Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Szopienicach
Katowiczanie zagrali połowę meczu na dobrym i bardzo dobrym poziomie, niestety to stanowczo za mało, aby myśleć o jakichś punktach z tak dobrym przeciwnikiem jakim jest obecnie ONICO Warszawa.
katowickisport.pl – Rozpędzona stolica za mocna dla katowiczan
Stephane Antiga po raz kolejny udowadnia, że jest klasowym fachowcem – z ONICO Warszawa kroczy od wygranej do wygranej. Siatkarze ze stolicy kontynuują zwycięską passę i na parkiecie w hali Katowicach-Szopienicach zanotowali 9. wygraną z rzędu, pokonując GKS 3:1. Wynik zapewne mógłby być odwrotny, ale gospodarze popełnili 19 błędów w polu serwisowym, zaś w sumie 39 błędów własnych. W tej sytuacji trudno było marzyć o zdobyciu punktów, a sytuacja w tabeli ekipy Piotra Gruszki nie jest komfortowa. Zespół ze stolicy, pod kierunkiem niedocenianego przez działaczy PZPS Stephane’a Antigi, w tegorocznych rozgrywkach nieoczekiwanie stał się trzecią siłą rozgrywek. Zanotował już 12 zwycięstw, w tym 8 pod rząd i na Śląsk przybył z mocnym postanowieniem kontynuowania serii. Ale zaczęło się pomyślnie dla GKS-u. Na parkiecie szalał atakujący Karol Butryn, który skończył 7 ataków i „poczęstował” gości asem serwisowym. Pozostali koledzy dzielnie mu sekundowali i końcówka 1. seta była ich popisem. Woda na młyn – Wysoka wygrana wcale nie oznaczała jednak, że kolejne odsłony będą miały podobny przebieg. I tak też było, bo siatkarze ze stolicy wyciągnęli wnioski i od początku drugiej odsłony byli uważni. Zdecydowanie mniej popełniali błędów w polu serwisowym, przeciwnie gospodarze. Goście objęli prowadzenie i ani na chwilę go nie oddali. Podopieczni trenera Gruszki potrafili się zbliżyć na odległość dwóch punktów, ale to było wszystko, na co było ich stać. Ciekawi byliśmy, czy 10-minutowa przerwa wpłynie mobilizująco na miejscowy zespół. Owszem, rozpoczął obiecująco, ale trzy szkolne błędy w polu zagrywki i uderzenie piłki w antenkę sprawiło, że goście objęli prowadzenie 15:11. To była woda na młyn dla ligowych „wyjadaczy” ze stolicy. Swoich akcji nie marnowali i czekali na błędy rywali, a ci robili ich sporo. Po przegranej w tej partii w katowickim zespole zrobiło się gorąco. Przeplatali dobre ze złym – W krótkiej przerwie trener Gruszka jeszcze raz przekonywał zawodników do gry „na pełny gwizdek”. I tak też było, ale świetne akcje były po raz kolejny przeplatane prostymi błędami. Prowadzenie ciągle się zmieniało, zaś wynik oscylował wokół remisu. Gospodarze wyszli na prowadzenie 23:22, a po chwili Dominik Witczak zepsuł zagrywkę. Bartosz Kwolek śmiało zaatakował z prawego skrzydła, a chwilę potem przyjezdni popisali się skutecznym blokiem. – Chcieliśmy postraszyć rywali zagrywką i to nam się udało w pierwszym secie, ale potem było już gorzej. Cieszy mnie determinacja, niezła postawa w ataku, ale trafiliśmy na klasowego rywala. Znamy sytuację w tabeli, ale nadal walczymy o jak najlepsze miejsce – podsumował trener GKS-u, Piotr Gruszka. (…)
siatka.org – PL: ONICO na fali, warszawianie z trzema punktami
(…) Rywalizację w Katowicach rozpoczęła wymiana sił w ataku. Już w pierwszej akcji Marcin Komenda uruchomił grę przez środek, przyjezdni odpowiedzieli atakiem Włodarczyka. Pewnym punktem GKS-u był również Karol Butryn, po kontrataku zwieńczonym jego zagraniem katowiczanie prowadzili 3:1. Obok dobrej dyspozycji w ataku podopieczni Piotra Gruszki wykazali się czujnością w bloku (Quiroga) i to miejscowi dyktowali warunki gry. Warszawianie nie ustrzegli się błędów własnych i po zerwanym ataku Vernona-Evansa Stephane Antiga zdecydował się przerwać grę (7:3). Na niewiele się to zdało i po chwili dystans wzrósł do pięciu oczek. W tej części spotkania katowiczanie nie przypominali zespołu, który przegrał w Bydgoszczy. Gospodarze byli aktywnie w obronie, wyprowadzając kontrataki, również wywieranie presji na rywalach zagrywką przyniosło oczekiwane rezultaty. Zryw gości przyszedł w ustawieniu z Kwolkiem w polu serwisowym (10:7), jednak przerwa, o którą poprosił Piotr Gruszka wybiła z rytmu skrzydłowego Onico Warszawy. Grając konsekwentnie w ataku kolejne punkty na konto swojego zespołu zapisywał Gonzalo Quiroga, kiedy po raz kolejny od bloku rywali odbił się Vernon-Evans dystans wzrósł ponownie do czterech oczek (16:12). W końcówce seta ręki w ataku nie wstrzymywał Karol Butryn, atakujący GKS-u dobrze radził sobie z blokiem rywali, notując kolejne punktowe serwisy (20:15). Gra punkt za punkt w kluczowej części seta sprzyjała gospodarzom, siatkarze ze Śląska lepiej reagowali w kontrach i przy stanie 24:17 mieli pierwszą piłkę setową. As serwisowy Emanuela Kohuta odebrał złudzenia rywalom (25:17). (…)
siatka.org – Marcin Komenda: Musimy wziąć się w garść i przełamać naszą niemoc
Dobrze zaczęliście spotkanie z ONICO Warszawa, bo od pewnej wygranej w pierwszym secie. Potem coś się jednak zacięło, a trener Gruszka wspominał o pewnym strachu przed zwycięstwem. Marcin Komenda: – Ciężko mi tak od razu zdiagnozować problem, który wystąpił w tym spotkaniu, bo naprawdę pierwszego seta zagraliśmy fenomenalnie. Podobnie było w Warszawie, kiedy w pierwszej rundzie też tę premierową odsłonę wygraliśmy wyraźnie. Potem wszystko się posypało i gdybyśmy wiedzieli, w czym leży problem, to pewnie byśmy go szybciej wykluczyli. Po raz kolejny nam się to nie udało, a to spotkanie było podobne do starcia z Cuprum Lubin, które przegraliśmy w podobny sposób. Nie można nam odmówić walki, bo walczyliśmy i oddaliśmy w tym meczu kawał serca, ale to nie wystarczyło. Należy także oddać warszawianom, że są bardzo dobrym zespołem, który narzucił wysoki poziom gry, a my byliśmy trochę słabsi i przegraliśmy.
Momentami naprawdę prowadziliście jednak bardzo wyrównaną walkę z ONICO Warszawa, zwłaszcza końcówka czwartego seta była zacięta. Wasza porażka w chociażby tej odsłonie nie wynika trochę z tego, że macie teraz trudny okres i jednak bardzo zły bilans zwycięstw? – Być może tak. Ciężko mi powiedzieć. Przegraliśmy te kilka spotkań i ostatnio nie wiedzie nam się dobrze, a powiedziałbym, że wiedzie nam się bardzo źle. Musimy po prostu wziąć się w garść, zacisnąć zęby i sami przełamać naszą niemoc. Myślę, że jeśli nam się to uda, to wszystko ruszy.
Co w takim razie stało się w Bydgoszczy? Bo wydawało się, że będziecie w stanie wyciągnąć wnioski z przegranego spotkania z Łuczniczką w pierwszej rundzie, a jednak wynik był prawie taki sam. – Dokładnie, jednak w Bydgoszczy zagraliśmy bardzo slaby mecz. Wydaje mi się, że to starcie z ONICO Warszawa było jednak trochę lepsze w naszym wykonaniu. To, co rzuciło się w oczy, to liczba błędów w zagrywce, co przy takim rywalu jest bolesne, bo ciężko to potem nadrobić innymi elementami gry. W Bydgoszczy natomiast mecz nam kompletnie nie wyszedł, zagraliśmy bardzo słabo, choć trzeba przyznać, że Łuczniczka jak na siebie zagrała dobre spotkanie i wygrała zasłużenie. Wcześniej udało nam się zwyciężyć w starciu z Cerrad Czarnymi Radom, a teraz znów zanotowaliśmy dwie porażki.
Teraz czeka was pojedynek z Treflem Gdańsk, z którym wygraliście w pierwszej części sezonu zasadniczego. Może więc historia się powtórzy? – Miejmy nadzieję, że zespół z Gdańska znów nam „siądzie” i uda nam się z nim zagrać dobry mecz. Myślę, że na pewno tutaj – w naszej hali, o wiele lepiej się czujemy niż w meczach wyjazdowych. Jeśli gramy na własnym terenie, czujemy się bardziej pewni siebie, co przekłada się przede wszystkim na naszą grę, więc przed spotkaniem z Treflem Gdańsk jestem dobrej myśli.
sportowefakty.wp.pl – GKS – ONICO: imponująca seria podopiecznych Antigi trwa – warszawianie odnieśli dziesiąte zwycięstwo z rzędu
(…) Warszawianie postanowili odkupić swoje winy i rozpoczęli partię od serii świetnych zagrywek Wojciecha Włodarczyka. Dobry serwis utrzymywali przez całego seta. Jednak przewaga, jaką wypracowali goście tuż po pierwszym gwizdku, została równie szybko roztrwoniona, co zdobyta. Butryn pokierował zespołem GKS-u tak, że na tablicy świetlnej błyskawicznie zobaczyliśmy remis (12:12). W środkowej fazie seta zespoły rywalizowały punkt za punkt. Dopiero gdy Antoine Brizard częściej zaczął posyłać piłki na środek, gracze ONICO wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Udało im się je utrzymać aż do końca 2. części rywalizacji (21:25). Po dwóch nierównych odsłonach przyszła trzecia, w której od początku rywalizacja była zacięta. Na ataki Butryna odpowiadał Sharone Vernon-Evans, na uderzenia Jana Nowakowskiego Kohut. Z czasem ONICO zaczęło przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Podczas gdy warszawianie spokojnie rozgrywali kolejne akcje, katowiczanie popadali w frustracje, bo popełniali coraz więcej błędów własnych (11:15). Sygnał do walki dał jeszcze atakujący z Katowic, który przy gorszym wyniku zdobył asa. To było jednak zbyt mało, by wybudzić zespół z marazmu. Nie pomogła też podwójna zmiana (Witczak za Butryna, Fijałek za Komende), na którą zdecydował się Piotr Gruszka (21:25). (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Niepowstrzymani warszawianie ze zwycięstwem za trzy punkty
Siatkarze ONICO Warszawa kontynuują serię zwycięstw. W meczu osiemnastej kolejki PlusLigi po czterech setach pokonali na wyjeździe ekipę GKS-u Katowice. Pierwsza partia dosyć wyraźnie padła łupem gospodarzy. W dwóch kolejnych odsłonach skuteczniejsi okazali się już warszawianie, zaś w trzeciej odsłonie odwrócili wynik seta, zwyciężając w całym meczu. (…) Czwarta odsłona ponownie rozpoczęła się wymianą uderzeń miedzy zespołami (1:1). As serwisowy Tomasza Kalembki wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (3:1). Zespół ONICO Warszawa momentalnie wyrównał wynik (4:4). Atak Bartosza Kwolka dał jego drużynie dwupunktową przewagę (6:4), ale katowiczanie nie tracili kontaktu z rywalami, szybko niwelując stracone „oczka” (6:6). Dosyć szybo odwrócili wynik, obejmując trzypunktową przewagę (10:7). Taką różnicę utrzymywali w kolejnych akcjach, ale podopieczni trenera Stephane’a Antigi nie składali broni, walcząc o odrobienie strat. Złapali kontakt z przeciwnikiem (14:15), a w dalszej kolejności atak Jana Nowakowskiego ze środka siatki doprowadził do remisu (16:16). Między zespołami nawiązała się wyrównana walca w końcówce. Atak Sebastiana Wardy wyprowadził Warszawian na prowadzenie (19:18), lecz w kolejnej akcji środkowy popełnił błąd w tym elemencie (19:19). Atak Bartosza Kwolka dał warszawianom pierwszą piłkę meczową, którą wykorzystali (25:23). (…)
onicowarszawa.pl – ONICO po raz dziesiąty! Trzy punkty jadą do Warszawy!
(…) Po udanym maratonie meczowym na Torwarze stołeczni siatkarze stanęli przed kolejnym zadaniem – ich rywalem była ekipa GKS-u Katowice, z którą w pierwszym meczu wygrali 3:1. Spotkanie w Szopienicach ONICO Warszawa rozpoczęło z jedną zmianą w wyjściowej szóstce – w miejscu Gjorgiewa zobaczyliśmy Vernona-Evansa. Cel był prosty: kolejne trzy punkty i podtrzymanie długiej passy zwycięstw. Od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze, którzy przede wszystkim silną zagrywką i atakami Butryna zademonstrowali swoją siłę. W drużynie stołecznych mylił się z kolei Vernon-Evans, co już na starcie dało ekipie Piotra Gruszki prowadzenie 8:3. Pięciopunktowa przewaga utrzymywała się do momentu, kiedy na zagrywce pojawił się Bartosz Kwolek, dzięki któremu dość szybko udało się zniwelować dwa “oczka”. Do stanu 16:13 gra toczył się punkt za punkt – nie pomagały mocne do tej pory strony naszego zespołu, czyli blok i zagrywka. Później skutecznie powstrzymywany był nasz kanadyjski atakujący, a piekielnie mocny serwis Butryna pozwolił GKS-owi ponownie odskoczyć na pięć punktów. Przewagi tej gospodarze już nie oddali, a nawet ją powiększyli, wygrywając pierwszego seta do 17. (…) Kolejny set zaczął się od prowadzenia gości, którzy dwukrotnie wykorzystali błędy w przyjęciu Bartka Kwolka. Straty udało się odrobić bardzo szybko, szczególnie dzięki błędom dobrze grającego do tej pory Butryna. Stołecznym ciągle brakowało bardzo dużo do perfekcji w przyjęciu, co niestety odbiło się na wyniku. Trener Antiga zdecydował się wprowadzić na boisko “Samika”, ale zmiana ta nie przyniosła oczekiwanych efektów – w połowie partii górą byli gospodarze, prowadząc 15:13. Od tego momentu znacznie lepiej zaczął działać warszawski blok, co zapowiadało niesamowite emocje w końcówce. Przy stanie 23:23 na zagrywce pojawił się Brizard i to jego dwie zagrywki zadecydowały o losach całego spotkania. Francuz otrzymał także nagrodę MVP. (…)
onicowarszawa.pl – Włodarczyk: Nikt nie mówił, że będzie łatwo
(…) – Faktycznie, pojawiło się troszkę błędów, ale było to spowodowane tym, że katowiczanie są mocni, szczególnie na tej – specyficznej – hali. Jest to jedna z niewielu drużyn, w której większość zawodników gra agresywną zagrywkę z wyskoku. W większości meczów ligowych spotykamy się z bardziej zbilansowanymi drużynami. W innych spotkaniach mamy do czynienia z zagrywką rotacyjną, szybującą, a tutaj wszyscy sprawiali nam mocny łomot. W pierwszym secie nie zepsuli wielu piłek i to im dało fajny rezultat. Potem przestało im to wychodzić tak dobrze, my zaczęliśmy grać lepiej i w rezultacie dało nam to zwycięstwo – podsumował spotkanie Włodarczyk. (…) Spotkanie z GKS-em Katowice podsumował także trener ONICO, Stephane Antiga. – Zdobyliśmy trzy ważne punkty. Dobrze czujemy się przed Pucharem Polski, mamy świetną serie zwycięstw. 11 to mój ulubiony numer, więc… idziemy dalej! Cieszę się, że wygraliśmy w Katowicach. Mamy za sobą tydzień ciężkich treningów. Teraz treningi będą już lżejsze i myślę, że na mecz ze Skrą będziemy w dobrej formie. – To był ciężki mecz, GKS atakował z bardzo wysoką skutecznością. Nie graliśmy świetnie, ale wywalczyliśmy trzy ważne punkty – powiedział po meczu w Katowicach trener Stephane Antiga.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze