Dołącz do nas

Siatkówka

BBTS Bielsko-Biała – utrzymać się za wszelką cenę w PlusLidze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS kolejne spotkanie rozegra u siebie z jednym z outsiderów PlusLigi ekipą z Bielska.

Drużyna BBTS-u po niezadowalającym wyniku w poprzednim sezonie (14 miejsce) przeszła prawdziwą rewolucję kadrową. Wymiana aż dziesięciu graczy na niewiele się zdała, bo wystarczy rzut oka na tabelę, aby stwierdzić, że efekty tych zmian są katastrofalne. Ich dotychczasowy bilans 4 wygranych przy 18 porażkach i ostatnie miejsce w tabeli ze stratą sześciu punktów do strefy barażowej, mówi w zasadzie wszystko. BBTS pokonał tylko Łuczniczkę 3:0, Espadon 3:2, Dafi Społem 3:2 oraz ONICO 3:1. Na dzień dzisiejszy trudno sobie wyobrazić, aby bielszczanie opuścili strefę spadkową, aczkolwiek jakimś takim „promyczkiem nadziei” dla sympatyków tego zespołu jest (było?) ostatnia niespodziewana wygrana z bardzo silnym ONICO, czym siatkarze z Bielska przerwali fatalną passę aż 10 porażek z rzędu. Oczywiście, podobnie jak przy zespole Dafi Społem, należy zaznaczyć, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, więc taka wygrana zespołu BBTS-u, może być tylko na otarcie łez. Działacze bielskiego klubu niezadowoleni z gry oraz wyników zespołu w lidze, dokonali zmiany szkoleniowca w trakcie sezonu, gdzie Słowaka Rastislava Chudika zastąpił jego dotychczasowy asystent, czyli Paweł Gradowski, ale jak widać bez znaczącej poprawy.

Na rozegraniu bielszczanie wymienili obu graczy, ale jak widać po wynikach drużyny nie sprostali zadaniu pokierowania swymi kolegami w odpowiedni sposób. Szczególnie sporo obiecywano sobie w Bielsku po Australijczyku Harrisonie Peacocku. Częste zmiany w wyjściowej szóstce na tej pozycji podsumowują grę obu tych zawodników (plus Jarosław Macionczyk). A najlepszym komentarzem ich występów niech będzie informacja, że w klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego PlusLigi, obaj siatkarze plasują się na szarym końcu tej listy (trzecie i piąte miejsce od końca).
Również na ataku bielszczanie wymienili obu zawodników. I zarówno Oleg Krikun jak i Jakub Bucki, dobre mecze (bardzo rzadko) przeplatali słabymi występami (znacznie częściej), więc i tu nie obyło się bez nadmiernej rotacji w składzie. Z racji pozycji na boisku, najczęściej to atakujący są najlepiej punktującymi siatkarzami w drużynach siatkarskich. Tak się nie stało w BBTS-ie, gdzie obaj gracze mają drugi i trzeci wynik w drużynie, a to też o czymś świadczy (na ich niekorzyść oczywiście). Zarówno Krikun jak i Bucki dysponują najlepszą zagrywką w zespole (odpowiednio 16 i 15 asów) i za to można ich delikatnie pochwalić. Odwołując się znów do klasyfikacji PlusLigi na najlepszego atakującego, to obaj siatkarze zajmują 15 i 16 miejsce, co de facto umiejscawia ich na końcu listy graczy regularnie grających na tej pozycji.

Numerem jeden na środku siatki okazał się pozyskany przed sezonem z Espadonu, Bartosz Cedzyński który zdobył 137 punktów, w tym aż 43 blokiem. Taki wynik plasuje go w ścisłej czołówce ligi (na 6 miejscu) na równi z takim wyjadaczem jak Marcin Możdżonek. W klasyfikacji na najlepszego środkowego ligi Cedzyński jest obecnie na 21 miejscu. Solidnie prezentowali się dwaj siatkarze, którzy na zmianę partnerowali Cedzyńskiemu. Mariusz Gaca zdobył 88 punktów w tym 28 blokiem oraz Wojciech Siek, który zapisał na swoje konto 79 oczek przy 18 blokach.
Najlepszym siatkarzem bielszczan jest bez wątpienia Piotr Łukasik. Przyjmujący jest najlepiej punktującym graczem z całego zespołu (265 oczek), który również bardzo dobrze radzi sobie w grze blokiem (aż 35 bloków to drugi wynik w zespole). Łukasik w klasyfikacji na najlepszego przyjmującego zajmuje obecnie wysokie 11 miejsce. Zdecydowanie więcej spodziewano się po Wiaczesławie Tarasowie, a powrót Bartosza Janeczka z pozycji atakującego (z zeszłego sezonu), również nie jest taki jak oczekiwano. Podobnie z pozycją libero, gdzie z powodu nie najlepszej gry Przemysława Czauderny oraz młodego Kajetana Marka, dookoptowano do kadry innego młodego gracza (21 lat) Dominika Jaglarskiego. Wartość graczy na tej pozycji najlepiej pokazuje klasyfikacja na najlepszego libero, gdzie cała trójka siatkarzy jest na samym końcu tej listy (22, 23 i 26 miejsce na… 26 sklasyfikowanych!).

 

Aktualna kadra BBTS-u Bielsko-Biała

rozgrywający: Harrison Peacock (Australia – numer 17), Jarosław Macionczyk (numer 1)
atakujący: Oleg Krikun (Rosja – numer 20), Jakub Bucki (numer 5)
środkowi: Wojciech Siek (4), Mariusz Gaca (10), Bartosz Cedzyński (16), Maciej Skowroński (9)
przyjmujący: Bartosz Janeczek (8), Wiaczesław Tarasow (Rosja – 3), Piotr Łukasik (6), Tomasz Piotrowski (13)
libero: Przemysław Czauderna (numer 7), Kajetan Marek (numer 11), Dominik Jaglarski (numer 19)

trener: Paweł Gradowski
asystent trenera:
trener przygotowania fizycznego: Szymon Słodczyk
fizjoterapeuta: Radosław Krowiak
statystyk: Tomasz Rakoczy

 

Bielsko-Bialskie Towarzystwo Sportowe Spółka Akcyjna
barwy: pomarańczowo-zielone
data założenia: 1999 rok
adres: ul. Karbowa 26, 43-300 Bielsko-Biała
hala: Hala Pod Dębowcem, ul. Karbowa 26, 43-300 Bielsko-Biała

Prezes Zarządu: Piotr Pluszyński
Członek Rady Nadzorczej: Kazimierz Kalisz
Członek Rady Nadzorczej: Jan Michna
Członek Rady Nadzorczej: Aleksandra Podsiadlik

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE BBTS-u Bielsko-Biała

Ilość rozegranych setów – GKS 82 – 82: Quiroga, 77: Komenda, 75: Kohut, Butryn,
BBTS 84 – Bucki 76, Cedzyński 76, Łukasik 73, Peacock 70, Gaca 65, Janeczek 62, Krikun 58, Macionczyk 54, Tarasow 54, Siek 54, Marek 51, Piotrowski 40, Czauderna 32, Jaglarski 23, Skowroński 4,

Ilość zdobytych punktów – GKS 1285: Butryn 308, Quiroga 267, Kohut 163,
BBTS 1270 – Łukasik 265, Krikun 202, Bucki 156, Tarasow 148, Janeczek 143, Cedzyński 137, Gaca 88, Siek 79, Peacock 21, Macionczyk 13, Piotrowski 13, Skowroński 5,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 443: Butryn 111, Quiroga 79, Kohut 56,
BBTS 406 – Łukasik 73, Krikun 54, Cedzyński 53, Bucki 48, Tarasow 45, Janeczek 44, Gaca 40, Siek 22, Peacock 14, Macionczyk 6, Piotrowski 5, Skowroński 2,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 842: Butryn 197, Quiroga 188, Kohut 107, Kapelus 107,
BBTS 864 – Łukasik 192, Krikun 148, Bucki 108, Tarasow 103, Janeczek 99, Cedzyński 84, Siek 57, Gaca 48, Piotrowski 8, Macionczyk 7, Peacock 7, Skowroński 3,

Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 489: Butryn 154, Quiroga 114, Kohut 96,
BBTS 461 – Łukasik 127, Krikun 98, Cedzyński 88, Gaca 68, Siek 43, Bucki 40, Tarasow 27, Janeczek 20, Skowroński 3, Macionczyk -1, Peacock -4, Jaglarski -7, Marek -13, Piotrowski -14, Czauderna -14,

Ilość zagrywek – GKS 1818: Quiroga 310, Butryn 262, Pietraszko 252,
BBTS 1780 – Gaca 204, Cedzyński 200, Peacock 200, Łukasik 199, Janeczek 177, Bucki 174, Krikun 165, Tarasow 149, Macionczyk 138, Siek 137, Piotrowski 31, Skowroński 6,

Ilość błędów na zagrywce – GKS 376: Pietraszko 63, Butryn 60, Kohut 55,
BBTS 284 – Bucki 53, Tarasow 47, Janeczek 43, Cedzyński 35, Łukasik 25, Krikun 22, Peacock 18, Siek 17, Macionczyk 10, Gaca 10, Piotrowski 5, Skowroński 1,

Ilość asów serwisowych – GKS 114: Butryn 24, Quiroga 24, Pietraszko 19,
BBTS 87 – Krikun 16, Bucki 15, Janeczek 11, Peacock 9, Tarasow 8, Gaca 8, Cedzyński 8, Siek 5, Łukasik 3, Piotrowski 2, Macionczyk 1, Skowroński 1,

Ilość przyjęć – GKS 1544: Quiroga 544, Kapelus 369, Mariański 340,
BBTS 1667 – Łukasik 482, Janeczek 349, Tarasow 282, Marek 203, Czauderna 137, Jaglarski 95, Piotrowski 83, Cedzyński 12, Gaca 8, Siek 6, Peacock 5, Macionczyk 2, Bucki 2, Krikun 1,

Ilość błędów w przyjęciu – GKS 124: Quiroga 37, Kapelus 29, Mariański 26,
BBTS 132 – Łukasik 34, Janeczek 26, Tarasow 25, Czauderna 14, Marek 13, Piotrowski 9, Jaglarski 7, Peacock 2, Bucki 1, Cedzyński 1,

Przyjęcie negatywne – GKS 320: Quiroga 106, Kapelus 85, Mariański 58,
BBTS 548 – Łukasik 144, Janeczek 129, Tarasow 82, Marek 68, Czauderna 55, Jaglarski 32, Piotrowski 22, Cedzyński 5, Siek 3, Gaca 3, Peacock 3, Macionczyk 1, Bucki 1,

Przyjęcie perfekcyjne – GKS 391: Quiroga 136, Mariański 108, Kapelus 85,
BBTS 329 – Łukasik 87, Janeczek 67, Tarasow 57, Marek 51, Jaglarski 25, Czauderna 21, Piotrowski 16, Siek 3, Gaca 1, Cedzyński 1,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%,
BBTS 20% – Siek 50%, Jaglarski 26%, Marek 25%, Tarasow 20%, Janeczek 19%, Piotrowski 19%, Łukasik 18%, Czauderna 15%, Gaca 13%, Cedzyński 8%, Macionczyk 0%, Bucki 0%, Peacock 0%, Krikun 0%,

Ilość ataków – GKS 2130: Butryn 552, Quiroga 526, Kapelus 326,
BBTS 2168 – Łukasik 446, Krikun 390, Bucki 291, Tarasow 290, Janeczek 286, Cedzyński 164, Gaca 116, Siek 105, Piotrowski 35, Peacock 21, Macionczyk 18, Skowroński 6,

Ilość błędów w ataku – GKS 139: Butryn 49, Quiroga 40, Kapelus 14,
BBTS 181 – Łukasik 47, Krikun 43, Bucki 28, Janeczek 19, Tarasow 13, Siek 12, Piotrowski 6, Cedzyński 6, Gaca 4, Peacock 3,

Ilość ataków zablokowanych – GKS 157: Butryn 45, Quiroga 29, Kapelus 29,
BBTS 212 – Krikun 39, Tarasow 36, Janeczek 35, Bucki 34, Łukasik 32, Cedzyński 9, Siek 7, Piotrowski 7, Gaca 6, Macionczyk 4, Peacock 2, Skowroński 1,

Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1013: Butryn 266, Quiroga 228, Kapelus 136,
BBTS 987 – Łukasik 227, Krikun 168, Bucki 128, Tarasow 123, Janeczek 119, Cedzyński 86, Siek 56, Gaca 52, Piotrowski 11, Macionczyk 7, Peacock 6, Skowroński 4,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%,
BBTS 46% – Skowroński 67%, Siek 53%, Cedzyński 52%, Łukasik 51%, Gaca 45%, Bucki 44%, Krikun 43%, Tarasow 42%, Janeczek 42%, Macionczyk 39%, Piotrowski 31%, Peacock 29%,

Ilość bloków punktowych – GKS 158: Pietraszko 32, Kohut 31, Komenda 25,
BBTS 196 – Cedzyński 43, Łukasik 35, Gaca 28, Siek 18, Krikun 18, Tarasow 17, Bucki 13, Janeczek 13, Peacock 6, Macionczyk 5,

Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 21: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 4,
BBTS 13 – Łukasik 4, Cedzyński 4, Siek 2, Macionczyk 1, Skowroński 1, Gaca 1,

Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (2-1) – BBTS (2-3);

MVP meczów – GKS 10: Komenda 4, Butryn 3,
BBTS 4: Łukasik 1, Krikun 1, Janeczek 1, Bucki 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga