Dołącz do nas

Siatkówka

BBTS Bielsko-Biała – utrzymać się za wszelką cenę w PlusLidze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS kolejne spotkanie rozegra u siebie z jednym z outsiderów PlusLigi ekipą z Bielska.

Drużyna BBTS-u po niezadowalającym wyniku w poprzednim sezonie (14 miejsce) przeszła prawdziwą rewolucję kadrową. Wymiana aż dziesięciu graczy na niewiele się zdała, bo wystarczy rzut oka na tabelę, aby stwierdzić, że efekty tych zmian są katastrofalne. Ich dotychczasowy bilans 4 wygranych przy 18 porażkach i ostatnie miejsce w tabeli ze stratą sześciu punktów do strefy barażowej, mówi w zasadzie wszystko. BBTS pokonał tylko Łuczniczkę 3:0, Espadon 3:2, Dafi Społem 3:2 oraz ONICO 3:1. Na dzień dzisiejszy trudno sobie wyobrazić, aby bielszczanie opuścili strefę spadkową, aczkolwiek jakimś takim „promyczkiem nadziei” dla sympatyków tego zespołu jest (było?) ostatnia niespodziewana wygrana z bardzo silnym ONICO, czym siatkarze z Bielska przerwali fatalną passę aż 10 porażek z rzędu. Oczywiście, podobnie jak przy zespole Dafi Społem, należy zaznaczyć, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, więc taka wygrana zespołu BBTS-u, może być tylko na otarcie łez. Działacze bielskiego klubu niezadowoleni z gry oraz wyników zespołu w lidze, dokonali zmiany szkoleniowca w trakcie sezonu, gdzie Słowaka Rastislava Chudika zastąpił jego dotychczasowy asystent, czyli Paweł Gradowski, ale jak widać bez znaczącej poprawy.

Na rozegraniu bielszczanie wymienili obu graczy, ale jak widać po wynikach drużyny nie sprostali zadaniu pokierowania swymi kolegami w odpowiedni sposób. Szczególnie sporo obiecywano sobie w Bielsku po Australijczyku Harrisonie Peacocku. Częste zmiany w wyjściowej szóstce na tej pozycji podsumowują grę obu tych zawodników (plus Jarosław Macionczyk). A najlepszym komentarzem ich występów niech będzie informacja, że w klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego PlusLigi, obaj siatkarze plasują się na szarym końcu tej listy (trzecie i piąte miejsce od końca).
Również na ataku bielszczanie wymienili obu zawodników. I zarówno Oleg Krikun jak i Jakub Bucki, dobre mecze (bardzo rzadko) przeplatali słabymi występami (znacznie częściej), więc i tu nie obyło się bez nadmiernej rotacji w składzie. Z racji pozycji na boisku, najczęściej to atakujący są najlepiej punktującymi siatkarzami w drużynach siatkarskich. Tak się nie stało w BBTS-ie, gdzie obaj gracze mają drugi i trzeci wynik w drużynie, a to też o czymś świadczy (na ich niekorzyść oczywiście). Zarówno Krikun jak i Bucki dysponują najlepszą zagrywką w zespole (odpowiednio 16 i 15 asów) i za to można ich delikatnie pochwalić. Odwołując się znów do klasyfikacji PlusLigi na najlepszego atakującego, to obaj siatkarze zajmują 15 i 16 miejsce, co de facto umiejscawia ich na końcu listy graczy regularnie grających na tej pozycji.

Numerem jeden na środku siatki okazał się pozyskany przed sezonem z Espadonu, Bartosz Cedzyński który zdobył 137 punktów, w tym aż 43 blokiem. Taki wynik plasuje go w ścisłej czołówce ligi (na 6 miejscu) na równi z takim wyjadaczem jak Marcin Możdżonek. W klasyfikacji na najlepszego środkowego ligi Cedzyński jest obecnie na 21 miejscu. Solidnie prezentowali się dwaj siatkarze, którzy na zmianę partnerowali Cedzyńskiemu. Mariusz Gaca zdobył 88 punktów w tym 28 blokiem oraz Wojciech Siek, który zapisał na swoje konto 79 oczek przy 18 blokach.
Najlepszym siatkarzem bielszczan jest bez wątpienia Piotr Łukasik. Przyjmujący jest najlepiej punktującym graczem z całego zespołu (265 oczek), który również bardzo dobrze radzi sobie w grze blokiem (aż 35 bloków to drugi wynik w zespole). Łukasik w klasyfikacji na najlepszego przyjmującego zajmuje obecnie wysokie 11 miejsce. Zdecydowanie więcej spodziewano się po Wiaczesławie Tarasowie, a powrót Bartosza Janeczka z pozycji atakującego (z zeszłego sezonu), również nie jest taki jak oczekiwano. Podobnie z pozycją libero, gdzie z powodu nie najlepszej gry Przemysława Czauderny oraz młodego Kajetana Marka, dookoptowano do kadry innego młodego gracza (21 lat) Dominika Jaglarskiego. Wartość graczy na tej pozycji najlepiej pokazuje klasyfikacja na najlepszego libero, gdzie cała trójka siatkarzy jest na samym końcu tej listy (22, 23 i 26 miejsce na… 26 sklasyfikowanych!).

 

Aktualna kadra BBTS-u Bielsko-Biała

rozgrywający: Harrison Peacock (Australia – numer 17), Jarosław Macionczyk (numer 1)
atakujący: Oleg Krikun (Rosja – numer 20), Jakub Bucki (numer 5)
środkowi: Wojciech Siek (4), Mariusz Gaca (10), Bartosz Cedzyński (16), Maciej Skowroński (9)
przyjmujący: Bartosz Janeczek (8), Wiaczesław Tarasow (Rosja – 3), Piotr Łukasik (6), Tomasz Piotrowski (13)
libero: Przemysław Czauderna (numer 7), Kajetan Marek (numer 11), Dominik Jaglarski (numer 19)

trener: Paweł Gradowski
asystent trenera:
trener przygotowania fizycznego: Szymon Słodczyk
fizjoterapeuta: Radosław Krowiak
statystyk: Tomasz Rakoczy

 

Bielsko-Bialskie Towarzystwo Sportowe Spółka Akcyjna
barwy: pomarańczowo-zielone
data założenia: 1999 rok
adres: ul. Karbowa 26, 43-300 Bielsko-Biała
hala: Hala Pod Dębowcem, ul. Karbowa 26, 43-300 Bielsko-Biała

Prezes Zarządu: Piotr Pluszyński
Członek Rady Nadzorczej: Kazimierz Kalisz
Członek Rady Nadzorczej: Jan Michna
Członek Rady Nadzorczej: Aleksandra Podsiadlik

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE BBTS-u Bielsko-Biała

Ilość rozegranych setów – GKS 82 – 82: Quiroga, 77: Komenda, 75: Kohut, Butryn,
BBTS 84 – Bucki 76, Cedzyński 76, Łukasik 73, Peacock 70, Gaca 65, Janeczek 62, Krikun 58, Macionczyk 54, Tarasow 54, Siek 54, Marek 51, Piotrowski 40, Czauderna 32, Jaglarski 23, Skowroński 4,

Ilość zdobytych punktów – GKS 1285: Butryn 308, Quiroga 267, Kohut 163,
BBTS 1270 – Łukasik 265, Krikun 202, Bucki 156, Tarasow 148, Janeczek 143, Cedzyński 137, Gaca 88, Siek 79, Peacock 21, Macionczyk 13, Piotrowski 13, Skowroński 5,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 443: Butryn 111, Quiroga 79, Kohut 56,
BBTS 406 – Łukasik 73, Krikun 54, Cedzyński 53, Bucki 48, Tarasow 45, Janeczek 44, Gaca 40, Siek 22, Peacock 14, Macionczyk 6, Piotrowski 5, Skowroński 2,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 842: Butryn 197, Quiroga 188, Kohut 107, Kapelus 107,
BBTS 864 – Łukasik 192, Krikun 148, Bucki 108, Tarasow 103, Janeczek 99, Cedzyński 84, Siek 57, Gaca 48, Piotrowski 8, Macionczyk 7, Peacock 7, Skowroński 3,

Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 489: Butryn 154, Quiroga 114, Kohut 96,
BBTS 461 – Łukasik 127, Krikun 98, Cedzyński 88, Gaca 68, Siek 43, Bucki 40, Tarasow 27, Janeczek 20, Skowroński 3, Macionczyk -1, Peacock -4, Jaglarski -7, Marek -13, Piotrowski -14, Czauderna -14,

Ilość zagrywek – GKS 1818: Quiroga 310, Butryn 262, Pietraszko 252,
BBTS 1780 – Gaca 204, Cedzyński 200, Peacock 200, Łukasik 199, Janeczek 177, Bucki 174, Krikun 165, Tarasow 149, Macionczyk 138, Siek 137, Piotrowski 31, Skowroński 6,

Ilość błędów na zagrywce – GKS 376: Pietraszko 63, Butryn 60, Kohut 55,
BBTS 284 – Bucki 53, Tarasow 47, Janeczek 43, Cedzyński 35, Łukasik 25, Krikun 22, Peacock 18, Siek 17, Macionczyk 10, Gaca 10, Piotrowski 5, Skowroński 1,

Ilość asów serwisowych – GKS 114: Butryn 24, Quiroga 24, Pietraszko 19,
BBTS 87 – Krikun 16, Bucki 15, Janeczek 11, Peacock 9, Tarasow 8, Gaca 8, Cedzyński 8, Siek 5, Łukasik 3, Piotrowski 2, Macionczyk 1, Skowroński 1,

Ilość przyjęć – GKS 1544: Quiroga 544, Kapelus 369, Mariański 340,
BBTS 1667 – Łukasik 482, Janeczek 349, Tarasow 282, Marek 203, Czauderna 137, Jaglarski 95, Piotrowski 83, Cedzyński 12, Gaca 8, Siek 6, Peacock 5, Macionczyk 2, Bucki 2, Krikun 1,

Ilość błędów w przyjęciu – GKS 124: Quiroga 37, Kapelus 29, Mariański 26,
BBTS 132 – Łukasik 34, Janeczek 26, Tarasow 25, Czauderna 14, Marek 13, Piotrowski 9, Jaglarski 7, Peacock 2, Bucki 1, Cedzyński 1,

Przyjęcie negatywne – GKS 320: Quiroga 106, Kapelus 85, Mariański 58,
BBTS 548 – Łukasik 144, Janeczek 129, Tarasow 82, Marek 68, Czauderna 55, Jaglarski 32, Piotrowski 22, Cedzyński 5, Siek 3, Gaca 3, Peacock 3, Macionczyk 1, Bucki 1,

Przyjęcie perfekcyjne – GKS 391: Quiroga 136, Mariański 108, Kapelus 85,
BBTS 329 – Łukasik 87, Janeczek 67, Tarasow 57, Marek 51, Jaglarski 25, Czauderna 21, Piotrowski 16, Siek 3, Gaca 1, Cedzyński 1,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%,
BBTS 20% – Siek 50%, Jaglarski 26%, Marek 25%, Tarasow 20%, Janeczek 19%, Piotrowski 19%, Łukasik 18%, Czauderna 15%, Gaca 13%, Cedzyński 8%, Macionczyk 0%, Bucki 0%, Peacock 0%, Krikun 0%,

Ilość ataków – GKS 2130: Butryn 552, Quiroga 526, Kapelus 326,
BBTS 2168 – Łukasik 446, Krikun 390, Bucki 291, Tarasow 290, Janeczek 286, Cedzyński 164, Gaca 116, Siek 105, Piotrowski 35, Peacock 21, Macionczyk 18, Skowroński 6,

Ilość błędów w ataku – GKS 139: Butryn 49, Quiroga 40, Kapelus 14,
BBTS 181 – Łukasik 47, Krikun 43, Bucki 28, Janeczek 19, Tarasow 13, Siek 12, Piotrowski 6, Cedzyński 6, Gaca 4, Peacock 3,

Ilość ataków zablokowanych – GKS 157: Butryn 45, Quiroga 29, Kapelus 29,
BBTS 212 – Krikun 39, Tarasow 36, Janeczek 35, Bucki 34, Łukasik 32, Cedzyński 9, Siek 7, Piotrowski 7, Gaca 6, Macionczyk 4, Peacock 2, Skowroński 1,

Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1013: Butryn 266, Quiroga 228, Kapelus 136,
BBTS 987 – Łukasik 227, Krikun 168, Bucki 128, Tarasow 123, Janeczek 119, Cedzyński 86, Siek 56, Gaca 52, Piotrowski 11, Macionczyk 7, Peacock 6, Skowroński 4,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%,
BBTS 46% – Skowroński 67%, Siek 53%, Cedzyński 52%, Łukasik 51%, Gaca 45%, Bucki 44%, Krikun 43%, Tarasow 42%, Janeczek 42%, Macionczyk 39%, Piotrowski 31%, Peacock 29%,

Ilość bloków punktowych – GKS 158: Pietraszko 32, Kohut 31, Komenda 25,
BBTS 196 – Cedzyński 43, Łukasik 35, Gaca 28, Siek 18, Krikun 18, Tarasow 17, Bucki 13, Janeczek 13, Peacock 6, Macionczyk 5,

Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 21: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 4,
BBTS 13 – Łukasik 4, Cedzyński 4, Siek 2, Macionczyk 1, Skowroński 1, Gaca 1,

Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (2-1) – BBTS (2-3);

MVP meczów – GKS 10: Komenda 4, Butryn 3,
BBTS 4: Łukasik 1, Krikun 1, Janeczek 1, Bucki 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga