Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po przegranej w Jastrzębiu
Zawodnicy GKS-u zagrali lepiej niż w poprzednich dwóch meczach, wygrywając w końcu jakiegoś seta, ale to było za mało aby pokonać Olivę, Muzaja i Kampę…
katowickisport.pl – Golonka z Olivą. Derby Śląska dla Jastrzębia
„Przedbarbórkowa” sobota okazała się szczęśliwa dla kibiców Jastrzębskiego Węgla. Trzy punkty zawdzięczają oni świetnej grze kubańskiego… „przodowego”. Przyjezdni trochę niepewnie zaczęli pierwszą partię, ale trener Piotr Gruszka szybko wziął czas. I efekt był piorunujący. GKS zaczął grać jak w najlepszych swoich momentach tego sezonu. Jastrzębianie zupełnie nie potrafili sobie poradzić ze znakomitą zagrywką gości, a w tym elemencie brylowało aż trzech zawodników. Rafał Sobański, Gonzalo Quiroga i Karol Butryn. W dodatku ostatni z wymienionych był praktycznie nie do zatrzymania w ataku i „GieKSa” pierwszą partię wygrała nadspodziewanie łatwo. W jastrzębskim zespole nie funkcjonowało dobrze praktycznie nic. Dopiero w drugim secie „odpalił” przygaszony wcześniej Salvador Hidalgo Oliva i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Kubańczyk, w swoim stylu, popracował zagrywką i tym razem to goście mieli problemy w przyjęciu. Ponadto Kubańczyk wykonał kilka efektownych ataków. Loty obniżył z kolei Butryn i mimo bardzo dobrej gry blokiem (5 punktów w II secie) katowiczanie tę partię przegrali. W trzecim secie oba zespoły grały zrywami. Jastrzębianie objęli trzypunktowe prowadzenie, by po chwili wynik oscylował wokół remisu. W decydującej fazie seta znów dał o sobie znać Oliva. Najpierw świetnie zareagował na siatce, bo jeszcze w tej samej akcji zdobyć punkt atakiem, a po chwili zablokował Butryna. Dzięki temu jastrzębianie wypracowali sobie taką przewagę, której nie mogli zmarnować, a bohaterem końcówki seta został Wojciech Sobala. W jednej akcji obronił dwie trudne piłki, a seta skończył… asem serwisowym. W początkowej fazie czwartej partii, przy stanie 4:4, na zagrywce pojawił się nie kto inny, tylko kubański przyjmujący Jastrzębskiego Węgla. Po kilku jego „bombach” całą hala zaczęła skandować „Oliva, Oliva!”. Nic w tym dziwnego, ponieważ gospodarze zdobyli siedem punktów z rzędu i było w zasadzie po meczu. Katowiczanie, którzy mieli ogromne problemy, zdołali się jednak podnieść i mozolnie odrabiali straty. Zbliżyli się nawet na dwa punkty, ale w końcówce nerwy na wodzy utrzymał Maciej Muzaj, a Marcin Komenda w bardzo ważnym momencie… dotknął siatki. Mecz skończył skończył Jason De Rocco i ostatecznie „przedbarbórkowa” sobota okazała się szczęśliwa dla kibiców Jastrzębskiego Węgla. Trzy punkty zawdzięczają oni świetnej grze kubańskiego… „przodowego”. (…)
siatka.org – PL: Jastrzębski Węgiel lepszy od GKS-u Katowice
Jastrzębski Węgiel niezbyt dobrze rozpoczął pojedynek z GKS-em Katowice, bowiem od przegranego 19:25. W trzech kolejnych partiach dominowali już jednak podopieczni Marka Lebedewa, którzy tym samym zapisali na swoim koncie komplet ligowych punktów. Spotkanie rewelacyjnie rozpoczęli gospodarze, po problemach z przyjęciem katowiczan skutecznym blokiem na Karolu Butrynie popisał się Maciej Muzaj, wyprowadzając swój zespół na trzypunktowe prowadzenie (4:1), które podopieczni Marka Lebedewa utrzymywali przez dłuższy czas. Siatkarze GKS-u nie podłamali się, dzięki asowi serwisowemu Macieja Fijałka na tablicy wyników widniał remis (10:10), a po ustrzeleniu w przyjęciu Salvadora Hidalgo Olivy goście mieli „oczko” przewagi (11:10), którą powiększyli za sprawą wykorzystania kontry przez Karola Butryna (14:12). Katowiczanie rewelacyjnie grali w polu serwisowym, co pozwoliło im na powiększanie zaliczki (16:13), a po błędzie w ofensywie Macieja Muzaja prowadzili już 21:17. Pierwszą odsłonę spotkania zakończył świetnym atakiem Karol Butryn (25:19). (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: Kolejna porażka GKS Katowice
(…) Premierowa odsłona starcia Jastrzębian z GKS, po początkowej przewadze gospodarzy (4:1, 8:5), przebiegała po myśli przyjezdnych. Kluczem do osiągnięcia przewagi były serwisy Macieja Fijałka (10:11). Dobra zagrywka była mocną bronią katowiczan w tym secie, rywale często mieli problemy z wyprowadzeniem ataku, a goście utrzymywali przewagę (13:16, 16:19, 17:21). Gonzalo Quiroga asem serwisowym dał przyjezdnym piłkę setową (17:24), a niezwykle skuteczny w tej partii Karol Butryn ustalił jej wynik na 19:25.
W drugim secie role się odwróciły. Siatkarze Jastrzębskiego Węgla szybko przejęli inicjatywę i w środkowej części zaczęli budować przewagę (10:7, 15:9 – po asie serwisowym Salvadora Hidalgo Olivy). Katowiczanie próbowali jeszcze nawiązać walkę, wygrali trzy piłki z rzędu (17:14), jednak w końcówce skutecznie w ofensywie prezentował się Oliva, a seta zakończył atak Jasona De Rocco (25:20). (…)
sportowefakty.wp.pl – Jastrzębski Węgiel – GKS: derby Śląska dla jastrzębian
(…) W trzeciej partii na rozegranie w szeregach GKS-u wrócił Maciej Fijałek. Nie miał on jednak łatwego zadania, w związku z słabym przyjęciem gości. Natomiast jastrzębianie utrzymywali poziom gry z poprzedniego seta. Rozgrywający Lukas Kampa mógł spokojnie rozrzucać piłki do Muzaja czy Hidalgo Olivy, bo obaj mieli wysoką skuteczność w ataku. Ostatecznie Jastrzębski Węgiel triumfował w tej części meczu 25:19. Jastrzębski świetnie wszedł w czwartego seta i szybko objął prowadzenie 3:0. Na wydarzenia na boisku szybko musiał zareagować Gruszka, który widział, że gra GKS-u nie układa się i przy stanie 8:4 poprosił o czas. Na niewiele się to zdało. Swoje show w tej partii odgrywał Oliva, który imponował skutecznością w ataku i polu zagrywki. Katowiczanie znaleźli się za to na deskach. Popełniali proste błędy, nie radzili sobie w przyjęciu. W efekcie czwarty set okazał się tylko formalnością. Trener Mark Lebedew dał nawet szansę pograć zmiennikom. Jastrzębianie wygrali 25:22 i całe spotkanie 3:1. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Jastrzębianie zwyciężają po czterech setach
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla w meczu dwunastej kolejki zmierzyli się na własnym terenie z ekipą GKS-u Katowice. W pierwszym secie dosyć wyraźnie, po dobrej grze, skuteczniejsi okazali się katowiczanie. W kolejnej partii do gry powrócili gospodarze i ostatecznie to oni zakończyli ten pojedynek na swoją korzyść. (…) Trzeciego seta rozpoczęła wymiana punktów między zespołami. Ponownie drużyny od początku nawiązały między sobą walkę punkt za punkt, dostarczając kibicom emocjonujących akcji. Atak Grzegorza Kosoka wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (8:6), a błąd po stronie katowiczan powiększył je do trzech „oczek” (9:6). Katowiczanie nie składali jednak broni, utrzymując kontakt z rywalami. As serwisowy Emanuela Kohuta doprowadził do remisu (10:10) i w hali w Jastrzębiu-Zdroju nadal trwała zacięta walka. Minimalny komfort bezpieczeństwa spoczywał jednak po stronie gospodarzy. Podopieczni trenera Marka Lebedewa nie wypuszczali z rąk swojej przewagi, a powiększenie jej do czterech punktów zmusiło do reakcji trenera Piotra Gruszkę (19:15). Katowiczanie próbowali odrabiać straty, jednak ostatecznie jastrzębianie nie stracili inicjatywy w tym secie, obejmując prowadzenie w całym meczu (25:19). (…)
jastrzebskiwegiel.pl – Wygrywamy siatkarskie Derby Śląska za trzy punkty!
(…) Czwartego seta nasza drużyna zaczęła w imponującym stylu (3:0). Katowicki zespół szybko się jednak otrząsnął (3:3). Później jednak sprawy w swoje ręce wziął Oliva, który albo punktował serwisem, albo odpalał takie „rakiety”, że piłka wracała na naszą stronę. W jednym ustawieniu Pomarańczowi zdobyli siedem punktów! (11:4). Kiedy rywale przerwali naszą serię, publiczność w podzięce zaczęła skandować na cześć autora „show”: „Oliva, Oliva, Oliva”. Trener Piotr Gruszka sięgnął w tym secie po zmiany, ale Jastrzębski Węgiel był już wówczas mocno rozpędzony. Dystans punktowy na korzyść naszej drużyny został wprawdzie nieco uszczuplony (16:13), ale nasza drużyna na szczęście zachowała „zimną krew”. Osobne brawa należą się świetnie dysponowanemu w obronie Jakubowi Popiwczakowi, który podbijał wiele piłek, dając kolegom z zespołu okazję do kontry. W najważniejszym momencie seta rozgrywający GKS-u Marcin Komenda dotknął siatki, a to oznaczało pierwsze meczbole dla JW (24:21). Raz gości wyszli z opresji, ale wobec ataku De Rocco byli bezradni. (…)
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze