Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice z Pucharem Polski kobiet
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w ubiegłym tygodniu rozegrały finałowe spotkanie Pucharu Polski z Czarnymi Sosnowiec, w którym wygrały po dogrywce 5:2. W najbliższą sobotę 23 maja o 12:00 zmierzymy się w przedostatniej kolejce z UKS-em SMS-em w Łodzi. Klub przedłużył umowę z Klaudią Sowińską. Piłkarze w minionym tygodniu zremisowali 2:2 z Jagiellonią. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W najbliższą sobotę 23 maja o 17:30 w Szczecinie rozegramy z Pogonią ostatnie spotkanie w tym sezonie. Sebastian Milewski podpisał nową, 3-letnią umowę z klubem. Szanse na zajęcie 5. miejsca przez GKS oceniane jest na poziomie 61,2%.
Media donoszą o możliwości zmiany sponsora i nazwy PlusLigi.
Z drużyną hokejową żegna się pięciu zawodników. Według mediów klub prowadzi rozmowy na temat przedłużenia umowy z Joona Monto.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Orlen Puchar Polski: Zabójcza dogrywka w wykonaniu GKS-u Katowice
Dogrywka zadecydowała o losach finału Orlen Pucharu Polski! GKS Katowice wygrał 5:2 z Czarnymi Sosnowiec.
W pierwszych minutach to GieKSa zanotowała kilka groźnych wejść w pole karne obrończyń Pucharu. Katarzyna Nowak posłała groźny centrostrzał, z którym poradziła sobie golkiperka Czarnych, Oliwia Szperkowska. W 25. minucie zespół z Sosnowca wyszedł na prowadzenie za sprawą Patrycji Sarapaty. Dziesięć minut później podopieczne Karoliny Koch wyrównały. Wówczas na listę strzelczyń wpisała się Aleksandra Nieciąg. Obie ekipy szukały swoich szans w uderzeniach z dystansu, jednak brakowało skuteczności. Do przerwy utrzymywał remis 1:1.
Tuż po przerwie GieKSa miała rzut wolny z bocznego sektora boiska. Vojtkova posłała piłkę w pole karne, gdzie główkowała niepilnowana Marcjanna Zawadzka.
W 70. minucie Klaudia Miłek ponownie wyprowadziła Czarnych na prowadzenie. Nikol Kaletka wbiegła w pole karne i dograła do najlepszej strzelczyni Orlen Ekstraligi, która mimo zagrania za plecy umieściła piłkę w siatce. Chwilę później GieKSa usiłlowała odpowiedzieć za sprawą Nieciag, jednak jej strzał z dystansu okazał się zbyt lekki, aby zaskoczyć Szperkowską. W 78. minucie obrończynie tytułu miały kolejną dogodną sytuację – Patrycja Sarapata przetestowała czujność Kingi Seweryn, która uporała się z jej strzałem. Golkiperka GieKSy obroniła także dobitkę. Podczas ostatnich dwudziestu minut Czarne miały wiele rzutów różnych. Jeszcze w 82. minucie Klaudia Miłek otrzymała niezwykle precyzyjną wrzutkę od Zofii Buszewskiej, lecz piłka poszybowała nad bramką.
Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Amelia Bińkowska doprowadziła do wyrównania. Taki rezultat oznaczał dogrywkę.
W pierwszej części dogrywki GieKSa wyszła na prowadzenie. Klaudia Maciążka popędziła niemal pół boiska i ostatecznie umieściła futbolówkę w siatce. Katowiczanki powiększyły swoją przewagę w 105. minucie za sprawą Aleksandry Nieciąg. Ta sama zawodniczka przypieczętowała triumf GieKSy w 112. minucie, kompletując hat – tricka.
Klaudia Słowińska na dłużej w GKS-ie Katowice
Klaudia Słowińska nadal będzie reprezentować barwy GKS Katowice. Klub poinformował o przedłużeniu kontraktu z zawodniczką, która pozostanie w zespole na kolejne dwa sezony.
Klaudia Słowińska pozostaje w stolicy Górnego Śląska. Piłkarka, która zasiliła szeregi GieKSy przed sezonem 2023/24, w krótkim czasie stała się jedną z istotnych postaci zespołu odnoszącego największe sukcesy na krajowym podwórku. W trakcie pobytu w Katowicach wraz z GieKSą wywalczyła mistrzostwo i wicemistrzostwo, a także dwukrotnie sięgnęła po Puchar Polski.
Słowińska ma za sobą również bardzo udany okres indywidualny. W barwach katowickiego klubu wystąpiła 56 razy, zdobywając przy tym 10 bramek. Dobra forma prezentowana w Orlen Ekstralidze zaowocowała regularnymi powołaniami do kadry narodowej. Zawodniczka zadebiutowała także na liście strzelczyń w reprezentacji podczas spotkania Ligi Narodów UEFA przeciwko Bośni i Hercegowinie, a w 2025 roku znalazła się w kadrze na mistrzostwa Europy.
W minionych miesiącach piłkarka zmagała się z kontuzją kolana, której doznała podczas rywalizacji z FC Twente, w eliminacjach do Ligi Mistrzyń. Obecnie jest jednak coraz bliżej powrotu do pełnej dyspozycji. Wszystko wskazuje na to, że kibice GieKSy ponownie zobaczą ją na boisku już w nadchodzącym sezonie. Wiadomo już także, że Słowińska w barwach żółto-zielono-czarnych pozostanie co najmniej do końca sezonu 2027/28.
wkatowicach.eu – Piłkarki GKS-u Katowice z Pucharem Polski kobiet 2026
Finał Orlen Pucharu Polski Kobiet 2026 rozstrzygnięty. 16 maja na stadionie w Tychach odbyło się finałowe spotkanie, które rozegrały piłkarki GKS-u Katowice i Czarnych Sosnowiec. Mecz zakończył się wynikiem 5:2 dla GKS-u Katowice. Piłkarki GieKSy zdobyły Puchar Polski.
Za nami emocjonujący finał Orlen Pucharu Polski kobiet 2026. 16 maja na Stadionie Miejskim w Tychach zmierzyły się ze sobą drużyny GKS-u Katowice i Czarnych Antrans Sosnowiec.
Piłkarki GKS-u Katowice w swoich ostatnich pięciu meczach na wszystkich frontach wygrały cztery spotkania i przegrały tylko jedno. Miały mocną motywację, by zdobyć tytuł.
Obie drużyny miały szanse na kilku bramek już w pierwszej połowie. Pierwszą bramkę w meczu zdobyły Czarne – Patrycja Sarapata strzeliła w 25. minucie. W 34. minucie gola dla GieKSy strzeliła Aleksandra Nieciąg. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
W drugiej połowie meczu gola dla Sosnowca zdobyła Klaudia Miłek (69. min.). W 87. minucie meczu Amelia Bińkowska strzeliła piękną bramkę dla GKS-u wyrównując wynik do 2:2.
O wyniku spotkania i zwycięstwie musiała zadecydować dogrywka. Piłkarki GieKSy przepięknie rozegrały jej pierwszą połowę. W 103. minucie Klaudia Maciążka zdobyła punkt dla GKS-u, a dwie minuty później bramkę strzeliła Aleksandra Nieciąg. Na tym się nie skończyło. Ola Nieciąg wbiła swojego trzeciego gola w 112. minucie rozgrywki.
Mecz zakończył się wynikiem 5:2 dla GKS-u Katowice. Katowiczanki wywalczyły drugi w historii Klubu Orlen Puchar Polski.
UKOCHANE zdobyły ORLEN Puchar Polski! Serdeczne gratulacje dla piłkarek GKS Katowice za wspaniałą walkę, ogromne serce i historyczny sukces! Pokazałyście charakter, determinację i siłę drużyny, z której dumne są całe Katowice. Dziękuję zawodniczkom, sztabowi szkoleniowemu oraz wszystkim kibicom, którzy byli z Wami w tej drodze. Dzisiejsze zwycięstwo przechodzi do historii naszego miasta! Brawo UKOCHANE! Katowice są z Was dumne! – pogratulował piłkarkom prezydent Katowic, Marcin Krupa
dziennikzachodni.pl – Duże pieniądze dla GKS Katowice! Piłkarki w finale Pucharu Polski pokonały po dogrywce Czarne Sosnowiec. Mecz oglądało 1,5 tysiąca kibiców
Piłkarki GKS Katowice po raz drugi w historii zdobyły Puchar Polski. W finale rozegranym w Tychach dzięki piorunującej końcówce pierwszej połowy dogrywki i hat-trickowi Aleksandry Nieciąg zespół Karoliny Koch pokonał Czarne Sosnowiec i zgarnął sowitą premię od PZPN.
Finał Orlen Pucharu Polski piłkarek pierwotnie miał się odbyć w Szczecinie. Ponieważ jednak do decydującej gry awansowały dwa zespoły z naszego regionu PZPN przeniósł spotkanie do Tychów. Dla GKS Katowice stawką było uratowanie sezonu, w którym ekipa Karoliny Koch straciła już szansę na obronę tytułu mistrzowskiego, natomiast Czarne, pewnie zmierzające po złoto w Ekstralidze, stanęły przed szansą na ustrzelenie dubletu. Na szali leżały także pieniądze – 400.000 złotych dla triumfatorek i 100.000 dla pokonanych.
Na trybunach pojawiło się kilkuset kibiców podzielonych na dwie grupy z liczebną przewagą Sosnowiczan, ale pod względem jakości dopingu był remis. Taki wynik widniał też po pierwszej połowie. Prowadzenie objęły Czarne dzięki indywidualnej akcji Patrycji Saraparty, GKS odpowiedział trafieniem Aleksandry Nieciąg z pola karnego.
Początek drugiej połowy należał do Katowiczanek, ale gola strzeliły ich rywalki. Złe wyprowadzenie piłki zakończyło się dośrodkowaniem Nikol Kaletki i bramką kapitan Klaudii Miłek. Czarne poszły za ciosem i miały kolejną okazję, by zamknąć mecz. Nie błysnęły jednak skutecznością i zostały za to skarcone. GKS po okresie uśpienia znów poszedł do przodu, Andela Milovanović trafiła w słupek, ale dobitka rezerwowej Amelii Bińkowskiej już wpadła do siatki. Konieczna była więc dogrywka.
A w niej długo nie wydarzyło się nic konkretnego, aż wreszcie z własnej połowy z piłką ruszyła Klaudia Maciążka, zabawiła się z obrończyniami i sprzed pola karnego tuż przy słupku trafiła do bramki! Sosnowiczanki jeszcze nie zdążyły oswoić się z tą sytuacją, a już przegrywały dwoma trafieniami. Po zamieszaniu w polu karnym dobitką zamknęła akcję Aleksandra Nieciąg. Ta sama piłkarka ostatecznie złamała rywalki po zmianie stron uderzeniem głową z ostrego kąta kompletując finałowego hat-tricka.
Puchar Polski wręczał członek zarządu PZPN i prezes Śląskiego ZPN Henryk Kula. Prezes Cezary Kulesza był nieobecny.
weszło.com – GKS Katowice zasługuje na puchary bardziej niż Legia
Paweł Mogielnicki, znany z dokładnych wyliczeń, napisał na X, jak wyglądają na dziś szanse trzech drużyn na zajęcie piątego miejsca w Ekstraklasie, ostatniego dającego puchary. GKS Katowice – 61,2%, Zagłębie Lubin – 23,3%, Legia Warszawa – 15,5%. Niesamowite, że do walki włączył się zespół Marka Papszuna, który jeszcze niedawno był poważnie zamieszany w grę o utrzymanie. Jego pracę w Legii trzeba docenić, ale faktem też jest, że Legia w ostatnich meczach ma sporo szczęścia i nie wydaje się zespołem, któremu puchary już teraz mogłyby pomóc. Zagłębie, zamiast atakować, by osiągnąć cel, broni się głęboko, grając z Pogonią Szczecin. Wychodzi na to, że na grę w Europie sportowo najbardziej z tej trójki zasługuje GKS. Argumentów jest kilka.
[…] Inaczej jest w przypadku GKS-u Katowice i Legii. Mam wrażenie, że te zespoły łączą dwa elementy: wielki postęp wiosną i odwaga. Patrzę na tabelę Ekstraklasy z przerwy zimowej: GKS zajmuje 16. miejsce, ma na koncie tylko 20 punktów w 18 meczach. Legia jest ostatnia, jeszcze za Termaliką. Uzbierała punkt mniej. A teraz tabela tylko za 2026 rok. Prowadzi Lech Poznań, od kilku dni już stary / nowy mistrz Polski. Ale drugi jest GKS z dorobkiem 29 punktów w 16 meczach. Średnia 1,81 punktu na mecz. U siebie w ośmiu spotkaniach jest niepokonany, wygrał sześciokrotnie. Zaraz za GKS-em, trzecia, Legia: 27 punktów. Za kadencji Marka Papszuna może i często remisuje, ale warto docenić, że tylko raz przegrała u siebie (na początku, z Koroną Kielce) i raz na wyjeździe (demolka w Poznaniu).
To pokazuje, jak świetną pracę wykonują od paru miesięcy Rafał Górak i Marek Papszun, choć ich historie są różne: jeden w klubie od dawna, jakiś czas temu wyszydzany czy nawet obrażany na trybunach, przez co ciężko było np. w szkole jego dziecku. Drugi, choć pozycję zbudował sobie w Częstochowie, od lat w sercu ma Legię i nie potrafił jej odmówić. A teraz pokazuje, jak dobrym jest szkoleniowcem. Zasłużenie obaj znaleźli się wśród pięciu nominowanych do nagrody Trenera Sezonu na gali Ekstraklasy, choć wydaje mi się, że statuetkę w tej kategorii powinien jednak otrzymać Michal Gasparik.
Ich zespoły nie kalkulują. GKS mierzy się u siebie z mocną Jagiellonią i od początku rusza do ataku. Strzela gola, potrafi też tak pressować przeciwnika, że Sławomir Abramowicz zaczyna rozgrywać piłkę dłuższym podaniem. Nawet kiedy przegrywa 1:2, zespół z Katowic dąży do wyrównania i to się udaje po pięknym uderzeniu Borjy Galana. A w doliczonym czasie mamy wymianę ciosów, bo żadnemu z zespołów nie pasuje remis: strzał oddaje piłkarz GKS-u, a po chwili, w ostatniej w zasadzie akcji, mamy uderzenie Sameda Bazdara. GKS potrafi rozegrać świetny mecz w Poznaniu, zakończony remisem 3:3. A jak odpada z Pucharu Polski, to po batalii w Częstochowie z Rakowem, podczas której objął prowadzenie, później dwa razy w kapitalny sposób wracał do gry i poległ dopiero w karnych.
W Legii ten brak kalkulacji był momentami posunięty nawet dalej. Spotkanie z Widzewem, elektryzujące piłkarską Polskę. Remis 0:0, który długo się utrzymywał, obiektywnie był nieco lepszy dla ekipy Papszuna. Jedna z ostatnich akcji, rzut wolny dla Legii. Kiedy w stronę bramki Widzewa zaczyna biec Otto Hindrich, kilku kolegów z drużyny łapie się za głowę i każe mu wracać, ale Papszun wyraźnie pokazuje: „Nie! On ma biec w pole karne!”. I po chwili po zamieszaniu pada gol. Niedługo później koniec meczu. Wielkie ryzyko, zdecydowanie na granicy, ktoś nawet nazwie to totalnym szaleństwem, jednak się opłaciło.
[…] Z drugiej strony GKS, który jest bardziej drużyną stworzoną, a nie tworzoną. Stracił w 2026 roku w lidze tyle samo bramek, co Legia, choć w defensywie ma Lukasa Klemenza, Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego. Ktoś się spodziewał, że oni będą tak bronić? Że dwaj pierwsi będą w dodatku skuteczni pod bramką przeciwnika? Że Marcin Wasielewski stanie się jednym z lepszych piłkarzy Ekstraklasy na swojej pozycji? Że rozwinie się taki Sebastian Milewski, że błyszczeć w kilku meczach z rzędu będzie Evan Marković, a Bartosz Nowak osiągnie aż takie liczby? Trochę tego typu pytań mogłoby jeszcze paść.
GKS Rafała Góraka jest dzisiaj drużyną powtarzalną, z własnym pomysłem na grę. Oglądając jego mecze, mam wrażenie, że zawodnicy ofensywni często grają ze sobą na pamięć. Widać wypracowane schematy, jak np. akcja bokiem boiska, wbiegnięcie w stronę pola karnego i podanie nie wzdłuż bramki, tylko nieco bardziej do tyłu. Tak Nowak strzelił gola Jagiellonii na 1:0, w podobny sposób GKS zaskoczył też m.in. u siebie Motor.
Przed ostatnią kolejką zespół z Katowic ma wszystko w swoich rękach. Już w meczu z Jagiellonią mógł zapewnić sobie granie w Europie. Zabrakło niewiele. Jeżeli zwycięży Pogoń, będzie miał puchary. Jeśli Zagłębie nie pokona w Białymstoku Jagiellonii – a jego wygrana wydaje się mało realna – Katowiczanom wystarczy remis. Gdyby w Szczecinie przegrali, będą nerwowo nasłuchiwać wieści z Warszawy (Legia – Motor) i Białegostoku.
Można narzekać – ten argument akurat trochę rozumiem – że to klub miejski, co nie jest właściwe, ale sportowo GKS zasłużył na europejskie puchary. Dużo bardziej niż Zagłębie i trochę bardziej niż Legia. Nie było go tam od sezonu 2003/2004, kiedy w dość kompromitujący sposób odpadł z eliminacji Pucharu UEFA po dwumeczu z Cementarnicą Skopje. W pomocy GKS-u grał wtedy Moussa Yahaya, w ataku Stanisław Wróbel, a trenerem był Edward Lorens. Inna epoka.
Czas tam wrócić. I zaprezentować się sporo lepiej.
SIATKÓWKA
siatka.org – Rewolucja w PlusLidze i nie tylko? Będzie zmiana sponsora i nazwy?
Jeśli informacje portalu sportmarketing.pl potwierdzą się polskie ligi siatkówki, a w szczególności PlusLigę czeka rewolucja. W najbliższym czasie ma dojść do zmiany jeśli chodzi o kluczowego sponsora polskich rozgrywek.
W ostatnim czasie pojawiało się sporo informacji dotyczących sponsoringu klubów siatkarskich. M.in. duże wsparcie udało się pozyskać Treflowi Gdańsk. Tymczasem duże zmiany czekają samą Polską Ligę Siatkówki.
Współpraca PLS i firmy Polkomtel trwa od 2002 roku. Od kwietnia 2008 roku, gdy Polkomtel przedłużył umowę z Polską Ligą Siatkówki rozgrywki mężczyzn noszą nazwę PlusLigi. Od wielu lat Polkomtel wspiera także rozgrywki siatkarek. Obecna umowa obu podmiotów miała obowiązywać do 2028 roku, tymczasem – jak podaje portal sportmarketing.pl – w PlusLidze ma dojść do zmiany sponsora tytularnego.
– Z naszych informacji wynika, że wieloletnia współpraca zakończy się przedwcześnie. Nowym, głównym sponsorem tytularnym ligi męskiej ma być PGE – czytamy w artykule sportmarketing.pl.
Według niego w najbliższych dniach ma zostać podana oficjalna informacja w tej sprawie.
Od momentu, gdy „Plus” wskoczył do nazwy ligi siatkarzy mistrzostwo Polski zdobywano siedemnaście razy. Pięć razy triumfowała PGE GiEK Skra Bełchatów. Cztery razy po mistrzostwo sięgała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, trzy razy Asseco Resovia Rzeszów i Jastrzębski Węgiel, a po jednym złotym medalu wywalczyły ekipy Bogdanki LUK Lublin i Aluron CMC Warty Zawiercie.
HOKEJ
hokej.net.pl – GieKSa pożegnała pięciu zawodników. Jest oficjalny komunikat
GKS Katowice rozpoczął przebudowę zespołu przed sezonem 2026/2027. Wicemistrzowie Polski poinformowali o rozstaniu z pięcioma zawodnikami.
Z klubem żegnają się napastnicy Ian McNulty (na zdjęciu), Juho Koivusaari, Lauri Huhdanpää i Sam Coatta, a także bramkarz Jesper Eliasson.
– Serdecznie dziękujemy im za występy dla naszej drużyny i wkład w zdobycie wicemistrzostwa Polski. Życzymy powodzenia w dalszych karierach – poinformowała GieKSa w swoich mediach społecznościowych.
Najlepsze liczby z grona odchodzących napastników wykręcił Ian McNulty. Kanadyjczyk rozegrał 57 spotkań, zdobywając w nich 12 bramek i notując 20 asyst. Solidny sezon zanotował również Juho Koivusaari. Fiński skrzydłowy w 48 meczach dziewięciokrotnie wpisał się na listę strzelców i zaliczył i 14 kluczowych zagrań.
Lauri Huhdanpää i Sam Coatta trafili do Katowic przed zamknięciem okienka transferowego i mieli zwiększyć głębię składu przed decydującą częścią sezonu.
Jak informowaliśmy wcześniej, z GieKSą pożegnał się też Jesper Eliasson. Szwedzki bramkarz w fazie zasadniczej rozegrał 29 spotkań, notując 92,4 procent skuteczności interwencji i wpuszczając średnio 2,27 bramki na mecz. Jeszcze lepiej prezentował się w play-offach, gdzie bronił ze skutecznością 92,7 procent, a jego średnia straconych goli wyniosła 2,07.
Fin zostanie w GieKSie? Taki jest jego obecny status
Wielu kibiców z pewnością zastanawia się, jak będzie wyglądała kadra GKS-u Katowice na nowy sezon. Dowiedzieliśmy się, jak obecnie wygląda status Joony Monto, dla którego miniony sezon zakończył się przedwcześnie.
Na razie szefostwo wicemistrzów Polski zamieściło w swoich mediach społecznościowych trzy informacje. Pierwsza dotyczyła tego, którzy zawodnicy mają ważne kontrakty z klubem. W tym gronie są obrońcy: Kacper Maciaś i Błażej Chodor, a także napastnicy: Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid.
Kolejne dwie wiadomości dotyczyły odejść. Najpierw za grę w ekipie z alei Korfantego podziękowano Mateuszowi Bepierszczowi, a potem obwieszczono, że z GieKSą żegnają się bramkarz: Jesper Eliasson oraz napastnicy: Ian McNulty, Juho Koivusaari, Lauri Huhdanpää i Sam Coatta.
Zapewne sporo fanów katowickiego klubu zastanawia się, jak będzie wyglądała przyszłość Joony Monto. Fiński napastnik jest jednym z najbardziej charakterystycznych zawodników występujących w TAURON Hokej Lidze. To gracz zadziorny, niezwykle waleczny i bardzo sumienny w realizacji zadań taktycznych. Potrafi pracować po obu stronach tafli, świetnie odnajduje się w formacjach specjalnych i wnosi do zespołu ogromne doświadczenie.
Miniony sezon rozpoczął w ekipie GKS-u Tychy, ale po 14 spotkaniach (3 bramki i 7 asyst) mistrzowie Polski zdecydowali się zakończyć współpracę z fińskim centrem.
W listopadzie zasilił szeregi GKS-u Katowice, gdzie wcześniej spędził trzy bardzo udane sezony: okraszone zdobyciem dwóch tytułów mistrzowskim, jednego srebrnego medalu i Superpucharu Polski. Jego przenosiny okazały się słodko-gorzkie. Choć w 19 rozegranych meczach osiem razy wpisał się na listę strzelców i zanotował dziewięć kluczowych zagrań, to 1 lutego – podczas starcia z Tyszanami-doznał kontuzji barku. Efekt był taki, że musiał przejść operację i nie zagrał w fazie play-off.
Wiemy, że Monto chętnie zostałby w Polsce na kolejny sezon. W kilku źródłach ustaliliśmy, że niespełna 32-letni napastnik prowadzi zaawansowane rozmowy z katowickim klubem na temat przedłużenia umowy.
– Obie strony są blisko porozumienia – usłyszeliśmy od osób dobrze zorientowanych na rynku transferowym.
Jeśli doświadczony środkowy złoży podpis na umowie, stanie przed szansą poprawienia swoich statystyk. W ekipie z alei Korfantego rozegrał bowiem 186 ligowych meczów, zdobywając w nich 129 punktów za 46 bramek i 83 asysty.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze