Piłka nożna
Banda tragikomików – odsłona trzecia
Po porażkach z Miedzią Legnica i zwłaszcza pucharowej klęsce z Chrobrym Głogów nie przyjmowaliśmy zupełnie innego rozwiązania jak trzy punkty w meczu z liderem z Niecieczy. Katowiczanie srodze zawiedli nasze pucharowe nadzieje, więc – mimo że racjonalnych przesłanek ku temu nie mieliśmy – wierzyliśmy w siłę tej pierwszej ligi, która jest nieobliczalna i „każdy może wygrać z każdym”. GKS nie ma na tyle słabego składu, żeby nie móc rywalizować z ekipami walczącymi nawet o ekstraklasę, co zostało pokazane choćby w poprzednim sezonie w potyczkach z GKS Bełchatów czy Górnikiem Łęczna. Nawet mimo zmian kadrowych mogliśmy liczyć na wygraną.
Zgodnie z oczekiwaniami katowiczanie zagrali ponownie czwórką obrońców, którą utworzyli Alan Czerwiński, Mateusz Kamiński, Kamil Cholerzyński i Rafał Pietrzak. Na skrzydłach pomocy zagrali Krzysztof Wołkowicz i Piotr Ceglarz, w środku Sławomir Duda, Grzegorz Goncerz i Przemysław Pitry, najbardziej wysuniętym zawodnikiem był Rafał Kujawa. Na bramce oczywiście Antonin Bucek.
Od początku meczu Kujawa był bardzo aktywny. To on oddał pierwszy strzał na bramkę w 2. minucie, a po kolejnych kilku popisał się świetną przewrotką, ale obok słupka. Co się odwlecze, to nie uciecze, bardzo dobra akcja na prawej stronie – najpierw Czerwiński wypuścił Ceglarza, ten wycofał na 10. metr do nadbiegającego Goncerza, który płaskim strzałem pokonał Sebastiana Nowaka. Radość katowiczan trwała bardzo krótko, bo już cztery minuty później mieliśmy wyrównanie. Po rzucie rożnym rywala w polu karnym pchnął Duda i sędzia podyktował rzut karny. Bezbłędnym egzekutorem jedenastki okazał się kapitan gości Jakub Biskup. Później gra się uspokoiła i w pierwszej połowie była w miarę wyrównała. Obie strony nie stwarzały sobie jakichś bardzo klarownych sytuacji. Po raz kolejny głupie zagranie ręką mogło dać rywalom gola – tym razem przewinił Pietrzak, a po strzale przeciwnika z wolnego Bucek wybił piłkę na róg. Chwilę później bardzo ciekawie rzut wolny wykonali katowiczanie – Duda wycofał na 18.metr do Pitrego, ale ten uderzył za lekko i to wprost w ręce bramkarza. W wielu momentach Nieciecza musiała się ratować faulami i przez to rywale zarobili cztery żółte kartki. Jedna z nich była za symulowanie faulu na środku boiska, kiedy to z impetem atakował Mateusz Kamiński, ale w rywala nie trafił.
Po przerwie obraz gry niestety mocno się zmienił i o ile przed przerwą był sprawiedliwy remis, to po zmianie stron zdecydowanie lepiej piłkarsko prezentowali się goście. Już na samym początku rozklepali oni naszą obronę i po dośrodkowaniu Emil Drozdowicz trafił w poprzeczkę. Kilka minut później cała (dosłownie cała) nasza linia obronna została objechana przez jednego (!) zawodnika z piłką, który na koniec oddał strzał – na szczęście obok słupka. GKS atakował rzadko, ale raz wydawało się, że Goncerz był faulowany w polu karnym, jednak sędzia nie zdecydował się wskazać na wapno. Widać było, że z każdą minutą nasi zawodnicy słabną i brakuje im przysłowiowej pary, aby ataki były zdecydowane, a podania precyzyjne. Niecieczanie natomiast prowadzili grę i całkiem nieźle technicznie pogrywali sobie na naszej połowie. Kibice GKS w pewnym momencie głośniejszym dopingiem wsparli zawodników i na chwilę to przyniosło efekt, zwłaszcza gdy Pitry efektownie powalczył przy linii końcowej i zdołał jeszcze dośrodkować. Niestety chwilę później goście wyszli na prowadzenie. Dośrodkowanie z prawej strony i strzał z bliska głową w poprzeczkę – piłka odbiła się od obramowania bramki i spadła pod nogi Krzysztofa Kaczmarczyka, który z dwóch metrów wpakował futbolówkę do pustej bramki. Katowiczanie powoli przestawali mieć argumenty na cokolwiek w tym meczu. Na domiar złego katastrofalne zachowanie Cholerzyńskiego i Czerwińskiego w jednej z sytuacji spowodowało, że rywal wyszedł sam na sam z Buckiem. Na szczęście znów strzał minimalnie minął bramkę. W końcówce trener wprowadził Aleksandra Januszkiewicza i Michała Nawrota i widać było, jak ten pierwszy rozruszał nieco grę zespołu. Sam jedną indywidualną akcją omal nie strzelił bramki, bramkarz wybił piłkę na rzut rożny. W końcówce przy jednym z kornerów w pole karne poszedł nawet Bucek, ale bez efektu.
GKS Katowice po raz piąty w historii grał u siebie z Niecieczą i po raz piąty nie wygrał. Z tym rywalem odnieśliśmy u siebie zaledwie dwa remisy i trzy porażki.
Nie ma znaczenia, że GKS dziś zagrał z „nieco większą” niż zwykle ambicją. Za tą bandą tragikomików ciągnie się cała runda wiosenna, a także poprzednie mecze, jak odpadnięcie z Pucharu Polski, kiedy to „rywalowi chciało się bardziej”. Niestety coraz bardziej widzimy też winę w sztabie trenerskim, który nie umie poukładać zespołu ani taktycznie, ani motywacyjne, ani fizycznie. Do tego materiał ludzki w drużynie jest najwyraźniej bardzo kiepski i nawet jeśli zagrali dzisiaj „nieco bardziej” ambitnie, to gryzienia trawy nie było.
Nic dziwnego, że kibice po meczu dali swój wyraz niezadowoleniu. Ile możemy słuchać, że będzie lepiej, że postaramy się w następnym tygodniu. GKS w tym roku kalendarzowym na rozegranych 20 spotkań wygrał tylko 3. Trzy! Tyle samo razy przegrał w ciągu ostatniego pieprzonego tygodnia! Przegrał w Legnicy, przegrał z Chrobrym i przegrał dzisiaj!
Niech to wystarczy za komentarz do wyczynów tych wypełniaczy koszulek…
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Rozum
17 sierpnia 2014 at 23:16
Ta drużyna nie ma jaj wybiegajac na 2 polowe tylko Bucek zapiedalal spirntem Gdy wiesniaki w kołku stały i okrzyki bojowe zapodwaly
Brak ducha drużyny brak jaj sportowej nienawiści do przeciwnika panienki z galerii
Proponuje by na sektorach kopacze mieli obowiązek przychodzenia w barwach klubowych a nie lansowac sie w sweterkach w kwiatki czy inne gowna bez herbu bo na to muszą dopiero zasłużyć może to im pomoże zobaczyć czym jest drużyna
To nie rewia mody Tu trzeba zapierdalac
macnow
17 sierpnia 2014 at 23:21
shellu.Wam sie chyba w glowkach popierdzielilo! Rozumiem twoja frustracje,ale te obrazliwe teksty typu-wypelniacze koszulek albo banda tragikomikow to sobie mozesz wypisywac u wujka facebooka jak ci pozwoli? Widac ze z pilka to ty za duzo nie miales do czynienia. Kto takich beretow zatrudnia? porazka i wstyd. Jakby dzisiaj wygrali to bys sie podniecal i do dupy wchodzil a tak lepiej byc banda tragikomikow niz beretem. Pozdrowienia dla normalnych GieKSiarzy
Shellu
17 sierpnia 2014 at 23:42
Macnow, którym piłkarzem lub rodziną piłkarza jesteś?
do macnow
17 sierpnia 2014 at 23:44
Jebnij sie gosciu w leb z tym komentarzem… napisal cala prawde, chyba ze ktorys z tych nieudacznikow to twoja rodzina..
macnow
17 sierpnia 2014 at 23:57
jestem pilkarzem ktory zostawil zdrowie na boisku na bukowej przez 8 lat. ale ty mozesz o tym tyle co ja o spiewaniu w operze. shellu przynajmniej szacun ze nie usunales wpisu.
Shellu
18 sierpnia 2014 at 00:01
No to powiedz dokładnie, kim jesteś, nie bądźmy anonimowi.
macnow
18 sierpnia 2014 at 00:03
a ty gosciu co radzisz mi zebym se jebnal w leb to najpierw jak chcesz cos napisac to sie przedstaw. A ja juz wiem. Boisz sie ujawnic bo napewno jestes smierdzielem
macnow
18 sierpnia 2014 at 00:11
chetnie bym ci powiedzial ale po pierwsze na razie nie nadajemy na tych samych falach a po drugie nie chcialbym uslyszec ze np. w tamtych czasach tez bylem wypelniaczem koszulek
Shellu
18 sierpnia 2014 at 00:20
Nie wiem kim jesteś i w jakich czasach grałeś, ale możliwe że byłeś słabym piłkarzem, mogłeś też być bardzo dobrym albo nawet GieKSiarzem z krwi i kości. Tego nie ocenię nie wiedząc. Natomiast obecnie większość graczy to „wypełniacze koszulek”. Nie wszyscy, bo są jednostki, takie jak np. Grzesiu Goncerz, którzy gryzą trawę.
macnow
18 sierpnia 2014 at 00:37
grzesiu goncerz trawe gryzie masz racje ale w naszej GieKSie potrzeba zawodnikow ktorzy gryza trawe a poza tym potrafia jeszcze grac w pilke jak np. w niecieczy Kaczmarczyk,Drozdowicz albo nr 9
Rozum
18 sierpnia 2014 at 00:39
A My jesteśmy kibicami którzy zostawiają zdrowie na trybunach ja swoje od ponad 20 lat
Moja 10letnia córka ktora jeździła ze mną na mecze mówi mi tak po co jedziesz i tak przegraja .
Syn 2 letni jeszcze wyników nie kuma ale za chwile zapyta jaki wynik i co mam mówić
Po porażce na Legnicy nie bylo powtórki zjeby a oklaski
Ale PP i dzis to kumulacja
Brak jaj by ostro walczyć
Rozum
18 sierpnia 2014 at 00:44
Macnow twoja wypowiedz sugeruje ze dobór naszej kadry jest błędny przez co tez nasze kibicowskie pretensje tez sa słuszne
macnow
18 sierpnia 2014 at 01:15
Rozum. Nie porownuj twojego zostawionego zdrowia z pilkarzami ktorzy podczas meczu traca od 2 do 4 kg wagi. A prawdziwy kibic jest z druzyna na dobre i na zle patrz HSV,MU albo Betis. Pretensje nie do pilkarzy tylko do… Jakby zawodnik mial 2000 zl miesiecznie a reszte konkretna za wygrany mecz to by gryzl trawe. A jak ma konkret na miesiac a za mecze jak sie uda wygrac to sie dorobi. Dlatego tak to wyglada. pozdrawiam
macnow
18 sierpnia 2014 at 01:18
Rozum. Z doborem kadry masz sluszna racje. pozdro
Rozum
18 sierpnia 2014 at 01:57
Nie moje zdrowie a Nasze Kibiców wracam do postów niżej trzeba być drużyna tak jak pisałem Ty jesteś piłkarzem i poslugujesz sie liczba pojedyncza Gdzie drużyna Wy My Klub
A czy na dobre i na złe
Nie wiem ile kg kibic traci na wyjeździe ale nikt mu za to nie płaci anie nie zwraca kosztów podróży dość czesto chlopaki biorą wolne zgrzytanie w domu ze znowu wyjazd tylko po to by być tam gdzie GieKSa
Więc chyba mało trafiona odp
To nie my ustalamy stawki i premie ale chcemy walki prawdziwej walki od 1 do 90
Pzdr
wyszo
18 sierpnia 2014 at 07:56
macnow, przesadzasz piszac to … faktycznie 2-4 kg tracic MOŻE pilkarz w czasie meczu ale to zalezy nie tylko od poziomu ligi ale tez warunkow atmosf. i przedewszystkim sił włozonych w dany mecz. W naszej rodzimej piłce ?? Nie rozsmieszaj mnie – fajnie byloby zobaczyc statystyki przebiegnietych km i porownac z np 1 liga angielska… Naszym zawodnikom absolutnie nie zarzucam braku walki (bo uwazam ze walcza ale niestety jak pizdy), nie ma pressingu, walke bark w bark wygrywa jedynie Pitry i moze Kujawa, reszta sie odbija od rywala. Mecz z Nieciecza to pokazał – rywal po stracie pilki od razu rusza do pressingu a my nie mamy do kogo podac, i o to chodzi wlasnie. Mowisz o kibicach – ale nie bierzesz pod uwage ze kibice HSV Betisu czy MU ogladaja nieco inny poziom pilkarski od naszego – mimo porazek czy nieudanych sezonow pilkarze nie odpuszczaja u nas to sie niestety zdarza, a tłumaczenie tego zarobkami ?? Kazdy z nich wybral pilke jak swoj zawod wiec placac za mecz MAM PRAWO OCZEKIWAC ZE PRZYCHODZAC NA BUKOWA ZOBACZE PROFESJONALISTOW KTORZY PO PROSTU DOBRZE WYKONUJA SWOJA ROBOTE (patrz Bartek Sobotka i jego imprezowanie dzien przed meczem – to jest profesjonalizm???)!!! Jak kazdy z kilku tysiecy kibicow na meczu GieKSy ktorzy pracuja i swoja niekiedy ciezko zarobiona kase wydaja na wyjazdy i mecze i tam zawsze wspieraja WAS pilkarzy oprawa i dopingiem i zawsze robia to PROFESJONALNIE choc nikt za to im nie placi. A ze kibic traci cierpliwosc ? Grałes rzekomo w GieKSie 8 lat nie rozumiesz co to znaczy nosic herb GKS-u na piersi ??? To jest (dla niektorych niestety była) FIRMA, ale dzieki takim jak teraz pilkarzom niestety to sie zmienia ….
Mariusz
18 sierpnia 2014 at 10:25
Witajcie wszyscy wkur….eni wczorajszym meczem ci anonimowi i ci mniej. Wszyscy chcemy dla Gieksy dobrze ale mamy chyba inne stopnie wytrzymalosci i inne punkty siedzenie na stadionie. Prawda jest chyba po srodku i wszyscy ja widza. Pilkarze sa przecientni ale na takich nas tylko stac. System wynagrodzen jest do niczego ale nikt lepszego nie zaakceptuje i nie podpisze kontraktu. co do samego systemu szkolenia to sami dalismy szanse Kazikowi wiec czekajmy, czekajmy no i jeszcze raz czekajmy bo nikt od razu Krakowa nie zbudował a zmiana trenera w trakcie sezonu ma tyle samo przeciwnikow co zwolennikow. fajnie ze ktos z pilkarzy czyta nasze komentarze wiec dociera do Was ze my nawet jak przegracie ale zostwicie na boisku ducha walki to Wam jeszcze podziekujemy ale za takie jak my widzimy wasze podejscie do gry to dziekujemy i zapraszamy innych niech jak wy sie nadal ucza ale potrafia pokazac ducha walki bo tego na Bukowej zawsze oczekujemy. a jak nie to se grajcie sami dla siebie i bez nas tylko wtegy juz nie za kase klubu czyli za kase nas wszystkich i nie z naszymi barwami
Igor
18 sierpnia 2014 at 10:52
Macnow, chyba to właśnie tobie się w główce popierdzieliło. Nie pozdrawiaj normalnych gieksiarzy, bo ci właśnie mają dość tego marazmu. Chodzę na Gieksę od 1984 roku (obecnie chodzę z dwójką dzieci). Jeśli uważasz za „normalny” stan, gdzie piłkarz nie potrafi biec z piłką, podać, przyjąć, strzelić, to świadczy to o tym, jakim sam byłeś kopaczem. I to nie jest tak, że na takich piłkarzy nas stać i jest ok. Oglądałem uważnie wszystkie mecze w tym sezonie i nie wiem jak to jest, że piłkarze z Głogowa, Niecieczy, Legnicy są w każdym elemencie od nas lepsi, grając piłkarzami na porównywalnym poziomie. Tylko, że tamci biegają szybciej, celniej podają, częściej grają z pierwszej piłki, nie boją się strzelać. Chyba mogę wymagać od zawodowców, aby nauczyli się w końcu podstawowego rzemiosła piłkarskiego? Na razie widzę bandę wyżelowanych leni.
B1 czeka
18 sierpnia 2014 at 12:25
A co na to prezes ? milczy !
Tlaloc
18 sierpnia 2014 at 12:29
„Niestety coraz bardziej widzimy też winę w sztabie trenerskim, który nie umie poukładać zespołu ani taktycznie, ani motywacyjnie, ani fizycznie.”
Otóż to, Moskal miał swoje 5 minut rok temu, kiedy udało mu się jakoś pozbierać tą drużynę po serii wpierdoli, ale ostatecznie jednak przepierdoliliśmy rundę wiosenną a teraz robimy to samo w trwającej właśnie rundzie jesiennej. Nie można ciągle wszystkiego zwalać tylko i wyłącznie na lenistwo piłkarzy, od tego bowiem jest trener żeby grajków zmotywować do zapieprzania na boisku. A Kazik tego ewidentnie NIE POTRAFI. Zresztą wystarczyło się przyjrzeć obu trenerom podczas szpilu z Niecieczą. Trener Mandrysz ciągle żył meczem, pokrzykiwał na zawodników, cały czas był w ruchu przy linii bocznej. W tym czasie Kazio stał sobie spokojnie z rękami w kieszeniach i wyglądał naprawdę jak ostatnia sierota Moim zdaniem czas Moskala w GIEKSIE powoli dobiega końca.
Lustracja
18 sierpnia 2014 at 12:44
Jeszcze tego brakowało, żeby trener MK Katowice mówił kibicom GieKSy co im wolno a czego nie.
Jasny Pieron
18 sierpnia 2014 at 13:05
siema, rozumiem poirytowanie wszystkich kibiców, ale to jest początek sezonu, choć po tych 4 spotkaniach mało obiecujący. Nie widziałem na żywo wszystkich meczów jedynie z Widzewem, który choć zwycięski to grą nie zachwycał (widzew zrobił lepsze wrażenie).
Wstyd za PP gdzie można było wygrać. Horror w Legnicy. Niewypał z Niecieczą – choć tu Termalica była faworytem. Bilans ujemny. Wstrząs potrzebny
Czy ktoś poważnie myślał, że ta drużyna bedzie lać wszystkich w lidze?
żadnych konkretnych wzmocnień przed sezonem nie było. Zarząd powinien poważnie przemyśleć list SK1964 o obniżce biletów, bo na takie marne spektakle nikt nie będzie przychodził
luk
18 sierpnia 2014 at 15:31
Macnow-Plewnia?