Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna

Kibice GieKSy – wyjazdowe podsumowanie sezonu 2022/23

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do obszernego wyjazdowego podsumowania sezonu 2022/23 w wykonaniu kibiców GKS Katowice. Autorem podsumowania jest Eric Cantona.

Kibicowski sezon wyjazdowy zaczęliśmy od ŁKS-u Łódź, na który mieliśmy niestety zakaz. I choć Rodowici Łodzianie wpuszczali w trakcie remontu ekipy na swoje sektory, nasza obecność na tych samych warunkach i ukończonej już budowie obiektu, ich specjalnie nie urządzała. ŁKS awansował do Ekstraklasy, więc nasza wizyta będzie wyczekiwana jeszcze bardziej, bo ostatnim razem byliśmy tam wiosną 2010 roku.

W połowie lipca z okazji 100-lecia Banik Ostrava rozegrał mecz towarzyski z Celtikiem Glasgow. Pomimo rozgrywania meczu w środku tygodnia, na dodatek w sezonie urlopowym, musieliśmy oczywiście wesprzeć naszych braci. Nasza liczba w tym dniu to było 600 osób, co jest naszym najliczniejszym wsparciem w historii wieloletniej zgody.

.

Kolejnym meczem w Polsce, na którym ciążył na nas zakaz wyjazdowy, było nieodległe Bielsko-Biała i tu trzeba pochwalić prezesa TSP – Bogdana Kłysa, dla którego hasło „Piłka nożna dla kibiców” to nie tylko pusty slogan. Za okazanie gestu i wpuszczenie nas w rekordowej liczbie 1803 osób (w tym 128 Górnik Zabrze, 77 Banik Ostrava i gościnnie 17 Spartak Trnava), klub z Bielska-Biała od instytucji „Łączy nas piłka” dostał… karę 40 000 złotych. Nasza liczba osób, w trakcie ogłoszenia bojkotu na domowe spotkania, przekroczyła wyobrażenia chyba nas samych, bo to był jeden z najlepszych naszych wyjazdów w historii. Na domowe spotkania nasz klub nie potrafił ściągnąć takiej publiczności, więc satysfakcja zrobienia takiej liczby, jeszcze w sezonie urlopowym, była ogromna.

.

Następnym spotkaniem, na którym ciążył na nas zakaz wspierania swojego klubu na wyjeździe, była Wisła Kraków. Wiślacy przed sezonem dowiedzieli się, że w sezonie 2022/2023 z powodu remontu części stadionu będą wszystkie mecze rozgrywać bez kibiców gości. Grupa Ultras Wisła wystosowała oświadczenie, że się nie zgadza na takie traktowanie fanów gości i będą wpuszczali rywali na swoje sektory, w tym nawet znienawidzone kosy. Okazało się finalnie, że żadna ekipa nie zawitała na Reymonta jednak gdyby nie było remontu, który pokrył się z zakazem, wiadome było, że nie weszlibyśmy. Okazja pojawienia się w Krakowie pojawi się w nadchodzącym sezonie.

Zakaz wyjazdowy wciąż trwał i tym razem padło na Resovie. Gospodarze, mimo rozgrywania spotkań domowych na obiekcie Stali Rzeszów, pomogli nam wejść na swoje sektory. Nasza liczba to było 546 głów, w tym JKS Jarosław w 73 osoby oraz Banik Ostrava w 14 głów. Była to nasza najliczniejsza wizyta na Resovii (mimo że jako gospodarz nie grają na Wyspiańskiego).

.

Kolejnym spotkaniem, kiedy wciąż nie mogliśmy jeździć legalnie, ale hasło „Piłka nożna dla kibiców” bardziej łączy, niż dzieli, to była Pogoń Szczecin w Pucharze Polski. I choć graliśmy z rezerwami, to możliwość pojechania na koniec Polski w środku tygodnia znalazła 215 chętnych fanatyków. W tej liczbie były 3 osoby z ROW-u Rybnik i 2 z Banika Ostrava.

.

Po awansie do dalszej rundy Pucharu Polski mieliśmy wyjazd do Opola. Odra miała etap wąchania się z Ruchem Chorzów, więc nasza szansa dogadania się legła w gruzach. Natomiast nasze przypuszczenia okazały się słuszne i delegacja niebieskich w kilkanaście osób wsparła OKS.

Między piłkarskimi szarymi wyjazdami, na których nie mogliśmy się legalnie pojawić, doszły europejskie wojaże w ramach hokejowej Ligi Mistrzów. Pierwszy wyjazd do Szwajcarii z ZSC Zurich zaliczyło 100 fanatyków.

.

Już dwa dni później kolejnym miejscem, w którym nie mogliśmy się pojawić legalnie, była Łęczna. Nasza grupa fanów zrzeszająca się pod nazwą FC Wschód zasiadła na trybunie gospodarzy w 7 osób. W tym samym dniu w Szwecji na drugim wyjeździe w ramach Ligi Mistrzów z Rogle BK było obecnych 200 GieKSiarzy. Warto wspomnieć, że zdecydowana część fanatyków pojechała na ten mecz prosto ze Szwajcarii.

 

Kolejnym wyjazdem, na którym nie mogliśmy się pojawić, była Skra Częstochowa. Zespół, który od czasu awansu gra rolę bezdomnego i wynajmował stadiony lub grał na wyjeździe jako gospodarz, na początku poszedł nam na rękę. Miało być nas 600 osób, jednak przez działania Marka Szczerbowskiego oraz pod naporem policji, „gospodarze” w ostatniej chwili woleli zamknąć cały stadion, uniemożliwiając nawet swojej skromnej publiczności udział w  widowisku. 

.

Po niewypale ze Skrą naszym ostatnim wyjazdem w Lidze Mistrzów był węgierski Fehervar AV19, na który w środku tygodnia wybrało się 400 GieKSiarzy pokazując znakomity doping i reklamę polskiej sceny kibicowskiej.

.

Następnym wyjazdem była Puszcza Niepołomice. Nowością był legalny wyjazd po półrocznym zakazie, ale wciąż była niepewność. Skończył nam się zakaz wyjazdowy oficjalnie, ale eskalujący konflikt między kibicami a zarządem klubu, sprawił, że nie byliśmy przekonani co do tego, czy lista wyjazdowa zostanie podpisana przez Marka Szczerbowskiego i zapobiegawczo dogadaliśmy się z zarządem Puszczy, odnośnie wejścia na ich sektor gości. Ostatecznie w klatce było nas 408 osób, co jest naszym rekordem na tym kameralnym stadionie.

.

Pod koniec października zbliżał się dwumecz koalicji GKS Katowice & Górnik Zabrze – Ruch Chorzów & Widzew Łódź. W piątek w Zabrzu mecz ten miał być rozpaleniem atmosfery przed derbami na Cichej. W dniu wsparcia Żaboli okazało się, że nasz prezes skompromitował się przed całą Polską i mimo chęci Ruchu, braku przeciwwskazań mundurowych i samego wojewody, wiadome było, że po 20 latach na Cichą nie wybierze się 465 fanów GieKSy (Marek, nie zapomnimy ci tego nigdy). Cała ekipa wyjazdowa oraz pozostała część załogi pojechała wspierać braci w ponad 700 osób. Od czasu inauguracji stadionu w Zabrzu (podczas derbów z Ruchem) było to nasze najliczniejsze wsparcie Górnika na ich domowym meczu.

.

Na sam koniec roku okazało się, że po 20 latach będzie nam dane pojechać do Oświęcimia, gdzie Unia była organizatorem hokejowego Pucharu Polski. Los skrzyżował nas z GKS-em Tychy i obie ekipy dostały po 600 biletów. Ponownie prezes Marek Szczerbowski zrobił wszystko, aby bilety nie trafiły w nasze ręce bezpośrednio, ale kolejny raz nie docenił naszego poświęcenia i wszystkie wejściówki nabyli stali wyjazdowicze. O ile u nas cała pula poszła w mig (ostatecznie było nas ponad 640) i dużo osób obeszło się smakiem, tak tyszanie wykorzystali ledwo 450 biletów. Finału nam niestety nie było dane obejrzeć, bo nasi hokeiści przegrali.

.

Pierwszym wyjazdem w rundzie wiosennej była Termalica Nieciecza. Mało kto spodziewał się, że piłkarze po prostu chcą powalczyć o baraże, ale pojechaliśmy tam z wiarą, że może tym razem będziemy rycerzami wiosny. Na stadionie, tylko dzięki dogadaniu się bezpośrednio z klubem gospodarzy, zameldowaliśmy się w 1261 osób (w tym 39 Banik Ostrava i 4 Spartak Trnava), co było jednym z naszych najlepszych wyjazdów w historii. Faktem jest, że mało gdzie mieliśmy przez ostatnie 20 lat możliwość dostania takiej puli biletów, ale trzeba docenić nasz fanatyzm, bo nikt nie jechał tam pod wynik, a co dopiero pod kibicowskiego rywala. Oprawa tylko udowodniła, kto jest siłą klubu. Nasz odchodzący prezes Marek Szczerbowski po raz kolejny się skompromitował… Ktoś pomyśli, że już czepiam się na siłę, więc tylko przypomnę, że przed tym meczem dzwonił do działaczy Termaliki, aby nas nie wpuszczali na swój stadion, a po spotkaniu — dziękował za doping.

Pod koniec lutego zbliżała się długo wyczekiwana „wyprawa”. Zagłębie Sosnowiec swój nowy stadion postanowiło otworzyć na mecz z nami, co jest oczywiście zrozumiałe — chcieli się pokazać. Tak samo, jak  w przypadku wyjazdu do Chorzowa, zaczęliśmy wróżyć z fusów „co tym razem”, bo wszyscy o tym meczu mówili, zwłaszcza że swoje działo się także w szeroko pojętej kibicowskiej otoczce. Nie było problemem rozdysponować 808 biletów, jednak im byliśmy bliżej kibicowskiego szlagieru, tym więcej sygnałów zaczęło dochodzić, że sosnowiczanie na siłę szukają jakiegoś remontu. Finalnie okazało się, że policja, wojewoda i lista wyjazdowa nie stanęły na drodze, tylko… skompromitowali się działacze Zagłebia, tłumacząc, że chcieli w tym dniu mieć spokój, komplet publiczności i brak wyzwisk, aby to nie odstraszyło „pikników” na kolejne spotkania (co ostatecznie wyszło im średnio). Dodam, tylko że sam prezes PZPN Cezary Kulesza pofatygował się na ten mecz i wszystko mu się podobało, więc była to tylko wisienka na torcie pokazująca, jakie standardy obecnie panują w Polskim Związku Piłki Nożnej.

Kolejnym wyjazdem, na którym mogliśmy się pojawić była Sandecja Nowy Sącz, która grała w… Niepołomicach. Mimo otrzymania 312 wejściówek od działaczy Sandecji w sektorze zameldowało się 378 fanatyków, co jest naszym rekordem „na Sandecji”, mimo że grała swój domowy mecz gdzieś indziej. Na tym spotkaniu nasza kibicowska żywa legenda mogła z okazji 50-urodzin usłyszeć zasłużone „sto lat”.

.

Na początku kwietnia wypadł nam bardzo prestiżowy wyjazd na Arkę Gdynia. I choć granie o nic w lidze nie stanęło na przeszkodzie, aby zrobić najlepszy wyjazd w historii do Trójmiasta, to pociąg specjalny bardzo długo nie był naszym transportem w Polskę i 600 miejsc w wagonie szybko znalazło swoich nabywców. W sektorze gości pojawiło się ostatecznie 621 osób w tym 40 Górnik Zabrze, 12 Banik Ostrava i 4 JKS Jarosław. Warto zaznaczyć, że dużą rolę także odegrała ekipa Arki Gdynia, która zapewniła nam drugie tyle wejściówek (początkowo dostaliśmy 300) – szacunek!

.

Po dalekiej Gdyni przyszła pora na derby z GKS-em Tychy. Smaczku tego meczu dodawał fakt, że jechaliśmy tam jako Mistrz Polski w hokeja, deklasując tyszan 4:0 w finale. Liczba biletów, którą nam przyznano, to był żart – dostaliśmy 400 wejściówek. Mimo posiadania sektora gości na 1200 miejsc, to przepisowo przysługiwało nam minimum 700 biletów. W Tychach hasło „Piłka nożna dla kibiców”, przynajmniej w pojedynkach z nami, raczej nie obowiązuje. Ostatecznie pojawiliśmy tam w 430 osób, w tym 8 Banik Ostrava. Będąc 1,5 godziny przed meczem i tak ostatnie osoby weszły w… 20. minucie spotkania. Na plus to okazała wygrana 3:0 i przypomnienie całej zgromadzonej publiczności na stadionie, kto jest Mistrzem Polski w hokeja.

.

Kolejny wyjazd mieliśmy na Chrobry Głogów. Gospodarzy, którzy dysponują potężnym sektorem gości na blisko 500 miejsc, ale dali nam tylko 170 biletów. Chrobry ma nad sobą policyjny but, który nie tylko przeszkadza gościom w pokazaniu swojego liczbowego potencjału, ale również miejscowi fani MZKS-u są regularni szykanowani przez organy prawa i sporo osób z błahego powodu dostaje zakazy stadionowe lub kolegium, co ma przełożenie na słabą frekwencję w młynie. Szacunek dla nich, że próbują się postawić w nierównej walce z systemem. Nas ostatecznie 230 osób, ale 170 w sektorze.

.

Stal Rzeszów to był przedostatni, ale tak naprawdę wszyscy byliśmy przekonani, że ostatni wyjazd w sezoni. Zbliżały się derby z Ruchem Chorzów, na którym było pewne, że trochę pirotechniki zapłonie, a delegat PZPN z łatwością wyśle nas na wcześniejsze wakacje. Pociągiem specjalnym wybrało się 454 fanatyków szczerze zmęczonym już beznadziejnym piłkarskim sezonem, ale klimat wyjazdu w formie przemarszu kilku kilometrów przez miasto zrobił robotę. Po raz kolejny udowodniliśmy, że od kilkunastu lat nie jeździmy za wynikami. W tej liczbie obecna była 12-osobowa delegacja Banika Ostrava i 5-osobowa JKS-u Jarosław, który w tym samym dniu rozgrywał swój mecz. Po spotkaniu, na którym odpaliliśmy trochę pirotechniki, została przeprowadzona mocna rozmowa z piłkarzami, w której zostali dobitnie uświadomieni, że ich forma z wiosny nas nie interesuje i w derbach z Ruchem jedynie, co mają zrobić to wygrać, bo jak nie to… Dobrze, że wygraliśmy 🙂

Na ostatni mecz sezonu z Chojniczanką w Chojnicach zdecydowało się 174 fanatyków, którzy zamiast szalików zabrali do Grodu Tura… ręczniki, koła ratunkowe, klapki, a jeden fanatyk uszanował pożegnalną konferencję prasową Marka Szczerbowskiego i zabrał ze sobą… trąbkę. Hasłem przewodnim była oprawa „Marek. Na to wakacje”. Mecz bez żadnych atrakcji, tylko jedna wielka szydera i strojenie żartów z całego sezonu. Po meczu obrażani piłkarze nie rzucili najwierniejszym kibicom koszulek, co było tradycją od wielu lat.

.

Pisząc to i myśląc, jak ten cały sezon wyjazdowy wyglądał, to naprawdę szacunek dla wszystkich za obecność, bo przeszliśmy ciężki okres. Na zakończenie należy wspomnieć, że wspieraliśmy nasze zgody z Ostrawy i Zabrza regularnie nie tylko na meczach domowych, ale i wyjazdach. Kibice GKS-u Katowice wspierali także reprezentację Polski na wszystkich swoich spotkaniach. Nie zabrakło nas także na Marszu Niepodległości czy pod Kopalnią Wujek.

Eric Cantona

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Kejta

    27 czerwca 2023 at 04:10

    Po takim sezonie mozna napisac tylko ze kazdy chcialby miec takich kibicow tylko nie Marek Sz.
    Do tego nowy prezes nic nie wspomnial ze chce naprawic relacje z kibicami a to powinien byc jego priorytet!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga