Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Piękna Barbórka na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania rozgrywanego w ramach 1/8 finału Pucharu Polski GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 3:1 (1:0).

 

jagiellonia.net – Jagiellonia Białystok kończy przygodę z Pucharem Polski

Jagiellonia Białystok przegrała 3-1 z GKS Katowice w ramach 1/8 finału Pucharu Polski i odpadła z rozgrywek. Niestety znów szwankowała skuteczność, a w obronie z naszych błędów skrzętnie skorzystali gospodarze i to oni meldują się w ćwierćfinale rozgrywek o krajowy puchar.

63 procent posiadania piłki, 30 uderzeń na bramkę przeciwnika (z czego 21 celnych), 8 rzutów rożnych. To statystki nie zwycięskiej drużyny, a Jagiellonii w dzisiejszym spotkaniu. Gdyby ktoś oceniał mecz na podstawie samych „twardych danych” zachodziłby w głowę jak to możliwe, że z awansu cieszą się Katowice, a nie Białystok.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami, to Jagiellonia prowadziła grę i utrzymywała się częściej przy piłce. W 9 minucie Dimitris Rallis oddał pierwsze niecelne uderzenie na bramkę gospodarzy. Kiedy upływał pierwszy kwadrans gry Bernardo Vital posłał dalekie podanie do Alexa Pozo, a ten wypatrzył w polu karnym Jesusa Imaza. Niestety efektowne uderzenie piętą Hiszpana ustawionego tyłem do bramki bez problemów zostało przejęte przez graczy GKS. W odpowiedzi minimalnie pomylił się Ilya Shkurin. Skuteczności zabrakło również Kamilowi Jóźwiakowi, który pomylił się pod bramką GKS. Podobnie Jesus Imaz w 41 minucie, który uderzył z pola karnego wysoko nad bramką. Minutę później celnie spróbował Cezary Polak, jednak nie sprawił wielu kłopotów bramkarzowi. Kiedy wydawało się, że na przerwę zejdziemy przy bezbramkowym remisie GKS wyszedł na prowadzenie. Cezary Polak wyrzucił z autu piłkę do Andego Pelmarda, a ten wycofał ją do Miłosza Piekutowskiego. Młodemu bramkarzowi przy przyjęciu odskoczyła futbolówka i po przejęciu jej przez Marcela Wędrychowskiego, Bartosz Nowak dopełnił formalności.

Już w trzy minuty po wznowieniu drugiej połowy celnie uderzał Bartosz Mazurek, ale bramkarz GKS-u był na posterunku. W odpowiedzi gracze z Katowic podwyższyli na 2-0. Po asyście Nowaka na listę strzelców wpisał się Ilya Shkurin. W 53 minucie w dogodnej sytuacji Alex Pozo uderzył (podawał?) niecelnie. Przed upływem godziny gry Trener Adrian Siemienic zdecydował się na wprowadzenie czterech zawodników. Jagiellonia coraz bardziej naciskała, wydawało się, że bramka jest kwestią czasu. W 81 minucie stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Afimico Pululu wprowadzony w miejsce Greka. Nasz napastnik zrehabilitował się w 86 minucie po uderzeniu z rzutu karnego, kiedy bezpardonowo przez bramkarza został sfaulowany Alex Pozo. Nadzieja znów rozpłonęła na nowo, ale w doliczonym czasie gry zgasła na dobre. Po dalekim wykopie bramkarza GKS piłkę wprost pod nogi Bartosza Nowaka wybił Bernardo Vital, a ten nie dał szans Miłoszowi Piekutowskiemu. Niedługo później sędzia zakończył spotkanie.

 

jagiellonia.pl – Drachal: Smutna chwila

– Niestety, dzisiaj odpadamy, kończymy w tym sezonie marzenia o Pucharze Polski. Smutna chwila dla nas. Fakt, mieliśmy momenty, w których bardzo kontrolowaliśmy grę i szkoda, że nie padło więcej bramek z naszej strony. Natomiast nie wiem za bardzo, co mogę więcej powiedzieć. Ważne, żebyśmy się po prostu odbili, wyciągnęli wnioski i szli dalej, bo dopiero kończymy rundę i jeszcze cała wiosna przed nami. Ważne, żeby się podnieść i ostatnie cztery mecze dograć do końca i przede wszystkim je wygrać – powiedział po porażce w Katowicach Dawid Drachal.

Czy tę porażkę można tłumaczyć zmęczeniem? – Myślę, że nie powinniśmy iść w tę stronę i szukać wytłumaczeń. Puchar to takie rozgrywki, gdzie jest jeden mecz: albo idziesz dalej, albo odpadasz. My dzisiaj niestety odpadliśmy. Co do statystyki, że Jagiellonia od 2018 roku nie potrafiła wygrać z klubem z Ekstraklasy w Pucharze, to jedyne, co mogę powiedzieć, to że szkoda, iż nie udało się tego dziś przełamać.

[…] Mimo kontroli jest porażka. – Uważam, że kontrolowaliśmy właściwie cały mecz. GieKSa tak naprawdę wykorzystała nasze błędy, strzelając trzy bramki po sytuacjach, których mogliśmy uniknąć i które zwykle unikamy. Na pewno będziemy musieli wyciągnąć z tego wnioski. Co do błędu Miłosza, mogę powiedzieć, że to młody bramkarz, a wcześniejsze mecze miał na naprawdę znakomitym poziomie. Każdemu zdarza się popełnić błąd i ważne, żeby się teraz nie podłamywał – oznajmił pomocnik.

 

weszlo.com – GKS Katowice uczcił Barbórkę! Pierwszy ćwierćfinał od 21 lat

4 grudnia to w Polsce Barbórka, czyli tradycyjne górnicze święto, wyjątkowe dla GKS-u Katowice. Obejrzeliśmy więc specjalną przedmeczową oprawę Orkiestry Dętej Polskiej Grupy Górniczej, a na koniec piłkarskie świętowanie po zwycięstwie 3:1 z Jagiellonią. Chociaż zespół Rafała Góraka nie miał za wiele jakościowych okazji, to był skuteczny. Mocno pomógł w tym Miłosz Piekutowski, który sam takową szansę sprezentował, popełniając „babola”.

Adrian Siemieniec dał odpocząć kilku ważnym graczom.

[…] Siemieniec musiał ratować się największymi gwiazdami, gdy przegrywał 0:2. Do 60. minuty dokonał aż czterech roszad, a w 66. zaryzykował i… wykorzystał ostatnią zmianę. Wpuścił Oskara Pietuszewskiego, Afimico Pululu czy Bartłomieja Wdowika. Wyglądało to już boiskowo dużo lepiej, ale dało tylko bramkę kontaktową (na chwilę) i Jagiellonia odpadła z Pucharu Polski na etapie ćwierćfinału.

GKS ma co świętować! Po 21 latach znów jest w ćwierćfinale Pucharu Polski. Ostatnio do takiego etapu dotarł bardzo dawno temu – w sezonie 2003/04.

[…] W 1/8 finału Pucharu Polski połowę par stworzyły zespoły z Ekstraklasy. To starcie było właśnie takim ostatnim. W 20 pierwszych minutach oba zespoły raczej się „badały”, ale stworzyły po jednej dobrej szansie. Jesus Imaz oddał „no look shoot” z piętki, ale z linii wybił piłkę Marcin Wasielewski. Bardziej mógł żałować Ilja Szkurin, który wślizgiem zamykał akcję po podaniu od Marcela Wędrychowskiego. Chyba niepotrzebnie próbował prawą nogą, zamiast lewą.

Jagiellonia zaczynała się już trochę rozkręcać. Coraz bardziej dominowała, czuła się z każdą minutą pewniej, a realizator zaprezentował statystykę strzałów: siedem do dwóch dla gości. Jaga wciągała GKS na własną połowę, grała bardzo odważnie i często w ataku pozycyjnym wykorzystywała Miłosza Piekutowskiego. Długo zachowywał zimną krew.

I kiedy oba zespoły raczej już szykowały się na zejście do przerwy, to rezerwowy golkiper Jagiellonii nawalił. Tak bardzo chwalony był za mecz z RC Strasbourg, świetnie zastępował kontuzjowanego Sławomira Abramowicza. Jeden moment nieuwagi wystarczył, żeby popełnił kosztowny błąd.

Bartosz Nowak nie miał najmniejszych problemów, by trafić na 1:0. Kompletnie niespodziewane prowadzenie do przerwy. Prezent od bramkarza „nakręcił” dodatkowo gospodarzy.

GKS szybko ustawił sobie mecz, bo już w 51. minucie Ilja Szkurin podwyższył prowadzenie. Rozgniewało to Adriana Siemieńca, który dokonał wspomnianych wyżej pięciu zmian. Rzeczywiście Jaga mocniej docisnęła śrubę.

Raz Alex Pozo zdenerwował kolegów, bo posłał takie ni to podanie, ni strzał i podjął złą decyzję. Innym razem Dawid Drachal próbował z główki. Goście nabijali punkty do statystyk, cisnęli. Kiedy Afimico Pululu zmarnował „setkę” w 81. minucie, pudłując w banalnej sytuacji, w której po prostu musiał dołożyć nogę, można było pomyśleć, że bogowie Pucharu Polski nie są tego dnia po stronie Jagiellonii. Kolejna rzecz nie po myśli gości – gdyby Alan Czerwiński wyleciał z boiska po faulu na Pululu, to nie mógłby mieć pretensji. Chwilę wcześniej dostał „żółtko” za pyskówki. Sędzia go jednak oszczędził.

Bogowie pucharowi tylko na chwilę uśmiechnęli się do Jagi, gdy Rafał Strączek wyszedł z bramki i znokautował Alexa Pozo. Decyzja? Rzut karny, który na bramkę zamienił Afimico Pululu. Trzymając się naszej narracji – później bogowie znowu wystawili język zespołowi Siemieńca, tym razem bardzo brutalnie. Boleśnie…

Gości dobił jeszcze Bartosz Nowak, który skończył mecz z dubletem i asystą i został absolutnym bohaterem wieczoru. Było jasne, że to koniec Jagiellonii, ale dostała jeszcze jeden cios w podbrzusze. Nokautujący. I nie chodzi wcale o żadnego ośmieszającego gola. Oskar Pietuszewski wpadł na Wasielewskiego i coś mu się wyraźnie stało w nogę. Opuszczał boisko zalany łzami… w zasadzie ledwo szedł. To chyba większy problem niż odpadnięcie z Pucharu Polski.

 

radio.bialystok.pl – Jagiellonia Białystok odpada z Pucharu Polski

[…] Jedyny gol w pierwszej połowie padł tuż przed zejściem piłkarzy do szatni. Bramkarz Miłosz Piekutowski był naciskany przez rywali, stracił piłkę, a gola – do praktycznie pustej bramki – strzelił Bartosz Nowak.

Pierwsza połowa była dosyć wyrównana. Najgroźniejszą akcję żółto-czerwoni przeprowadzili w 16. minucie. Jesus Imaz z kilku metrów uderzał piłkę „piętką” tyłem do bramki, ale futbolówka nie wpadła do siatki.

Kilka minut później gospodarze również zagrozili bramce Jagiellonii. Akcję GKS-u zamykał z lewej strony pola karnego Ilya Shkuryn, ale piłka po jego strzale przeleciała tuż obok słupka.

Gospodarze strzelili gola tuż przed przerwą i po 45. minutach prowadzili 1:0.

W 51. minucie gospodarze prowadzili już 2:0, a gola strzelił Shkuryn.

W końcówce meczu Jagiellonia przycisnęła rywali i to się opłaciło, bo w 85. minucie strzeliła kontaktowego gola. Żółto-czerwoni mieli rzut karny, którego na gola zamienił Afimico Pululu.

Sędzia doliczył sześć minut do meczu, białostoczanie rozpaczliwie atakowali, ale gola – po kontrze – strzelili gospodarze. Bramkę zdobył Bartosz Nowak i przypieczętował awans GKS-u do ćwierćfinału Pucharu Polski.

Mecz, z racji przypadającej w czwartek Barbórki, był dedykowany górnikom. Przed spotkaniem i w przerwie przygrywała kibicom górnicza orkiestra dęta, a piłkarzy obu drużyny wyprowadziła eskorta złożona z ubranych w galowe mundury byłych i obecnych pracowników kopalń.

 

wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Jagiellonią Białystok w 1/8 Pucharu Polski

[…] Mecz wypadł w Barbórkę, dlatego klub o górniczych tradycjach nie mógł o tym zapomnieć. Spotkaniu towarzyszyła więc specjalna oprawa. Kibice mieli okazję usłyszeć Reprezentacyjną Orkiestrę Dętą Polskiej Grupy Górniczej pod dyrekcją Grzegorza Mierzwińskiego.

Orkiestra górnicza zagrzała GieKSę do walki. W pierwszej połowie były okazję, by padły strzały do bramek – zarówno po stronie GKS-u Katowice, jak i Jagiellonii Białystok. Ostatecznie na sam koniec połowy bramkę dla GieKSy strzelił Bartosz Nowak. Druga połowa szła bardziej po myśli GKS-u. lya Shkuryn zdobył gola w 51. minucie. Rywale chcieli dogonić, ale udało wbić się im tylko jedną bramkę. Zrobił to Afimico Pululu w 86. minucie. GieKSa nie była jednak obojętna i w 90. minucie meczu punkt zdobył ponownie Nowak.

 

dziennikzachodni.pl – Piękna Barbórka na Nowej Bukowej. Sześć tysięcy kibiców GKS Katowice zobaczyło pucharowy triumf nad Jagiellonią

Dwadzieścia jeden lat temu GKS Katowice po raz ostatni przedarł się w Pucharze Polski do rund rozgrywanych wiosną. W Barbórkę ten licznik został wreszcie wyzerowany. Zespół Rafała Góraka uszczęśliwił swoich kibiców wygrywając z Jagiellonią Białystok.

Teraz, w drugim sezonie od tego momentu, stanął przed szansą, by po raz pierwszy od rozgrywek 2003/04 przebić się dalej niż do 1/8 Pucharu Polski. Na drodze zespołu Rafała Góraka stanęła Jagiellonia Białystok, a ponieważ mecz rozgrywany był 4 grudnia nie mogło zabraknąć akcentów górniczych. Była więc i orkiestra dęta, i zdjęcia piłkarzy na telebimie w kaskach na tle ściany węgla, i piosenka „Boże jak ja lubię pracować na grubie”. W przerwie natomiast prezes Jagiellonii wręczył z okazji święta piękny okolicznościowy proporczyk swojemu odpowiednikowi w GKS.

Blisko sześć tysięcy kibiców liczyło, że GieKSa wyeliminuje Jagiellonię, z którą miała grać już kilkanaście dni temu na wyjeździe w Ekstraklasie, ale na przeszkodzie stanęło zaśnieżone i niespecjalnie energicznie przygotowywane przez gospodarzy boisko.

Najważniejsze było jednak pucharowe starcie. Obie ekipy postawiły na otwartą grę i widowisko rozgrzewało obserwatorów. Zarówno GKS, jak i Jagiellonia, miały swoje sytuacje strzelecki, jednak ani Jesus Imaz, ani Ilia Szkurin nie potrafili wpakować piłki do siatki. W końcu jednak udało się to, w jedynej doliczonej minucie, Bartoszowi Nowakowi. Lider katowickich strzelców kapitalnie poradził sobie w gąszczu przed bramką, po tym, jak Miłosz Piekutowski fatalnie przyjął piłkę, a Marcel Wędrychowski przytomnie do niej dopadł i oddał właśnie Nowakowi.

Sześć minut po przerwie strzelec gola dorzucił asystę zabawiając się ze Szkurinem między obrońcami Jagiellonii i GieKSa znalazła się już bardzo blisko ćwierćfinału. Goście rzucili się do odrabiania strat, a katowiczanie bywali wciskani we własne pole karne. Sami jednak też potrafili się odgryźć, pamiętając o tym, że najlepszą obroną jest atak. Adrian Siemieniec rzucał do boju najcenniejsze odwody, ale wynik nie ulegał zmianie. Nawet wtedy, gdy Afimico Pululu dostał piłkę trzy metry przed bramką, bo po prostu w nią nie trafił.

W 85 minucie doszło jednak do starcia Rafała Strączka z Alejandro Pozo i Wojciech Myć podyktował rzuty karny. Do piłki podszedł Pululu i przewaga GKS stopniała pomimo mrozu do jednego gola. Sześć doliczonych minut zapowiadało się na ciężką próbę dla obrońców gospodarzy. I rzeczywiście Jagiellonia założyła hokejowy zamek, ale katowiczanie wyrwali się z oblężenia i bohater meczu Bartosz Nowak – przy asyście bramkarza Strączka – załatwił sprawę awansu! Ostatnim akcentem był niepokojący obrazek kontuzjowanego Oskara Pietuszewskiego, który opuścił murawę ze łzami w oczach.

Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się w samo południe w środę 10 grudnia.

 

goal.pl – GKS Katowice z historycznym krokiem. „Długo na to czekałem”

[…] GKS Katowice po trudnych tygodniach na starcie sezonu, wygląda na to, że wrócił już na odpowiednie tory. Tym samym trener Rafał Górak uporał się z letnimi rozstaniami z klubu m.in. z Oskarem Repką i Sebastianem Bergierem. Trójkolorowi w czwartek zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, pokonując w roli gospodarza Jagiellonię Białystok. Na temat potyczki szkoleniowiec katowiczan wypowiedział kilka zdań.

– Zawsze się zastanawiałem, gdzie jest we mnie to coś, że nie potrafimy w pucharowych meczach zrobić kroku dalej. W tym roku zrobiliśmy fajny krok do przodu. Będziemy grali na wiosnę. Na tym szczeblu rozgrywkowym dawno, bardzo dawno nas nie było. Stąd moja ogromna radość i zadowolenie – mówił szkoleniowiec GieKSy w trakcie pomeczowej konferencji prasowej.

[…] W świetnej dyspozycji w szeregach GieKSy jest Bartosz Nowak. Na temat swojego kluczowego zawodnika szkoleniowiec również wypowiedział kilka słów.

– Najlepiej Bartka niczym nie obciążać. On gra dla kibiców, dla was, dla mnie, dla drużyny, i czuć piłkarza, czuć wielką postać w tych rozgrywkach. Niech się cieszy grą, niech pozostanie skromnym i zadowolonym chłopakiem. Mimo doświadczenia na każdym treningu i w każdym meczu wygląda jak chłopak, który świetnie bawi się na boisku. I niech tak zostanie na kolejne lata – powiedział Górak.

 

poranny.pl – Przeważali, atakowali, ale popełniali błędy i odpadli

[…] O porażce Dumy Podlasia zadecydowały fatalne błędy w obronie i zbyt mało konkretów w ataku.

[…] Na pierwszy konkret trzeba było czekać kwadrans. Piłkę w polu karnym gospodarzy otrzymał Jesus Imaz i sprytnie uderzył piętą. Niestety, sprzed linii bramkowej wybili ją katowiccy obrońcy. W rewanżu w idealnej okazji z niewielkiej odległości fatalnie spudłował Ilja Szkurin.

Jaga mocno przycisnęła w końcówce pierwszej połowy, ale ani Cezary Polak, ani Imaz, ani Norbert Wojtuszek nie pokonali Rafała Strączka. Zamiast tego katastrofalny błąd popełnił bramkarz gości Miłosz Piekutowski, oddając rywalom futbolówkę we własnym polu karnym. Bartosz Nowak skorzystał z prezentu i wyprowadził GKS na prowadzenie.

Sytuacja z niedobrej zrobiła się fatalna w 51. minucie, kiedy drugą bramkę dla zespołu ze stolicy Górnego Śląska strzelił Szkurin. Trener Jagi Adrian Siemieniec zareagował zmianami, wpuszczając na boisko Pietuszewskiego, Pululu, a także Sergio Lozano.

Żółto-Czerwoni nie rezygnowali, przeważali, momentami zamykali rywali w ich polu karnym, ale niewiele z tego wynikało. Brakowało albo dokładnego dogrania, albo celnego strzału. Najlepszą sytuację zmarnował w 81. minucie Pululu, pudłując z niewielkiej odległości metrów.

W końcu błąd popełnili też gospodarze. Strączek sfaulował w niezbyt groźnej sytuacji Alejandro Pozo i sędzia Wojciech Myć podyktował rzut karny. Z 11 metrów nie pomylił się Pululu i nadzieje odżyły.

Na krótko, bo w doliczonym czasie gry katowiczanie wyprowadzili atak, skończony celnym strzałem zza pola karnego Nowaka i marzenia Jagi o ćwierćfinale STS Pucharu Polski skończyły się.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga