Siatkówka
Czas na pierwszy egzamin GieKSy w tym sezonie
PGE SKRA BEŁCHATÓW – GKS KATOWICE 18 listopada (sobota) godz. 15.00
{RZECZYWISTOŚĆ}
Następnym rywalem w PlusLidze jest PGE Skra Bełchatów i nie ma co tu ukrywać, że to jeden z pierwszych sprawdzianów GKS-u, który pokaże rzeczywistą wartość naszego zespołu.
Katowiczanie mają na swoim koncie już sześć zwycięstw, w tym pięć z rzędu, ale przeciwnika takiego, z najwyższej półki siatkarskiej w Polsce. W drugiej części tej pierwszej rundy rozgrywek sezonu 2017/18, czekają nas najtrudniejsi rywale i liczymy, że nasz zespół podejmie walkę oraz tanio skóry nie sprzeda. Katowiczanie już od dłuższego czasu rozpoczynają swoje mecze tą samą wyjściową szóstką. I mimo pewnych trudności w starciu przeciwko BBTS-owi, nie należy się spodziewać zmian pod tym względem. W grze z trudnymi rywalami i tak liczyć się będzie dyspozycja każdego siatkarza, nawet tych wchodzących tylko „zadaniowo”, ale i również tych którzy będą musieli zastąpić kolegów w cięższych momentach spotkań. Liczyć się będzie kolektyw i wyrównany skład, a taki jest obecnie w GKS-ie, który miejmy nadzieję będziemy mogli zobaczyć na parkietach PlusLigowych i teraz w starciu z wicemistrzem Polski.
W zeszłym sezonie najlepsze kluby Polski, podchodziły z małym przymrużeniem oka do spotkań z beniaminkami, dając w tych meczach odpocząć, jednemu lub dwóm najlepszym swoim siatkarzom. Tym razem na taryfę ulgową, pod tym względem nie ma co liczyć i nikt już katowiczan nie zlekceważy. Bełchatowianie wystawią największe działa jakimi dysponują. Strzelbą numer jeden jest oczywiście Mariusz Wlazły (133 punkty), które jest również najlepiej blokującym zawodnikiem w drużynie (15 bloków), a na świetnym serwisie kończąc, aż 16 asów. Były reprezentant kraju jest w tej chwili najlepszym atakującym PlusLigi. Jednym z najlepszych (piąte miejsce w klasyfikacji ligowej), jak nie, najlepszym środkowym ligi jest Srecko Lisinac. Serb zdobył już 74 oczka, w tym 11 asów i 9 blokiem. Do formy z przed choroby wraca Tomasz Kłos, którego udanie zastępował Patryk Czarnowski. Niespodzianką na pewno jest postawa Bartosza Bednorza, który po słabym poprzednim sezonie, stał się troszkę niespodziewanie pierwszym przyjmującym bełchatowian (103 punkty). Partnerują mu na zmianę, podstawowy gracz z zeszłej kampanii, Bułgar Penczew lub nowy nabytek z Iranu Ebadipour. Nie można zapominać o innym reprezentancie Polski, rozgrywającym Grzegorzu Łomaczu i już ta wyliczanka pokazuje jak trudne zadanie przed naszymi siatkarzami.
Zresztą… wystarczy spojrzeć na bilans spotkań Skry na własnym parkiecie w tym sezonie. 5 meczów i 5 wygranych w stosunku 3:0! I to w zasadzie mówi wszystko. Pierwszy egzamin GKS-u czas zacząć i liczymy oczywiście na niespodziankę w meczu drugiej i trzeciej drużyny tabeli.
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Skra: Łomacz, Wlazły, Lisinac, Kłos, Bednorz, Ebadipour, Piechocki (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
Czekamy…
skra.pl –
{HALA SPORTOWA}
Mecz odbędzie się w hali „Energia” im. Edwarda Najgebauera, w Bełchatowie, która może pomieścić 2,7 tys. widzów. W poprzednim sezonie Skra miała doskonały bilans meczów na własnym parkiecie, odnosząc aż 15 zwycięstw, przy tylko 2 porażkach! Bełchatowianie przegrali tylko z Resovią 1:3 i w finale play-offu z ZAKSĄ 0:3. W obecnej kampanii Skra pokonała „u siebie” Resovię 3:0, Cuprum 3:0, Łuczniczkę 3:0, ONICO 3:0 oraz w spotkaniu zaległym Wartę Zawiercie również 3:0, więc łatwo nie będzie.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, a ostatnio pokonała Espadon Szczecin 3:2 i BBTS Bielsko-Biała 3:1.
{HISTORIA}
Pierwszy mecz ze Skrą odbył się w Bełchatowie w dniu 25 listopada 2016 roku, gdzie gospodarze wygrali 3:0 (25:19, 25:17, 25:22). Punkty zdobywali dla Skry: Lisinac 14, Kurek 13, Szalpuk 13, Penczew 8, Kłos 6, Uriarte 3. Dla GKS-u: Butryn 15, Kapelus 11, Sobański 6, Krulicki 3, Kalembka 1.
Rewanż odbył się w Szopienicach przy pełnej hali kibiców w dniu 4 marca 2017 roku i GieKSa tym razem tanio skóry nie sprzedała, stawiając bełchatowian mocny opór, przegrywając 2:3 (22:25, 25:21, 20:25, 25:22, 13:15). Punktowali dla GKS-u: Butryn 21, Kapelus 18, Sobański 18, Kalembka 12, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1. Dla Skry: Wlazły 24, Penczew 15, Lisinac 12, Kłos 12, Kurek 11, Uriarte 4, Gładyr 2.
Dodatkowo obie drużyny spotkały się w rundzie VII (czyli 1/8 finału) Pucharu Polski w sezonie 2016/17. Spotkanie to odbyło się 4 stycznia 2017 roku w Bełchatowie, gdzie ponownie lepsi okazali się bełchatowianie, wygrywając tym razem 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25;19). Punkty wtedy zdobywali dla Skry: Wlazły 21, Winiarski 13, Lisinac 10, Penczew 9, Uriarte 7, Kłos 6. Dla GKS-u: Butryn 11, Błoński 9, Kalembka 8, Pietraszko 7, Van Walle 6, Kapelus 4, Sobański 3, Falaschi 2.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – SKRA}
[Bilans meczów] – 0:2
[Bilans punktów] – 1:5
[Bilans setów] – 2:6
[Bilans małych punktów] – 163:183
[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Błoński, Kapelus, Kalembka , Fijałek, Van Walle, Mariański, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Pietraszko,
Skra: 2- Lisinac, Kurek, Kłos, Uriarte, Piechocki, Penczew, 1- Szalpuk, Winiarski, Wlazły, Gładyr, Janusz, Milczarek,
[Rozegrane sety – 8] – GKS: 8- Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Sobański, Stańczak, 7- Krulicki, 5- Pietraszko, Mariański, 4- Fijałek, Stelmach, 3- Van Walle, 2- Błoński,
Skra: 8- Kurek, Kłos, Uriarte, Penczew, 7- Lisinac, 5- Wlazły, Piechocki, Milczarek, 3- Szalpuk, Gładyr, 1- Winiarski, Janusz,
[Czas trwania spotkań] – 133:77 = łącznie 210 minut
[Widzów] – 1500:2500
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 53 – Skra 46
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 110 – Skra 137
GKS – Butryn 36, Kapelus 29, Sobański 24, Kalembka 13, Krulicki 5, Pietraszko 2, Falaschi 1,
Skra – Lisinac 26, Wlazły 24, Kurek 24, Penczew 23, Kłos 18, Szalpuk 13, Uriarte 7, Gładyr 2,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 33 – Skra 48
GKS – Kapelus 11, Butryn 10, Sobański 6, Kalembka 4, Krulicki 1, Pietraszko 1,
Skra – Kurek 14, Lisinac 8, Penczew 7, Uriarte 5, Szalpuk 4, Wlazły 4, Kłos 4, Gładyr 2,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 77 – Skra 89
GKS – Butryn 26, Kapelus 18, Sobański 18, Kalembka 9, Krulicki 4, Falaschi 1, Pietraszko 1,
Skra – Wlazły 20, Lisinac 18, Penczew 16, Kłos 14, Kurek 10, Szalpuk 9, Uriarte 2,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 41 – Skra 63
GKS – Butryn 24, Kapelus 14, Sobański 11, Kalembka 1, Krulicki -1, Van Walle -1, Błoński -1, Pietraszko -1, Stańczak -2, Mariański -3,
Skra – Lisinac 18, Szalpuk 12, Penczew 11, Wlazły 9, Kłos 9, Uriarte 4, Kurek 2, Gładyr -1, Milczarek -1,
[Ilość zagrywek] – GKS 166 – Skra 179
GKS – Butryn 33, Sobański 28, Kapelus 26, Kalembka 25, Falaschi 23, Krulicki 12, Pietraszko 9, Stelmach 4, Fijałek 3, Błoński 2, Van Walle 1,
Skra – Uriarte 36, Penczew 29, Kurek 27, Lisinac 25, Kłos 24, Wlazły 15, Szalpuk 14, Gładyr 8, Janusz 1,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 26 – Skra 34
GKS – Kalembka 7, Butryn 5, Krulicki 4, Kapelus 3, Pietraszko 3, Sobański 3, Błoński 1,
Skra – Lisinac 7, Kłos 7, Penczew 6, Kurek 5, Wlazły 4, Uriarte 3, Gładyr 2,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 10 – Skra 15
GKS – Butryn 4, Kapelus 4, Pietraszko 1, Sobański 1,
Skra – Kurek 4, Uriarte 4, Gładyr 2, Penczew 2, Lisinac 1, Szalpuk 1, Wlazły 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 145 – Skra 140
GKS – Sobański 49, Kapelus 40, Stańczak 27, Mariański 22, Falaschi 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Butryn 1,
Skra – Kurek 43, Penczew 39, Milczarek 25, Piechocki 19, Szalpuk 12, Kłos 1, Wlazły 1,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 15 – Skra 10
GKS – Sobański 5, Mariański 3, Kapelus 3, Stańczak 2, Butryn 1, Falaschi 1,
Skra – Kurek 7, Penczew 1, Wlazły 1, Milczarek 1,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 26% – Skra 55%
GKS – Kalembka 100%, Kapelus 32%, Stańczak 31,5%, Mariański 24%, Sobański 22,5%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%,
Skra – Kłos 100%, Piechocki 68%, Szalpuk 67%, Penczew 56,5%, Milczarek 44%, Kurek 22,5%, Wlazły 0%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 15% – Skra 31,5%
GKS – Kalembka 50%, Kapelus 22,5%, Mariański 18%, Stańczak 14,5%, Sobański 12,5%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%,
Skra – Kłos 100%, Penczew 35%, Szalpuk 33%, Milczarek 32%, Piechocki 26%, Kurek 14,5%, Wlazły 0%,
[Ilość ataków] – GKS 175 – Skra 197
GKS – Kapelus 58, Butryn 54, Sobański 33, Kalembka 16, Krulicki 7, Falaschi 3, Van Walle 2, Błoński 1, Pietraszko 1,
Skra – Kurek 50, Wlazły 43, Penczew 37, Lisinac 27, Kłos 22, Szalpuk 14, Uriarte 3, Gładyr 1,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 13 – Skra 12
GKS – Butryn 4, Kalembka 4, Sobański 3, Krulicki 1, Kapelus 1,
Skra – Kurek 4, Wlazły 3, Penczew 3, Kłos 2,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 15 – Skra 18
GKS – Kapelus 8, Butryn 2, Sobański 2, Kalembka 1, Krulicki 1, Van Walle 1,
Skra – Wlazły 7, Kurek 6, Penczew 2, Szalpuk 1, Lisinac 1, Gładyr 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 82 – Skra 107
GKS – Butryn 28, Kapelus 22, Sobański 20, Kalembka 8, Krulicki 3, Falaschi 1,
Skra – Lisinac 22, Wlazły 22, Penczew 20, Kurek 17, Kłos 15, Szalpuk 10, Uriarte 1,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 46,5% – Skra 55%
GKS – Sobański 57,5%, Butryn 52,5%, Krulicki 45%, Kalembka 43,5%, Kapelus 40%, Falaschi 25%, Błoński 0%, Van Walle 0%, Pietraszko 0%,
Skra – Uriarte 100%, Lisinac 83%, Szalpuk 71%, Kłos 66,5%, Penczew 53%, Wlazły 51%, Kurek 35%, Uriarte 0%, Gładyr 0%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 18 – Skra 15
GKS – Kalembka 5, Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 3, Krulicki 2, Pietraszko 1,
Skra – Lisinac 3, Kurek 3, Kłos 3, Szalpuk 2, Uriarte 2, Wlazły 1, Penczew 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 7 – Skra 7
[MVP] – Skra 2: Piechocki 1, Kłos 1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze