Kibice Piłka nożna
Frekwencja w 1. lidze – statystyki
Po zakończonym już sezonie przygotowaliśmy dla Was kolejną porcję statystyk. Tym razem możecie się zapoznać z frekwencją na boiskach 1 ligi. Poniżej prezentujemy liczbę widzów danej drużyny w meczach domowych, zobaczcie, kto działał jak magnes na kibiców, a z kim trybuny świeciły pustkami.
Flota Świnoujście
Olimpia Grudziądz 800
Polonia Bytom 1100
GKS Tychy 1200
Okocimski Brzesko 1500
GKS Katowice 1568
Dolcan Ząbki 1600
Warta Poznań 1500
Cracovia Kraków 2200
Bogdanka Łęczna 1600
Zawisza Bydgoszcz 1800
Sandecja Nowy Sącz 1211
Miedź Legnica 1015
Arka Gdynia 2010
Stomil Olsztyn 1000
Kolejarz Stróże 1015
Nieciecza 1382
Polonia Bytom
Nieciecza 1696
Olimpia Grudziądz 1840
Sandecja Nowy Sącz 1520
Miedź Legnica 1401
Arka Gdynia 1154
Stomil Olsztyn 1150
ŁKS Łódź 1328
Cracovia Kraków 1200
Kolejarz Stróże 1000
Flota Świnoujście 1190
GKS Tychy 1475
Okocimski Brzesko 983
GKS Katowice 1320
Dolcan Ząbki 752
Warta Poznań 1020
Bogdanka Łęczna 550
Zawisza Bydgoszcz 2221
Sandecja Nowy Sącz
Zawisza Bydgoszcz 3000
Flota Świnoujście 2500
Olimpia Grudziądz 2000
GKS Tychy 2000
Okocimski Brzesko 1000
GKS Katowice 1500
Dolcan Ząbki 1500
Warta Poznań 1300
Bogdanka Łęczna 1200
Nieciecza 1500
Polonia Bytom 3000
Miedź Legnica 1500
Arka Gdynia 1800
Stomil Olsztyn 1500
Cracovia Kraków 4500
Kolejarz Stróże 1700
GKS Tychy (wszystkie mecze w Jaworznie)
Kolejarz Stróże 600
Nieciecza 350
Polonia Bytom 900
Olimpia Grudziądz 400
Miedź Legnica 150
Arka Gdynia 700
Stomil Olsztyn 300
ŁKS Łódź 300
Cracovia Kraków bez publiczności
Zawisza Bydgoszcz 550
Flota Świnoujście 300
Sandecja Nowy Sącz 500
Okocimski Brzesko 300
GKS Katowice 450
Dolcan Ząbki 400
Warta Poznań 250
Bogdanka Łęczna 250
Miedź Legnica
Bogdanka Łęczna 3000
Zawisza Bydgoszcz 4500
Flota Świnoujście 2700
Sandecja Nowy Sącz 2000
Olimpia Grudziądz 2000
Okocimski Brzesko 2500
Dolcan Ząbki 2000
Warta Poznań 1600
Kolejarz Stróże 2500
Nieciecza 2000
Polonia Bytom 2500
GKS Tychy 2000
Arka Gdynia 3000
GKS Katowice 1500
Stomil Olsztyn 3000
Cracovia Kraków 3000
Okocimski KS Brzesko
Cracovia Kraków 2000 (mecz na stadionie Hutnika w Krakowie)
Kolejarz Stroże 1000
Nieciecza 1000
Polonia Bytom 800
GKS Tychy 800
Olimpia Grudziądz 800
Arka Gdynia 1000
Stomil Olsztyn 500
ŁKS Łódź 800
Bogdanka Łęczna 500
Zawisza Bydgoszcz 500
Flota Świnoujście 500
Sandecja Nowy Sącz 605
Miedź Legnica 400
GKS Katowice 600
Dolcan Ząbki 250
Warta Poznań 600
Arka Gdynia
Warta Poznań 6887
Bogdanka Łęczna 5509
Zawisza Bydgoszcz 6774
Flota Świnoujście 4572
Sandecja Nowy Sącz 3851
Miedź Legnica 4034
Olimpia Grudziądz 4136
GKS Katowice 4207
Dolcan Ząbki 2634
Cracovia Kraków 7560
Kolejarz Stróże 3012
Nieciecza 4050
Polonia Bytom 2328
GKS Tychy 3212
Okocimski Brzesko 3218
Stomil Olsztyn 4650
GKS Katowice
ŁKS Łódź 2800
Warta Poznań 1600
Cracovia Kraków 2500
Kolejarz Stróże 2000
Nieciecza 1600
Polonia Bytom 1600
GKS Tychy 3500
Miedź Legnica 1300
Okocimski Brzesko 1600
Olimpia Grudziądz 3500
Stomil Olsztyn 3100
Bogdanka Łęczna 3300
Zawisza Bydgoszcz 5000
Flota Świnoujście 2300
Sandecja Nowy Sącz 2700
Arka Gdynia 4000
Dolcan Ząbki 2500
Stomil Olsztyn
Dolcan Ząbki 3000
Warta Poznań 4000
Bogdanka Łęczna 3000
Zawisza Bydgoszcz 5000
Flota Świnoujście 600
Sandecja Nowy Sącz 2500
Miedź Legnica 3000
Arka Gdynia 4000
Olimpia Grudziądz 3000
ŁKS Łódź 600
Cracovia Kraków 2000 (mecz w Ostródzie)
Kolejarz Stróże 1100
Nieciecza 2100
Polonia Bytom 2000
GKS Tychy 2000
Okocimski Brzesko 1000
GKS Katowice 1000
Olimpia Grudziądz
Dolcan Ząbki 2000
ŁKS Łódź 2000
Warta Poznań 2000
Cracovia Kraków 1500
Bogdanka Łęczna 2200
Kolejarz Stróże 1300
Zawisza Bydgoszcz 2300
Nieciecza 1800
Flota Świnoujście 1750
Polonia Bytom 600
Sandecja Nowy Sącz 1000
GKS Tychy 1200
Miedź Legnica 1500
Okocimski Brzesko 1100
Arka Gdynia 1490
GKS Katowice 1000
Stomil Olsztyn 1400
LKS Nieciecza
Sandecja Nowy Sącz 1100
Miedź Legnica 800
Arka Gdynia 1000
Stomil Olsztyn 500
ŁKS Łódź 1300
Cracovia Kraków 1700
Kolejarz Stróże 750
Flota Świnoujście 900
Polonia Bytom 600
GKS Tychy 700
Okocimski Brzesko 1000
GKS Katowice 1800
Dolcan Ząbki 1500
Warta Poznań 1000
Bogdanka Łęczna 1200
Zawisza Bydgoszcz 2246
Olimpia Grudziądz 1100
Zawisza Bydgoszcz
GKS Tychy 4500
Okocimski Brzesko 4000
GKS Katowice 4372
Dolcan Ząbki 4000
Warta Poznań 3500
Bogdanka Łęczna 3500
Nieciecza 3000
Polonia Bytom 4000
Sandecja Nowy Sącz 3800
Miedź Legnica 2900
Arka Gdynia 5000
Stomil 0lsztyn 4280
Cracovia Kraków 5050
Kolejarz Stróże 3700
Olimpia Grudziądz 5000
Flota Świnoujście 8000
Kolejarz Stróże
Miedź Legnica 400
Arka Gdynia 500
Stomil Olsztyn 500
ŁKS Łódź 200
Cracovia Kraków 1200
Zawisza Bydgoszcz 500
Flota Świnoujście 400
Sandecja Nowy Sącz 1500
GKS Tychy bez publiczności
Okocimski Brzesko 200
GKS Katowice 350
Dolcan Ząbki 400
Warta Poznań 300
Bogdanka Łęczna 200
Olimpia Grudziądz 200
Nieciecza 400
Polonia Bytom 200
Bogdanka Łęczna
Okocimski Brzesko 900
GKS Katowice 800
Dolcan Ząbki 1000
Warta Poznań 600
Kolejarz Stróże 800
Nieciecza 800
Polonia Bytom 600
GKS Tychy 600
Miedź Legnica 450
Arka Gdynia 350
Stomil Olsztyn 300
Cracovia Kraków 700
Olimpia Grudziądz 700
Zawisza Bydgoszcz 700
Flota Świnoujście 500
Sandecja Nowy Sącz 700
Cracovia Kraków
Arka Gdynia 8633
Stomil Olsztyn 7630
ŁKS Łódź 8212
Bogdanka Łęczna 6443
Zawisza Bydgoszcz 9847
Sandecja Nowy Sącz 10 348
Miedź Legnica 7689
Okocimski Brzesko 7345
GKS Katowice 7146
Dolcan Ząbki 5754
Warta Poznań 5754
Olimpia Grudziądz 6358
Kolejarz Stróże 5778
Nieciecza 7081
Flota Świnoujście 8295
Polonia Bytom 6702
GKS Tychy 7862
Warta Poznań
Dolcan Ząbki 700
Cracovia Kraków 1600
Kolejarz Stróże 1500
Nieciecza 1400
Polonia Bytom 1500
GKS Tychy 1500
Okocimski Brzesko 500
Arka Gdynia 1400
GKS Katowice 1000
Stomil Olsztyn 400
Olimpia Grudziądz 800
Bogdanka Łęczna 1000
Zawisza Bydgoszcz 1200
Flota Świnoujście 800
Sandecja Nowy Sącz 500
Miedź Legnica 800
ŁKS Łódź
Stomil Olsztyn 1000
Warta Poznań 1521
Bogdanka Łęczna 1324
Zawisza Bydgoszcz 2732
Flota Świnoujście 1260
Sandecja Nowy Sącz 966
Miedź Legnica 1108
Arka Gdynia 1472
GKS Katowice 1627
Olimpia Grudziądz 1243
Dolcan Ząbki
ŁKS Łódź 900
Cracovia Kraków 1000
Kolejarz Stróże 500
Nieciecza 500
Polonia Bytom 700
GKS Tychy 600
Okocimski Brzesko 400
GKS Katowice 900
Stomil Olsztyn 700
Olimpia Grudziądz 350
Warta Poznań 350
Bogdanka Łęczna 450
Zawisza Bydgoszcz 900
Flota Świnoujście 1000
Sandecja Nowy Sącz 500
Miedź Legnica 500
Arka Gdynia 1000
średnio razem mecze
Cracovia 7500 126877 17
Arka Gdynia 4400 70934 16
Zawisza Bydgoszcz 4300 68602 16
GKS Katowice 2600 44900 17
Miedź Legnica 2500 39800 16
Stomil Olsztyn 2300 39900 17
Sandecja Nowy Sącz 2000 32000 16
Olimpia Grudziądz 1500 26140 17
Łódzki KS 1400 14253 10
Flota Świnoujście 1400 22501 16
Polonia Bytom 1300 21800 17
Termalica Bruk-Bet Nieciecza 1100 19196 17
Warta Poznań 1000 16600 16
Okocimski KS Brzesko 700 12655 17
Dolcan Ząbki 700 11250 17
Bogdanka Łęczna 700 10500 16
Kolejarz Stróże 500 7450 16
GKS Tychy 400 6700 16
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze