSKI ZNOWU JEST NASZ!


Tychy, Stadion Miejski, 16.05.2026, 12:00
Czarni Antrans Sosnowiec 2:5 GKS Katowice
Bramki: Sarapata (25.), Miłek (69.) – Nieciąg (35., 105., 112.), Bińkowska (87.), Maciążka (103.)
Czarni Antrans Sosnowiec: Szperkowska – Miłek, Chudzik, Sarapata, Wójcik, Kaletka, Miksone, Konkol, Kurzawa, Buszewska, Witek (118. Katowicz)
GKS Katowice: Seweryn – Nowak, Milovanovic, Zawadzka – Włodarczyk (105. Malesa), Kozarzewska (Theodoraki), Vojtkova (Bińkowska), Jaszek (Kalaberova) – Maciążka, Brzęczek (105. Vuskane), Nieciąg
Żółte kartki: Kurzawa (32.), Buszewska (44.), Chudzik (46.) – Theodoraki (90.)
Sędzia: Anna Adamska.
Frekwencja: 1527.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga