Dołącz do nas

Piłka nożna

Historia rywalizacji z ŁKS-em Łódź

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Pierwszy pojedynek pomiędzy GKS-em Katowice, a ŁKS-em Łódź miał miejsce w historycznym, bo debiutanckim sezonie GKS w najwyższej klasie rozgrywkowej. Była to kolejka numer trzy, a gospodarzem była ekipa z Górnego Śląska. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Strzelczyk. W rewanżu znów lepsi okazali się katowiczanie. Prowadzenie objęli goście po trafieniu Strudniorza, ale kilka minut później był już rezultat remisowy. Gola zanotował Paszek. W końcówce meczu trafienie dołożył Anczok i GieKsa ponownie cieszyła się z kompletu punktów. W roku następnym bilans znów był lepszy dla Trójkolorowych. Najpierw w Łodzi padł remis po golach Sedeka oraz ponownie Strzelczyka. Na Śląsku GieKSa wygrała gładko 3:1 (Rother x2, ZuzokSzefer). W sezonie 67/68 bezpośrednie pojedynki kończyły się takim samym wynikiem, jak rok wcześniej. W Łodzi bramek nie było, a w Katowicach jedna. Zdobył ją nie, kto inny, jak ponownie Strzelczyk. Następnie eŁKSa pożegnała się z Ekstraklasą i na kolejne pojedynki z katowiczanami czekała aż dziesięć lat.

W latach 70-tych rywalizowaliśmy z zespołem z Łodzi w dwóch ostatnich sezonach tej dekady. W sezonie 78/79 GieKSa dwukrotnie pokonała ŁKS 1:0. W Łodzi autorem złotej bramki był Kuta, w Katowicach natomiast Pluta. ŁKS GieKSie wyjątkowo leżał, choć do słabeuszy nie należał. Grali tam tacy zawodnicy jak Stanisław Terlecki czy Marek Dziuba, czyli reprezentanci Polski. W rundzie jesiennej sezonu 79/80 ŁKS wreszcie przełamał GKS i dowiózł pierwszy raz zwycięstwo z Hanysami. Strzelcami goli byli Sobol i Płachta, a miejscem rozegrania meczu był stadion biało-czerwono-białych. W Katowicach jednak wygrali gospodarze, gola przeciwnikowi zaaplikował Fait. Niestety był to sezon spadkowy dla Katowic.

Od sezonu 82/83 rozpoczęła się seria corocznych konfrontacji pomiędzy niedzielnymi rywalami. W latach 80-tych i 90-tych GKS mierzył się z ŁKS-em aż 34 razy. W sezonie 82/83 w Katowicach mecz zakończył się wynikiem 2:1 (Biegun, SzarekMilczarski), w Łodzi zaś 2:0 (Plachta, Chojnacki). W sezonie następnym lepsi byli GieKSiarze. Z Łodzi udało się wywieźć remis 2:2 (Robakiewicz, KlimasBiegun, Zając). Na Bukowej GieKSa zwyciężyła w stosunku bramek 2:0 (Rzeszutek, Chmaj). Co ciekawe przez następne trzy lata ta sytuacja się powtarzała tzn. GieKSa jedno ze spotkań remisowała, a drugie wygrywała. Sytuacja ta zmieniła się w sezonie 87/88, kiedy to gospodarze w Łodzi ograli naszych 1:0. W rewanżu wynik padł identyczny tyle, że dla Katowic. Strzelcem gola był Nawrocki. Można powiedzieć, że wszystko do normy wróciło w roku kolejnym. eŁKSa została dwukrotnie pokonana, z czego raz wyjątkowo upokarzająco. Na Bukowej GKS zmiażdżył rywala 7:2 (Piekarczyk x2, Morcinek, Walczak x2, Rzeźniczek, KubisztalStefański, Wenclewski). W ostatnim sezonie lat 80-tych doszło do sytuacji wcześniej niespotykanej. Mianowicie łodzianie dwa razy pokonali swojego oponenta z Katowic (2:1 i 1:0).

W latach 90-tych konfrontacje obu ekip były już bardziej wyrównane, niż miało to miejsce w poprzednich dziesięcioleciach. Sezon 90/91 jeżeli chodzi o mecze z ŁKS-em rozpoczął się dobrze dla GieKSy, bo od wygranej w Katowicach 2:0 po trafieniach Probuckiego i Marka Świerczewskiego z rzutu karnego. W Łodzi zaś górowali gospodarze. Zwycięskiego gola zapisał na swoje konto Różycki. Rok później sztuka, jaką było zwycięstwo z Trójkolorowymi nie udała się eŁKSie. Katowiczanie na wyjeździe bezbramkowo zremisowali, a na swoich śmieciach zwyciężyli 2:1 (Guruli, LesiakChojnacki). W sezonie 92/93 tendencje odwróciły się i punktował ŁKS. W Katowicach było 0:0, a w Łodzi 1:0 (Cebula). W sezonie 93/94 rywalizację należy ocenić remisowo. W obu meczach padał wynik 1:2 dla gości. Na Bukowej trafiali: Kucz dla GieKSy oraz Płuciennik i Cebula dla ŁKS. W rewanżu skutecznie ukłuł Gaj po stronie gospodarzy oraz Wolny i Janoszka po stronie gości. W kolejnych rozgrywkach nadal boje były wyrównane. W obu starciach bramek nie było. Zmieniło się to w sezonie 95/96, kiedy to najpierw po golach Mięciela dla ŁKS-u i Bilskiego dla GieKSy padł remis, ale bramkowy. W drugim meczu lepszy był ŁKS zwyciężając 1:2 (PikutaSaganowski, Dubicki). Sezon 96/97 przyniósł podopiecznym trenera Piekarczyka wygraną u siebie po golu Sławomira Wojciechowskiego, oczywiście z rzutu wolnego. Rewanż zakończył się remisem. ŁKS objął prowadzenie po golu Trzeciak, na który w drugiej połowie odpowiedział Bała. W sezonie 97/98 oba mecze kończyły się podziałem punktów. W Łodzi było 0:0, w Katowicach zaś 2:2 (Kucz, MuszalikDarlington, Trzeciak). Ostatni dwumecz zakończył się korzystniej dla naszego oponenta. Na Śląsku goście prowadzili długo po trafieniu Niżnik, ale w końcowych minutach Miąszkiewicz z rzutu wolnego dał swojemu zespołowi remis. W drugim meczu pełnym emocji gospodarze zdobyli trzy oczka. Mecz zakończony został przy stanie bramkowym 3:2 (Pawlak, Wieszczycki, DombrayeKubisz, Kucz).

     W XXI wieku GKS i ŁKS jak dotąd mierzyli się czterokrotnie. W sezonie 09/10 GKS nie dał złudzeń rywalowi i pokonał go dwukrotnie i to wysoko. Na Bukowej aż 4:1 (Kaliciak, Iwan, Goncerz x2 – Wolański), a w Łodzi 1:2 (Napierała(sam.) – Cholerzyński, Buśkiewicz). Sezon później oba kluby walczyły o całkiem inne cele. ŁKS walczył i to skutecznie o awans do Ekstraklasy. GieKsa zaś biła się o utrzymanie. U siebie mimo objęcia prowadzenia po golu Dziedzica, GKS przegrał nie stawiając wysoko poprzeczki rywalowi. W drugiej odsłonie ŁKS w przeciągu 9 minut zaaplikował Wierzbickiemu trzy gole. Na listę strzelców wpisali się kolejno Kosecki, Romańczuk i Mączyński. W Łodzi GieKSy nie było stać nawet na honorowe trafienie, a gospodarze podobnie jak w pierwszym starciu zdobyli trzy gole. Autorami tych bramek byli dwukrotnie Kosecki oraz Kłus.

     GKS mierzył się z ŁKS-em w meczach ligowych aż 48 razy. 12 razy triumfowali zawodnicy z Łodzi, a 21 razy z Katowic. Remisem kończyło się 15 meczów. Bilans bramkowy również przemawia na korzyść GieKSy. ŁKS pokonał golkiperów GKS-u w sumie 43-krotnie, a GKS w przeciwną stronę trafiał 58 razy.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Bhoy

    3 sierpnia 2012 at 15:58

    Sezon 92/93 GKS-ŁKS mój pierwszy szpil:)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga