Dołącz do nas

Siatkówka

Kolejna przegrana GKS-u w Spodku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Rzeszowianie przystąpili do tego spotkania bez zmian w wyjściowej szóstce w porównaniu do ostatniego meczu. Trener Piotr Gruszka wrócił do swej żelaznej wyjściowej szóstki graczy, a więc wrócili do składu Marcin Komenda, Paweł Pietraszko oraz Serhij Kapelus w miejsce Macieja Fijałka, Bartłomieja Krulickiego i Rafała Sobańskiego.

Mecz zaczął się od autowego ataku Butryna oraz bloku Możdżonka na Pietraszce, a pierwszy punkt dla GieKSy zdobył Karol atakiem po rękach rywali w aut (1:2). Następnie dwa skuteczne ataki Kapelusa i Quirogi doprowadziły do remisu po 4. Doświadczony gracz gości Jakub Jarosz dwoma atakami z rzędu po ciasnym skosie oraz po rękach naszych blokujących, wciąż daje Resovii minimalną przewagę. Na dobry atak Butryna po bloku w aut, odpowiedział skutecznie Lemański zbiciem ze środka (6:7). Po kilku błędach z obu stron i akcji Rossarda po naszym bloku (8:10), trener Piotr Gruszka już zareagował wzięciem czasu. W tym fragmencie gry obie drużyny dość dobrze radzą sobie w ataku. Po naszej stronie mieliśmy bardzo dobry atak ze środka Pietraszki, blok Kapelusa na Rossardzie, uderzenie Butryna po bloku, atak ze środka Kohuta i kolejny „gwóźdź” w wykonaniu Pietraszki. Po stronie gości oglądaliśmy ataki ze skrzydeł Jarosza i Rossarda, Lemańskiego ze środka oraz atak Śliwki po przekątnej (15:15). W kolejnym bloku popisał się Pietraszko zatrzymując akcję śliwki (16:16), ale dwa błędy z rzędu Quirogi oraz blok Jarosza na Kapelusie, dały już sporą przewagę Resovii (16:19) i drugi time-out dla katowiczan. Po nim Kapelus świetnie przedarł się przez blok rywali, a Pietraszko zaserwował asa (18:19) i tym razem to goście zmuszeni są do wzięcia czasu. Potem z dobrej strony pokazał się Rossard, który wpierw uderzył po bloku w aut, a potem wykończył bardzo długą wymianę, na co odpowiedział Kohut atakiem ze środka (19:21). Tym samym zagraniem popisał się Możdżonek i jeszcze raz nasz środkowy Kohut (20:22). Kolejną dłuższą wymianę skończył zbiciem Śliwka, by w następnej akcji obić nasz blok i na koniec seta Jarosz zaserwował asa w boczną linię parkietu (20:25).

 

Drugi set znów lepiej zaczynają rzeszowianie, dobry atak Jarosza oraz blok Lemańskiego na Kohucie, potem autowe zbicie Butryna (0:3) i już jest niewesoło. W kolejnej akcji poprawił się Karol atakując po bloku rywali, po czym Śliwka zrobił to samo (1:4). Znów mocny atak Butryna, potem blok Quirogi na Śliwce oraz autowy atak Jarosza i szybko odrabiamy straty (4:4). Obie ekipy błędy własne przeplatają skutecznymi akcjami, jak atak Śliwki po naszym bloku, mocne zbicie po rękach rywali w wykonaniu Quirogi i jeszcze jeden atak Argentyńczyka po prostej, czy blok Butryna na Jaroszu (8:8). Chwila przestoju w naszym wykonaniu i goście szybko odskakują z wynikiem. Jarosz obił nasz blok, autowy atak Sobańskiego, potem Rossard wykorzystał kontrę, po dłuższej wymianie Możdżonek zablokował atak Butryna i następna kontra gości zakończona zbiciem piłki przez Jarosza (8:13). Wreszcie naszą niemoc przełamał Sobański atakiem po bloku, na co odpowiedział Śliwka zbiciem po prostej, a Kohut przedarł się przez blok rzeszowian (10:14). Kolejne błędy na zagrywce w naszym zespole, wykorzystują bezlitośnie goście (kontra Śliwki) i wynik mamy coraz gorszy (11:17). Przypomniał o sobie Quiroga dobrymi akcjami po bloku rywali oraz zbiciem po prostej plus kiwka Sobańskiego, na co odpowiedzieli gracze Resovii, dobrymi akcjami Jarosza, dwa razy Rossarda oraz Śliwki, co dało wynik 15:21. Butryn atakiem ze skrzydła oraz udana kontra Kohuta, dały sygnał do walki (17:21). Jeszcze raz mocny atak Karola i skuteczna kontra w wykonaniu Quirogi (19:23) zmusiły trenera gości do wzięcia czasu. Po przerwie Śliwka na raty, ale zdobył punkt dla rzeszowian, na całe szczęście katowiczanie nie poddają się jeszcze i walczą! Pierwszą piłkę setową obronił atakiem ze środka Kohut, drugą Stelmach atakiem z lewego skrzydła, trzecią znów Stelmach blokując atak Jarosza, czwartą oddają nam goście, bo Rossard trafił piłką w aut, a przy piątej Jarosz też trafił w aut i raczej niespodziewanie mieliśmy remis po 24! Niemoc w ataku gości przełamał w końcu Jarosz mocny zbiciem, po czym Lemański zaserwował w taśmę (25:25). Niestety w tak ważnym momencie Komenda również zepsuł serwis i w kolejnej akcji Możdżonek zablokował atak Butryna (25:27). Wielka szkoda… ale końcówka bardzo emocjonująca!

Po dziesięciominutowej przerwie znów na prowadzenie wyszli rzeszowianie. Na skuteczny atak Jarosza, odpowiedział Butryn zbiciem po skosie oraz Możdżonek akcją ze środka (2:3). Po autowym ataku Śliwki (4:3) dopiero drugi raz w tym meczu GieKSa wychodzi na prowadzenie, które szybko powiększył Butryn blokując skutecznie Śliwkę. Po dobrych atakach Butryna w narożnik boiska oraz Sobańskiego po bloku w aut, utrzymujemy to prowadzenie (8:6). Rossard zaatakował po skosie, a Butryn trafia w aut i już po naszej przewadze (8:8). Karol szybko się zrehabilitował, ale potem to goście znów wyszli na prowadzenie po skutecznych akcjach Możdżonka i Jarosza (9:10). Po szczęśliwym punkciku Butryna, dobrze zagrał na środku Kalembka i GKS próbuje trzymać wynik (11:11). Lemański również ze środka i as serwisowy Jarosza dały już gościom dwa oczka więcej. Następny fragment gry to skuteczne akcje z obu stron. U nas atak Butryna po bloku, efektownie Quiroga z drugiej linii oraz Sobański ze skrzydła, a u przeciwników, atak Śliwki po ciasnym skosie, Jarosza po bloku w aut i as Lemańskiego (14:16). Kolejny przestój w grze sporo nas kosztował. Możdżonek zablokował atak Kohuta, Tichacek posłał asa, a Rossard wykorzystał kontrę rzeszowian i było już bardzo źle z wynikiem (14:20). Zapewne żaden z kibiców zasiadających na hali, nie przypuszczał, że ataki Sobańskiego z drugiej linii oraz Quirogi z przechodzącej piłki (16:20) będą ostatnimi skutecznymi akcjami po stronie GieKSy w tym meczu! W końcówce goście robili co chcieli. Skuteczny atak ze skrzydła Rossarda, kontra Śliwki oraz dwa asy serwisowe z rzędu Rossarda (16:24) doprowadziły szybko do piłki meczowej dla Resovii. Tę pierwszą, od razu podarował rywalom Quiroga trafiając w ataku w taśmę. I tym sposobem GKS przegrał już piąty mecz z rzędu!

 

13 grudnia (środa) – hala Spodek – Widzów 2500

GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów 0:3 (20:25, 25:27, 16:25)

GKS: Komenda, Butryn (14), Pietraszko (4), Kohut (6), Kapelus (3), Quiroga (9), Mariański (libero) oraz Fijałek, Witczak, Krulicki, Kalembka (1), Stelmach (2), Sobański (5), Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka.
Resovia: Kędzierski, Jarosz (15), Lemański (5), Możdżonek (7), Rossard (14), Śliwka (12), Masłowski (libero) oraz Tichacek (1), Dryja, Depowski, Krastins. Trener: Andrzej Kowal. MVP: Thibault Rossard.

 

Przebieg meczu:
I: 4:5, 8:10, 14:15, 18:20, 20:25.
II: 4:5, 8:10, 10:15, 14:20, 24:25, 25:27.
III: 5:3, 9:10, 13:15, 14:20, 16:25.

 

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Lipa

    14 grudnia 2017 at 12:56

    Bez sensu jest granie w spodku. Frekwencja dupy nie urywa, a wszystko przegrywamy, a co za tym idzie psuje to morale i spadamy w tabeli..

  2. Avatar photo

    stefano

    14 grudnia 2017 at 13:53

    Lipa , napisze delikatnie pierdolisz.
    To gdzie maja grac na Szopkach dla 500 osób?
    Na sitce było więcej osób niż na niektórych meczach w sezonie piłkarskim i hokejowym razem wziętych w tygodniu.
    To jest wstyd , żeby nie chodzic na mecze bo słabe morale ( piłkarze ) albo się dyscyplina nie podoba ( hokej)
    CAŁA GIEKSA RAZEM !

  3. Avatar photo

    artur

    14 grudnia 2017 at 17:50

    Tak jak pisałem, szumne zapowiedzi kończa się porażką. Ośmieszamy sie na kazdym kroku w kazdej dyscyplinie w kazdym meczu z jakimś prestiżem poza szachami. To juz pomału staje się tradycją.

  4. Avatar photo

    Lipa

    15 grudnia 2017 at 12:26

    Stefano, nie miałem na myśli morali kibiców tylko samych siatkarzy. Chodzi o to, że właśnie w siatkówce mamy potencjał i jak tak dalej będzie, to na mecze do spodka i tak będzie chodziło 500 osób, bo widać, że nam tam nie idzie granie. Więc lepiej „potegi” siatkarskie POKONYWAĆ przy 500 osobach na szopach niż dostawać w pizde przy 4000.
    CAŁA GIEKSA RAZEM !

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga