Dołącz do nas

Siatkówka

Czas na pierwszy egzamin GieKSy w tym sezonie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

PGE SKRA BEŁCHATÓW – GKS KATOWICE 18 listopada (sobota) godz. 15.00

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Następnym rywalem w PlusLidze jest PGE Skra Bełchatów i nie ma co tu ukrywać, że to jeden z pierwszych sprawdzianów GKS-u, który pokaże rzeczywistą wartość naszego zespołu.

Katowiczanie mają na swoim koncie już sześć zwycięstw, w tym pięć z rzędu, ale przeciwnika takiego, z najwyższej półki siatkarskiej w Polsce. W drugiej części tej pierwszej rundy rozgrywek sezonu 2017/18, czekają nas najtrudniejsi rywale i liczymy, że nasz zespół podejmie walkę oraz tanio skóry nie sprzeda. Katowiczanie już od dłuższego czasu rozpoczynają swoje mecze tą samą wyjściową szóstką. I mimo pewnych trudności w starciu przeciwko BBTS-owi, nie należy się spodziewać zmian pod tym względem. W grze z trudnymi rywalami i tak liczyć się będzie dyspozycja każdego siatkarza, nawet tych wchodzących tylko „zadaniowo”, ale i również tych którzy będą musieli zastąpić kolegów w cięższych momentach spotkań. Liczyć się będzie kolektyw i wyrównany skład, a taki jest obecnie w GKS-ie, który miejmy nadzieję będziemy mogli zobaczyć na parkietach PlusLigowych i teraz w starciu z wicemistrzem Polski.

W zeszłym sezonie najlepsze kluby Polski, podchodziły z małym przymrużeniem oka do spotkań z beniaminkami, dając w tych meczach odpocząć, jednemu lub dwóm najlepszym swoim siatkarzom. Tym razem na taryfę ulgową, pod tym względem nie ma co liczyć i nikt już katowiczan nie zlekceważy. Bełchatowianie wystawią największe działa jakimi dysponują. Strzelbą numer jeden jest oczywiście Mariusz Wlazły (133 punkty), które jest również najlepiej blokującym zawodnikiem w drużynie (15 bloków), a na świetnym serwisie kończąc, aż 16 asów. Były reprezentant kraju jest w tej chwili najlepszym atakującym PlusLigi. Jednym z najlepszych (piąte miejsce w klasyfikacji ligowej), jak nie, najlepszym środkowym ligi jest Srecko Lisinac. Serb zdobył już 74 oczka, w tym 11 asów i 9 blokiem. Do formy z przed choroby wraca Tomasz Kłos, którego udanie zastępował Patryk Czarnowski. Niespodzianką na pewno jest postawa Bartosza Bednorza, który po słabym poprzednim sezonie, stał się troszkę niespodziewanie pierwszym przyjmującym bełchatowian (103 punkty). Partnerują mu na zmianę, podstawowy gracz z zeszłej kampanii, Bułgar Penczew lub nowy nabytek z Iranu Ebadipour. Nie można zapominać o innym reprezentancie Polski, rozgrywającym Grzegorzu Łomaczu i już ta wyliczanka pokazuje jak trudne zadanie przed naszymi siatkarzami.

Zresztą… wystarczy spojrzeć na bilans spotkań Skry na własnym parkiecie w tym sezonie. 5 meczów i 5 wygranych w stosunku 3:0! I to w zasadzie mówi wszystko. Pierwszy egzamin GKS-u czas zacząć i liczymy oczywiście na niespodziankę w meczu drugiej i trzeciej drużyny tabeli.

 

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Skra: Łomacz, Wlazły, Lisinac, Kłos, Bednorz, Ebadipour, Piechocki (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

Czekamy…

skra.pl –

{HALA SPORTOWA}

Mecz odbędzie się w hali „Energia” im. Edwarda Najgebauera, w Bełchatowie, która może pomieścić 2,7 tys. widzów. W poprzednim sezonie Skra miała doskonały bilans meczów na własnym parkiecie, odnosząc aż 15 zwycięstw, przy tylko 2 porażkach! Bełchatowianie przegrali tylko z Resovią 1:3 i w finale play-offu z ZAKSĄ 0:3. W obecnej kampanii Skra pokonała „u siebie” Resovię 3:0, Cuprum 3:0, Łuczniczkę 3:0, ONICO 3:0 oraz w spotkaniu zaległym Wartę Zawiercie również 3:0, więc łatwo nie będzie.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, a ostatnio pokonała Espadon Szczecin 3:2 i BBTS Bielsko-Biała 3:1.

{HISTORIA}

Pierwszy mecz ze Skrą odbył się w Bełchatowie w dniu 25 listopada 2016 roku, gdzie gospodarze wygrali 3:0 (25:19, 25:17, 25:22). Punkty zdobywali dla Skry: Lisinac 14, Kurek 13, Szalpuk 13, Penczew 8, Kłos 6, Uriarte 3. Dla GKS-u: Butryn 15, Kapelus 11, Sobański 6, Krulicki 3, Kalembka 1.
Rewanż odbył się w Szopienicach przy pełnej hali kibiców w dniu 4 marca 2017 roku i GieKSa tym razem tanio skóry nie sprzedała, stawiając bełchatowian mocny opór, przegrywając 2:3 (22:25, 25:21, 20:25, 25:22, 13:15). Punktowali dla GKS-u: Butryn 21, Kapelus 18, Sobański 18, Kalembka 12, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1. Dla Skry: Wlazły 24, Penczew 15, Lisinac 12, Kłos 12, Kurek 11, Uriarte 4, Gładyr 2.

Dodatkowo obie drużyny spotkały się w rundzie VII (czyli 1/8 finału) Pucharu Polski w sezonie 2016/17. Spotkanie to odbyło się 4 stycznia 2017 roku w Bełchatowie, gdzie ponownie lepsi okazali się bełchatowianie, wygrywając tym razem 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25;19). Punkty wtedy zdobywali dla Skry: Wlazły 21, Winiarski 13, Lisinac 10, Penczew 9, Uriarte 7, Kłos 6. Dla GKS-u: Butryn 11, Błoński 9, Kalembka 8, Pietraszko 7, Van Walle 6, Kapelus 4, Sobański 3, Falaschi 2.

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – SKRA}

[Bilans meczów] – 0:2
[Bilans punktów] – 1:5
[Bilans setów] – 2:6
[Bilans małych punktów] – 163:183

[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Błoński, Kapelus, Kalembka , Fijałek, Van Walle, Mariański, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Pietraszko,
Skra: 2- Lisinac, Kurek, Kłos, Uriarte, Piechocki, Penczew, 1- Szalpuk, Winiarski, Wlazły, Gładyr, Janusz, Milczarek,

[Rozegrane sety – 8] – GKS: 8- Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Sobański, Stańczak, 7- Krulicki, 5- Pietraszko, Mariański, 4- Fijałek, Stelmach, 3- Van Walle, 2- Błoński,
Skra: 8- Kurek, Kłos, Uriarte, Penczew, 7- Lisinac, 5- Wlazły, Piechocki, Milczarek, 3- Szalpuk, Gładyr, 1- Winiarski, Janusz,

[Czas trwania spotkań] – 133:77 = łącznie 210 minut
[Widzów] – 1500:2500
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 53 – Skra 46

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 110 – Skra 137
GKS – Butryn 36, Kapelus 29, Sobański 24, Kalembka 13, Krulicki 5, Pietraszko 2, Falaschi 1,
Skra – Lisinac 26, Wlazły 24, Kurek 24, Penczew 23, Kłos 18, Szalpuk 13, Uriarte 7, Gładyr 2,

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 33 – Skra 48
GKS – Kapelus 11, Butryn 10, Sobański 6, Kalembka 4, Krulicki 1, Pietraszko 1,
Skra – Kurek 14, Lisinac 8, Penczew 7, Uriarte 5, Szalpuk 4, Wlazły 4, Kłos 4, Gładyr 2,

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 77 – Skra 89
GKS – Butryn 26, Kapelus 18, Sobański 18, Kalembka 9, Krulicki 4, Falaschi 1, Pietraszko 1,
Skra – Wlazły 20, Lisinac 18, Penczew 16, Kłos 14, Kurek 10, Szalpuk 9, Uriarte 2,

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 41 – Skra 63
GKS – Butryn 24, Kapelus 14, Sobański 11, Kalembka 1, Krulicki -1, Van Walle -1, Błoński -1, Pietraszko -1, Stańczak -2, Mariański -3,
Skra – Lisinac 18, Szalpuk 12, Penczew 11, Wlazły 9, Kłos 9, Uriarte 4, Kurek 2, Gładyr -1, Milczarek -1,

[Ilość zagrywek] – GKS 166 – Skra 179
GKS – Butryn 33, Sobański 28, Kapelus 26, Kalembka 25, Falaschi 23, Krulicki 12, Pietraszko 9, Stelmach 4, Fijałek 3, Błoński 2, Van Walle 1,
Skra – Uriarte 36, Penczew 29, Kurek 27, Lisinac 25, Kłos 24, Wlazły 15, Szalpuk 14, Gładyr 8, Janusz 1,

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 26 – Skra 34
GKS – Kalembka 7, Butryn 5, Krulicki 4, Kapelus 3, Pietraszko 3, Sobański 3, Błoński 1,
Skra – Lisinac 7, Kłos 7, Penczew 6, Kurek 5, Wlazły 4, Uriarte 3, Gładyr 2,

[Ilość asów serwisowych] – GKS 10 – Skra 15
GKS – Butryn 4, Kapelus 4, Pietraszko 1, Sobański 1,
Skra – Kurek 4, Uriarte 4, Gładyr 2, Penczew 2, Lisinac 1, Szalpuk 1, Wlazły 1,

[Ilość przyjęć] – GKS 145 – Skra 140
GKS – Sobański 49, Kapelus 40, Stańczak 27, Mariański 22, Falaschi 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Butryn 1,
Skra – Kurek 43, Penczew 39, Milczarek 25, Piechocki 19, Szalpuk 12, Kłos 1, Wlazły 1,

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 15 – Skra 10
GKS – Sobański 5, Mariański 3, Kapelus 3, Stańczak 2, Butryn 1, Falaschi 1,
Skra – Kurek 7, Penczew 1, Wlazły 1, Milczarek 1,

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 26% – Skra 55%
GKS – Kalembka 100%, Kapelus 32%, Stańczak 31,5%, Mariański 24%, Sobański 22,5%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%,
Skra – Kłos 100%, Piechocki 68%, Szalpuk 67%, Penczew 56,5%, Milczarek 44%, Kurek 22,5%, Wlazły 0%,

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 15% – Skra 31,5%
GKS – Kalembka 50%, Kapelus 22,5%, Mariański 18%, Stańczak 14,5%, Sobański 12,5%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%,
Skra – Kłos 100%, Penczew 35%, Szalpuk 33%, Milczarek 32%, Piechocki 26%, Kurek 14,5%, Wlazły 0%,

[Ilość ataków] – GKS 175 – Skra 197
GKS – Kapelus 58, Butryn 54, Sobański 33, Kalembka 16, Krulicki 7, Falaschi 3, Van Walle 2, Błoński 1, Pietraszko 1,
Skra – Kurek 50, Wlazły 43, Penczew 37, Lisinac 27, Kłos 22, Szalpuk 14, Uriarte 3, Gładyr 1,

[Ilość błędów w ataku] – GKS 13 – Skra 12
GKS – Butryn 4, Kalembka 4, Sobański 3, Krulicki 1, Kapelus 1,
Skra – Kurek 4, Wlazły 3, Penczew 3, Kłos 2,

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 15 – Skra 18
GKS – Kapelus 8, Butryn 2, Sobański 2, Kalembka 1, Krulicki 1, Van Walle 1,
Skra – Wlazły 7, Kurek 6, Penczew 2, Szalpuk 1, Lisinac 1, Gładyr 1,

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 82 – Skra 107
GKS – Butryn 28, Kapelus 22, Sobański 20, Kalembka 8, Krulicki 3, Falaschi 1,
Skra – Lisinac 22, Wlazły 22, Penczew 20, Kurek 17, Kłos 15, Szalpuk 10, Uriarte 1,

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 46,5% – Skra 55%
GKS – Sobański 57,5%, Butryn 52,5%, Krulicki 45%, Kalembka 43,5%, Kapelus 40%, Falaschi 25%, Błoński 0%, Van Walle 0%, Pietraszko 0%,
Skra – Uriarte 100%, Lisinac 83%, Szalpuk 71%, Kłos 66,5%, Penczew 53%, Wlazły 51%, Kurek 35%, Uriarte 0%, Gładyr 0%,

[Ilość bloków punktowych] – GKS 18 – Skra 15
GKS – Kalembka 5, Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 3, Krulicki 2, Pietraszko 1,
Skra – Lisinac 3, Kurek 3, Kłos 3, Szalpuk 2, Uriarte 2, Wlazły 1, Penczew 1,

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 7 – Skra 7
[MVP] – Skra 2: Piechocki 1, Kłos 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga